Jak się masz, Zytka Maurion?

Kiedy wchodzę na stronę swojego bloga jako administrator, po prawej stronie u góry pokazuje się zawsze taki tekst. Po angielsku widziałam go kiedyś w wersji typu „Howdy, Zytka?”. No proszę, nawet akapit robi się u nas angielski.

- Howdy, Zytka?
- Howdy, howdy! Ho, ho, ho, Santa Claus! Where is my present?!

Leżę. Zgodnie z zaleceniami lekarskimi, właśnie leżę na sofie i zajmuję się sobą. Mam piękne L4 na całe dwa dni. Moja firma zapewnia mi prywatną opiekę medyczną, ubezpieczenie na wypadek śmierci i najniższą krajową. ;)

Czyli – mogę sobie chodzić do lekarza, ile wlezie. A raczej – ile dam rady się zapisać przez internet. Udaje się raz na kilka razy, bo chyba pół Śląska ma tam opiekę wykupioną. A pewnie wszyscy z  korporacji. Lub, jak dość wzgardliwie określił to przyjaciel mojego chłopaka, a mój znajomy – korposzczury.

Szlachetne zdrowie, aż się zepsujesz. A wtedy każdy pozna, jako smakujesz.

Oczywiście oryginał dużo lepszy, ale że ja nie Jasiu z Czarnolasu, to nie będę się patyczkować. Miało być o wizycie u lekarza.

Wczoraj czułam, że ze mną źle. Czułam tak od kilku dni, ale jakoś szefowie przezornie układają tak grafik, że jak już zdycham w pracy, to dostaję dzień wolny i dochodzę do siebie śpiąc długo, jedząc dużo i myśląc o gotowaniu. A ostatnio po nockach w weekend dostałam nawet dwa dni. (Mówię Wam, łaska pańska na pstrym koniu jeździ, zobaczymy, co będzie za miesiąc w grafiku).

Zadzwoniłam do Gorącej Linii owej prywatnej opieki i dowiedziałam się, że jak chcę do lekarza, bo się źle czuję, to mają DZIŚ takie fajne, szybkie wizyty w 5 minut. Normalnie jak zupka instant z Radomia, tylko wody w czajniku nie trzeba wcześniej gotować.

- Dzień dobry, pani Jakaś tam, w czym mogę pomóc?
- Dzień dobry [charcząc chrypą], mówi Zytka Maurion. Potrzebuję umówić się do lekarza, bo źle się czuję.
- A jakie ma pani objawy?

I teraz wyobraźcie sobie resztę tej ponurej scenerii: siąpi obrzydliwy deszcz, jest pół stopnia na plusie, pod nogami mam topiącą się grubą warstwę lodu, dookoła wiernych słuchaczy. Bo czekam na przystanku na tramwaj, który się spóźnia.

- To jakie ma pani objawy?
- Miałam w nocy gorączkę i mam…
- Jaką gorączkę?
- Trzydzieści siedem i pół.
- Trzydzieści siedem i pół? A jakieś inne objawy?
- Tak, boli mnie gardło, mam chrypę…

A jakbym tak miała przewlekłą biegunkę?! To niech na dzień dobry, przed połączeniem się z Konsultantem, dodadzą komunikat, że rozmowy są nagrywane do celów treningowych i niech puszczają te moje objawy grupie stażystów. O niczym innym nie marzę. I ta pani po drugiej stronie słuchawki na pewno też.

Dobra, dogadałyśmy się. Jakoś udało się, cztery razy w tramwaju potwierdzałam, że odpowiada mi 18:45, bo pani słyszała pisk zamykanych drzwi, komunikaty typu: Następny przystanek – Katowice Wyjście Gówne! i takie tam.

Poszłam po pracy, charcząc biednym ludziom cały dzień do słuchawki, myląc się z gorączką i zamiast mówić angielskie „yes”, mówiłam ciągle polskie „jest”. A siedzę obok swojego przełożonego, także on chcąc nie chcąc, słyszy moje charczenie i jeszcze krzesłem obrotowym się obijamy za każdym razem, jak ktoś z nas wstaje.

Boże, nabrałam jakiegoś stylu. Powiedzieć, że to styl Konwickiego, to jakby zhańbić Mistrza, ale akurat czytam wznowione wydanie „Kalendarza i klepsydry”, więc trochę udziela mi się jego przecudowny styl. Dość powiedzieć, że pokochałam jego pisarstwo, choć prawie go nie znam.

Zatem poszłam do lekarza. przyjęła mnie pani pielęgniarka, zadając dziesiątki pytań, z których chyba miało wynikać, że nie jestem chora, bo zgodnie z prawdą na część odpowiedziałam „Nie”. Zycie nie nauczyło mnie zbyt dobrze kłamać, zresztą skoro i tak się czuję, jakby ktoś łamał mi wszystkie kości, charczę chrypą i mam zatkany nos, to nie muszę natychmiast umierać na zawołanie?

Chyba jednak muszę, bo pielęgniarka nie bardzo wierzyła, że chora jestem. Nie nadaję się do chorowania. Wcale tego nie lubię, wolę się czuć dobrze.

Najbardziej podoba mi się pytanie o gorączkę. Kurczę, nie noszę do pracy termometru. Mierzyłam temperaturę w nocy, bo spać nie mogłam do trzeciej nad ranem z tego samopoczucia. Mam wymyślać, że się podwyższyło? Jak ja się właśnie najgorzej czuję przy 36,0 albo 37,5. Potem jakoś sobie radzę. Poważnie 38 stopni mnie tak nie rozwala, jak 37.

