Mundial 2014!

Hmm. 112 minuta meczu finałowego na Mundialu. Wpisuję komentarz na blogu. A tu masz, bramka Niemców. Dobrze, że były ze trzy powtórki. Teraz próbuję przypomnieć sobie, jak to było pisać i nie patrzeć nawet w ekran. :)

Cztery minuty do końca. Ciekawe, czy jednak Niemcy wygrają? Argentyna jest bliżej Hiszpanii (jakby nie patrzeć), a ja kiedyś uczyłam się hiszpańskiego. Niemiecki jest mi obcy, jak tylko się da.

Dwie minuty. Argentyna! Dawajcie, chłopaki! Co to ma być? Panowie główką sobie piłkę odbierają.

Ostatnia minuta. Niemcy szaleją. Tak daleko od kraju, a tacy zadowoleni. Doliczają czas.

Trener Niemiec jaką ma koszulkę odprasowaną. Ponad dwie godziny meczu, a on dalej poważny. Rzut wolny. Ach! Ach! Nawet ja się wzruszyłam. Messi!!!!!!!!!!! Daaaaaaaaaaaaaaawaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaj!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

E tam. Co oni w nim widzą, jak on nie strzela do bramki?

Koniec. Niemcy wygrali. W sensie – wkopali w końcu porządnie piłkę. Faceci to mają zabawę.

Można iść spać.

Słonecznikowy chleb pszenno-żytni na zakwasie – bez drożdży

Znacie zapach chleba, pieczonego w swoim własnym piekarniku? Potrafi jednoczyć wszystkich przed szybką. Ludzie robią się głodni, zaglądają do lodówki i czekają, aż chleb chociaż odrobinę wystygnie, żeby dało się odkroić piętkę i być pierwszą osobą do spróbowania. :)

Kiedy piekliśmy chleb dla siebie i jadły go dwie, w porywach trzy osoby, to dwa bochenki starczały nam na dwa tygodnie. Wrzucaliśmy po każdym pieczeniu jeden bochenek zamrażarki i był spokój na długo.

(C) Zytka Maurion 2014

Ale kiedy na budowę przyjechał Krzysiek*, to okazało się, że jeden chleb starcza na jeden dzień. Bo kolega najpierw pytał:

A nie nudzi wam się już ten chleb?

My na to, że się nie nudzi. A Krzysiek z błyskiem w oku dodawał:

Nie, no, pyszny on jest. Mogę sobie jeszcze kromkę ukroić? Nie będzie to problemem?

I w taki sposób Krzysiek na trzeci dzień sam piekł u nas chleb, nie przerywając przy tym swojej pracy na dłużej, a potem pod koniec tygodnia upiekł sobie jeszcze w domu.

Przepis poniżej.

Czytaj dalej

Cukinia faszerowana kuskusem i gulasz z indyka

Lato w pełni, więc i deszcz jakiś taki był w pełni. Rozlało się za oknem, także wczoraj prawie cały dzień miałam na siedzenie (?!?) stanie w kuchni. Ponieważ na budowie mam trzech mężczyzn ze Śląska i jeden coś wspominał o roladzie z modra kapusta, to wyjęłam na obiad mięso.Może nie każdy uważa gulasz z indyka za prawdziwe, (ciężkie i najlepiej czerwone) mięcho. Niektórzy pewnie w ogóle nie uważają tego za MIĘSO. Ale w końcu gotuje kobieta i nie ma się co dziwić.

Ale w końcu gotuję ja!

(C) Zytka Maurion 2014

Czytaj dalej

Pikantne ciastka z mąki pełnoziarnistej z serem

Menu dnia:

  1. śniadanie – pszenno-żytni chleb na zakwasie z szynką, pomidorem i rzodkiewką;
  2. drugie śniadanie – kawa z kremówką wadowicką;
  3. zupa warzywna z gazpacho, ziołami i śmietanką;
  4. schab z „pesto” rzodkiewkowym, serem i pomidorem, fasolka w pomidorowo-czosnkowej salsie i młode ziemniaczki;
  5. kolacja – kruche ciastka z ketchupem i serem;
  6. w tak zwanym międzyczasie piekłam jeszcze chleb i szykowałam bazę do kapuśniaku na jutro.

