Ptysie ze szpinakiem, kremem czosnkowym i chrupiącą szynką

Umówiłam się pewnego razu z Eweko i Vlaho na pieczenie chleba. Udało mi się zwabić ich do siebie, więc nie musiałam wieźć tramwajem foremek do ciasta, ekwipunku itego ciasta ze śliwkami (klik), które obiecałam zrobić. A skoro już nagrzałam piekarnik… wyszły jeszcze ptysie.

Rzadko biorę się za ciasto ptysiowe.  Choć zupełnie nie wiem dlaczego. Jest bardzo wdzięczne, wymaga tak naprawdę niewiele wysiłku i można z niego zrobić wszystko – spód do tarty, groszek ptysiowy, koszyczki na krem śmietanowy, albo właśnie pikantne ptysie na jeden gryz. Polecam spróbować przynajmniej jeden raz w życiu, bo warto.

Czytaj dalej

Wielka Racza i okolice

Korzystając z ostatnich (oby nie!) w tym roku pięknych, letnio-jesiennych dni z wysoką temperaturą wybraliśmy się na Wielką Raczę. Dawno nie jechałam pociągiem! A jak miło było wychylić znów głowę za okno, jak za studenckich czasów…

Owszem, wychylać się nie wolno, ale jest na trasie od Żywca w kierunku Rajczy taki jeden piękny zakręt. Uwielbiam go i gdybym dobrze pogrzebała, pewnie znalazłabym niejedno zdjęcie. Kiedy pociąg zakręca, ja otwieram okno i wciągam głęboko do płuc powietrze. Jestem w górach! Niesamowite uczucie. Szczególnie latem, kiedy łąki w dolinie przesiąknięte są upałem i aromatem kwiatów. Przecież to lepsze, niż najlepsza medyczna inhalacja.

Przeszliśmy się ze Zwardonia czerwonym szlakiem na Raczę. Dopóki siedzieliśmy w pociągu, pogoda była wspaniała. Wymarzona. Sprawdzało się wszystko z prognozy – pełne słońce i ciepło. Nawet dwie duże wycieczki, które zdominowały cały pociąg nie zmieniły mojej radości w irytację. Chociaż dzieci skutecznie zagłuszały stukot kół szeleszczeniem chipsów i żelek, a młodzież swoimi przekleństwami dobijała zupełnie. Było świetnie. W końcu jechaliśmy w góry.

Wyszliśmy z „dworca”, pożal się Boże, w Zwardoniu. Opalanie na ławeczce było genialne. Po wejściu na szlak zaczęło się chmurzyć i kropić. Delikatnie mówiąc, szlag trafił wszelkie prognozy. Szlak okazał się żmudną wspinaczką bez widoków na poprawę. Może przy słońcu widok buków wynagrodziłby wszystko, ale w pochmurny dzień – ciągnęło się niemiłosiernie.

Po około sześciu godzinach i odbitych stopach dotarliśmy pod schronisko. Przywitała nas uśmiechnięta dziewczyna, leżąca z książką na ławce. Zawinięta w śpiwór, korzystała z górskiego powietrza. Tak to ja lubię. Od razu było dobrze.

Tyle na dziś. Udało nam się wrócić dzięki wielkiej uprzejmości naszej nowej znajomej, wiecznie uśmiechniętej Ewy, która podrzuciła nas z Rycerki aż na bielski dworzec.

A teraz spać! Jutro mam umówioną wizytę u chirurga stomatologa, który będzie wyrywał moją ósemkę. Jedną czy dwie. Na razie chcę o tym zapomnieć. Mam w głowie te piękne buczki, promienie przebijające przez korony drzew. Ach.I z tą myślą idę spać.

Dobrej nocy Wam życzę.

Słonecznikowy chleb na zakwasie na sposób tyrolski

Przedstawiam nieco zmodyfikowany przepis na chleb na zakwasie. Każda wersja chleba, który pieczemy, jest inna. Raz dodam więcej mąki tortowej, a raz zamienię pół szklanki na mąkę owsianą. Innym razem wystarczy, że zamienię przyprawę, a chleb już smakuje wspomnieniami.

Tym razem wykorzystałam zioła kupione jako powiew Tyrolu i chlebków Schüttelbrot – kolendrę, nasiona kopru włoskiego, kozieradkę. Niesamowity smak, zupełnie odmienny od polskiego chleba z kminkiem. Jeśli mieszkacie blisko granicy niemieckiej, dostaniecie gotową mieszankę przypraw w zwykłym markecie za naszą zachodnią granicą.

