dzień jak co dzień – a jednak inny :) #dzienjakcodzien#

Witajcie.

Życie biegnie w swoim zwykłym tempie. Mela podśpiewuje pod nosem i pyta dlaczego drzewa nic nie mówią. Ja obudziłam się o piątej, bo to moja zwykła pora na wstawanie i weekend nie ma tu nic do rzeczy. Wytrzymałam w łóżku do siódmej, marząc, żeby zasnąć chociaż na chwilę.

Po raz pierwszy od dawna nie śniła mi się praca. Śniła mi się moja rodzina. Dom. Na sercu robi się ciepło.

Wstałam. Do dziewiątej miałam już za sobą podwójne espresso, ciasta gryczane z masłem orzechowym; ciasto z kaszą manną i sprzątanie. Nawet zdjęcia zdążyłam zrobić. Tylko śniadania nie było widać.

Do jedenastej miałam milion pomysłów, co zrobić i jak. Koktajl z roszponki i rzodkiewki. Albo z jabłek i pomarańczy. Czas sobie leniwie płynął, razem z Anią siedziałyśmy w naszej malutkiej kuchni i oglądałyśmy zdjęcia weselne. Jest taka para, która współpracując ze specami od ślubów, celebruje swoje wesele w tradycyjnym stylu w każdym kraju, który odwiedzają. Potem przerzuciłyśmy się na oglądanie tortów weselnych i etykietek na słoiki.

Śniadanie było wciąż w fazie planów.

Koło południa przyszła pora na herbatę i kanapki z szynką, hallumi i pomidorkiem. Tak. Życie jest piękne. :)

A potem nastąpiła faza smętnej muzyki, przebojów sprzed lat i zrobiłam kompot z rabarbaru, katując nas w nieskończoność Starym Dobrym Małżeństwem. Bo co innego można śpiewać przy gotowaniu takiego kompotu?

A na koniec można zaśpiewać razem z Lee Rockerem „Night Train to Memphis” i pomyśleć, jak wykorzystać wolną niedzielę. Bo to, że na wycieczkę pociągiem – to wiadomo! :)

Kiedy tylko przestaję się przejmować tym, na co i tak nie mam wpływu – na przykład ludźmi, na których mi zależało, ale im nie zależy – świat robi się piękniejszy po stokroć.

Don’t worry, baby. You’ re gonna be just fine.

Chodźmy na ciasto!

Racuszki z rodzynkami

Najwyższa pora podać przepis na racuchy. Pyszne, gorące, ulubione, z dodatkami według uznania. Nie tam żadne marketowe podróbki z proszku czy pudełka. Zrobienie domowych racuszków wymaga posiadania bardzo podstawowego zestawu kuchennego:

  • miska, garnek lub bardzo głęboki talerz;
  • widelec, ubijaczka lub rózga kuchenna;
  • patelnia żeliwna, głęboka patelnia lub patelnia do naleśników.

Myślę, że nawet w najprościej wyposażonej kuchni znajdą się takie urządzenia. Ostatecznie weźcie dużą doniczkę, kij i płaską blaszkę do pieczenia. :)

Racuchy są bardzo niewymagające. Jeśli tylko dacie im szansę, prawdopodobnie powrócą do Was jeszcze nie raz. Pisałam o jedzeniu racuchów już kilka razy, zawsze przy okazji gór. Na zawsze pozostaną ze mną te ze schroniska na Krawcowym Wierchu. Robione dla innych i dla siebie.

Tyle tytułem wstępu. Pora na przygotowania.

mazurek3

 Racuszki z rodzynkami

Składniki:

  • 500 ml mleka (może być kwaśne lub maślanka)
  • 350 g mąki
  • 3 jajka
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 2 łyżki cukru
  • duża garść rodzynek
  • jabłka i gruszki pokrojone w kostkę
  • masło klarowane, olej kokosowy, olej rzepakowy do smażenia (co lubicie)
  • przyprawy (dodatkowo): kardamon, czerwony pieprz, cynamon, skórka cytrynowa
  1. Mleko wymieszać z mąką, cukrem i jajkami. Ucierać aż do uzyskania jednolitej masy.
  2. Dodać proszek i sodę; wymieszać.
  3. Wrzucić owoce i sparzone wrzątkiem rodzynki.
  4. Jeśli ciasto będzie rzadkie, można odstawić na pół godziny i dodać proszek, sodę, owoce i rodzynki przed samym smażeniem.
  5. Żeliwną patelnię rozgrzać solidnie przed wrzuceniem tłuszczu, inną można od razu podgrzać z tłuszczem – im więcej, tym bardziej puszyste wyjdą racuszki. Należy unikać pośpiechu i tłoku na patelni. Racuszki potrzebują się porządnie zrumienić i dopiero można je obrócić. :)

Smacznego!

 

Tarta ananasowo-limonkowa (bezglutenowa, wegańska)

Tarta powstała jako wariacja na temat tortu urodzinowego dla mojej współlokatorki Agi. Jeśli szukacie kompletnie odjechanego przepisu, kupiliście wszystkie mąki bezglutenowe na fali mody „nie jem pszenicy”, a do tego uważacie, że świeży ananas pasuje do wszystkiego – oto przepis dla Was.

Ciasto fantastycznie się formuje dzięki temu, że używamy do niego oleju kokosowego. Zamiast jajek odrobina lodowatej wody i ciasto gotowe. Pyszne, oryginalne i po wielkie uczcie każdy zmieści kawałek, bo jest bardzo orzeźwiające. To może potwierdzić każda z ośmiu obecnych osób!

Tarta ananasowo-limonkowa

Wyposażenie: Forma na tartę o średnicy 26 cm, z wyjmowanym dnem. | Oryginalny przepis: Food&Wine.