Świat ma w sobie urok, kiedy na zewnątrz leje pół dnia i można czas wykorzystać w kuchni. Im więcej rzeczy zaplanuje się i zorganizuje rano, tym łatwiej później wszystkie zrobić niemal naraz i jeszcze zostaje mnóstwo czasu. :)

Między każdym zdaniem zjadam kilka ciastek, wyciskając na nie ketchup. Zapach z piekarnika doprowadzał mnie do szaleństwa. Pieczony ser, dużo ziół i już gotowa mieszanka na skręcanie żołądka. Zanim ciastka się upiekły, zdążyłam zjeść 1/5 blachy. Oczywiście tylko i wyłącznie próbowałam, czy już są dobre.

Jak mogłyby być niedobre, jeśli nawet surowe ciasto było obłędne?

Ciastka z serem i ketchupem

Składniki:

  • 300 g mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 100 g zimnej margaryny, pokrojonej w kostkę
  • 2 jajka
  • 1-3 łyżki płynnej śmietanki kremówki
  • 50 g sera żółtego, drobno startego
  • 1 łyżka suszonej bazylii
  • na wierzch: ketchup, ser żółty, zioła prowansalskie lub inna mieszanka ziół włoskich, np. z suszonymi pomidorami

Przygotowanie:

  1. Mąkę rozetrzeć palcami z margaryną, aż całość będzie przypominała bułkę tartą. Dodać ser żółty, wymieszać. Dodać 2 jajka i szybko zagnieść lub siekać nożem do uzyskania jednolitej konsystencji. Jeśli ciasto będzie zbyt suche, dodać 1 łyżkę śmietanki, wyrobić. Ilość śmietanki zależy m.in.: od rodzaju użytej mąki.
  2. Ciasto zagnieść w płaski dysk, zawinąć w folię spożywczą i schładzać minimum 1 godzinę. Po tym czasie podzielić na 2 części, rozwałkować każdą na grubość 3 mm. Jeśli ciasto w tym czasie ogrzeje się, schłodzić jeszcze 15 minut.
  3. Rozgrzać piekarnik do 160°C (termoobieg lub wg instrukcji piekarnika do pieczenia w 2 blachach jednocześnie).  Dwie blachy z piekarnika wyłożyć papierem do pieczenia. Ciasto pokroić na prostokąty o bokach 1,5x5cm. Układać na blaszkach, zostawiając odstępy między ciastkami. Każde z nich smarować ketchupem i posypywać serem i ziołami.
  4. Piec 15 minut lub do czasu, aż ciastka lekko się zarumienią i będą suche w środku. Wyjąć, ostudzić na kratce. Podawać z sosem pomidorowym, ketchupem lub dowolnym sosem.

Smacznego!

Mój pierwszy raz z jarmużem (sałatka z jarmużem)

(C) Zytka Maurion 2014

Z rozmowy podczas drogi:
On (patrząc na pola z położonym zbożem po ulewnych deszczach): Zobacz, jakie pola! Musiało nieźle lać.
Ja: Zastanawiam się, jak wygląda nasza sałata? Może nic jej nie będzie.
On: Wiesz, że o tym samym myślę? Pewnie urosła.
Ja: A jakby jej coś było, to trudno. Pięćdziesiąt groszy [za jedną sadzonkę] jakoś przebolejemy. Najwyżej kupimy główkę.
On: A te wszystkie zabiegi pielęgnacyje? A opieka? A podlewanie? A… czułe myślenie o sałacie, jak nas nie było?
Ja: No tak. Najwięcej nas kosztowało to myślenie o sałacie!

Czytaj dalej

Pieczeń wieprzowa z ananasem. Kulinarna katastrofa.

