Dobranoc, pchły na noc

Jakżeż to wesoło może być, kiedy tylko człowiek sobie za dużo zaplanuje. Za dużo „bo myślałem”, za dużo „bo się spodziewałem” i za dużo „bo to miało być inaczej”. Jak prosto zburzyć sobie przyjemność czerpaną z niespodzianek. Jak łatwo dać się ponieść wrażeniu, że już wszystko wiemy i rozumiemy. Że życie jest dokładnie takie, jak my je widzimy.

Czekając na dworcu na autobus typu PKS, widziałam w Katowicach trzech panów. Docelowo ich zajęciem było położenie chodnika. Wszyscy w pomarańczowych kamizelkach i spodniach. Może w kaskach byli czy w czapkach?

Jeden stał z papierosem w prawej ręce i telefonem w drugiej. Bujał się z boku na bok przez cały mój czas oczekiwania. Minimum dwadzieścia minut. Był niezłomny w tym staniu, chociaż patrzyło na niego ze trzydzieści osób czekających na połączenia.

Drugi klepał w próg chodnika gumowym młotem. Potem wyrównywał poziomicą i znów łup! łup! młotem. A potem tą samą poziomnicą koloru czerwonego i długości może trzydziestu centymetrów zaczął gładzić beton obok. Miział go i miział, aż ubabrał całe urządzenie. Starł palcem – bo nie miał rękawiczek – trochę brudu z okienka, które wskazuje wynik i przyjrzał się swojej pracy. Wyglądał na zadowolonego.

Trzeci w rękawiczkach przydźwigał wielką piłę do cięcia kamienia. I bez okularów ochronnych, bez tych ochraniaczy na uszy włączył urządzenie. Z wielkim rykiem i odrzutem ciała faceta piła została uruchomiona. I niczym strongman, koleś zaczął piłować fragment płyty. Był to dźwięk nad wyraz nieprzyjemny i przewiercający mózg na wylot. Metal w połączeniu z granitem to coś milion razy gorszego od pisku kredy na tablicy. Tumany kurzu, które przy tej okazji otuliły cała okolicę były tylko marną namiastką tego, co musiał czuć ten człowiek.

Ja nie rozumiem tego. Na jednej budowie, parę kilometrów dalej przy WPKiW są wielkie tablice z napisami dającymi do zrozumienia, że firma dba o bezpieczeństwo pracy. Jedna z tablic głosi:

Na tej budowie obowiązkowo nosimy: hełmy ochronne, kamizelki odblaskowe, obuwie ochronne.

I jeszcze efekt podkreślony jest przez rysunki syblolizujące każdy z obowiązkowych elementów. Patrząc na ludzi, wykonujących swoją pracę, odnoszę wrażenie, że wszystkie normy są rygorystycznie przestrzegane (w innym mieście tego samego dnia, ta sama firma zrobiła na mnie dokładni takie samo pozytywne wrażenie).

Aj w samym centrum Katowic panowie wyglądają, jakby do pracy zostali wciągnięci przez przypadek, potykając się o barierkę z taśmy ostrzegawczej. Ktoś zarzucił im na grzbiety kamizelki rozmiarów dowolnych (bo przecież jest gorąco, więc po co zapinać), ktoś inny włożył w dłonie narzędzia. Ale o co chodzi? – głosił wzrok jednego z panów.

Okej. Widziałam też przy samym Skarbku (czy raczej przy tym, co z niego zostało) całą ekipę, ubraną i zachowującą się zdecydowanie bardziej profesjonalnie, więc może to był przypadek.

Przypadek, który rzutuje na moją opinię o jakości i profesjonalizmie. Wracając do pierwszej myśli tej notatki, już nie wiem, czy to zdarzenie nazwać niespodzianką czy też wygórowanymi oczekiwaniami wobec polskiej rzeczywistości.

The following two tabs change content below.

Zytka Maurion

?! Niech następne pokolenia piszą moją biografię.

Ostatnie wpisy Zytka Maurion (zobacz wszystkie)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>