Let the Sunshine In! Klimaty jesienne.

Kurczę, jak miło spędzić weekend w gronie znajomo-rodzinno-przyjacielskim. Takie zapraszanie Szanownych Gości jest cudownym momentem odprężenia. Zamiast planować wyłącznie gruntowanie ścian i zastanawianie się przy okazji mieszania farby w wiadrze, dlaczego ten biały (śnieżnobiały, superbiały, ekstrabiały czy jakiś tam inny oczorypny biały) jest fioletowy po otwarciu.

I nie trzeba myśleć, czemu farba przyczepia się do skóry lepiej, niż do ścian.

Można na przykład zająć się jedzeniem i uskutecznić kiełbaski z ogniska w wersji kominkowej. Opalane drewnem bukowym. <szpan na całego>. Ciastka francuskie z szynką i Dziugasem. Zawijaski ze świeżym pesto i Grana Padano. Wielką deskę serów, rozłożoną na całym stole. Frankfurterki prosto z targu. Pyszne, gorące jedzenie z kociołka. Świeży bundz w dwóch smakach i zarąbiście pyszne oscypki. Och. Ach.

Kurczę! Kto to widział jeść cały weekend! Wprawdzie jak tylko się skończyło biesiadowanie z moim Przyjacielem i Rodziną mojego Mężczyzny, zaczęła się robota. Takie drobne zajęcia. Znów babrałam się w drewnochronie i nabyłam kolejnych „ran” na całych rękach, spodniach i butach. A dechy pod taras nabrały wyglądu desek przez duże De.

Grabiłam też trawnik, co nie jest jakieś proste. Jeśli wiecie, co mam na myśli, jeśli mówię „grabie druciane”.  Szczególnie, że trawa została skoszona, zmulczowana, przebyła wertykulację oraz jakieś inne trudne słowa, których znaczenia nie znam i nie wiem, czy to dobrze, czy bardzo dobrze zadziała. Nawet nie wiem, w jakiej kolejności i czy na pewno. To są pytania do mężczyzny, nie do kruchej kobiety. Dookoła rozchodził się dźwięk koszenia, grabienia i takich tam. Aż w końcu sąsiad wczoraj wieczorem nie wytrzymał i zabrał się za koszenie u siebie. Trochę późno, bo miał godzinę do zachodu słońca, ale połowę dał radę. Potem skończyło się rumakowanie i zaczęła El Dupa, czyli było ciemno.

A my skończyliśmy prace trawnikowe. Jak nasze zielono-buro-wypalone coś do wiosny przetrwa, to będzie piękne. A jak nie przetrwa, to najwyżej przekopiemy całość (wypluj to słowo, Zytka! Wypluj natychmiast!) i posadzimy ziemniaki. Buraki ćwikłowe.

Ja jestem za mieszanką łąki alpejskiej. Zakochałam się w tych roślinach podczas wyjazdu w Dolomity i tak mi na zawsze zostanie. Łąka to jest to! Jak trawa się na nas wypnie, zrobię głosowanie, co zasiać. Pytanie jeszcze tylko: kim zasiać…?

Tymczasem żegnam wylewnie. Piękna jesień przyszła! Co roku uważam, że jesień jest najpiękniejsza ze wszystkich dotychczas widzianych jesieni. Genialna. Po prostu genialna.

Zytka M.

 

PS. To taki mały dodatek do tego okołoświątecznego wpisu z prezentami domowymi:

  1. BBC Good Food – uwielbiam przepisy z tej strony!
  2. I jestem w fazie słoikowania wszystkiego, co napotkam, więc do wypróbowania również przepisy ze strony Weck.

http://www.weck.com.pl/galeria.html

The following two tabs change content below.

Zytka Maurion

?! Niech następne pokolenia piszą moją biografię.

Ostatnie wpisy Zytka Maurion (zobacz wszystkie)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>