Składniki na ciasto:

  • 8 łyżek oleju kokosowego, roztopionego, a następnie zamrożonego (!) + odrobina do posmarowania formy
  • 1/2 szklanki mąki z ciecierzycy (ja użyłam mąki besan z ciecierzycy i fasoli)
  • 1/4 szklani mąki/skrobi z tapioki
  • 1 łyżka słodzonych wiórek kokosowych (lub cukru kokosowego, jeśli macie)
  • 1/2 łyżeczki drobnej soli morskiej
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 4-5 łyżek lodowatej wody

Składniki na wierzch:

  • 1 czubata łyżka zmielonych migdałów
  • 1 duży, dojrzały ananas – obrany i pokrojony w cienkie półplasterki
  • 1 łyżka cukru kokosowego (użyłam brązowego i wiórków kokosowych)
  • drobno starta skórka i 1 łyżka soku z limonki

Przygotowanie:

  1. Nasmaruj lekko formę olejem kokosowym. W misce robota kuchennego lub ręcznie wymieszaj dokładnie wszystkie suche składniki.
  2. Zamrożony olej pokrój w kostkę i dodaj do suchych składników. Szybko rozmieszaj mikserem lub opuszkami palców do uzyskania konsystencji bułki tartej. Dodaj ekstrakt waniliowy i 4 łyżki lodowatej wody. Zagnieć szybko w jednolite ciasto – jeśli ciągle się kruszy, dodaj odrobinę więcej wody.
  3. Wyłóż formę ciastem, zaczynając od środka spodu. Rozłóż je jednolitą warstwą, pamiętając o jednakowej grubości ciasta w każdym miejscu, także przy brzegach. Nakłuj ciasto widelcem w wielu miejscach i wstaw do schłodzenia do lodówki na co najmniej 30 minut.
  4. W tym czasie możesz zająć się ananasem, jeśli jeszcze leży cały. Obierz go, wykrój wszystkie twarde i łuskowate części, pokrój na cienkie półplasterki.
  5. Rozgrzej piekarnik do 190 stopni. Spód tarty wysyp zmielonymi migdałami. Ananasa układaj od zewnątrz do środka, zakładając kawałki jeden na drugi tak, żeby ostatecznie otrzymać wzór wielkiego kwiatu.
  6. Posyp cukrem kokosowym lub wiórkami i piecz 35-40 minut, aż ananas pięknie się przyrumieni. Jeszcze ciepłą tartę posyp po wyjęciu skórką z limonki i posmaruj sokiem z limonki.
  7. Wyjmij z formy, krój i dekoruj dopiero po ostudzeniu! Możesz jako dekoracji użyć wymytych liści ananasa lub ubić śmietankę kokosową i podawać tartę z wielkim kleksem.

Smacznego!

Przepis za przepisem – jakżeby inaczej!

Witajcie.

Życie pięknie toczy się dalej, ja mam mnóstwo nowych pysznych przepisów, tylko zostaje ciągle jedno ale pod nazwą „Dzięwięć-Godzin-W-Pracy-Przed-Monitorem”.

I od razu odechciewa mi się w ogóle naciskać taki mały okrągły przycisk „Power” w komputerze,

Pora to zmienić. Rządy się zmieniły, obyczaje też, czasy – jak wyżej. Włączyłam tego grata i po miesiącach nieobecności nadrobię dziś moje zaległości. Ach. I ech! :)

Walnęłam tym blogiem, kiedy okazało się, że nie tylko nie mam miejsca na publikowanie zdjęć, ale też nie mam opcji ściągnąć ich tutaj z Google Plus. Teraz spróbuję z Pintrestem, potem ze wszystkim, co się będzie dało. Ten blog dodawał mi energii do działania.

Zawsze znajdzie się ktoś, kto cudze wysiłki skaże na porażkę i obwieści klęskę. Nie wiem, czemu w to kiedyś uwierzyłam, skoro od początku pisałam dla siebie.

Nie jestem wielką diwą kulinarnych programów, ani najsłynniejszy blogerem roku. Zupełnie nie przeszkadza mi to w życiu i jakaś część mojej duszy, którą we współczesnym kosmopolitycznym świecie można nazwać amerykańską, wciąż jest ze mnie dumna i wymachuje książką kucharską niczym wielką flagą.

O. I już. Pisanie daje mi tak wiele przyjemności. Jedzenie, fotografia, wyglądanie przez okno w pracy, spacer po górach. Prostota. Piękno. Życie!

Do zobaczenia niedługo w nowym przepisie.

Nowy rok, nowa ja ;)

Jak wspaniale, że mamy Nowy Rok rozpoczęty mrozem!

Wymarzona zimowa pogoda. Szczególnie w górach. Mróz. Słońce. Skrobanie szyb. <Ekhm>. W mieście jak dla mnie może być nieustannie plus osiemnaście, słońce z lekkim wietrzykiem i deszcze nocami, żeby rano było czym oddychać.

A w dzień: słońce, plus osiemnaście etc., etc.

Zima = śnieg.

Tylko gdzie ten śnieg?!

wschod slonca2

Tak drzewiej bywało. Jakieś trzy zimy temu.

A teraz… Niby tak samo, tylko bez tego śniegu. Można zimą zrobić zdjęcie i udawać, że to pamiątka z letnich wakacji. Nie tak miało być, panowie, nie tak. :)

Chciałam tylko powiedzieć, że mam się dobrze.

Oto podsumowanie mojego dnia z marca 2014 roku. I wtedy nawet była zima! :)

———————————————————-

Witajcie.

Dookoła mówią, że świat zwariował. Że szaleje zbrojenie, sankcje i inne straszne słowa.

