Ciasto antydepresyjne – quiche lorraine i tartinki warzywne

Dziś, kiedy u mnie za oknem gęsta mgła, a na zegarze 11:11 (światła jeszcze mi nie gaście!), ogarnęła mnie totalna jesienna deprecha. Siedzę w domu z urazem kolana i po raz kolejny omija mnie wyjazd w góry. Wprawdzie domyślam się, jak będzie wyglądało to wyjście w góry. Wszyscy pójdą sobie najkrótszym szlakiem na Rycerzową i jak tylko dotrą, to na pewno z zadowoleniem wypiją za sukces niejeden toast. I na tym się pewnie nie skończy. ;)

Ponieważ picie to zupełnie nie moje klimaty, jakoś mnie nie martwi moja nieobecność TAM. Bardziej martwi mnie moje TU. To, że uwielbiam Beskidy, tamtejsze powietrze, klimat i samo łażenie po górach. I martwi mnie to, że łazić po nich nie mogę!

Mam za to czas, żeby zobejrzeć wszystkich fizjoterapeutów w okolicy i umówić się na wizytę.  I mogę wpisać wreszcie (wreszcie, wreszcie!) przepis na klasyczną tartę lotaryńską z eksperymentalnymi… hmm… eksperymentalnymi… No. Z takim czymś jak tarta TATIN, ale w moim wydaniu!

Wyjście na WOŚP to było jakieś szaleństwo. Wróciłam na Śląsk i ruszyć się nie mogłam. Poza tym, byłam unieruchomiona w najgorszym możliwym momencie i miejscu, bo na budowie. Myłam się w misce, bo po drabinie wleźć bym nie wlazła. Cholerstwo jakieś z tą nogą, schodząc, pewnie spadłabym na gębę. Z załatwianiem potrzeb też niefajnie, bo póki była ekipa, trzeba było chodzić do wychodka. A skoro korzystali też inni, to nie dało się usiąść. A wisieć w powietrzu jeszcze nie potrafię. Tragedia.


Potem polepszyło mi się gwałtownie, co tylko całą sprawę pogorszyło i teraz jest dużo gorzej.

Wszystko skłania się do tego, że chyba pora umierać. Fachowcy od siedmiu boleści (tfu tfu) chcieli odwalić wszystko i zostawić nas z mnóstwem niedoróbek. A to gniazdko nie działało, a to coś innego, stłuczona nowa lampa do łazienki (ponoć nikt z nich tego nie zrobił, a wszystkie okruchy szkła widocznie wyparowały). Pomijając inne, większe i bardziej kosztowne uszkodzenia. I nasze nerwy strzaskane bardziej, niż przedmioty.

W którymś momencie to już do gardeł sobie skakaliśmy. Ja siedziałam lub leżałam, roboty pełno, Mężczyzna miał dość wszystkiego, a ja płakałam z bólu. On miał dość mnie, a ja jego. Najbardziej mieliśmy dość całej tej porąbanej ekipy, która w ramach rozliczenia wpisała nawet flaszkę wódki, jaką dali człowiekowi zabierającemu śmieci od nich. A chwilę wcześniej mówili, że kosztowało to trzysta złotych i to też doliczyli…

Pominę już milczeniem fakt, że pewnie wielu rzeczy nigdy nie znajdziemy. I nie będzie to czysty przypadek.

Pora otrząsnąć się z wrażeń! I wpisać przepis na tartę. Uwielbiam ją i nie wiem, jak do tej pory mogłam o niej nic nie napisać.

Ciasto – kruche, lekko słone i z ziołami. Uwielbiam w każdej ilości i postaci. Całość – prosta do wykonania. Ja robiłam na Sylwestra. Wszystko przygotowałam wcześniej, na koniec tylko połączyłam i wrzuciłam (w przenośni) do piekarnika. Goście nawet nie zauważyli, że zniknęłam. I jeszcze podając, można powiedzieć: klasyka! :)

Ciasto, wykorzystane przy „produkcji” tarty to tym razem pâte brisée, czyli kruche ciasto o zwiększonej zawartości tłuszczu. Jest wspaniałe do pikantnych ciast, nie zawiera cukru i dla chętnych, połowę masła można zastąpić smalcem dla ciekawszej struktury i aromatu.