Przepis poniżej.

Czytaj dalej

Muffinki cytrynowe z makiem – przepis z budową we wstępie

A miało być tak prosto. Tego samego dnia, w którym opisywałam wycieczkę na Nikisz, miał być przepis na muffinki. Takie uwieńczenie wycieczki. A tu życie, jak zwykle, potoczyło się po swojemu. Na naszej wsiowej budowie wciąż czeka nas sporo wyzwań i postanowiliśmy, korzystając z okazji powrotu na Śląsk, zwiedzić markety budowlane i inne przybytki z materiałami na meble kuchenne, schody, lampy, sofy i takie tam drobiazgi.

Czytaj dalej

Nikiszowiec w Katowicach

Jakiś czas temu umówiliśmy się z Mańkiem na rower. Chciałam wreszcie zwiedzić Nikiszowiec, a nie ma lepszego środka transportu, niż właśnie taki. Ta niezwykle charakterystyczna dzielnica Katowic była mi bardzo długo obca. Pojechaliśmy tam jakimś skrótem, przez park i las – skrótem, którego nigdy nie znajdę na żadnej mapie i na żywo tym bardziej. Miejsce wyłoniło się przed nami w pełnym słońcu. Piękne!

Nikisz

Na Nikiszu, jak mówią na niego tutejsi, przewijają się ekipy z kamerami. To ponoć „Śląsk w pigułce” – ma piękne uliczki, specyficzne place przed kamienicami, czerwone ramy okienne, mnóstwo przejść między jednym podwórkiem a drugim. I mieszkali tutaj też robotnicy, więc ludzie mówiący po Śląsku. I z charakterem.

Ja zwiedziłam i jestem pod wrażeniem.

Czerwone obramowania okien – każde okno tak wygląda. Klinkierowe parapety, ceglane ściany, zaułki. Niesamowite miejsce.

Miejsca naprawdę jak z planu filmowego.Każde zachwycające, warte uwiecznienia. I co? Oczywiście nie wzięłam drugiej baterii do aparatu. Każde zdjęcie to moment wahania – uda się, czy się nie uda?

Można jeździć rowerem, przechadzać się po bruku, usiąść obok kościoła przy kawiarence i popijać kawę. Do kawy polecam muffinki cytrynowe z makiem – to był właśnie nasz zestaw. Przepis jeszcze dziś. :) Oto i one:

PS. Zajadając w kawiarni muffinki do niedzielnej kawy, możecie obserwować zjawisko bardziej powszechne, a niezmiennie budzące uśmiech na mojej twarzy – ludzie „przychodzący” do kościoła. Na tym zdjęciu kościół byłby po lewej stronie. Czy trzeba dodawać, że po drugiej stronie ulicy?

Prosta tarta z owocami

Prawdziwa letnia tarta – cienki, lekko czekoladowy spód, dużo owoców i bita śmietanka do podania. Prostota w każdym calu.

Jeśli tak, jak ja, jesteście wielbicielami kruchego ciasta, to propozycja specjalnie dla Was. :)

Tarta z owocami – przepis

Czytaj dalej

Pieczony czosnek – minimum wysiłku, maksimum smaku

Jedliście już w tym roku pieczony czosnek?

Czosnek jest dobry na wszystko:

  • smarowidło na świeży chleb z masłem;
  • dodatek do sosów;
  • wymieszany z mascarpone jako krem do nadziewania;
  • ze szpinakiem, gorgonzolą i gałką muszkatołową – nadzienie do ptysiów;
  • posiekany i dodany do zimnego sosu pomidorowego – dip do przystawek;
  • tak naprawdę niewiele jest dań, do których nie pasuje. Może poza słodyczami. :)

Czytaj dalej

Rustykalna tarta pomidorowa z bakłażanem i kiełbaskami – przepis

Wyglądam z okna na świat. Nie ma tam już moich ulubionych pól i lasu. Jest ulica, przy której stoją bloki. Chodnikiem idzie dziewczyna, trzymając w ręku różowy papierek ze złotkiem. Zajada czekoladę. Kawałek po kawałku. W przeciwną stronę jedzie na rowerze chłopak i długo jej się przygląda. Nawet odwraca głowę, kiedy ją mija, żeby jeszcze chwilę ją widzieć.

Każdy odnajduje przyjemność w czymś innym. Ja dziś odnalazłam w gorącej tarcie z bakłażanem, kiełbaską i pomidorami. Zapraszam na kulinarną ucztę, która po wyjęciu z piekarnika kusi zmysły, niczym włoska pizza.