A u mnie na stole kolorowy obrus, z zielonym bieżnikiem i kuchenny ręcznik z zielono-żółtymi motylami. Szklana buteleczka z 4 kolorowymi rurkami.

A z oknem rano było biało. Odśnieżałam samochód! To nic, że już cieplej i zostały tylko resztki białego (!) śniegu, który wczoraj rozpoczął się wielką burzą, kiedy byłam w pracy. Nagle pociemniało, zawiało i zaczęło walić gradem i śniegiem. A dziś – już po wszystkim.

Dziś jest wtorek. To znaczy, dla mnie jest coś między sobotą a niedzielą, bo poprzednie wolne miałam kilka dni temu. W środę bodajże. A potem… Nie wiem. Chyba teraz.Jutro znów środa i znów do pracy.

Tarta cytrynowa z kremem pâtissière

Na czym polega urok dań zrobionych w domu? Jak dla mnie na tym, że spędzam czas w kuchni, co zawsze jest zaletą oraz na tym, że wszystkiego mogę próbować i efekt końcowy jest idealny, bo przygotowany dokładnie tak, jak marzę.

Krem budyniowy, inaczej zwany cukierniczym lub od oryginału pâtissière to krem, który kojarzył mi się z wyższą szkołą jazdy. Tymczasem znalazłam przepis, który wymaga minimum czasu i wysiłku. I w dodatku nie robią się grudki. Czyli – przepis dla mnie!

Jeśli lubicie spektakularne efekty, przygotujcie podwójną porcję sosu cytrynowego (w moim przepisie jest go niewiele, chociaż i tak całość jest mocno cytrynowa).

Dziś szybko i pysznie. Jak chodzi za mną przepis, to nie ma rady, w końcu trzeba zrobić, choćbym wstawała rano po czwartej na poranną zmianę i wracała ledwo żywa, bo weekend okazał się dużo mniej spokojny, niż zwykły dzień w pracy. A jak patrzę na zegarek, to o ósmej będę już spać. Czyli za dwie godziny. Dla mnie to prawie dwunasta. :)

A tarta cytrynowa, do tego z szybkim kremem cukierniczym jest dla mnie genialna. Teraz wszyscy zachwycają się rabarbarem i szparagami. A ja cytryną. Jak cały rok. Nie wyobrażam sobie wrzucać na blog setny raz przepisu na to samo, tylko dlatego, że znów to zrobiłam. A jak czytam przepisy, to wybaczcie, gwiazdy kulinarnych blogów – wszyscy gotują to samo, podają niemal tak samo i już od patrzenia mnie się przejadło.

Dla miłośników rabarbaru mam wspaniałe muffinki z cukrową posypką – proszę bardzo – czas na piknik!. :)

Tarta cytrynowa z kremem cukierniczym (patissiere)

Ciasto kruche (na formę 24 cm):

  • 225 g mąki krupczatki (ja używam czeskiej polhrubej)
  • 1/2 łyżeczki drobnej soli
  • 30 g cukru muscovado
  • 30 g cukru białego
  • 125 g schłodzonego masła extra, pokrojonego w kostkę
  • 1 jajko M, roztrzepane
  1. Mąkę z solą i oboma rodzajami cukru dobrze wymieszać w misce. Dodać masło, szybkimi ruchami rąk wetrzeć masło w mąkę, aż zacznie przypominać drobną bułkę tartą.
  2. Palcami zrobić wgłębienie w składnikach, dodać roztrzepane jajko i widelcem albo płaskim nożem wymieszać składniki, aż wszystko się połączy i zacznie przypominać ciasto. Następnie szybko zagnieść w miarę jednolite ciasto (nie za długo, tylko do połączenia składników). Zawinąć w folię spożywczą, najlepiej jako płaski dysk i schładzać w lodówce około 30-60 minut.

W tym czasie przygotować sos cytrynowy i krem na wierzch.

Sos cytrynowy:

  • 1-2 cytryny (starta skórka plus 1/3 szklanki soku)*
  • 40 ml śmietanki kremówki
  • 2 białka, lekko roztrzepane
  • 80 g drobnego cukru

Ubić białka, cukier i śmietankę na jednolitą masę (nie na sztywno). Dodać sok i skórkę z cytryny, ubijać jeszcze przez chwilę, aż składniki się połączą. Odstawić.

Krem budyniowy – cukierniczy – pâtissière

  • 1/2 szklanki mleka
  • 1/2 szklanki słodkiej śmietanki 30%
  • 1 laska wanilii (wyjąć ziarenka)
  • 2 żółtka
  • 75 g drobnego cukru
  • 1 łyżka mąki pszennej
  • 2 łyżeczki skrobi kukurydzianej (maizeny)
  1. Zagotować mleko ze śmietanką i ziarenkami wanilii. Odstawić.
  2. W tym czasie w wąskim, wysokim naczyniu, na przykład używanego do blendera lub bitej śmietany ubić mikserem lub blenderem do białości żółtka z cukrem na białą, puszystą pianę.
  3. Obie mąki przesiać, dodać do żółtek z cukrem. Dobrze ubić, aż mąka nie będzie widoczna. Dodać połowę mleka ze śmietanką i cały czas ubijając, wymieszać dokładnie. Dodać drugą połowę, zmiksować jeszcze przez chwilę i przelać całość do czystego garnka.
  4. Ciągle ubijając rózgą kuchenną, żeby nie przypalić kremu, doprowadzić do wrzenia, po czym gotować i ubijać jeszcze 2 minuty.
  5. Przełożyć do szklanego/ceramicznego naczynia, przykryć dopasowanym kawałkiem papieru do pieczenia, żeby nie utworzył się kożuch. Odstawić do ostudzenia.

Ciasto:

Wyjąć ciasto z lodówki. Przygotować formę do tarty o średnicy 24cm, posmarować ją lekko masłem i wysypać mąką.

