Opowiedzieć ciszę

A gdyby tak otworzyć uszy na ciszę?

Pozwolić wiatrowi muskać twarz mroźnym powiewem. Patrzeć szeroko otwartymi oczami na księżyc wschodzący za lasem. Wdychać zimne, górskie powietrze. Dać się oślepić po kilku dniach gęstej mgły, z której ludzie wynurzali się niespodziewanie dla nich samych. Poczuć na skórze to drżenie, właściwe tylko wyjątkowym momentom.

I nie mówić nic. Zostawić daleko za sobą ocenianie przydatności księżyca w miejscu, w którym widzą go tylko nieliczni. Mówią, że słońce świeci jednakowo dla dobrych i złych. Nagłe przebłyski słońca były dla mnie niczym oświecenie.

I Ta Osoba, która przyszła wieczorem. Zrobiła mi prezent na swoje urodziny. Czytałam Jeżynowe wino, książkę, którą znam już prawie na pamięć, a wciąż do niej wracam. Siedziałam przy byle jakiej LED-owej żaróweczce i świecy. Dookoła porozkładane notesy, kalendarz, telefon, okulary, gazety… Byłam akurat w takim momencie książki, w którym rzeczywistość miesza się z marzeniami.

Byłam też po trzech niesamowitych telefonach. Jeden, niemal z zaświatów. Nagle rozmawiałam z człowiekiem, u którego chciałam pracować już rok temu. Usłyszałam przez głośnik: I teraz pani pracuje gdzie indziej, a ja będę tego żałował do końca życia!. Nawet jeśli było to tylko takie grzecznościowe stwierdzenie, zabrzmiało niezwykle miło.

Zaraz potem w Trójce była do zgarnięcia książka o bieganiu. Wystarczyło zadzwonić. Nie trzeba było pisać maili czy wysyłać sms-ów z danymi. Dodzwoniłam się! Po raz pierwszy w życiu. Ze służbowego telefonu. Widać, stara Nokia typu 3310 to szczęśliwy telefon. Nie dość, że ma zasięg, to jeszcze pozwala na wykonywanie połączeń. ;) Wiedziałam od razu, dla Kogo będzie taki prezent. Myślałam tylko, że uda nam się razem otworzyć paczkę przy najbliższej okazji. Okazja była, ale paczka z książką jeszcze nie przyszła. Nie można mieć wszystkiego.

I jeszcze jeden telefon. Taki z serii Sprawozdawczość z gór. W piecu napaliłaś? Masz ciepło? I co teraz robisz? Grzejesz się? Gotujesz coś dobrego?  I co, brakuje mnie? Mnie nie trzeba dwa razy powtarzać, żebym przyjechał!

W takich chwilach euforia miesza się ze smutkiem. Że łatwo mówić. Jednak jedną z pierwszych rzeczy, jakich przyszło mi się nauczyć, to równanie obietnica = działanie + skutki działania. I to się sprawdza. Słowo ma w sobie moc. Jest niczym przymierze, które możemy zawrzeć z samym sobą i z innymi. Honor jest cnotą. A słowo honoru już wieki temu miało wielką wartość.

Mogę powiedzieć, że słowo się zmaterializowało. Siadłam z wrażenia na schodkach i śmiałam się z zamkniętymi oczami. Gotowa otworzyć je po chwili i stwierdzić, że to tylko senne majaczenie o dziewiątej wieczorem. A jednak nie. Czucie i wiara silniej przemówiły, niż szkiełko i oko. Magia dnia codziennego. Oj tam, oj tam.

Można mówić i mówić. Można rozmawiać przez telefon przez siedem dni, można pisać sms-y rano, w południe i wieczorem. A w końcu można się zwyczajnie spotkać i w jednym spojrzeniu wiedzieć wszystko. Wiedzieć, że jest dobrze. A będzie jeszcze lepiej.

Tylko dajcie mu czas. Dajcie czasowi czas. Bo bardzo, bardzo, bardzo szkoda byłoby was.

The following two tabs change content below.

Zytka Maurion

?! Niech następne pokolenia piszą moją biografię.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>