Czytaj dalej

Zupa z jarmużem i kalarepką

Lato. Ten zapach łąk i lasów rozgrzanych słońcem. Ta soczysta zieleń warzyw, cudowna kruchość owoców. I smak, bez porównania z czymkolwiek.

Można mieć lato cały rok w słoikach, mrożonkach i innych przetworach. Ale nigdy nie będzie tak wspaniałe, jak właśnie teraz. Jeszcze są warzywa typowo letnie, a już sporo jesiennych. Czyli – pora na pyszną, lekką i letnią zupę.

Będzie się gotowała powoli. Nigdzie nie trzeba się spieszyć. Ani z niczym. Doskonała, żeby celebrować chwilę. Kroić z radością i cieszyć się. Że jest co jeść i że wszystko takie pyszne i świeże.

Zupa z jarmużem i kalarepką

Czytaj dalej

Lato! Kanapki szczęścia.

Ach. Oto, co kocham w lecie: pomidory pachnące słońcem, szaloną-zieloną bazylię i swój własny chleb z dodatkiem masełka i mozzarelli.

Żyć się chce!

Kanapki wyglądały tak pięknie, że nie mogłam się im oprzeć. I robiłam więcej i więcej zdjęć. Zapraszam do obejrzenia poniżej. :)

Czytaj dalej

Zupa szpinakowa w 5 minut

Jeśli potrzebujecie przepisu na szybką zupę, a jesteście w stanie zaakceptować kostkę rosołową (lub macie jej porządne odpowiedniki zamrożone/zasolone w słoiczku/kupione w sklepie ekologicznym), czas na zupę w stylu „Co wyjmę na obiad, będzie pyszne!”. :)

Zupa szpinakowa intensywnie zielona

Przygotowanie: 5 minut | Trudność: dziecinnie proste | Wyposażenie: garnek i blender

Składniki:

  • 1 opakowanie (450g) szpinaku mrożonego w liściach
  • 500 ml bulionu (może być z kostki)
  • 50 g gorgonzoli, rozdrobnionej
  • 2 łyżki śmietany 18%
  • 3 duże ząbki czosnku
  • pół gałki muszkatołowej
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • tarty ser do podania (cheddar, dziugas, gouda, pecorino, ricotta, feta)
  • grzanki do podania

Przygotowanie:

  1. Zagotować bulion i wrzucić do niego lekko posiekany szpinak (bez rozmrażania, po prostu spróbować go rozdrobnić). Dodać startą na drobnej tarce gałkę i gotować przez chwilę, aż się rozmrozi. Zmiksować blenderem na piękną zupę krem lub zostawić kawałeczki szpinaku.
  2. Dodać gorgonzolę, śmietanę i wyciśnięty czosnek. Doprawić solą w razie potrzeby i obowiązkowo pieprzem (kolorowym lub białym). Wymieszać do rozpuszczenia sera
  3. Podawać od razu z dowolnym serem, z grzankami czosnkowymi, bagietką, tortillą…

Smacznego!

* Ja użyłam szpinaku, który zamroziłam w tamtym roku samodzielnie. Do zupy dodałam ser cheddar, ponieważ pięknie się rozpuszcza i dodaje smaku.

*Warto ozdobić zupę świeżymi ziołami i kawałeczkiem białego sera (np. ricotty), co jeszcze podkreśli jej piękny kolor.

Zupa porowo-cebulowa z bobem

Może sezon na bób już troszeczkę skończony, ale jeśli jeszcze macie zapasy, warto dodać go do zupy. Prawdę mówiąc, jeszcze się z nim nie spotkałam w zupie. Może ze względu na konieczność obierania po ugotowaniu, co czyni pracę nieco żmudniejszą? Ale smak i kolor zupy jest wspaniały. U mnie wszyscy goście pytali, co tam dodałam.

Oczywiście nie powiedziałam wszystkiego, bo czym byłaby kuchnia bez tajemnicy?