Rozgrzać piekarnik do 200°C (bez termoobiegu).

Ciasto szybko rozwałkować na koło o średnicy 28-30 cm, wyłożyć do formy. Dobrze docisnąć brzegi. Lekko nakłuć widelcem w kilku miejscach, przykryć papierem do pieczenialub folią aluminiową i obiążnikami (sucha fasola, groch, ciężkie monety, ceramiczne kulki).

Piec 10 minut z obciążeniem, zdjąć obciązniki i papier, a następnie piec jeszcze 5-10 minut, aż ciasto będzie pięknie wypieczone na złoto.

Na wystudzone ciasto wyłożyć krem cytrynowy, na wierzch krem cukierniczy. Wierzch wyrównać. Mozna podawać od razu, jeśli lubicie wyraźną fakturę ciasta kruchego lub odstawić pod przykryciem do lodówki na minimum godzinę.

 

Smacznego!

I wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

Gofry na zakwasie – wersja I

Zaniedbałam blog zupełnie i nie zamierzam się z tego tłumaczyć. Kompletnie. ;)

Ale za to mam sporo wspaniałych przepisów, a gofry są u mnie zawsze mile widziane. W końcu nauczyłam się używać swojej gofrownicy. Daję o połowę mniej ciasta, nic nie wypływa na boki, a i gofrów mam dwa razy więcej.

Te na zakwasie są cudowne. Mało słodkie, więc można dodać do nich wszelkich słodkich dodatków bez obaw, że przesłodzimy. Tak. Proste i genialne. To bardzo wdzięczny przepis. Całe przygotowanie można zrobić przed pracą albo wieczorem poprzedniego dnia. I wystarczy wziąć zakwas prosto z lodówki. Przy okazji warto go nakarmić.

Gofry na zakwasie

Składniki na starter:

  • 2 szklanki mąki pszennej chlebowej
  • 2 łyżki cukru
  • 2 szklanki maślanki
  • 1 szklanka zakwasu (niekarmionego)

Składniki na ciasto na gofry lub pancakes:

  • cały starter
  • 2 duże jajka
  • 1/4 szklanki roztopionego masła lub oleju roślinnego
  • 3/4 łyżeczki sody
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej

Przygotowanie:

  1. Do przygotowania starteru użyj zakwasu prosto z lodówki, tylko najpierw dobrze wymieszaj i odmierz 1 szklankę.
  2. W dużej misce wymieszaj zakwas z mąką, maślanką i cukrem.Odstaw na noc w temperaturze pokojowej.
  3. W małej misce wymieszaj dokładnie jajka i roztopione masło. Dodaj do mieszanki.
  4. Dodaj sól i sodę. Dokładnie wymieszaj. Na cieście pojawią się bąbelki.
  5. Przygotowuj wafle w dokładnie rozgrzanej, natłuszczonej gofrownicy zgodnie z instrukcją producenta.
  6. Podawaj natychmiast. Możesz też zamrozić całkowicie wystudzone gofry. Ich rozmrożenie zajmuje dosłownie chwilkę i możesz to zrobić w tosterze albo na patelni teflonowej.

Oryginalny przepis: King Arthur Flour

Uzależniające ciastka orzechowo-czekoladowe z żurawiną

18 września 2015

Kiedyś myślałam, że jestem inna. Że widząc czekoladę w sklepie, mogę przejść obok niej obojętnie i myśleć na przykład o warzywach. A tu nieprawda. Zrobiłam ciastka z tego przepisu i przepadłam! Zrobiłam je drugi raz dwa dni później. I nadal nie mogę przestać o nich myśleć. Są tuż obok.

Żeby nie zjeść wszystkich od razu na śniadanie, zaczęłam dzień „zdrowo”. Koktajl owocowy z korzeniem cykorii i mielonym ostropestem. Potem zapiekanka ziemniaczano-dyniowa. Aż w końcu kawa i ciastka. Kawa i ciastka. Kawa i ciastka… Mogłabym tak do wieczora. Ale że potem idę na noc do pracy, część przyjemności zostawię na wieczór. I wtedy znów będzie zapiekanka, koktajl i ciastka.

Jedyna moja radość, która powoduje, że nie chcę uciec jak najdalej od pracy na nockę. Oj, Zytka. To tylko cztery dni nocki!  I ile czasu w ciągu dnia na robienie ciastek!

13 października 2015

Dalej myślę o tych ciastkach. I o tym, że mojej koleżance Basi pies pożarł ostatnie czekoladowe ciasteczko. To są dramaty, jakich nie znacie, dopóki nie spróbujecie ciastek! :)

Ciastka czekoladowo-orzechowe z żurawiną

Czas przygotowania: 20 minut | Czas pieczenia (na jedną blaszkę): 15 minut

Składniki:

  • 170 g mąki tortowej
  • 1 łyżeczka sody
  • 140 g miękkiego masła 82%
  • 30 g kakao
  • 1 jajko, lekko roztrzepane
  • 16 g cukru waniliowego
  • 180 g brązowego cukru trzcinowego
  • 30 g orzechów (włoskich, laskowych lub migdałów)
  • 100 g suszonych żurawin
  • 100 g posiekanej czekolady deserowej lub gorzkiej

Przygotowanie:

  1. Żurawinę namoczyć we wrzątku, następnie dokładnie osączyć na papierowym ręczniku.
  2. Miękkie masło utrzeć z cukrem trzcinowym i waniliowym na jasną, puszystą masę (da się to zrobić nawet bez miksera).
  3. Do masła przesiać (!) mąkę, sodę i kakao, wymieszać i dodać jajko. Za pomocą drewnianej łyżki lub sprawnych rąk szybko zagnieść ciasto w dość sztywną masę.
  4. Na końcu dodać posiekane orzechy, czekoladę i żurawinę. Dobrze wymieszać.
  5. Dużą blachę z wyposażenia piekarnika wyłożyć papierem do pieczenia. Z ciasta lepić kulki (mnie wychodzi około 24 sztuk, w oryginalnym przepisie ma wyjść 12-14 naprawdę wielkich ciastek). Lekko spłaszczyć i zachować duże odstępy między ciastkami.
  6. Piec w 180°C przez 15 minut. Ciastka studzić na metalowej kratce (takiej jak do grilla, mikrofalówki woka czy nawet dużym koszyku do głębokiego smażenia).