Tartinki warzywne to nic innego, jak warzywa pieczone w kokilkach, wylanych karmelem. Było to niezwykle ciekawe połączenie, jednak warte dopracowania. :)

 

Tarta lotaryńska (quiche Lorraine)

Składniki ciasta:

  • 125g mąki krupczatki
  • 125g mąki pszennej
  • szczypta soli
  • 175g zimnego masła, posiekanego na kawałki (można zmrożone utrzeć na grubej tarce, jak na zdjęciu)
  • 1 zimne jajko + 1 żółtko
  • 3 łyżki ziół włoskich
  • pieprz kolorowy, świeżo mielony
  • 1-2 łyżki lodowatej wody

 

Składniki nadzienia:

  • 250g surowego boczku, pokrojonego w równą kostkę
  • 250ml gęstej śmietany 12%
  • 2 jaja (można dołożyć białko, które zostało z ciasta)
  • gałka muszkatołowa
  • sól, pieprz, zioła takie, jak użyte do ciasta
  • 50g sera żółtego(dodatkowo)

 

Przygotowanie ciasta:

  1. W dużej misce połączyć obie mąki, sól, zioła. Dodać masło i szybkimi ruchami posiekać lub rozetrzeć je razem z mąką. Czynność powtarzać dotąd, aż całość będzie przypominać bułkę tartą.
  2.  Do ciasta dodać jajko i żółtko. Płynnymi ruchami rozgniatać ciasto jedną ręką, aż uzyska jednolitą konsystencję. Powinno to nastąpić szybko, jeśli jednak nic z tego, trzeba dodać łyżkę zimnej wody i czynność powtórzyć. Spłaszczyć ciasto i przykryte folią spożywczą, włożyć na 30 minut do lodówki lub zamrażalnika.
  3. Przygotować formę na tartę – wysmarować masłem i obsypać mąką.
  4. Rozgrzać piekarnik do 180°C. Następnie rozwałkować cienko (3-4mm) ciasto i wyłożyć nim formę. Nakłuć widelcem spód w kilku miejscach, całość przykryć papierem do pieczenia i obciążyć spód. Piec przez 10 minut z obciążeniem, następnie samo ciasto, bez papieru i obciążników, piec kolejne 5 minut.
  5. W tym czasie przygotować nadzienie.

 

 Przygotowanie nadzienia:

  1.  Na łyżce masła na rozgrzanej patelni zrumienić boczek, aż będzie chrupiący. Osączyć na papierowym ręczniku.
  2. W misce rozmieszać dobrze resztę składników. Nie należy przesadzać z solą, ponieważ sam boczek jest mocno słony. Lepiej dać maksymalnie 1/2 łyżeczki soli, dużo świeżo zmielonego pieprzu i zetrzeć sporo gałki.
  3. Na lekko przestudzony spód wyłożyć boczek, na niego wylać nadzienie.
  4. Piec 35 minut w 180°C (środkowa półka piekarnika). Kiedy ciasto będzie rumiane, a środek zestalony, wyjąć, odczekać 5-10 minut i kroić na porcje.

 

Smacznego!

The following two tabs change content below.

Zytka Maurion

?! Niech następne pokolenia piszą moją biografię.

Ostatnie wpisy Zytka Maurion (zobacz wszystkie)

2 myśli nt. „Ciasto antydepresyjne – quiche lorraine i tartinki warzywne

  1. Witaj! Tarta jest cudna! Wpisuję do zeszytu z wszystkimi ulubionymi przepisami :) W końcu taki powstał nie muszę za każdym razem szukać w zakładkach na laptopie:)
    Rehabilitacja… Zytko Droga! Mój kręgosłup jest w fatalnej formie, bark strzaskany i kilka dodatkowych atrakcji. Do pionu postawił mnie jeden człowiek – nie żaden cudotwórca ani też „kościogruchotacz” – młody człowiek, który się bez przerwy dokształca – terapia manualna uratowała mnie przed bardzo poważną neurochirurgiczną operacją. Dlatego…jeżeli tylko będzie Ci trzeba. Daj znać a ja dam namiary. Teraz przyjmuje w Bytomiu więc być może daleko…ale mam pełne zaufanie i widziałam efekty. Więc jeśli nie znajdzie się nikt bliżej- pisz! Dbaj o siebie i nie przejmuj ludzką głupotą …też nad nią ręce załamywałam cały rok…złodziejstwo w każdej z jego odmian to najwyższa forma bezczelności. Pozdrawiam ciepło :)

    • Dello Droga, witaj!

      Cieszę się, że tarta przypadła Ci do gustu. Ja uwielbiam tarty w każdym wydaniu, więc wciąż pojawiają się nowe. Czasu tylko nigdy dość, żeby wszystko zapisać. ;)

      U fizjoterapeuty byłam i mam wrażenie, że w ten zawód wpisane jest cudotwórstwo. Kiedy lekarz mówi, że się nie da, to okazuje się, że zwykłe półtorej godziny spędzone pod czujnym okiem fizjoterapeuty pomaga natychmiastowo. :)

      Pozdrawiam gorąco!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>