I’m spending my time – na budowie fajno jest!

…watching the days go by, feeling so small, I stare at the wall… :)

Niezupełnie dziś tak było, jak Roxette to sobie zaśpiewało. Telewizora z początku piosenki nie włączyłam. Jestem osobą szczęśliwie żyjącą bez. Nie definiuję się przez posiadanie lub brak TV. Tak bardzo się do tego przyzwyczaiłam, że gdyby nie baaardzo okazjonalne oglądanie filmów na DVD, to mogłabym nawet nie pomyśleć o tym czymś na ścianie.

(C) Zytka Maurion 2013

Ściany są nieco łyse. Bardzo łyse. Zupełnie i stuprocentowo łyse. Łyse, że hej.

Kawy z piosenki też nie zrobiłam. Ale niebo zdawało się być so beautiful and blue. Przestało padać i cały dzień nie padało. Mogłam sobie spokojnie odpoczywać przy popołudniowym wożeniu drewna. Dawno tego nie robiłam! A tak, otoczona wiórami z drewna i zapachem świeżego buka, dzierżąc taczkę w dłoniach, szalałam „po placu”.

Chłopaki kładą nam kafelki i kończą szlifować ściany na górze. Oznacza to wyniesienie pod niebiosa i koniec z siedzeniem w piwnicy. Jak skończę wozić drewno, zacznę malować sufity. A jest ich więcej, niż ścian, bo skosy też wliczyliśmy do sufitów. Na dobry początek, biała farba po białej gładzi gipsowo-szpachlowej, na białej płycie kartonowo-gipsowej. Czarna krowa w kropki bordo gryzła trawę, kręcąc mordą.

(C) Zytka Maurion 2013

Co do kafelków, jestem tak bardzo mile zaskoczona, że są ładniejsze, niż myślałam. Jeśli te są ładniejsze, to do drugiej łazienki będą równie piękne. Nachodziliśmy się za jednymi i drugimi jak cholera. Robiło mi się niedobrze na myśl, że mamy znów spędzić piękny weekend albo wspaniałe popołudnie w marketach, sklepach i przed szukaniem w internecie. Łoj, oj, oj. Jest super!

Właśnie mój Mężczyzna skończył obliczać, ile to wstępnie poszło pieniędzy przez ostatni okres czasu. Włos się jeży na głowie. A potem pokazał mi wyliczenia, ile mniej więcej jeszcze trzeba włożyć, żeby mieć schody inne, niż zbite z desek, meble – inne, niż stół na taras i regały do piwnicy, łóżka – nie tylko jedno sosnowe  z ikei, wykończone pokoje…

To może ja już sobie pójdę, bo zakręciło mi się w głowie.

(C) Zytka Maurion 2013

Regały służą nam już do wszystkiego. Tylko na nielicznych półkach służą jako spiżarnia, a w zamyśle mają być całe spiżarniane.

Plusem tych całych obliczeń jest to, że jak się już wszystko uzbiera, wymyśli, znajdzie w sklepach, wybierze, zamówi, zapłaci, odbierze i wstawi do domu, to na najbliższe lata będzie naprawdę święty spokój. I to dopiero będzie bajer, usiąść sobie przed kominkiem, po jednej stronie mieć taras (a mamy na razie deski konstrukcyjne pod taras i takie schody ze styroduru zrobione, żeby zimą wrzucać drewo), po drugiej mieć kuchnię (póki co chłopaki rzucają tam bluzy na parapet, a wszędzie unosi się biały pył). Za sobą będziemy mieć sofę i ławę. Z czułością będę wspominała siedzenie na krzesłach tarasowych i jedzenie na płycie OSB, rzuconej na wiadra po tynku.

A na dobry początek wiosny zostanie „tylko” zrobić taras na zewnątrz. Wymyślony był przy stawianiu domu jako 4×6 metrów, więc jest co robić. Co tam, jak się jedno zrobi, to potem trzeba położyć krawężniki, zrobić drogę dojazdową od bramy, zadbać o trawnik, dać balustrady do balkonów, zrobić jakieś zadaszenie czy osłonę na ten cały taras, i tak dalej i tak dalej.

Wczoraj wieczorem weszłam na górę, a tam przymiarki się odbywały. I wyszło na to, że mamy skrzywioną wannę. Niby jest prosta, ale krzywa. Coś pod romb. A miał być prostokąt!

(C) Zytka Maurion 2013

Oby mieć tylko takie problemy w życiu i żadnych innych!

The following two tabs change content below.

Zytka Maurion

?! Niech następne pokolenia piszą moją biografię.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>