Klopsiki gotowane

Muszę przyznać, że zgubiłam kartę pamięci do aparatu. Oddałam aparat do naprawy i wyjęłam kartę. Nie mam jej. Bez karty nie mam jak robić zdjęć i nie robię.

Za to mam głowę pełną nowej wiedzy z pracy i nawet cała ta wiedza kiedyś mi się śniła. Że siedziałam w pracy, rozmawiałam z klientem po angielsku i nie dość, że nic nie rozumiałam, to odpowiedzi na wszystkie pytania przychodziły mi do głowy wyłącznie po polsku.

Stąd moje chęci na szybkie gotowanie. Nie chcę tracić czasu na stanie w kuchni, jeśli prawie cały dzień już spędzam w pracy. Chcę mieć czas dla siebie i bliskich. Potrzebuję tego. Nawet nie wiecie, jak bardzo.

Podaję przepis na szybkie klopsiki, które w ten sposób gotowała moja mama jako pyszny dodatek do zupy. Nie mam pojęcia, jakich przypraw używała, ja zawsze mięso mielone robię po swojemu i wychodzi bardzo dobre. Zerknijcie też w uwagę pod przepisem.

Smacznego! Zapraszam do zajrzenia w przepis.

Czytaj dalej

Klopsiki mięsne z sosem kreolskim

Przepis na kulki mięsne wpisał się doskonale w mój obecny styl życia. To łatwe i szybkie (!) danie na rodzinny obiad lub nawet wspólną kolację.

U nas klopsiki stały się tak „popularne”, że goszczą na naszym stole kilka razy w miesiącu. Takie wyróżnienie spotyka jeszcze wyłącznie zupy (niemal codzienne jakąś jemy) i herbatę z cytryną i miodem. :)

Czytaj dalej

Chleb z mąką durum na pszennym zakwasie

Moi Drodzy.

Zacznę tak uroczyście, bo okazja ku temu. Zrobiłam w końcu chleb na pszennym zakwasie z przepisu, który czekał na mnie kilka lat… Niesamowite, prawda? sam chleb wychodzi cudowny. Jasny, ze złocistą skórką i zaskakująco pysznym środkiem.

Mam jakieś sześć czy już może siedem segregatorów z przepisami. Podzielone tematycznie, już nieraz mnie ratowały przed jedzeniem resztek suchego chleba z masłem. Można rzec – dzięki nim jadłam niczym król jeszcze za studenckich czasów.

Ostatnio przestałam drukować kolejne strony z przepisami, bo praca pochłania mi cały dzień, a z dojazdem do niej nawet pół wieczoru.Nie mam kiedy szukać nowych przepisów. Ale za to w końcu korzystam z tych starszych. Przepis na pane di semola di grano duro rimacinata został oryginalnie umieszczony na pewnym blogu w dwa tysiące dziesiątym.

Czytaj dalej

Długi weekend

Wpis z siódmego lipca 2014:

Na budowie praca wre. Dziś przyjechało dwóch znajomych. Jeden cały poprzedni tydzień układał kafelki, a drugi nawiedził nas dziś i pomaga w układaniu płyt chodnikowych pod tarasem. Dobrze, że jest teraz więcej mężczyzn, bo jak w sobotę woziłam piasek i nosiłam płyty chodnikowe, to w niedzielę ledwo wstałam. Upał przyszedł szalony, nawet jeść się nie chce. W tamtym tygodniu jeszcze dało się pracować. Teraz, kiedy rano temperatura na zewnątrz sięga 25 stopni w cieniu, odechciewa się wszystkiego.

A teraz mamy listopad. Temperatura w środku sięga pewnie 25 stopni w cieniu.  Na zewnątrz około dwunastu stopni na plusie. Ludzie, mamy listopad czy może początek września? Dodam tylko, że pod koniec sierpnia byliśmy w Jesenikach na rowerach. Wtedy temperatura w nocy spadała do około minus jednego stopnia, a w ciągu dnia było plus osiem. Teraz nocą gryzą nas komary, a za oknem latają szalone biedronki. Cholera. Mnie się już zima śniła! Ślizgałam się na butach i nie mogłam się poślizgnąć. Kiedy postanowiłam znów zjechać na brzuchu z górki, zadzwonił budzik. Mam nadzieję, że w tym roku to nie będzie tylko sen. Mieliśmy znajomych na weekend. Przyjechali w piątek, a wyjechali dziś, czyli w niedzielę. Wprawdzie okazało się, że nie idziemy do schroniska na Leskowcu, a wtedy jeden z nich zaplanował szybki desant i ucieczkę. Wyglądało to mniej więcej tak:

  • w piątek przyjechaliśmy wszyscy w trzech turach. Oni zdążyli dotrzeć samochodem przed moim pociągiem i już się pięknie rozgościli na sofie;
  • kiedy mój drogi Mężczyzna poprosił ich o pomoc w przeniesieniu kilku cięższych rzeczy, ten od desantu nagle się źle poczuł i prawie popłakał, że nie będzie wyłącznie siedzenia przy piwie;
  • a potem było siedzenie przy piwie. Które mieli sobie sami przywieźć, zgodnie ze starym zwyczajem, że u nich z reguły nie ma nic poza miejscem do siedzenia;
  • w nocy lało solidnie, a w sobotę rano jeszcze lepiej. Zszokowany znajomy postanowił zadzwonić do kolejnej dwójki, która miała nas jeszcze odwiedzić. Najpierw się spakował szybciutko, zjadł śniadanie, a reszcie powiedział, że się zbierają. Na szczęście kierowca zdecydowanie odmówił, ale desantowiec zdążył zadzwonić do dwójki, że teraz to oni sobie mogą co najwyżej na herbatkę przyjechać. Nie chcę nic mówić, ale od kiedy to ktoś nieproszony będzie podejmował decyzję za gospodarzy, wszystkich gości i całą resztę?!
  • Potem był obiad, który kupili goście (bo skoro sami nie wiedzą, czy się zbierają, czy zostają, a przygotowany makaron z sosem pomidorowym i tuńczykiem gryzie ich w zęby…).
  • I od siedemnastej do PÓŁNOCY goście siedzieli przed telewizorem. Matko droga, ile można? Oglądali wszystko po kolei. Mimo tego, że przez pierwsze dwie godziny jeszcze próbowałam wyłączać odbiornik, za chwilę ktoś przychodził i z powrotem włączał. Na koniec już wcale mi się nie chciało z nimi gadać, więc sobie siedziałam przed komputerem i czytałam książkę.
  • Wyjechali dziś w południe. Czyli jak wszyscy się zwlekli na śniadanie i najedzeni mogli myśleć o dalszych krokach. Desantowiec już wieczorem dzień wcześniej się umówił z drugim facetem, że się spotkają w domu tego drugiego. Wiadomo – na piwo.

O i tak minął nam weekend. Zdążyłam jeszcze zrobić ukochane muffinki z jogurtem, czyli klasyk, który zawsze się udaje. A po wyjeździe gości – nadziewanego indyka i ciasto dyniowe ze śliwkami i borówkami. Co za dzień. A po co to wszystko piszę? Bo dochodzę do wniosku, że należy albo zmienić gości, albo na przyjazd tych zabierać telewizor.

Może wtedy okazałoby się, że lubią coś więcej, niż kolejną edycję idiotycznego serialu typu „Walcz i śpiewaj” czy jak to się nazywa. Bo zerkanie w stronę nadmuchanej Edyty G., która dla mnie wygląda jak po serii nieudanych operacji plastycznych jakoś mi nie pasuje do definicji „udanego wieczoru”. Szczególnie, że i tak cały tydzień w pracy spędzam przed monitorem, to mnie w zupełności wystarczy.

Miłej reszty długiego weekendu, jeśli go macie. I świętujmy wesoło 11 listopada. Kotyliony, festyny – normalnie to już chyba gdzieś było w świecie. ;)

Bułeczki śniadaniowe

Powstały jako modyfikacja szybkiego chleba (klik po przepis!) na potrzeby wycieczki w góry. Wiecie, jak cudownie jest sobie zjeść świeżą bułeczkę z mnóstwem dobrych rzeczy w środku na szczycie Babiej, o wschodzie słońca? Mówię Wam – wspaniale!

Czytaj dalej

Indyk z cukinią, ciecierzycą i kuskusem – przepis

Zaczęłam nową pracę. Poza mnóstwem wrażeń, jakie spotykają mnie każdego dnia (na razie wszystkie bardzo pozytywne, oby tak dalej), zmieniło się coś jeszcze.