Postanowiłam zrobić pieczeń wieprzową z ananasem. Ale nie jakąś taką zwykłą, wrzuconą i upieczoną z kawałkami owoców z puszki. Zachęcona Odkryciami kulinarnymi Pana Herve This stwierdziłam, że zostanę adeptką szkoły pieczeni niezwykłej.

Pieczeń miała wyjść wyjątkowo krucha, niewiarygodnie pyszna i w dodatku w krótkim czasie. Cały bajer polegał na użyciu trzech głównych składników:

  1. mięsa na pieczeń (co rozumie się samo przez się);
  2. świeżego ananasa (którego słynne enzymy proteolityczne nie dają żelatynie zastygnąć);
  3. oraz strzykawki z grubą igłą, którąż to miałam wstrzyknąć sok ananasowy do mięsa.

Czytaj dalej

Chleb irlandzki z sodą (Irish Soda Bread)

Jest to jeden z chlebów, które nie wymagają żadnej wprawy, zakwasu czy długiego czekania. Robi się go niemal od niechcenia, a w domu pachnie cały dzień, nawet po zjedzeniu. Nie można mu się oprzeć. Och, ten domowy chleb! To jakby wracać do korzeni.

Niczym wspomnienia z dzieciństwa, kiedy biegłam zimą po chleb do piekarni, stałam w długiej kolejce, a potem w drodze do domu zjadałam tyle „piętki”, ile tylko się dało.

Moja wersja chleba jest nieco rozszerzona, niż oryginalna wersja Anneki Manning. Dodałam do niego twardy ser, orzechy i dużo ziół. Do kanapek z wędlinką, sałatą czy jajkiem – genialny!

Czytaj dalej

Prosty chleb truskawkowy

Proste ciasto, które smakuje trochę dawnymi czasami. Mokre, z pysznymi truskawkami i odrobiną przypraw. Och, jak ja lubię takie smaki. W dodatku truskawki są nasze własne, bez żadnych nawozów i czegokolwiek chemicznego. Kto by się tam bawił w takie rzeczy.

Truskawkowy chlebek był pierwszym ciastem zrobionym w „budowlanym” piekarniku. Kuchnia prowizoryczna okazała się tak wygodna i doskonale wyposażona, że wciąż nie wzięliśmy się za realizację projektów szafek i piekarnik stoi sobie zwyczajnie pod blatem z płyty OSB. Potrzebna jest druga osoba do pomocy, żeby się nie wywalił przy otwieraniu drzwiczek.

Ale działa!, jak zakrzyknął niegdyś Chińczyk w skeczu Ani Mru-Mru.

Przepis poniżej.

Czytaj dalej

Jogurtowy kurczak z warzywami z woka i ogórkami małosolnymi

Zaczęło się od śniadania. Mój Mężczyzna przygotował wszystko, pobiegł po świeże ziółka i mieliśmy ucztę, a nie zwykłe śniadanie. Przyszła pora na obiad.

Przepis na kurczaka wziął się z zamrażalnika. W ramach szaleństwa zrobiłam wtedy kapuśniak na dwa dni, chleb irlandzki z ziołami, ciasteczka z ricottą i właśnie tytułowy filet z kurczaka. Miałam spędzić w kuchni może godzinę łącznie. Wyszedł cały, piękny i bardzo smaczny dzień. Wspaniale mieć wreszcie piekarnik!

Zapach chleba jest nie do pobicia. Ale obiad zjeść trzeba, więc filet pięknie się rozmrażał w grubym woreczku w wodzie, a ja wyjmowałam kapustę kiszoną z beczki, szykowałam żeberka wędzone i rozmrażałam rosół. Potem przyszła pora na tak zwane drugie danie, które okazało się wspaniałą kolacją.

To nic, że potem była jeszcze jedna kolacja, ze świeżego chleba.

Czytaj dalej

Oł je – la la la!