Zupa porowo-cebulowa z bobem

Składniki na 12 porcji:

  • 1 litr bulionu (prawdziwego!)
  • 3 łyżki oliwy lub klarowanego masła
  • 5 dużych białych cebul
  • 2 duże pory (biała i zielona część)
  • 300-400 g bobu
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 gałka muszkatołowa
  • do zaprawienia: 100 g gorgonzoli lub śmietany
  • pieprz kolorowy
  • do podania: grzanki z bagietki, ser cheddar i dziugas

Przygotowanie:

  1. Wszystkie warzywa umyć. Bób gotować przez około 20 minut w osolonej wodzie, aż zmięknie. W tym czasie każdą cebulę przekroić na pół i przyrumienić na patelni lub nad ogniem (jak do rosołu). Pokroić. Por i czosnek posiekać.
  2. Na patelni lub od razu w dużym garnku rozgrzać oliwę i podsmażyć warzywa na szklisty kolor, często mieszając. Po 10 minutach zostawić, zmniejszyć ogień na minimum i dusić pod przykryciem kolejne 10-15 minut.
  3. Bób odcedzić, obrać z łupinek i dodać do warzyw. Całość zalać bulionem, zagotować i zmiksować (można zostawić część obranego bobu do dekoracji). Doprawić gorgonzolą, pieprzem i gałką muszkatołową. W razie potrzeby można dodać wody.
  4. Podawać w miseczkach z grzankami i serem, posypane kolorowym pieprzem.

Smacznego!

PS. Zupa jest bardzo wdzięcznym daniem – można przygotować ją dzień wcześniej, trzymać w lodówce, a następnego dnia będzie jeszcze lepsza!

Mundial 2014!

Hmm. 112 minuta meczu finałowego na Mundialu. Wpisuję komentarz na blogu. A tu masz, bramka Niemców. Dobrze, że były ze trzy powtórki. Teraz próbuję przypomnieć sobie, jak to było pisać i nie patrzeć nawet w ekran. :)

Cztery minuty do końca. Ciekawe, czy jednak Niemcy wygrają? Argentyna jest bliżej Hiszpanii (jakby nie patrzeć), a ja kiedyś uczyłam się hiszpańskiego. Niemiecki jest mi obcy, jak tylko się da.

Dwie minuty. Argentyna! Dawajcie, chłopaki! Co to ma być? Panowie główką sobie piłkę odbierają.

Ostatnia minuta. Niemcy szaleją. Tak daleko od kraju, a tacy zadowoleni. Doliczają czas.

Trener Niemiec jaką ma koszulkę odprasowaną. Ponad dwie godziny meczu, a on dalej poważny. Rzut wolny. Ach! Ach! Nawet ja się wzruszyłam. Messi!!!!!!!!!!! Daaaaaaaaaaaaaaawaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaj!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

E tam. Co oni w nim widzą, jak on nie strzela do bramki?

Koniec. Niemcy wygrali. W sensie – wkopali w końcu porządnie piłkę. Faceci to mają zabawę.

Można iść spać.

Słonecznikowy chleb pszenno-żytni na zakwasie – bez drożdży

Znacie zapach chleba, pieczonego w swoim własnym piekarniku? Potrafi jednoczyć wszystkich przed szybką. Ludzie robią się głodni, zaglądają do lodówki i czekają, aż chleb chociaż odrobinę wystygnie, żeby dało się odkroić piętkę i być pierwszą osobą do spróbowania. :)

Kiedy piekliśmy chleb dla siebie i jadły go dwie, w porywach trzy osoby, to dwa bochenki starczały nam na dwa tygodnie. Wrzucaliśmy po każdym pieczeniu jeden bochenek zamrażarki i był spokój na długo.

(C) Zytka Maurion 2014

Ale kiedy na budowę przyjechał Krzysiek*, to okazało się, że jeden chleb starcza na jeden dzień. Bo kolega najpierw pytał:

A nie nudzi wam się już ten chleb?

My na to, że się nie nudzi. A Krzysiek z błyskiem w oku dodawał:

Nie, no, pyszny on jest. Mogę sobie jeszcze kromkę ukroić? Nie będzie to problemem?

I w taki sposób Krzysiek na trzeci dzień sam piekł u nas chleb, nie przerywając przy tym swojej pracy na dłużej, a potem pod koniec tygodnia upiekł sobie jeszcze w domu.

Przepis poniżej.

Czytaj dalej

Cukinia faszerowana kuskusem i gulasz z indyka

Lato w pełni, więc i deszcz jakiś taki był w pełni. Rozlało się za oknem, także wczoraj prawie cały dzień miałam na siedzenie (?!?) stanie w kuchni. Ponieważ na budowie mam trzech mężczyzn ze Śląska i jeden coś wspominał o roladzie z modra kapusta, to wyjęłam na obiad mięso.Może nie każdy uważa gulasz z indyka za prawdziwe, (ciężkie i najlepiej czerwone) mięcho. Niektórzy pewnie w ogóle nie uważają tego za MIĘSO. Ale w końcu gotuje kobieta i nie ma się co dziwić.

Ale w końcu gotuję ja!

(C) Zytka Maurion 2014

Czytaj dalej