I już. :)

 

Przepis: Przepisy Mistrza Pawła Małeckiego. Cukiernia Lidla.

Za dużo zakwasu? To już nie problem! Płaskie chlebki i inne ciekawostki.

Witajcie. Dobry wieczór.

Praca na nockę sprzyja zajmowaniu się dobrą częścią życia.* Przede mną jeszcze dwie nocki. Na pierwszą kolega przyniósł cały strój moro na jakieś spotkanie fanów SF i konstruował mackę potwora ze starego prześcieradła, koszulek i paru innych elementów. Miał też ze sobą taką strzelbę na kulki, żeby strzelać na spotkaniu.

Dziś wrócił z siniakiem na pół nosa, bo jakiś dzieciak walnął go w maskę na twarzy tak mocno, że wbił mu noski od okularów w sam środek nosa. Czy te dzieci oglądają tak dużo telewizji, że sądzą, że tylko ich może boleć, a inni przebierańcy są sztuczni?!

Na dzisiejszej nocce mam moją prywatną listę przebojów Trójki. Od pierwszej dziesiątki do ostatniej, która jest właśnie przy trzydziestym dziewiątym. A za oknem miałam Międzynarodowe Pokazy Pirotechniczne, czyli poczwórny Sylwester włosko-polsko-słowacko-wspólny w ciągu jednej nocy. Jak dobrze, że okna w naszym biurze wychodzą na właściwą część Katowic. :)

A to niżej to to Lista Przebojów w najczystszej postaci. Mając siebie, trzymamy świat, by nie staczał się każdego dnia. Tak jak ja się staczam. Mamy siebie i mamy coś jeszcze. Yeah. Reggae!

Po tym uroczym wstępie zapraszam na chlebek, który możecie zrobić nawet w górach na ognisku, na dużym, płaskim kamieniu znalezionym gdzieś po drodze. Da się! Niedawno moi znajomi zaprosili mnie na Leśne Granie – kompletnie zamkniętą imprezę, na którą zaprosili ponad dwieście osób, prosząc o to, żeby nie umieszczać informacji w żadnych publicznych miejscach, portalach, forach i tak dalej.

A teraz jest już dawno „po imprezie”, więc mogę Wam napisać, że jedną z atrakcji było robienie chlebków chapatti. Na kamieniach, pod nimi paliło się ognisko. Stolnicą był najbardziej płaski duży kamień. To był smak! Drewno, dym, nieziemska atmosfera, muzyka na każdym kroku i o każdej porze od rana do nocy i od nocy do rana.

Przepis oryginalny jest taki: 2 kilogramy mąki pszennej tortowej i kilogram mąki pełnoziarnistej, 1 1/2 kostki masła, garść soli i woda (tyle, żeby ciasto dało się zagnieść). Odstawić do odpoczęcia, wałkować cienki placuszki na mocno posypanym mąką kamieniu (trzeba doliczyć dodatkową mąkę!) i po uprażeniu z obu stron, odwrócić raz jeszcze. Gotowe smarować miękkim masłem (można ręką, trzeba doliczyć dodatkowe masło).

Zjadać gorące.

Zdjęcia tych cudów zostały jedynie na tablecie Maćka, a więc możemy ich nigdy nie zobaczyć. Jak się uda, od razu je tu wrzucę :)

Mój przepis jest nieco inny i ma bardzo praktyczne podłoże. Chodzi w nim o to, żeby wykorzystać nadmiar zakwasu. Autorem przepisu jest Heffrey Hamelman, który jednym kojarzy się z guru piekarnictwa, a innym jeszcze z niczym, bo nie piekli chleba.

Płaskie chlebki i krakersy

Składniki:

  • 70 g mąki pszennej razowej
  • 70 g mąki pszennej tortowej
  • 320 g płynnego zakwasu levain***
  • 5 g soli
  • 2 g kminu rzymskiego

Przygotowanie:

  1. Wszystkie składniki trzeba wymieszać w misce ręką lub mikserem. Jak to mówi Mistrz Hamelman, aż siatka glutenowa będzie wykształcona w średnim stopniu. Jeśli nie wiecie, to ja Wam też nie powiem. Dłużej, niż mieszanie łyżką, krócej, niż 10 minut. :)
  2. Odkładamy na etap tak zwanej fermentacji wstępnej, czyli zostawiamy przykryte folią spożywczą na 30-60 minut. Zytka rekomenduje 60 minut jesienną porą, kiedy jest zimno, a kaloryfery jeszcze nie grzeją.
  3. Po tym etapie potrzebujemy podzielić ciasto na porcje 57-gramowe. Ja dzieliłam na porcje nożem na 70-gramowe kawałki, ale tak naprawdę to zależy od wielkości Waszej żeliwnej patelni.Moja ma 26 cm średnicy.
  4. Po podzieleniu odkładamy na chwilę, żeby ciasto odpoczęło. To dokładnie tak, jak z ciastem na pierogi. Nie można go zbyt długo maltretować, bo będzie się opierać przy wałkowaniu. Wałkujemy kawałki na placki o średnicy 15 cm, delikatnie podsypując mąką. Moje doświadczenie pokazało, że „delikatnie” może oznaczać bardzo dużo, w przeciwieństwie do wałkowania kruchego ciasta.
  5. Rozgrzewany dość mocno patelnię żeliwną, grillową (lub inną bardzo ciężką z grubym dnem) patelnię. Aż wylane na nią krople wody będą parować i podskakiwać z sykiem. Dokładnie taka temperatura panuje nad płytą pieca kaflowego. Jeśli woda nie chce wyparować, to jest za zimna, jak paruje bez podskakiwania – to za ciepła. Kładziemy chlebek na patelni, po minucie odwracamy na drugą stronę i prażmy 30-45 sekund. Chlebek się zarumieni. Odwracamy ponownie na 15 sekund. Zawijamy placek w bawełnianą ściereczkę i wkładamy do plastikowej torby, co zapobiegnie wysychaniu.

