Zielona kropka…

…może oznaczać obecność, chodź nie zawsze.*

Myśl na dziś i na wczoraj.

/…/ całe życie czeka się na chwilę.

To był ks. Jan Twardowski. Dobry człowiek.

Zżera mnie ciekawość, co byście powiedzieli na mój kolejny sen, który był przedstawieniem całej treści książki, którą przeczytałam sobie przed snem. Jillian Westfield wyszła za mąż. A ja razem z nią i to prawie dwa razy.

Jeśli zastanawialiście się kiedyś, „co by było gdyby…”, to nie jesteście w tym odosobnieni. Tylko ten się nie myli, który nic nie robi, prawda? Ja się zaczęłam zastanawiać po przeczytaniu ostatniej strony (podziękowania dla redaktorów, wydawców, całej rodziny, kosmitów i kogo tam jeszcze Allison Winn Scotch miała pod ręką), co by było gdybym sama podjęła zupełnie inne decyzje. O wyborze studiów, o zerwaniu z pierwszą miłością w liceum, o listach, na które kiedyś nie odpisałam i o telefonach, których nie odebrałam. Tak się kończy nocne czytanie książek.

Świetnie przetłumaczonych. Zasługa Martyny Tomczak. Czyta się szybko, bo dialogi są nieźle skonstruowane, a akcja toczy się wartko jak wzbierający na wiosnę górski potok. Łatwo popsuć bestseller lipnym tłumaczeniem, na pewno ciężko tak to zrobić, żeby dalej dało się śmiać w zabawnych momentach.

Czemu jej nie powiedziałam, że dwa tygodnie temu, (…), poszłam sama na głupiutką komedię romantyczną z Orlandem Bloomem i Kate Hudson, a potem spędziłam cały wieczór, marząc o tym, by Orlando Bloom przybył uwolnić mnie z pułapki mojego pozbawionego nadziei małżeństwa. O r l a n d o  B l o o m! Całkowicie pochłonęła mnie ta fantazja i wyobrażałam sobie odtąd, jak wpadam na niego w Tribece, ewentualnie podczas wakacji w Londynie albo gdziekolwiek indziej, byle nie tu. Gdy w poniedziałek wybrałam się na zakupy, ujrzałam jego twarz na okładce tabloidu – paparazzi przyłapali go z jakąś supermodelką – i poczułam wyraźne, godne politowania ukłucie zazdrości.                     O r l a n d o  B l o o m!

Wrzuciłam cały taki długi kawałek, ponieważ w czasach sukcesu kinowego Władcy Pierścieni przepadałam za widokiem elfiego Orlando o długich blond włosach. Razem z przyjaciółkami kochałyśmy się w bohaterach LOTR. Żałosne, tak? Ale spokojnie, nie spotkało mnie to idiotyczne ukłucie zazdrości, thanks God. Teraz, kolokwialnie mówiąc „po latach” , bardzo mnie bawi to wspomnienie. Wtedy jednak skaczący po drzewach facet z wielkimi szpiczastymi uszami wydawał mi się całkiem ok. Dużo bardziej, niż wyłupiaste oczy Frodo, hehe.

Ekhm, przysypmy te wspomnienia popiołem ze spalonych pożółkłych kalendarzy. Tamten blondi nie był uosobieniem wszystkich moich marzeń. Tylko niektórych.

Nie jest to najlepszy cytat, który mógłby podsumować książkę, która pełna jest bardzo życiowych obserwacji. Na przykład o tym, że nieświadomie chcemy przykryć strach i zdenerwowanie podwójną ilością dezodorantu. Albo że z amerykańskich pism kobiecych można się wiele nauczyć o porządkowaniu przestrzeni, jeśli się tego nie wiedziało wcześniej (zrób porządek dookoła, a w Tobie powstanie harmonia).

Albo, że kiedy staramy się pomóc na siłę, pieprzymy całą sprawę jeszcze bardziej, zaślepieni jak koń z klapkami na oczach.

