O odwadze słów kilka

 

Odkąd chodzę często na basen, czyli od jakiegoś tygodnia, myślę na basenie o jednym facecie. Odkąd chodzę na basen = od kiedy to postanowiłam na stałe wrócić do cywilizacji, zamiast myśleć, czy mięso zeżre mi lis, a ser zjedzą myszy, i czy drewna starczy do podłożenia wieczorem do pieca.

Myślę o nim w bardzo konkretnej sprawie. Chcę się nauczyć pływać pod wodą. Głęboki oddech i płynę. Jak na razie wystarczy mi pół metra pod wodą i kilka metrów wzdłuż. Wiecie, o co mi chodzi? Że się lekko zanurzam i płynę, nie oddychając za bardzo. A oto filmik, który dodaje mi energii, żeby w ogóle próbować. Nie powiem, żebym nagle została oświecona i zakochała się w tym sporcie. Ale uważam, że to Niezwykły Wyczyn. Rekord świata pobity!

Jest historia i jest i wytłumaczenie. Zanim się weźmiecie za oglądanie następnego filmiku (bo zrobicie to, prawda? Dzięki, dzięki!), kilka krótkich wyjaśnień, które otrzymałam przez Skype’a (dziękuję!).

Co to jest sam free diving, to widać. Jak nie widać, to porównajcie głównego bohatera poprzedniego filmu z innymi nurkami. Bez butli. Bez pianki. Bez płetw. Ubrał jakieś gatki obcisłe, żeby mu te kilkadziesiąt metrów pod wodą nie zleciały. Tylko jeden wdech i jazda w dół. Brr. Na ile to odwaga, na ile brawura? Nie mam pojęcia. Ale usta muszę trzymać, żeby mi się szczęka o ziemię nie obijała z wrażenia.

constant weight – nurek, który schodzi pod wodę w piance, potrzebuje określonego obciążenia, żeby się zanurzyć, a nie tylko pływać po powierzchni, wypychany przez piankę. I jak facet pobił rekord świata w tej kategorii, to widocznie wpłynął pod wodę z takim obciążnikiem i z nim wypłynął, nie porzucając po gdzieś po drodze. A mógł się mocno dociążyć, żeby szybko „spaść” (specjaliści muszą mi wybaczyć moją niewiedzę. Ja tu tylko sprzątam) i na dnie zrzucić z siebie ciężary, a na powierzchnię wydostać się z jakimś balonem. Czy czymś tam. Ech. Jest późno. Słuchałam uważnie, ale wyjaśnić nie umiem. Proszę skorzystać z funkcji komentowania i mnie poprawić.

free immersion -dyscyplina, w której nurek zanurza się i wynurza bez pomocy żadnych urządzeń, tylko po linie (żeby poruszać się pod wodą w linii prostej, że tak to ujmę po ludzku). Czyli, że sobie niczym nie pomaga, tylko nogami i rękami. Wow. Nawet, jak go ściska ciśnienie pod wodą i wygląda dziwacznie, to nie używa żadnych śmigiełek. Boże drogi. Niech nikt, kto się zna na nurkowaniu, nie czyta tych moich herezji.

Blue Hole - jak sama nazwa wskazuje, to Błękitna Dziura. Czyli głęboka. Jedna z ciekawiej położonych dziur na świecie. Znajduje się w Dahab (w Egipcie). Na przykład, na pierwszym filmie William musi popłynąć wzdłuż skalnej ściany i żeby wrócić, potrzebuje przepłynąć przez taki otwór, jak przez bramę. Nazywa się to ładniej łukiem. Zupełnie straciłam pomysł, jak Wam to pokazać. Lepiej zobaczcie na tym rysunku. Szukajcie napisów ARCH i BLUE HOLE.

Słyszałam też, że tych Blue Hole jest więcej. Na przykład jest też na Bahamach. Same ładne miejsca. I na pewno jest w nich cieplej, niż teraz w Polsce*.

Wyobrażacie to sobie? Bo ja zupełnie siebie nie widzę w takim miejscu pod wodą (nad wodą – jak najbardziej!). Niesamowite! I jak Pan William płynie żabką! Spójrzcie na to w pierwszym filmie. Tak macha rękami aż do kolan niemal. No, dobija nimi do ciała. Tak się pływa żabką pod wodą. Normalnie na basenie raczej się tak nie płynie. Próbowałam. :)  Nie dość, że spowalnia, to jeszcze człowiek wygląda pokracznie. A jak wiadomo, pływanie powinno odbywać się harmonijnie, nie męczyć niepotrzebnie i sprawiać wiele radości.

Zapowiedziany filmik.

A na koniec coś, co wyrywa z butów. Nie będę mogła spać po nocach, myśląc, co sobie przed startem myślał ten facet. Bo co myślał poprzedni, to wiadomo z drugiego filmu. Ogląda się lepiej, niż filmy z Bondem. Plus świetnie dobrana muzyka (wytrzymajcie pierwsze 27 sekund, jeśli wolicie chill out; potem jest tylko lepiej). Wow. Wow. Wow. Mówią, że przy kontakcie z wodą mózg wchodzi na fale alfa, które dobrze działają na kreatywność. Żeby PRZEŻYĆ  w ogóle takie płynięcie, to dopiero trzeba kreatywnie myśleć, jak tu się nie zabić ze strachu.

Znacie skalę swoich uczuć? Ja odkryłam nowe uczucia i emocje po obejrzeniu tych filmów. Nie była to miłość od pierwszego obejrzenia. Raczej stan totalnego zadziwienia. I przerażenie, odczuwane nawet w kościach. A ja się zastanawiam, czy skakać na basenie z murku czy z tego słupka do skakania.

PS. Zmieniając szybko temat. Oglądałam wczoraj Pamiętnik. Tak łzawego filmu dawno nie widziałam. Przed płakaniem wstrzymywały mnie tylko reklamy, które studziły emocje. Pięknie zrealizowany film. O miłości, oczywiście. Obsada doborowa. Krajobrazy bajeczne. Atmosfera lat czterdziestych oddana w detalach. Postaci nietuzinkowe.  Żadne tam smętne Romea i Julcie. Dramaty prawdziwe.

Na podstawie książki o tym samym tytule (The Notebook) autorstwa N. Sparksa. Czytałam kilka jego książek. Każda doprowadzała mnie do łez. Jak on to robi?

Normalnie nie płaczę już wcale. Chyba, że nie wezmę okularów na basen albo słońce świeci mi za długo w oczy. Albo kroję kilogram cebuli. A tu myk, pstryk i ryczę, jak głupia. Nie chcę, ale muszę! Całe szczęście, że nikt nie widział, to nikt się nie dowie. :)

* Jutro ma padać śnieg. Na co i po co on komu na wiosnę, to nie wiem. Może raz drogowcy nie zawiodą, skoro śnieżyce ogarnęły już Ukrainę, Słowację i inne kraje. Może. Oj tam, oj tam. Czepiam się. Święta idą, może drogowcy zajęci będą organizowaniem tzw. Jajeczek, czy szukaniem prezentów od wielkanocnego zajączka. A może nie…

The following two tabs change content below.

Zytka Maurion

?! Niech następne pokolenia piszą moją biografię.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>