Po upieczeniu można smarować klarowanym/zwykłym masłem, żeby nabrały aromatu.

*** Ja po prostu wzięłam mój płynny zakwas, który karmię na zasadzie: 2-3 łyżki zakwasu, 100 g mąki, 125 g wody. Możecie też dokarmiać zakwas przed pieczeniem na zasadzie 100% – tyle samo zakwasu, co mąki i wody – wszystko odmierzone na wadze.

Ilość wody w tym przepisie powinna być ściśle uzależniona od nawodnienia, czyli hydracji Waszego zakwasu. Jeśli karmicie zakwas na zasadzie: Ile wlezie wody, to domieszam mniej więcej trochę mąki, to spróbujcie kilka razy zważyć składniki i po kilku takich akcjach dokarmiania spokojnie możecie trzymać się proporcji z tego przepisu. W innym razie trzeba nieco zmodyfikować ilość mąki..

Te chlebki są pyszne. I każdemu pachną niesamowitymi wspomnieniami. Mają w sobie coś kompletnie niepowtarzalnego i nie do podrobienia.

CIEKAWOSTKI

  1. Jak przechować zakwas w Szwecji – oddać do hotelu!
  2. A jak w Ameryce? :)

 

*Skoro nie mogę spać, a wypada być zajętą, to przecież nie będę łamać sobie głowy nad problemami osobistymi, skoro one i tak śnią mi się każdej nocy, a uwolnić się od nich nie sposób.

Aha! A dziś jest już 26 września, sam początek dnia. Idę spać, żeby dojechać do domu po pracy. Jeszcze nie wiem jak, ale przecież ja sobie poradzę. Nie z takich miejsc się wracało! :)

Na jesienną chandrę

Oczywiście chandra jest tak głupim słowem, że nawet nie wiem, skąd to mi się bierze (że jestem mitologiczne zwierzę).

Witajcie.

Moje życie znów wywróciło się do góry nogami, a to dobry moment, żeby przysiąść nad blogiem, uzupełnić go o przepisy z ostatnich miesięcy i zrobić w końcu coś dla siebie.
Zrobić coś dla siebie.

Będę liczyć gwiazdy. :)

To moje motto od dłuższego czasu. Zająć się sobą, zaopiekować się tą małą dziewczynką, która domaga się więcej gorącego chleba i więcej ciastek czekoladowych. Do kawy. To już w ramach marzeń mnie obecnej.

Odkrywam się na nowo, a może w ogóle po raz pierwszy w życiu wiem, że prawdą są te wszystkie banały typu „jak weźmiesz odpowiedzialność za swoje życie, to zobaczysz, jak dużo się zmieni”.

Wzięłam się w garść. W kwietniu wyprowadziłam się od chłopaka, bo nasze relacje przypominały opowieść Anthony’ego de Mello o facecie, który wsiadł do autobusu z wielką torbą. I tak siadł, trzymając torbę na kolanach. Ludzie go pytali, co tam wiezie, a on na to, że bombę. Na to zebrał się tłum i krzyczy” Bomba? To niebezpieczne! Proszę natychmiast włożyć ją pod siedzenie!”.

Ekhm. No właśnie. Miałam dość trzymania bomb pod siedzeniem autobusu.
Czytam bardzo dużo książek. Jestem z tych osób, które wyrabiają polską normę dla kliku osób miesięcznie, więc zawyżam cholerne statystyki. W które po pięciu latach socjologii nie wierzę, bo statystyczny Polak nie istnieje. Ale całego „Przebudzenia” jeszcze nie przeczytałam ze zrozumieniem. To zupełnie jak z „Prorokiem” Khalila Gibrana.

Zresztą, ja uwielbiam książki, które można czytać sto razy i dalej być w nich zakochaną. Uwielbiam je nad wiele, wiele rzeczy. I spraw. Tak na przykład są dla mnie ważniejsze, niż niektórzy znajomi.

I niż masło orzechowe.

I moje niektóre zdjęcia (szczególnie z czasów, kiedy dopiero uczyłam się trzymać lustrzankę w rękach).

I nawet ważniejsze, niż mój ulubiony kubek, który dostałam w prezencie od chłopaka. Kubek jest z cieniutkiej porcelany, wysoki, chudy jak ja i równie piękny. :) A wszystko smakuje z niego lepiej. Całkiem poważnie!

Książki. Jestem zawalona książkami, odkąd się tu przeprowadziłam. W mieszkaniu Maćka i w domu na wsi na wszystko było mnóstwo miejsca. Było więcej pokojów, więcej półek. Nie musiałam mieszać bakalii z foremkami do ciast i kłaść ich obok trzydziestu książek kucharskich. I około dwóch tysięcy przepisów w segregatorach.

