Don’t know why… i o Eliotowskich porywach serca

…I didn’t come. :)

Jestem zafascynowana do ostatniej literki tekstu. Jestem wciągnięta, aż po najmniejszy nerw mojego ciała. Prawdziwa synestezja. Smakuję słowa, a ich muzyka nadaje rytm moim snom. Doskonale komponują się z filiżanką kawy. Albo z talerzykiem rodzynek.

Można leżeć w pochmurny dzień, z kołdrą nasuniętą pod sam nos i czytać. Można delektować się wersami w pełnym słońcu, siedząc na ławce przed domem i czując od czasu do czasu badawcze spojrzenie trzech psów. I ich mokre nosy przy dłoni. Można próbować zrozumieć własne uczucia, jadąc samochodem. Wyglądając przez okno i licząc słupki z kilometrami.

Tak naprawdę to cały sukces leży w dobrym tłumaczeniu. Miałam okazję czytać kilka, bo kilka, (ale zawsze) książek lub ich fragmentów w różnych tłumaczeniach. Najbardziej utkwiło mi w pamięci tłumaczenie dzieł Szekspira. Jedna wersja, nazwijmy ją szkolną i druga, którą znalazłam w starym wydaniu z pożółkłymi kartkami, pachnącymi strychem i kurzem. Wiersze Eliota, ponieważ mają już swoje lata, również doczekały się kilku tłumaczeń. Jak bardzo różnych, możecie się przekonać, czytając poniższy fragment, który znalazłam w internecie. Środa popielcowa w tłumaczeniu Pawła Hajduka.

Na pierwszym skręcie trzecich schodów
Wziernik pęczniał niczym owoc figi
A za nim kwiat głogu i pasterska scena
Barczysta postać w błękicie i zieleni
Czaruje czas majowy na antycznym flecie.

Zastanówcie się nad tym, proszę. Jak to widzicie. Jak Wam się jawi. Czy wyraża jakiekolwiek emocje i przemawia do Was? Przedstawię też tłumaczenie J. M. Rymkiewicza, które pojawiło się w czytanej przeze mnie książce S. Heaney’a.

Tam, gdzie skręcają po raz pierwszy schody
Na trzecie piętro, było okno brzuchate jak figa
A za nim głóg kwitnący i scena pasterska
Barczysta postać w błękit i zieleń odziana
Czarowała dni maja na antycznym flecie.

Panie Pawle H.! Niech Pan wybaczy, ale jak dla mnie Pańskie tłumaczenie jest straszliwe. Kiedy czytam te same słowa, wyrażone przez Rymkiewicza, zatapiam się w ciepły, słodki dzień. Czuję na skórze powiew wiatru na starej klatce schodowej i słońce prześwitujące przez lekko zakurzone okna. Widzę wyraźnie, że schody są lekko zakręcone, z drewnianą poręczą, wychodzone przez tysiące ludzi. A u Pana? Pana schody z pęczniejącym wziernikiem zupełnie nie chcą skojarzyć się w mojej głowie z pięknym dniem. Są takie betonowe, z plastikową obudową poręczy schodów. Pierwszy skręt trzecich schodów brzmi dla moich uszu tak obco, że nawet nie potrafię sobie go wyobrazić.

Dlatego na koniec dopiszę jeszcze fragment tego, co Heaney nazwał spojrzeniem przez głęboką jasność ku kosmatej solidności. I na kilka najbliższych majowych dni pozostanie mi życzyć Wam właśnie takich magicznych majowych chwil.

Słodkie są włosy rozwiane, brązowe włosy na usta rozwiane,
brązowe włosy i bez;
Rozterka, muzyka fletu, kroki i stopnie umysłu na schodach, na trzecie piętro,
Niknące już, niknące; siła poza nadzieją i rozpaczą
Wspinająca się na trzecie piętro.

Dobrej nocy. Życzę Wam takich porywów serca przy czytaniu, jakie i mnie spotykają. To jest dopiero magia!

The following two tabs change content below.

Zytka Maurion

?! Niech następne pokolenia piszą moją biografię.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>