Geografia uczuć – cz. 3

Geografia uczuć. Wspomnienia tego, co minęło i zostawiło głęboki ślad w duszy.

Pierwsza część tutaj.

Druga część tutaj.

 

2007 rok.
Miałam kubek z Garfieldem i jadłam pizzę. Tak wynika ze zdjęć. Aha. I czytałam bardzo dużo kserówek na zajęcia. Byłam jedną z tych osób, które widząc zapisaną kartkę na chodniku, pytały: To co, kserujemy?

Jeszcze więcej gór.

17 czerwca.
2:40 – Zrytka, wstawaj! -Ale ja nie chcę! – Ale sama chciałaś jechać w góry! – No to co! Ja nie wstaję.
3:40 – Wypad z miasta. Jednak widocznie się zwlokłam z wyra. Byle się nikt do mnie nie odzywał zaraz po obudzeniu, to nawet idzie się ze mną dogadać. Na migi.
5:30 – Zakopane. Wysiadać. Wschód słońca za nami.Łyk herbaty z termosu na rozgrzewkę i szybki spacerek do Kuźnic (wspaniała trasa na rozgrzewkę po długim siedzeniu, polecam zamiast bulenia na busa, który i tak o tej porze jeszcze nie jeździ).
6:45 – Żółtym szlakiem do Przełęczy między Kopami.Niebieskim do Murowańca.
8:45 – Przerwa na herbatkę i płatny wrzątek do termosu.
9:30 -  Przerwa na zdjęcia kaczek przy Czarnym Stawie Gąsienicowym (to nie ten sam, co jest nad Morskim Okiem!). Spojrzenie na szlak, na mapę, na siebie nawzajem. Kto ma dać radę, jak nie ja.
9:50 – Niebieskim wprost na Zawrat. Stromo było, jak to w górach. ;) Łapię się łańcucha i walę szczęką o skałę. Dobrze, że nie wszedł na mnie żaden turysta z góry. Na razie boli tylko obita szczęka.
11: 29 – Zawrat. Zdjęcia wskazują na to, że było zimno. Siedzę owinięta w pokrowiec od plecaka. Pot zamarza na twarzy.
12:46 – STOP! Kozice idą. To może pamiątkowe zdjęcie? Dalej znów niebieskim do Piątki.


13:50 – Już schodzimy, a tu jeszcze tyle dnia przed nami. No to przerwa, bo właśnie zaczęło solidnie lać.
14:55 – Na ścieżce prowadzącej do zielonego szlaku idiotka w japonkach. Bo przecież adidasy lepiej trzymać w reklamówce, żeby nie zmokły. Lot śmigłowcem – bezcenny. Na szczęście nie tym razem. Roztoka i Wodogrzmoty. Czuję stopy w butach. Przezornie nie zdejmuję traperów, żeby sprawdzić, czy dalej moje stopy tam są.
17:40 – Już nie mogę. W ramach „odpoczynku” przejście na NAJLEPSZE NA CAŁYM ŚWIECIE oscypki na Rusinową Polanę. Teraz jesteśmy zamiast w drodze do Krakowa, w drodze do zakatowania się na śmierć. Błogosławię Banieczkę za kijki i robię zdjęcia kroplom wody, żeby myśleć o czymś przyjemniejszym, niż ile jeszcze muszę iść.
18: 10 – Rusinowa! Krótka rozmowa z gazdą. „To jeśli Wy byliście dziś na Zawracie, to widocznie biegliście tak szybko, że nic po drodze nie widzieliście!”. Pokazujemy mu zdjęcia, że coś jednak wdzieliśmy. Zaopatrzeni w ciepłe jeszcze oscypki po 1,5 zł ruszamy w dół, bo o tej porze owce już schodzą z pastwisk, a „niedźwiadek właśnie wychodzi”. Podwozi nad jakiś litościwy facet. Nie każdy ma ochotę wąchać turystów w swoim samochodziku. Gdyby nie on, cała brudna i obolała, turlałabym się w dół. Bez względu na wszystko.
19:30 – Mam fotografię Giewontu. Czyli, że to Zakopane. Nie mam siły liczyć, ile trwała ta wycieczka. W ogóle nie mam siły na nic.
19:53 – Chcę być w Krakowie! Stoję przy znaku z napisem „Kraków” i trzymam się rękami słupka, żeby nie paść na gębę.
20:00 – Dworzec. Autobus. Spać. Jeść. Pić. Spać. Jednak spać.
00:42 – Piękne ujęcie moich stóp. W środku czerwone, na zewnątrz białe. Najważniejsze, że nie muszę już patrzeć na buty.
00:47 – Akcja ratunkowa mojej gęby.
01:15 – Uśmiech ratownika i zmaltretowana mina Zrytki. Hydrożel i bandaż mają sprawić, że rano wróci mi zwykły owal twarzy.

Dwadzieścia cztery godziny od otworzenia oczu mogę je wreszcie znowu zamknąć. I obym nie musiała myśleć, czy potem wstanę. Niedziela jawi się jako dzień zbawienia. Dosłownego zbawienia.

A piętnastego czerwca 2007 roku na Liście Przebojów Trójki królowała piosenka Closer Travis. Just need to get closer. Ale ja nie o tym. ;) Ja o Grzesiu. I o tym, że czytałam mądre książki na studia, siedząc wtulona w fotel w Empiku, popijając kawę z bitą śmietaną i słuchając po raz tysiączny tę piosenkę. Aż się Tobie wisienka, wiśnia po wiśni prześni. I pociągi!


2008 rok.
Ujsoły. Beskidy. Błoto! Racuchy jagodowe na Krawców Wierch. Podróżowanie stopem. Ja, jak zwykle z bandażem na jakiejś części ciała. Tym razem stopa. Czy ja zawsze muszę sobie coś uszkodzić?!

Czereśnie prosto z drzewa. Burza. Rozwalone spodnie na kolanie. Wianki. Czuć wakacje na skórze.

Łeba. Bałtyk. Kaczki. Wycieczka rowerowa do latarni morskiej. Wiatr. Tłumy turystów. Lato.Sztorm. Książka „Jak wspinać się na skały”. Najlepsza lektura podczas leżenia plackiem na plaży.

Słowacja. Koktajl z kiwi. Železničná dopravná cesta. Liptovský Mikuláš. Chopok na Chopoku. Langoše! Tatry. Dětské piškoty. Nienawidzę ziemniaków.

Zima. Boże Narodzenie. Atmosfera szczęścia rodzinnego. Zero śniegu, jak to w Święta. Pies. Figury z wytrzeszczem oczu w kościele.

Takie słodko-gorzkie życie. Where you’re gonna sleep tonight?

Dwa lata na dziś. Bogate lata :)

The following two tabs change content below.

Zytka Maurion

?! Niech następne pokolenia piszą moją biografię.

Ostatnie wpisy Zytka Maurion (zobacz wszystkie)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>