Piszę bardzo mało, a dzieje się bardzo dużo. Nie wspomniałam do tej pory, że pojawił się u nas w końcu piekarnik i zamiast jeść truskawki na surowo, zrobiłam ciasto z truskawkami, do tego muffinki truskawkowe. W końcu upiekłam też chleb, robiąc przy okazji ciasteczka z cytryną i ricottą z zupełnie improwizowanego przepisu. Moja kuchnia przypomina laboratorium, tylko coraz więcej rzeczy robię na wyczucie. Z fizyko-chemicznymi doświadczeniami łączy mnie pasja odkrywania, rozpoczęta pytaniem: dlaczego?. I tak się toczy, liczba zdjęć rośnie, tylko życia brakuje na wszystko.

Nic nie mówiłam i nie pisałam o wypadku, jaki wydarzył się kilka tygodni temu. Na szczęście poza dwoma rozwalonymi, skasowanymi samochodami wszyscy uczestnicy żyją i mają się dobrze. Kiedy usłyszałam przez okno pisk opon i huk, byłam bliska zawału po raz pierwszy. Po raz drugi, kiedy okazało się, czyj był jeden samochód, obrócony o jakieś 270 stopni i z wgniecioną całą przednią maską… To straszne, że kiedy wybiegłam z bloku, stało już tam grono sąsiadów. A byłam pierwszą osobą, która zadzwoniła z ulicy na 112, bo dyspozytor nie miał pojęcia o wypadku. Mogę przysiąc, że niemal cały blok wylazł z nor swoich domów. Ale nikt jakoś nie kwapił się pomóc, podejść, podać wodę, spytać, jak się ludzie czują. WSZYSCY, no dosłownie WSZYSCY, poza starszym sąsiadem z naprzeciwka z naszego piętra i schorowaną sąsiadką z klatki obok, stali jak te dupy wołowe i gapili się. To było tak obrzydliwe z ich strony, że wciąż jak ich mijam, to myślę tylko o tym.

Mam zatem apel: jeśli nie macie nic do zrobienia (są już służby na miejscu), nie chcecie udzielać pierwszej pomocy (co i tak nakazuje Wam prawo), nie znacie ludzi (a nawet jeśli znacie, to nic nie robicie) i uważacie, że gapienie się z chodnika to najlepszy sposób na „ocenianie” wypadku – lepiej siedźcie w domu i oglądajcie sensacyjne seriale!

Jestem teraz u siebie w domu rodzinnym i próbuję pomóc siostrze zająć się jej córeczką. Dziecko jest kochane, uśmiecha się szerzej, niż ustawa przewiduje, cieszy się na mój widok. Czyli jest ok. Gorzej, że kiedy chce coś wymóc, przewraca się na glebę i z miną zbitego psa zaczyna ryczeć wniebogłosy. Do tego, kiedy chce się ją podnieść, wije się i wypręża, jakby:

  • włożenie pieluchy,
  • wsadzenie do wózka,
  • jedzenie obiadu,
  • ubranie spodni,
  • wstanie z podłogi,
  • oddanie telefonu

było czymś wysoce niewykonalnym. Moje siły to dziś przerosło. Jak to się dzieje, że kiedy ona zaczyna płakać, a nagle zjawi się ktokolwiek inny, niż obecni w pobliżu i weźmie na ręce, od razu ryk ustaje? I nie ma znaczenia, czy trzyma ją mama. Jeśli mama, to cudze ręce będą lepsze. Jeśli rzuciła się na podłogę, bo wyjęłam jej widelec z rączki, to na przykład dziadek czy babcia będą otuchą zbolałej duszy. A ileż można słuchać płakania bez łez, takiego krzyczenia raczej?

Mam też trochę swoich spraw, które próbuję ułożyć. Jest w tym jakieś szaleństwo, bo nie da się w jeden weekend połączyć wyjazdu do Warszawy, do Katowic, Bielska, w góry i nie wiem, gdzie jeszcze. Mogę być tylko w jednym miejscu naraz, tak się dziwnie złożyło Panu Bogu, jak człowieka stwarzał. A spotkać chcę się w kilku miejscach z kilkoma osobami. Jak żaba, co to stała na środku polany i nie wiedząc, czy ma iść do „pięknych” czy „mądrych”, w końcu krzyknęła: Przecież się nie rozdwoję!.