Albo, że większość par w końcu się synchronizuje, nawet jeśli jedno notorycznie się spóźnia, a drugie jest zawsze przed czasem. Jej się nie udało. Mnie chyba też. Jak łatwo zapomina się szczegóły, które kiedyś stanowiły podstawę do kłótni. Jak łatwo zgubić w pamięci słowa, które stanowiły punkt zapalny. Wypowiedziane nawet lekkim tonem zawsze dawały zamierzony efekt. Najłatwiej zranić najbliższych, bo ich znamy najlepiej.

Powrót do przeszłości może boleć. I wcale nie musi być tak przyjemny, jak sądzimy. Dlatego, że zazwyczaj zapominamy dużo więcej, niż pamiętamy. Takie nagle powtórzone wrażenia nie są miłe.

Co sprawia, że czuję się, jakbym tonęła w ruchomych piaskach – z jednej strony pragnąc, by mnie wessały, a z drugiej zaś rozpaczliwie usiłując się wydostać, ponieważ myśl o utonięciu, o tym, że los zrobi ze mną, co mu się żywnie podoba, jest zbyt przerażająca, by do tego dopuścić.

Skoro wiemy, jaka będzie przyszłość, to czy mamy na nią jakikolwiek wpływ?

Skoro cofnęliśmy się w czasie i nikt poza nami o tym nie wie, to manipulacja wydarzeniami ma znaczenie czy nieuchronnie prowadzi do tego samego miejsca, tylko inną drogą?

I czy w ogóle możemy sami decydować o swoim losie?

Nie pytam dlatego, że brzmi to jak recenzja z katalogu wydawnictwa. Pytam, ponieważ bardzo mnie to zaciekawiło. Ile sama bym zmieniła? Czy mówiąc „niczego nie żałuję”, faktycznie niczego nie żałuję? Badania naukowe (marcowy numer Charakterów i dobry artykuł o nostalgii) mówią, że dużo bardziej żałujemy niewykorzystanych szans, niż tego, co zrobiliśmy. Tyle, że nie każdy ma szansę przenieść się w czasie i sprawdzić to namacalnie.

Za to możemy przeczytać, jak poradziła sobie z tym Jillian.

I zaśpiewać razem z Norah Jones I  gotta get ya out of my head. Get out! Tak dla równowagi. Nie bądźmy dla siebie złą wiadomością, proszę. Kochaniutki, nie będę więcej twoim głupkiem, o nie.  Tekst jest, nie ma się co zastanawiać. No już, śpiewać.

Dzięki. Następnym razem fałszujcie trochę ciszej, żebym jednak mogła słyszeć swoje myśli. :)

 

* tam nie ma błędu ortograficznego. Tak ma być. Patrzę na to zdanie i jak dla mnie, to podświadomość kazała napisać w ten sposób. Nie moja, nie mnie. Czyjaś, komuś. Dobrze czy źle, jaka różnica. Wobec śmierci wszyscy są równi.

The following two tabs change content below.

Zytka Maurion

?! Niech następne pokolenia piszą moją biografię.

Ostatnie wpisy Zytka Maurion (zobacz wszystkie)

4 myśli nt. „Zielona kropka…

  1. oglądałam LOTR tyle razy, że zdążyłam zacząć się nudzić, ale nie udało mi się w nikim zakochać. Wyglądało na to, że jetem jakoś nie ten tego, bo nikt mi nie wpadł w oko kiedy koleżanki śliniły się do swoich wybranych bohaterów. Ja zawsze robię wszystko inaczej :)

    Podróży w czasie nie rozważałam, jak na razie nie stało się nic co by mnie wytrąciło z założenia, że w moim życiu rzeczy przyjemne czy nie, są na swoich miejscach. Nie wiem tylko czy ta filozofia przetrwałaby jakąś grubszą personalną katastrofę.

    • Miejmy nadzieję, Magnificans, że wszystko będzie zawsze na swoim miejscu, jakkolwiek zakręcone czy niesamowite mogłoby się wydać na początku. Kojarzy mi się z tym filozofia „wszystko minie”, a przy okazji „wszystko płynie” ;)

    • Coś w tym jest, Lena. W tym samym czasie widocznie nie było na horyzoncie nikogo wartego uwagi, a równie nierealnego ;D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>