I obok podręcznej biblioteczki, takiej złożonej pewnie ze stu pięćdziesięciu książek. Rodzina w domu nie może odżałować do tej pory, że wzięłam tylko część swoich książek, bo ich już się nie mieszczą. Więc jak tylko przyjeżdżaliśmy z Maćkiem samochodem, od razu znajdowały się jakieś kartony z książkami, które na pewno chcę zabrać. :)

Takie życie, pełne przepisów, książek, zdjęć i kolorów.

Nie powiem, brakuje mi wszystkiego. Przede wszystkim, brakuje mi nas z czasów, kiedy wszystko było super i marzyliśmy, żeby się w końcu przeprowadzić na wieś na stałe. Siedzieliśmy w fotelach z Ikei, na gołym betonie, grzejąc stopy na podłogówce i smażąc kiełbaski w kominku.

I było genialnie, cholernie genialnie.

A potem nastąpiło życie, które jak zawsze jest totalnie inne, niż nasze wyobrażenia. A szaleństwo to wciąż robić tą samą rzecz w ten sam sposób i liczyć, że wyjdzie coś innego.

Nawet pan Albert E. to wiedział.

PS. Maciek tego na pewno nie przeczyta. Czytał mój blog tylko na samym początku i tylko przez przypadek, kiedy przy udostępnianiu mu zdjęć z naszego pierwszego (ach, ach. ach) wyjazdu w Karkonosze. Prawie tylko we dwoje. Z jego wspaniałym przyjacielem, który tylko się uśmiechał w BARDZO charakterystyczny sposób i udawał, że szybko zasypia. ;)

A potem… już wiedział, dlaczego robię tyle zdjęć jedzenia. I najwyraźniej na tym poprzestał, bo nigdy nie skomentował nawet słowem moich tekstów na temat budowy, życia, wyjazdów i czegokolwiek.

A jeśli dotrwaliście do teraz, oto nagroda-niespodzianka. Piosenka, której chętnie będę używać jako budzika i będę się przy niej (może?) w końcu gimnastykować. Bo na pewno nie będę uprawiać fitnessu we własnym pokoju! Wystarczy, że mam na parapecie bazylię i rozmaryn.

Piosenka, którą usłyszałam w bacówce równe trzy lata temu. A wczoraj znalazłam małą żółtą karteczkę z nazwą piosenki. I zakochałam się w życiu od nowa!

Pyszne ostre ciasteczka ser-polenta

1 maja 2015

Dzień dobry.

W tle wyjątkowa lista przebojów, czyli 8 Polski Top Wszech Czasów. Kto nie słucha, ten trąba, więc ja słucham, śpiewam, wspominam wszystkie ogniska i wyjazdy w góry, na których do ochrypnięcia zdzierało się gardło, rycząc „Zawsze tam, gdzie Tyyyyyyyyyyyyyy!” na zmianę z „Czerwony jak cegła, rozgrzany jak piec…” i „Jolka, Jolka, pamiętasz to lato ze snu”.

Polska nostalgiczna dusza. Mniej niż zerooooooooooo! Mniej niż zeroooooo!

Ekhm. Poniosło mnie, póki nie jestem w pracy

Muzyka i wspomnienia. Do tego dobre jedzenie w dobrym towarzystwie. Wystarczy, żeby grzać się w mroźne poranki i wieczory tym, co pamięć zachowuje na gorsze czasy. I ile nadziei, że świat lubi, kiedy jest dobrze. Mówię więc do świata: Lubię to, co Ty. ;)

17 września 2015

Gdzie ja wtedy byłam? Co ja takiego robiłam, że chciałam zachować pamięć o dobrych rzeczach? Jak bardzo było źle? Nieważne. Nie teraz. Na pewno nie miałam działającego aparatu, więc zdjęć nie będzie. Ale już cicho, koniec gadania! Nie przy ciastkach proszę! :) *

Ostre ciasteczka ser-polenta

Składniki:

  • 1 szklanka mąki chlebowej
  • 1 szklanka polenty instant
  • 1/2 łyżeczki drobnej soli
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki wędzonej papryki
  • 1/4 łyżeczki suszonego chilii, bardzo drobno zmielonego
  • 1/4 łyżeczki słodkiej papryki
  • 1/2 szklanki twardego sera, startego na grubej tarce (ja użyłam Mimolette 12-miesięcznego, takiego)
  • 2 1/2 łyżki zimnego masła, w kosteczkach
  • 3/4 szklanki jogurtu naturalnego, zimnego

Przygotowanie:

  1. W misce dokładnie wymieszać wszystkie suche składniki razem z serem.Dodać masło i szybko wgnieść je palcami, żeby całość przypominała bułkę tartą.
  2. Dodać jogurt i zagnieść w luźną kulę. zawinąć w folię spożywczą i włożyć na 15 minut do lodówki.
  3. Rozgrzać piekarnik do 190°C. Płytką blachę wyłożyć papierem lub wysmarować tłuszczem i wysypać polentą.
  4. Podzielić ciasto na 4 części. Wałkować po kolei na podsypanej (obowiązkowo!) mąką lub polentą stolnicy na grubość 3 mm. Używając szklanki lub okrągłej foremki z ostrym brzegiem, wycinać okrągłe ciastka i układać na blasze.
  5. Piec około 12-15 minut, aż będą złociste. Studzić na blaszce lub papierze.

Można przechowywać do 2 tygodni w szczelnie zamykanym pojemniku.

Smacznego!

Oryginalny przepis: Heidi, 2007 rok.

 

* Nawet jeśli to było bardzo ważne, to na pewno nie na wpis o ciastkach. :D

Blogi kulinarne bez historii osób, które je robią, wydają mi się bajką Disneya z dawnych lat, gdzie wszystko jest cukierkowe, ptaszki śpiewają, a Królewny znajdują swoich Książąt na białych wierzchowcach.

