Jak to się stało, że mi wypiłaś moje kakao?! (Zupa botwnikowa na budowie)

Przecież to mój kubeczek, to mój kubeczek z wiewiórką jest!

Jak to miło, kiedy na naszej budowie pojawiają się Pierwsi Goście Na Noc i jeszcze Pani Gość (bo przecież nie jakaś Gościni!) zna taką samą piosenkę, jak ja!

To było dla nas niezłe wyzwanie z tymi Gośćmi. Dzień wcześniej panowie przywieźli nam zamrażarkę, czyli cudo techniki na równi z pralką, lodówką i ekspresem do kawy oraz wszystkim, co wiek dwudziesty zaproponował dwudziestemu pierwszemu. Cudo na równi z Ferrari? Jak dla mnie nawet lepiej.

Zakupiliśmy na okoliczność zaposiąścia (lub też zaposiądnięcia)  z dziesięć kilo papryki, reklamówkę fasolki szparagowej, selery i inne dobra targowe. W pierwszym dniu po przyjeździe zajmowałam się tylko:

  1. Myciem papryki.
  2. Krojeniem papryki.
  3. Wybieraniem pestek z papryki.
  4. Szatkowaniem papryki.
  5. Wkładaniem papryki do woreczków .
  6. Mrożeniem paprki.

 

Oraz:

  1. Myciem papryki.
  2. Krojeniem papryki.
  3. Wybieraniem pestek z papryki.
  4. Szatkowaniem papryki.
  5. Wkładaniem papryki do woreczków .
  6. Mrożeniem paprki.

 

Oraz:

… i tak niemal w nieskończoność.

A jak zimą będzie smakowała pieczona, smażona, w zupie, z makaronem, z cukinią, w leczu, grillowana w sałatce, z czosnkiem… Mmmm. Piękna, świeża papryka. I kosztuje trzy zeta za kilogram, a nie szesnaście!

Dotarła do nas też płyta indukcyjna. Oł maj gadness, że tak powiem. Toż to dopiero cudo! Cudo warte osobnego wpisu, jako iż (że ponieważ również też) był to mój niemal pierwszy kontakt z tym stworem. Na poczet sprawdzenia, czy działa, włożyliśmy na nią garnek z zupą botwinkową. Miała być na obiad, jak Goście przyjadą. Ale próba dokonana być musi i będzie. Włączyliśmy boosta i jazda. Po chwili zaburczało, zaświstało i dziesięć sekund później zupa była gorąca.

Do dziś nie mogę się otrząsnąć! A zupę zjedliśmy całą.

Zupa botwnikowa budowlana

Oczywiście, w każdych innych warunkach też smakuje doskonale.

Czas przygotowania: 25 minut | Trudność: łatwe

Składniki:

  • 1 litr bulionu
  • duży pęczek młodej botwinki*
  • 1/3 kostki masła + kilka łyżek oliwy do smaku
  • sól, pieprz
  • 200ml śmietanki 12% lub 18%**
  • ocet balsamiczny/sok z cytryny/czerwony ocet winny
  • kilka dużych ziemniaków

 

* młoda botwinka to taka z malutkimi buraczkami, a nie z wielkimi burakami i liśćmi jak u sałaty.

** obowiązkowo bez dodatków karagenów, mączki świętojańskiej, gumy guar itp.

 Przygotowanie:

  1. Botwinkę dokładnie wymyć, osuszyć. Posiekać liście i buraczki. Ziemniaki obrać i pokroić w kostkę.
  2. Na patelni rozgrzać masło (samo lub z oliwą), wrzucić buraczki i łodygi botwinki. W tym czasie w garnku rozgrzać bulion. Mieszać często botwinkę. Smażyć około 10 minut, następnie dodać miękkie liście i smażyć jeszcze 5 minut.
  3. W osobnym rondelku ugotować ziemniaki z 1/2 łyżeczki soli. Powinny być miękkie po 10-15 minutach.
  4. Do gorącego bulionu dodać usmażoną botwinkę i ziemniaki. Kilka łyżek bulionu wymieszać dobrze ze śmietanką, dodać do zupy. Na koniec doprawić odrobiną octu lub soku z cytryny oraz posypać czarnym pieprzem (i ewentualnie dodać jeszcze sól). Gotować jeszcze chwilę, podawać od razu.

Smacznego!

PS. Pięknie ten taras wygląda, prawda? Nastąpiła Wielka Inauguracja dzięki Yen i Mateuszowi. W końcu siedliśmy i spędziliśmy miło wieczór przed kominkiem, z jedzonkiem i rozmowami. Zamiast domywać się po farbach, tynkach, gipsie i tak dalej.

The following two tabs change content below.

Zytka Maurion

?! Niech następne pokolenia piszą moją biografię.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>