Stacja Warszawa

Długi dzień dziś był. Najtrudniej było mi oczywiście wstać. Budzik nastawiłam na 5:55. Ładnie wyglądało na ekranie telefonu. Potem drugi był o 5:56 i trzeci o 5:57.  Któryś miał mnie w końcu obudzić.

Obudził mnie dopiero alarm drzemki dziesięć minut później. Dalej już jakoś poszło, najtrudniej było wyjść w cholernym deszczu i dojść do przystanku przed autobusem.

I nie muszę dodawać, że byłam cały czas głodna?

Kiedy jestem w domu, mogę jeść dużo albo nie jeść nic. Na wyjeździe, czyli ogólnie poza domem, jestem głodna potrójnie. Normalnie, dodatkowo i gratisowo. Jem, jem, jem i nie mogę się najeść. Poza tym, odzwyczaiłam się od wstawania o szóstej rano i jedzenia obiadu po siedemnastej. I nie miałam siły rano zastanawiać się nad mikrofalówką w pracy i lodówką, w której można przecież zostawić jedzenie do podgrzania.

Właśnie. Dlaczego wpadłam na ten pomysł i potknęłam się o niego dopiero dziś, skoro jutro praktycznie mnie już nie będzie w pracy? No dlaczego? Bo jestem Zytką. Bo oświecenie (Mehr Liht!) spływa po mnie jak woda po kaczce.

Po ślęczeniu osiem godzin nad cyferkami, literkami i plikiem z Excela przyszła pora na spotkanie starych przyjaciółek. Słowo starych odnosi się do liczby lat, a nie wieku. Bo skoro ja stara się nie czuję, to one też są młode. Za dwadzieścia lat napiszę to samo, za czterdzieści też. Kobiet się o wiek nie pyta.

Warszawa mnie bardzo zaskakuje. Kraków mnie przytłacza, Katowice denerwują, Bielsko przyciąga, Gdańsk nęci, a w Rzeszowie nie byłam. ;)

Gdyby stolica była dalej w Krakowie, to ja nie wiem, jakby ta Polska wyglądała. Centrum to jednak centrum, tu życie tętni energią, szaleńczym pędem, ciągłą aktywnością, ambicjami. Nie musicie mi wierzyć. Mam takie wrażenie, patrząc przecież z bardzo odludnej perspektywy bacówkowo-schroniskowej.  Słuchałam dziewczyn i zastanawiałam się, co ja tu robię. Ja tu zupełnie nie pasuję. Przez moment miałam nawet przebłysk myśli: A może dałabym radę na dłużej?, ale to było mgnienie oka. Nie umiem sobie siebie wyobrazić tutaj. Tęskniłabym za górami. Za bardzo, żeby być szczęśliwa. A w końcu praca, miejsce życia czy zamieszkania też powinny dawać jakieś tam szczęście i pomagać w spełnianiu marzeń. Przynajmniej na tyle, na ile i jak długo możemy na to wpływać.

Prawie całe trzy dni w mieście, a ja nie zrobiłam żadnego zdjęcia. Jutro będę nadrabiać. Czyli dziś już w sumie, bo jest 01:01.

A teraz będę narzekać, także możecie skończyć tutaj. Dzięki. I dobrej nocy.

——————————————————————————————

Siedziałyśmy z dziewczynami w MG Eat, pewnie dlatego, że było blisko centrum. Albo ja się zrobiłam bardzo wybredna, chociaż teraz rzadko gdzieś wychodzę w celach konsumpcji za ka$ę,  albo to jedzenie, które zamówiłam, było zwyczajnie niesmaczne. Czuję taką wewnętrzną potrzebę, żeby jednak napisać, co o tym myślę.

Jako że w czasie pracy nie skorzystałam z usług Baru Gdańskiego przy Andersa (to był błąd, ten lokal wszyscy sobie chwalą, a ceny są śmiesznie niskie), byłam zwyczajnie głodna. Wyszłam z tego MG zatkana, zawiedziona i zła na siebie, że zamiast zamówić kawę (zresztą przyjaciółka zamówiła latte i dostała cappuccino, bo pani z obsługi uznała, że to jest to samo), to ja wzięłam się za jedzenie.

Poprosiłam o sałatkę królowa Ela czy jakoś tak. Zamiast sałaty wzięłam makaron (dziwny pomysł, żeby liczyć tyle samo za kilka poszarpanych liści zieleniny i penne).  Pani wyważyła CO DO GRAMA – z jedną ręką w przepisie, a drugą wrzucającą kawałki cebuli do miski – moją porcję. Koniec języka za przewodnika, jak to mówią. Mogłam od razu spytać, co za cudo wybrałam. Dostałam zimny, lodówkowy makaron (taki jakby gotowany sporo wcześniej) z czerwoną cebulą, ogórkiem chyba konserwowym, suchą gorczycą, kawałkami szynki ze skórką jako KAWAŁKI WĘDZONEGO INDYKA i dwoma czy trzema pomidorkami koktajlowymi, które pani z narażeniem polietylenowej rękawiczki przekroiła na pół. Do tego oliwa. Amen.

Po jednym gryzie dodałam sporo soli i pieprzu.  Nikt nie mówił, że to będzie dietetyczna sałatka! Czułam potem toto na żołądku jeszcze długo, mimo prób neutralizacji czerwonym frugo, kawałkiem ciasta marchewkowego (lepsze od sałatki, ale też nie powala), twixem i herbatą.

Może gdyby pani Magda, sygnująca lokal swoim imieniem i znanym nazwiskiem, zaproponowała to samo danie na ciepło, mogłabym być zachwycona. Takiej opcji jednak nie ma na razie.

—————————————————

KONIEC

The following two tabs change content below.

Zytka Maurion

?! Niech następne pokolenia piszą moją biografię.

Ostatnie wpisy Zytka Maurion (zobacz wszystkie)

5 myśli nt. „Stacja Warszawa

  1. o 5:55 budzę się tylko na chwilę, żeby rzucić poduszką w koty. Potem przewracam się na drugi bok i strzelam sobie jakiś mega sen i budzę się o 6:30. Za każdym razem planuję, że dziś wezmę do pracy jedzenie, że przygotuję coś rano, a potem jakoś nie mogę się ogarnąć. Poranki nie są moją mocną stroną.

    • Uroboros, za to sny są zdecydowanie Twoją mocną stroną. Samoobrona z wykorzystaniem nożyczek do paznokci i wielkie pola bitwy. Albo sąsiad, który okazuje się być kuzynką. :)

      Uwielbiam czytać Twoje sny. Może kiedyś i na mnie spłynie taka inspiracja i spiszę któryś :)

      dobrego dnia w pracy i poza nią!

    • Hej, hej :)

      Ale masz mocny sen! A mnie nikt nie jest w stanie obudzić przy okazji wszelkich Świąt i uroczystości, więc zawsze jem śniadanie wielkanocne czy uroczyste śniadanie w Boże Narodzenie wtedy, kiedy reszta rodziny wstaje od stołu ;P

      Uważam, że to nie fair ;)

  2. Stołuję się czasami w Warszawie w Barze&Restauracji Bubbles. Dobre jedzenie ale też bardzo fajna obsługa. Nie ma długiego czekania na jakiekolwiek zainteresowanie ze strony obsługujących (jak to często w Warszawie bywa). Niby Warszawa, ale w innych restauracjach z tym standardem pracy kelnerów i kelnerek to bywa naprawdę różnie. Tutaj ludzie są kompetentni i sympatycznie przy okazji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>