Prawie nie mam czasu na gotowanie.

Prawie, bo weekendy na szczęście mam wolne i wtedy szaleję. Teraz zrobiłam tiramisu (sama), omlet z tortillą (nie sama), oryginalne croque monsieur (sama) i obiad na dziś (też sama, bo już się rozpędziłam z tym gotowaniem). Nie mówiąc o pieczeniu chleba, co jest naszą stałą tradycją.

Także tego… Na widok mojego obiadu kilka osób ode mnie z pracy westchnęło głęboko i odniosłam wrażenie, że chętnie by wszystko mi zjedli, tylko kultura im nie pozwala wyrywać innym talerza z rąk. I dobrze! Mnie też bardzo smakowało. :)

Czytaj dalej

Czekoladowe serniczki-muffinki

Oto pierwszy z przepisów, jakie wykonałam dziesiątego dziesiątego dwa tysiące czternastego. Zaczniemy od przygotowania serniczków, ponieważ są genialne, wyjątkowo proste. Smakują wyśmienicie nawet kilka dni po upieczeniu, co dla mnie jest niezrównaną zaletą.

I co bardzo ważne – wreszcie znalazłam przepis, który idealnie wpasował się w moją blaszkę do muffinek. zazwyczaj wychodzi mi inna liczba, niż podana w przepisach, a tym razem wyszło idealnie.

Czytaj dalej

Sałatka grecka – przepis podstawowy

Pewnie każdy ma swój pomysł na taką sałatkę. Mój Mężczyzna mówi, że od zawsze „tak ją robi”, jak przypadła mi najbardziej do gustu. Nie tylko dlatego, że potrafił przynieść dla mnie w góry, ciężką zimą (!) wszystkie składniki na plecach razem z dwudziestoma kilogramami innych cudownych rzeczy, w tym nawet puchowej kołdry.

Ale też dlatego, że po raz pierwszy zobaczyłam tak wspaniale grubo pokrojone kawałki warzyw plus mnóstwo pysznej fety i świeża bazylia.

Czytaj dalej

Sałatka z pomidorami

Dlaczego pomidory?

Bo ich wspaniały kolor i smak daje nam przy tak upalnym październiku – osiemnaście stopni na plusie! Druga połowa października! – daje nam jeszcze poczucie, że mamy lato. Nawet drzewa nie chcą masowo zrzucać liści i do niedawna tylko na górskich szlakach miałam wrażenie, że zmieniają się pory roku.

Czerwień to energia. Radość. Fiesta! Czytaj dalej

Trzy pomysły i trzy udane

Dziś miałam całe popołudnie w kuchni i zupełnie nie żałuję. Wypróbowałam trzy nowe przepisy, z czego każdy wyszedł wspaniały i z przyjemnością go powtórzę. Mało czasu mam, pora późna, całe przepisy po polsku niedługo. Póki co, w ramach cieszenia oczu – kilka zdjęć z innych wpisów. Może Was zainspirują.

Moja sałatka zimową porą – doskonała nawet podczas tak upalnego października, jak dziś (w Chorzowie ponad 25 stopni na plusie!).

salatka_ogorek03

Czytaj dalej

(Nie)codzienny obiad w 30 minut :)

Zrobiłam obiad na obiad. :). Wszystko zajęło mi pół godziny z małym bonusem, bo trzeba było zgonić towarzystwo do stołu. Niby byli głodni, a i tak szukali innych zajęć. Życie, Zytko, życie.

Tak naprawdę miałam ochotę zrobić wyłącznie pieczone ziemniaki. Ale że wcześniej zrobiłam na przekąskę kołacz z ciasta francuskiego i chlebek owocowy na deser, a na obiad wymyśliłam sałatkę – trzeba było coś dodać do tych ziemniaków. To naprawdę szybki i całkiem niedrogi obiad. Możecie pominąć przystawki. :)

Czytaj dalej

Chlebek owocowy – szybki, łatwy, na jesień

Od 23 września świętujemy nową porę roku. Kolejny raz dam się nabrać. Wyjdę rano, ubrana w kilka ciepłych swetrów, żeby po południu, wśród lecących na głowę złotych liści, ściągać z siebie kolejne warstwy.

Czytaj dalej