Czekoladowe muffinki

Witajcie.

Zastanawiałam się nie tak dawno temu, czemu muffinki ze sklepu (które kupiłam w przypływie rzewności i wylewności oraz w wyniku odrazy do pieczenia przy 38 stopniach powietrza) są takie inne, niż domowe.

I doszłam do tego, że wiele kupnych produktów powstało, żeby imitować te domowe.

A potem stało się coś dziwnego. I ludzie zaczęli kombinować w domu, zeby smak domowego jedzenia był dokładnie taki sam, jak kupnych rzeczy. Ciastka jak ” oreo”. Ketchup jak prosto z półki.

Niesamowite. Podróbka wygrała z rzeczywistością.Symulakry i symulacja w końcu wpędziła nas w incepcję, jak słusznie zauważył Jean Baudrillard.

A ja mam wspaniały przepis, dla tych, co lubią smak sklepowych muffinek. Albo może tych pysznych, raczej mokrych, z aromatem wanilii i lekko klejacych się do podniebienia muffinek.

A że w nazwie ma czekoladę, trzeba było spróbować. I warto było!

Czekoladowe muffinki

Składniki:
  • 3/4 szklanki (95 g) mąki pszennej tortowej
  • 3/4 szklanki(150 g) białego cukru
  • 1/4 szklanki(30 g) kakao
  • 3/4 łyżeczki (3.5 g) sody
  • 3/4 łyzeczki(3.5 g) proszku do pieczenia
  • 3/4 łyżeczki (3.5 g) skrobi kukurydzianej (maizeny)
  • 1/2 łyżeczki(4 g) soli
  • 1/3 szklanki (80 mL) gęstego jogurtu naturalnego
  • 1/4 szklanki (60 mL) gorącego espresso
  • 3 łyżki (45 ml) oleju rzepakowego
  • 1 jajko (w temp. pokojowej, roztrzepane)
  • 1 łyżka cukru waniliowego lub ziarenka z 1 wanilii

Przygotowanie:

  1. Rozgrzej piekarnik do 170 stopni C.Foremki na muffinki wyłóż papilotkami (krok bardzo istotny, ponieważ gwarantuje wyjęcie muffinek w całości).
  2. Do dużej miski (może być od miksera) przsiej mąkę, kakao, proszek, sodę, skrobię kukurydzianą, sól i dodaj cukier oraz cukier waniliowy.
  3. W małym naczyniu wymieszaj dokładnie jogurt, kawę, olej, jajko.
  4. Dodaj mokre składniki do suchych i zmiksuj dokładnie na średniej prędkosci (ja użyłam końcówki do miksowania, którą mam dołączoną do ręcznego blendera). Ciasto będzie płynne.
  5. Podziel ciasto pomiędzy wszystkie foremki maksymalnie do 2/3 wysokości.. Możesz potrzebować kilku więcej, jeśli Twoje foremki są odrobinę mniejsze, niż standardowe.
  6. Piecz 15-17 minut, starając się nie przesuszyć muffinek. Wyciągnij je z formy i zupelnie ostudź.
  7. Podawaj z dodatkami – bitą śmietaną, Nutellą, wiśniami w syropie lub ulubionym kremem.

Oryginalny przepis: Sweetapolita.

Szybkie słodkie muffinki z czekoladą i daktylami

Jak zrobić muffinki? Odpowiedź jest prosta – jak najszybciej. :)

Dziś razem z moją znajomą, Agnieszką, malowałam sufit w kuchni. Na biało. Wałkiem. I ścianę przy kaloryferze. Też na biało. I całe swoje ręce (niechcący, kolor już jest Wam znany). A że naszła mnie ochota na kawę, jak to przy robocie prawdziwych fachowców, postanowiłam otworzyć puszkę dopiero co zakupionej kawy, powdychać trochę wielkiego świata i zrobić prawdziwą, sypaną kawę z gruntem.

A muffinki… Same się zrobiły. Jeśli nic nie trzeba ważyć, to idzie naprawdę szybciutko.

A wiadomo, kawa się musi zaparzyć, więc i do niej coś słodkiego by się przydało. :)

Muffinki na słodko i szybko

Składniki:

  • 1 1/2 szklanki mąki pszennej tortowej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sodu oczyszczonej
  • 1/2 + 1/3 szklanki białego cukru
  • 1 mały cukier waniliowy
  • 1/4 szklanki oleju rzepakowego
  • 2 jajka wielkości :
  • 1 kubek jogurtu naturalnego (200ml)
  • Dodatkowo: aromat cytrynowy i pomarańczowy
  • garść posiekanych daktyli i garść posiekanej czekolday gorzkiej z dodatkami (u mnie z karmelem i solą)

Przygotowanie:

  1. Naszykować 12-15 foremek na muffinki, wyłożyć blaszkę papilotkami lub silikonowymi foremkami. Rozgrzać piekarnik do 180°C lub 160°C z termoobiegiem
  2. W dużej misce wymieszać mąkę, proszek i sodę.
  3. W średniej misce wymieszać rózgą kuchenną jajka, olej i jogurt. Dodać odrobinę aromatów do smaku. Dodać cukier,cukier waniliowy, dobrze ubić.
  4. Dodać mokre składniki do suchych, przemieszać rózgą tylko do moemntu połączenia składników. Dorzucić daktyle i czekodalę.
  5. Wyłożyć do 3/4 wysokości foremek. Piec 25 minut – jedną półkę niżej, niż środek piekarnika.
  6. Wyjąć, zostawić na 5 minut w foremkach. Następnie wyjąć i ostudzić na kratce.
  7. Podawać z lukrem cytrynowym, polewą czekoladową lub dżemem cytrusowym.

Smacznego!