eSPeDe dla mięczaków – część 2

Dobra. Miało być o mięczakach. Rower mnie przekonuje. Mięczaki wciąż nie.

A jeśli chodzi o wywrotki, to raz wywaliłam się tak bardziej i raz mniej. Obie sytuacje miały miejsce w lesie. Pierwsza pod piaszczystą górkę. Musiałam się wywalić. Nie wyobrażałam sobie tego wprawdzie wcześniej, ale chłopaki byli bardzo ucieszeni. Oni elegancko wyjęli nogi z TEGO CZEGOŚ i wytargali się z rowerem. Nie wiem jak, bo leżałam w krzakach jagód i zastanawiałam się, jak się wyplątać. Plus sytuacji – na razie nie ma jagód do zbierania, więc upadek pozostawił mało wrażeń estetycznych. W sierpniu mogłabym wyglądać jak po nasmarowaniu pioktaniną.

Druga wywrotka była tylko częściowa i przypomniała mi, że jednak znam brzydkie słowa. Żaden to sukces, ani powód do przemyśleń. W każdym razie znajoma była zszokowana. Rozwaliłam oponę na jakimś cholernym drucie. Wbił się w dętkę i w ramach szybkiej reanimacji (w stylu pierwsza pomoc przy ranach kłutych) zakleiliśmy wspólnie drut i oponę taśmą malarską. W ilości niekończącej się, co skutkowało brakiem tylnego hamulca w moim rowerze. Cha. Cha. Cha. A zaraz potem na ścieżce było zwalone drzewo i jak próbowałam je przebyć niczym Spiderman, zapomniałam, że bez tylnego hamulca to sobie mogę skoczyć. A potem to już  i tak potrzebny był profesjonalny zestaw do rowerów i kiedy we trójkę odganiałyśmy desperacko zmutowane komary, jedyny mężczyzna w gronie wziął się i zrobił to, o czym ja nawet nie mam pojęcia.

Wstyd, Zytka, wstyd i hańba. Jak kiedyś w składaku zeszło mi powietrze z opony, to szłam z nim kilometr. Pompowanie co chwilę nie dawało widocznych rezultatów. Jakoś zazwyczaj moim rowerem zajmowali się mężczyźni. Czuję się niewykwalifikowana pod tym względem. Może nasza kochana Unia zrobi z tego szkolenie, to się zapiszę. Najlepiej, jakby dokładali rower dla uczestników kursu.

A co do bycia mięczakiem, na początku czuć wszystkie mięśnie, które przecież nie istnieją. Ujawniają się w tajemniczy sposób na nartach po długiej przerwie. I przy jeżdżeniu z użyciem SPD. Oj. Chodzenie po schodach daje w kość.

Ja po pierwszym dniu i zrobieniu kilku rundek po Wielkiej Pętli w Parku Śląskim padłam jak zabita i spałam we wszystkim, w czym weszłam do mieszkania. Miałam na sobie wszystkie sportowe akcesoria. Czyli raczej uciskające. Rękawiczki, skarpety, spodenki z pieluchą. I w nocy, jak się obudziłam, miałam tak wyschnięte podniebienie, że brakowało mi sił na krzyknięcie o przysłowiową szklankę wody. W głowie miałam karuzelę od emocji i wysiłku, co wtedy było gorsze od pragnienia. Piramida potrzeb Maslowa została zachwiana.

Spałam tylko bez butów, bo je zdjęłam przed drzwiami.

The following two tabs change content below.

Zytka Maurion

?! Niech następne pokolenia piszą moją biografię.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>