I z takim wnioskiem pozostawiam Was na noc. Dobrej nocy.

O tym, co ważne

Mój głos w sprawie wszelkich aktów wolności, klauzuli sumienia  i tego, co ludzie próbują nazwać, a dusza wie bez słów. Pozwolę sobie użyć słów Sándor Márai’a z jego Księgi ziół. Niech tytuł Was nie zmyli. Życie jest dużo bardziej zaskakujące, niż myślicie

Fragment pod tytułem: O tarpejskiej skale.

O TARPEJSKIEJ SKALE

Wcale nie jest pewne, że Spartanie, zrzucając z Tarpejskiej Skały dzieci o wątłym ciele, wraz z mizernymi ciałkami nie wyrzucali silnych, potężnych dusz. Zawsze kochałem wątłe dzieci; nie tylko żywiłem naturalną słabość do tak bezbronnych, małych, bladych istot, ale i respekt, a nawet pociąg. Wcale nie jest pewne, że największe wysiłki ludzkości biorą na siebie i wykonują je doskonale zbudowani zapaśnicy i nienaganni gladiatorzy, co więcej, sądzę, że chuchra też mają swoją sprawę na świecie, i być może ta ich sprawa wcale nie jest błahym zadaniem. Naturalnie, nie mówię, że mamy hodować mizeroty, mówię jedynie, żebyśmy ufali życiu, jego zamiarom względem ludzi, i uwierzyli, że istoty o wątłej posturze też mają swoją sprawę na naszym świecie. Być może życie właśnie ich wypatrzyło sobie do tak potężnych zadań, pod których ciężarem padłby gladiator. Tarpejska Skała zatem nigdy nie może być rozwiązaniem. Życie wie lepiej niż Spartanie, kogo ma zachować do współpracy, a kogo odrzucić.

Trwają testy, proszę o cierpliwość

Witajcie.

Na blogu trwają testy. Zmieniam kategorie, kombinuję z nowym wyglądem. Dajcie mi szansę. Będzie dobrze!

Spędziłam dziś dzień w ogrodzie. Zasadziłam sałatę, jarmuż, kalarepę i zioła. Na kolację pokroiłam suszoną szynkę od pana Marcina z targu. Wybraliśmy się tam po dosłownie kilku miesiącach. Pan nas, nie dość, że poznał, to jeszcze ochrzanił. Na jesieni miał dla nas kurę wiejską na rosół, a my się nie zjawiliśmy! Okazało się, że pani ze sklepu nie przekazała mu informacji o naszym wyjeździe. A on biedny biegał po wsi, szukając dla nas kurki rosołowej. Ten człowiek jest wielki. I sprzedaje najlepszą na świecie wędlinę, kiełbasy i boczuś wędzony. Dał nam spróbować jakiegoś czegoś pieczonego z mięsem. Nie musicie kupować, po prostu spróbujcie.

Wyjątkowy człowiek o wielkim sercu.

Pani, która z szerokim uśmiechem przy stoisku zaraz obok pyta: Dzień dobry, co dobrego dla Was?, też jest kochana. Uśmiecha się na nasz widok, stwierdza, że to już tradycja, że bierzemy u niej chałkę i pakuje nam dwie najlepsze bułeczki drożdżowe. Jak tu nie lubić targu?

Niedaleko stał pan z sadzonkami. Hodował je w ziemi ogrodniczej, więc nie rozleciały się po drodze do domu. Za to jarmuż, kupiony od pani na drugim końcu, był wyjęty prosto z błotnistej ziemi i zawinięty po pięć sztuk w folię aluminiową. Wszystko zasadzone i czekamy na efekty.

Mama mnie trochę ostudziła, mówiąc, że jarmuż to zimowe warzywo kapustne. Przecież ja się nie doczekam!

 

Zioła w ogrodzie – zalety, uprawa, pomysły. Przepis na sałatkę ziołową.