Po chwili przyszła pani LEKARZ. To naprawdę duże słowo, bo ona w butach na obcasie ledwo sięgała mi pod pachę. A nie mam nawet 175 centymetrów. Pani Lekarz wyglądała jakby była tu na praktykach na pierwszym roku. Wygląd nie powinien mnie obchodzić, bo ja sama wyglądam, jakby dorwała pierwszą pracę po niezdanej maturze.

Wydotykała mi węzły chłonne, bo zgłaszam takie objawy i chyba trafiła na mój mięsień szyjny, bo jeszcze nie spotkałam się z tym, żeby szukać węzłów w takim miejscu. Tym bardziej, że pokazałam jej palcem, GDZIE trzeba szukać.

Pamiętacie skecz Halamy „Świnka nie!”, jak poszedł się leczyć i sam postawił diagnozę i wybrał leki? Tak się czułam. Tylko okazało się, że na szybkiej wizycie można dostać L4 (pielęgniarka zdążyła wypisać, zanim doktór przyszła z drugiego pokoju). Ale recepty nie dostałam. Wszystko wyjaśniła mi owa przemiła pani pielęgniarka. I wszystko bez recepty. I l4 nie za długie. Pani od wywiadu, wypisywania papierów i de facto przyjmowania pacjentów powiedziała, żebym najpóźniej w sobotę szukała sobie lekarza na poniedziałek, tylko bardziej „standardowo”.

Sprawdziłam dziś. Najwcześniejsze wizyty są w środę albo czwartek wieczorem.

No to się leczę. Mam mało czasu. Wiem tyle, co wcześniej, tylko nie muszę chrypieć do słuchawki i zdzierać gardła, żeby tłumaczyć jakiemuś debilowi, co to znaczy „Wybierz proszę na klawiaturze Ctrl+Alt+Del jednocześnie”.

The following two tabs change content below.

Zytka Maurion

?! Niech następne pokolenia piszą moją biografię.

Ostatnie wpisy Zytka Maurion (zobacz wszystkie)

6 myśli nt. „Jak się masz, Zytka Maurion?

  1. Wszyscy o nadwadze, a jak mam niedowagę? Nie przyjmuję odpowiedzi typu „jedz więcej”, bo to nie skutkuje. W takim razie mogę powiedzieć osobie otyłej „jedz mniej”.

    • Witaj Laura, ja też słyszę regularnie – jedz więcej. Jakoś od prawie trzydziestu lat nie działa i widocznie mam za dobrą przemianę materii. Jeśli z wyników badań krwi i wywiadu lekarskiego (a na początku zdrowego rozsądku i własnej logiki) wszystko wychodzi ok, to ja bym się nie przejmowała. I tak właśnie robię i tak polecam.

      Pozdrawiam serdecznie,
      Zytka M.

      PS. Powiem szczere, że chyba się zmieniła rozmiarówka ubrań, bo nagle zamiast XS i S pasują na mnie M, a jakoś mnie nie przybyło . ;)

    • Brzęczyszczykiewicz, witam serdecznie u mnie i dziękuję za odwiedziny.

      Wspaniałe podsumowanie choroby, bardzo mi się podoba. Jeszcze do tego trzeba mieć trochę pieniędzy, żeby kupić sobie leki ;)

      Pozdrawiam serdecznie,
      Zytka M.

  2. A to jakie leki chcial Pani na przeziebienie, pewnie antybiotyk jakis, a 37.5 to nie goraczka, a jezeli chodzi o ten miesien szyjny to pewnie chodzilo o scm, przed i za ktorym sa wezly chlonne.. A kolejka u lekarza jest wlasnie przez takie osoby jak Pani, ktore ledwie sie przeziebia a juz biegaja po lekarzach

    • witaj Lola, dzięki za komentarz i wizytę na moim blogu :)

      Apsik!

      Co do kolejek do lekarza, to przecież nie wezmę urlopu na chorowanie, skoro NFZ przewiduje na taki cel L4. Jakby się dało bez wychodzenia do przychodni, to wierz mi, chętnie zostałabym w domu, zamiast kichać Apsik!, smarkać i kaszleć biednej lekarce, co to w gabinecie siedziała wczoraj w maseczce…

      A co do antybiotyków, to są zupełnie przereklamowane dla mnie i cieszę się, że nie dostałam żadnego. W dzieciństwie leczyły mnie bańki, syrop z cebuli i rozpuszczalne wapno. Dwa dni w łóżku i byłam zdrowa. Szkoda, że mam tak daleko… Apsik! do domu…

      Mam nadzieję, że pracujesz w miejscu, gdzie chrypa, kaszel i katar nie są przeciwwskazaniem (na przykład siedzisz zamknięta sama w jednym pomieszczeniu, które możesz przewietrzyć i masz gdzie często myć ręce i dezynfekować). Ja mam zupełnie inną specyfikę pracy, głos i dobry słuch są niezbędne, a jak tego nie mam, to też nie mam po co zmuszać dziesiątek ludzi – Apsik!- w tym samym biurze do słuchania mojego nosa raz na minutę.

      Pozdrawiam serdecznie, życząc duuużo zdrowia,
      Zytka M.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>