Dokąd idziesz?

Moi Drodzy!

Pozdrawiam Was serdecznie znad mojego komputera. Który stoi na moim taborecie. Przy moim łóżku. Obok leży rozwalony pies. W pozycji horyzontalnej, ma się rozumieć. Ale nie w stanie rozkładu. Stwierdziłyśmy zgodnie z siostrą cioteczną, że wygląda, jakby ktoś miał ją nadziać na rożen. Gotowa do upieczenia. Tyle, że to chude takie, jak nie przymierzając, ja sama. Worek na kości.

Nie mam zdjęć, jak leży obecnie, ale jeśli potraficie wyobrazić sobie elegancko śpiącego psa, to ona wygląda zupełnie inaczej. ;) Teraz wyobraźcie sobie psa, który śpi z głową pomiędzy wszystkimi łapami, zwiniętego w podwójny kłębek i nieporuszonego żadnym dźwiękiem ani jedzeniem (!). To już wiecie, jak wygląda.

one day you see a strange little girl look at you
one day you see a strange little girl feeling blue

Po takim pięknym wtręcie na temat psa, powróćmy do tematu głównego. Siedzę na swoim łóżku i tak dalej. Pośród Rodziny. Czuję się jak w Boże Narodzenie, tyle ludzi w domu. Wróciłam wczoraj w nocy z Banieczką i Q., i Mamą Banieczki. Jestem. Specjalnie po to, żeby było nas jeszcze więcej! Udało mi się to przede wszystkim dzięki brzydkiej pogodzie w Beskidach i wyrozumiałości Szefa.

Zaczęło się niewinnie, jak wszystkie przygody. Otworzeniem okna w pociągu. I to nie tak zwyczajnie. Po paru latach jeżdżenia w Beskidy otwieram to okno rytualnie. Zamykam oczy, mocno ciągnę za uchwyt i głęboko wdycham powietrze.

Żaden zapach nie równa się z tym jedynym. Łąka po deszczu. Zioła, zboża, ciepły wiatr ku dolinom. Promień słońca na twarzy. Otwieram oczy. Jestem w innym świecie. Który nie należy przecież do nikogo, chociaż jego Mieszkańcy czują się tu prawdziwymi gospodarzami. Ale może dojdę do tego później. Jutro? Po kolejnym powrocie?

she’d run to the town one day
leaving home and the country fair

Włażenie pod górę z plecakiem, co ważył tyle, co prawie pół mnie…. Lipa totalna z tym pakowaniem. Jakoś nie wychodzi mi to za dobrze. A mogłam wychodzić pod górę z małą reklamóweczką (lub torbą na kółkach. I wjeżdżać na rolkach. Z prostownicą dzierżoną w jednej dłoni, a mikrofalówką w drugiej).

Zytko Maurion i reszto, nie idźcie tą drogą.

Ekhm. Pakowanie. Dalej i dalej wkładam coraz mniej, a to waży coraz więcej. Z każdym krokiem pod górę przybywa ciężaru. Jakby się uparło, że mają mnie boleć ramiona. Do tego stopnia, że po zdjęciu plecaka nie daję rady ich wyprostować przez długi czas.

A droga długa jest
Nie wiadomo czy ma kres
A droga kręta jest
Co dalej za zakrętem jest
Kamieni mnóstwo
Pod kamieniami leży szkło
Szło by się długo
Gdyby nie to szkło to by się szło

Kiedy wyszłam na górę w pięknych okolicznościach fauny, a być może i flory, jak to mówiła Żulietta w Baśni o ludziach Stąd, wyglądałam jak resztka samej siebie. Chciałam zrzucić plecak z ramion i spędzić tak całe popołudnie, jak ona na zdjęciu poniżej.

Błogostan. Szczęśliwe nicnierobienie. Podnoszenie powiek jako ćwiczenie wybitnie fizyczne. Bardzo delikatne ruszanie kończynami, żeby tylko się upewnić o ich jedności z resztą ciała. Bezmyślne gapienie się w krajobraz. Tyle. Nie było mi to dane. Nie po to tam wyłaziłam.

Chyba już można iść spać
Dziś pewnie nic się nie zdarzy
Chyba już można się położyć
Marzeń na jutro trzeba namarzyć

I nie po to, żeby spać. Nie potrafię o tym napisać dziś. Niemoc twórcza mnie ogarnęła.

Kiedy się odnajdę, z wielką przyjemnością napiszę Wam, jak górol spotkał się z krawaciarzem. I dlaczego szmata w wiadrze pełnym wody może świadczyć o dobroci człowieka. Albo jak to jest po ośmiu latach założyć znów zegarek na rękę.

Ale dziś przejechałam w deszczu jakieś sto kilometrów z górki, pod górkę, z górki, pod górkę. Szybciej, bo teren niezabudowany i wolniej, bo nastawiali tych fotoradarów jak bud na odpuście. A jak wszyscy w samochodzie mają prawo jazdy dłużej od Ciebie, to normalnie tacy mądrzy, że cho cho. Fakt, rady są cenne, ale w pewnym momencie człowiek gubi się w hałasie, dobrych radach i wymianie doświadczeń. I już nie wie, czy jechać na luzie, jedynce, dwójce. Czy może wysiąść i zabrać kluczyki.

A niech tam nawet sobie krzyczą przez okna i się pytają, dokąd idę!

The following two tabs change content below.

Zytka Maurion

?! Niech następne pokolenia piszą moją biografię.

2 myśli nt. „Dokąd idziesz?

  1. To jest to ! Ten brakujący element do dopełnienia wakacyjnego oddechu…góry nie byle jakie ale „góry nase” … pierwsza myśl jaka mi się nasunęła po przeczytaniu powyższego …druga (nielotna) że chciałabym być chuda jak pies ….(może nie powinnam tej myśli uzewnętrzniać) ale nie z choroby…tylko z efektów zdrowego prowadzenia się.,. (niektóre komentarze powinny być badane … jakoś…albo obwarowane dodatkowym kodem CAPTCHA takim, którego ja bym już na pewno nie przeszła np) …bo w sumie chciałam tylko rzec dobry wieczór i dobrze, że jesteś Zytko M :) i że doleciałam chociaż to mój (a raczej linii lotniczych) samolot zepsuł się i nie wystartował z Rodos…na szczęście (moje) tuż po tym jak mnie szczęśliwie wysadził ;)

    • Czytałam, czytałam Droga Dello, jak Twoja wycieczka wyglądała! :) Ja też poproszę Grecję – a przynajmniej taką pogodę.

      Ściskam mocno!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>