It’s packed up

Prawie packed i prawie up. Jeszcze tylko wepchnąć ponownie do plecaka trochę ciuchów, ciepłych skarpet i koszulek. Jeszcze tylko sprawdzić, czy zmieszczę się w dwudziestu pięciu kilogramach wagi plecaka. Może z każdym kolejnym wyjazdem będę ograniczać. Chociaż o kilogram. Zeszłam już z ponad trzydziestu. Kręgosłup mam tylko jeden.

– No za to będzie puszka pasztetu pełna do połowy.
– A można wymienić na jabłka?
– Można, ale będą całe tylko do połowy.

Wczoraj, a właściwie to już dziś w nocy, siedziałam, biegałam i kombinowałam. Zamiast czterech pudełek herbaty, wezmę po kilka sztuk z każdej. Zamiast kilku kilogramów mąki – dwa małe pudełeczka i reszta typu tapioka czy maizena w małych woreczkach. Tak samo przerzuciłam wszystko, co było większe, niż 500 gram. Kupiłam w sklepie papierniczym za pięć złotych pięćdziesiąt woreczków strunowych  (o takich) i przełożyłam już do nich yerbę, kolendrę, czarnuszkę, sól morską, trawę cytrynową, suszone nasiona, cukierki, kawę Oxfam z Tanzanii (polecam, chociaż zazwyczaj nie piję kawy rozpuszczalnej – bo nie dość, że wygląda, jakby miała drobinki złota, to jeszcze smakuje przygodą i jest naprawdę Fair Trade)… Mogę wymieniać jeszcze długo.

– Kawy?
– Prawdziwa?
– Nie, z żołędzi.
– To wolę herbatę.
– Herbata też z żołędzi, tyle że mniej szkodzi, bo to herbata.

Większe rzeczy też włożyłam, siłą rozpędu, do woreczków – tym razem takich. Mówię Wam, mam teraz każdą rzecz w woreczku. Ładowarki do telefonu, aparatu, akumulatorki, baterie. Miejsca więcej nie zajmuje, a ani nie zamoknie, ani się po drodze nie zgubi, bo będzie zamknięte. Istne szaleństwo woreczków. Plastik tu, plastik tam. Jak w Baśni o Ludziach Stąd.

– Świat schodzi na psy. Pamiętam, kiedyś to śmietnisko było jak jedna czwarta tego, co teraz. Ale co to były za śmieci…
– Społeczeństwo się spauperyzowało. Już nie ma prawdziwych śmieci.
– Kiedyś było drewno, marmur, porcelana, a teraz…
– Nylon, plastik, nylon…
– A kiedyś…
– A teraz plastik.
– Jedwab, len…

Mój nieco przydługi wywód na temat pakowania zakończę jeszcze jednym elementem.

Płynne rzeczy przelałam do buteleczek. Każda ma 100 ml, jest plastikowa i daje komfort psychiczny pod tytułem „Nie dźwigam słoików, metalowych puszek i szklanych butelek”. Dzięki temu pozwoliłam sobie na zabranie oleju arachidowego, oliwy do smażenia i extra virgin, octu balsamicznego, melasy, syropu waniliowego do kawy i słodkiego sosu chili. Bez przepakowania wzięłabym pewnie tylko buteleczkę sosu.

– Za późno, teraz jesteś już nasz.
– Faktycznie, teraz jestem jakiś nieswój.

Tak. Kosmetyki też mam w małych pojemniczkach. W ogóle robię się sama kompaktowa, tylko że plecak wciąż wielki. Było nie kupować w promocji (ech…) 85+10, tylko kupić uroczą sześćdziesiątkę bez możliwości podniesienia komina. Mam za dobry plecak. Ile do niego upchnę, tyle się zmieści. Tylko kto to podniesie. A niedługo pora wstawać.

Jak to mówią – czas nie guma, budzik nie sanki.

Tu by się przydał taki wielki napis: KONIEC.

Zdjęcia, takie słoneczne i letnie, są z dedykacją dla tych wszystkich, którzy polskiej późnej jesieni znieść nie mogą i włącza im się mechanizm autodestrukcyjny pod tytułem „Narzekanie na śniadanie, obiad i kolację być może gratis”.  Bo świat jest zbyt ciężki, żeby przykładać do niego wagę.

Cytaty z filmu Baśń o Ludziach Stąd. Bardzo dobry na długie wieczory. Pisałam już kiedyś gdzieś o tym filmie. Warto zobaczyć. Klasyka polskiego kina. I wszyscy znani kabareciarze byli tacy młodzi… ;)

– Bo ty w gruncie fajny jesteś.
– Tak? A przystojny też?
– Szczerze?
– No.
– Na pewno szczerze?
– To ja już muszę iść.

The following two tabs change content below.

Zytka Maurion

?! Niech następne pokolenia piszą moją biografię.

3 myśli nt. „It’s packed up

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>