Zaopatrzyliśmy nasz ogródek w różne zioła. Wysiłek niemalże katorżniczy, czyli wyrywanie chwastów przy upale (kto o nim pamięta, jak za oknem dziś było 8 stopni na plusie?) nie poszedł na marne. Myk-myk, wrzuciliśmy roślinki do dużych donic, donice do ziemi i gotowe. Mamy już oregano, rozmaryn, tymianek, miętę, ziele oliwne, dwie rodzaje szałwii, cytryniec chiński i inne. Marzyłam o takim ogródku!

Powodów, dla których warto mieć wybór różnych ziół jest wiele.

Zioła prowansalskie z własnego ogrodu. Bajka.

Oto kilka z nich:

Czytaj dalej

Grillowane 5C – cukinia, cebulka, camembert, chleb z czosnkiem

Propozycja jest prosta. Grillowanie  powinno dostarczać maksimum przyjemności przy minimalnej ilości wysiłku. Takie proporcje gwarantują dobrą zabawę i dużo czasu na cieszenie się jedzeniem, zamiast całego dnia przygotowań, dziesięciu minut grillowania i kilku sekund, które potrzebne są zgłodniałym gościom do połknięcia wszystkiego w ekspresowym tempie.

 

Jeśli kiełbaska z ogniska zdecydowanie nie jest w Waszym guście lub szukacie czegoś nowego, co pobudzi Wasze kubki smakowe i wyobraźnię, spróbujcie grillowanych warzyw i sera z ziołami. Do tego podajcie bagietkę z masełkiem czosnkowym.

Grillowe 5C – cukinia, camembert, cebula, czosnek, chlebek

Składniki dla 4 osób:

  • dwie duże cukinie
  • kilka główek czosnku
  • 4 sery camembert (ok.120 g na osobę)
  • 4 bagietki lub niski pszenny chlebek
  • 4 duże cebule
  • świeże zioła w ilości ogromnej – tymianek, oregano, bazylia (ew. suszone zioła włoskie, prowansalskie, suszone pomidory w płatkach)
  • sól i pieprz
  • oliwa z oliwek, olej ryżowy
  • 50 g dobrego masła

 

Przygotowanie:

  1. Cukinie pokroić na grube, co najmniej centymetrowe plastry, wrzucić do głębokiej miski. Posiekać drobno kilka ząbków czosnku, część ziół i wymieszać razem z kilkoma łyżkami oliwy. Mieszankę dodać do cukinii, dobrze wymieszać i odstawić na minimum godzinę.
  2. Sery odwinąć z opakowania, do każdego kawałka przygotować grubą folię aluminiową (na tyle dużą, żeby ser dało się zawinąć). Posmarować lekko oliwą folię, na to wyłożyć ser i na wierzch świeże zioła. Zawinąć w folię. Można przygotować wcześniej i trzymać w lodówce lub od razu przed grillowaniem.
  3. Masło połączyć z główką zmiażdżonego czosnku, dobrze ugniatając łyżką lub widelcem. Chlebek lub bagietkę pokroić w ukośne plastry tak, żeby spód pozostał w całości (!). W utworzone kieszonki wsmarować masło. Zawinąć w grubą folię aluminiową lub położyć na tacce do grillowania.
  4. Cebulę obrać z zewnętrznych warstw, pozostawiając ogonek i twardą część od korzenia. Pokroić wzdłuż na pół, jeszcze raz na pół. Powtórzyć, żeby uzyskać 8 półksiężyców. Włożyć delikatnie do miski, żeby się nie rozpadła. Posypać dużą ilością świeżego tymianku i polać chlustem oliwy.
  5. Wszystkie składniki poza chlebem lub bagietką grillować około 10 minut na dobrze rozżarzonym grillu. Obracać od czasu do czasu na drugą stronę. Chleb lub bagietkę grillować, aż będzie chrupiąca, ale nie przypalona.

 

Smacznego!

Przepis dodaję do Mikserowej akcji Izzy - Wegetariańskie grillowanie.
Wegetariańskie grillowanie