Chronologia być musi – był wrześniowy sernik, teraz mamy październik (Pomarańczowy kurczak w obłędnym sosie)

Mamy zimę, mamy sezon na pomarańcze. Wspaniale. Ja mam przepis na kurczaka z sosem pomarańczowym. Jest obłędny. Wymaga troszkę więcej inwencji, niż tylko wrzucić mięso w bułkę tartą. Chociaż, czy ja wiem…?

Październikowy przepis w środku brzydkiej, szarej i bezśnieżnej zimy. Spod kawałków lodu i brudnych, błotnistych hałd niby-śniegu przebijają niemiłe, psie niespodzianki. W takiej chwili chcę jak najszybciej wskoczyć do domu na gorącą herbatę z cytryną, zjeść gorący obiad i patrzeć na świat przez zazdrostki. Kremowe. Jasne. Lekko oddzielające mnie od tego, czego nie chcę widzieć.

Słońce! Żółto-pomarańczowe promienie. Marzę o zasłonach w słoneczniki, astry, wszystko, co żółte i pomarańczowe.

Kurczak pomarańczowy

wg przepisu mojej kulinarnej bohaterki, Ree Drumond – The Pioneer Woman

Składniki:

  • olej do smażenia (ja używam winogronowego, arachidowego lub masła klarowanego)
  • piersi z kurczaka, pokrojone w drobną kostkę „na jeden kęs”
  • 4 białka
  • 2 łyżki skrobi kukurydzianej (maizeny)
  • odrobina soli

Sos:

  • 1/2 szklanki świeżego soku z pomarańczy
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • 1 łyżka brązowego cukru
  • 1 łyżka octu ryżowego
  • 1/4 łyżeczki oleju sezamowego
  • świeżo mielony pieprz
  • duży ząbek czosnku, zmiażdżony
  • 2 łyżeczki startego drobniutko świeżego imbiru
  • 1 łyżeczka skrobi kukurydzianej
  • 1/4 szklanki wody

Przygotowanie:

  1. W dużej misce wymieszać rózgą kuchenną białka z maizeną. Ubijać, aż masa dokładnie się wymiesza i stanie się pienista. Wrzucić do środka kurczaka i zostawić na 10 minut.
  2. W szerokim rondlu, ustawionym na średnim ogniu, wymieszać sok z pomarańczy, sos sojowy, cukier, ocet ryżowy, olej sezamowy, pieprz, czosnek, imbir. Osobno wymieszać wodę z maizeną na jednolity płyn. Zagotować, dodać wodę, cały czas mieszając. Kiedy tylko zacznie gęstnieć, zdjąć z ognia.*
  3. Rozgrzać olej do głębokiego smażenia w głębokim rondlu. Wrzucać po kilka-kilkanaście kawałeczków, smażyć na złoto i od razu odsączać na papierowym ręczniku.**
  4. Wrzucić wszystkie kawałeczki kurczaka do ciepłego sosu, dokładnie wymieszać i podawać od razu.

Uwagi:

* jeśli sos będzie gęstniał, Ree radzi dodać maksymalnie jeszcze 1/4 szklanki wody. Ja pozostałam przy oryginalnej ilości. Dodatkowo, autorka dodaje więcej soli do sosu, ale dla mnie sos sojowy jest wystarczająco słony.

** Jeśli lubicie bardziej chrupiącą skórę i spróbujecie faktycznie smażyć mięso w głębokim oleju (ja postanowiłam usmażyć bardziej tradycyjnie, a 1 cm oleju na patelni już mnie przeraził), możecie kawałeczki po odsączeniu wrzucić do tłuszczu na jeszcze jedną minutkę.

The following two tabs change content below.

Zytka Maurion

?! Niech następne pokolenia piszą moją biografię.

4 myśli nt. „Chronologia być musi – był wrześniowy sernik, teraz mamy październik (Pomarańczowy kurczak w obłędnym sosie)

  1. Pychotka! I cudnie kolorowo :) Muszę wypróbować koniecznie tylko brakuje mi w kuchni octu ryżowego i oleju sezamowego.
    Podam z nowoodkrytą sałatką z pomarańczy ze słonecznikiem, fetą i sałatą.
    Ty też jesteś moją kulinarną blogową Bohaterką! :)

    Pozdrawiam ciepło :)

    • Och, Dello, jak cudownie to móc przeczytać, serdecznie dziękuję! :)

      U nas teraz bardzo dużo spraw, o których nie chcemy myśleć – nie mówiąc o pisaniu… A ocet ryżowy i olej sezamowy czekają na swoją kolej. Kupiłam teraz takie jakby blaty ryżowo-tapiokowe do azjatyckich roladek wiosennych (spring rolls) i jako że jestem zaopatrzona w porządną książkę o gotowaniu w woku – mam nadzieję niedługo coś wymyślić.

      Na razie robię zdjęcia i zostawiam sobie w sercu obrazy dobrych chwil, żeby przejść te gorsze dzięki wspomnieniom :)

  2. Zytko! Ostatnio zakupiłam tapiokę, żeby zrobić Młodzieży bubble tea… zdradziła mnie okrutnie! Kulki maiłam wrzucić na wrzątek, miały gotować się przez 15 minut lub „do czasu kiedy staną się przezroczyste” …gotowały się godzinę i ciągle były zbitymi białymi kuleczkami…. poddałam się, po dwóch godzinach kiedy zajrzałam do garnka były jakby bardziej „żelkowate” wsypałam je do wysokiego dzbanka i zalałam herbatą malinową…nie było „ochów i achów” była herbata z kulkami a ja obraziłam się na tapiokę na amen!

    Zły czas? No u mnie też nie najweselej… ciągnie się już od dwóch lat…ciężko mi już dokopywać się pozytywów…ale one są, nie zmieniają mojej rzeczywistości w spektakularny sposób ale malutkimi kroczkami zbliża się „wiosna” czekam na nią… i doczekam się! Ty też!

    • Dello Droga :)

      Co do tapioki, odkryłam ją wyłącznie dzięki temu, że trafiłam na nią kiedyś w Hali Banacha, jeżdżąc rowerem kuzynki po Warszawie. Do dziś nie wiem, jak tam trafiłam, grunt, że przywiozłam tapiokę i słoik anchois, o którym sprzedawczyni umiała powiedzieć tylko „jak jeden rozbiłam, to śmierdziało jako cholera”. :)

      Tapioki używałam czasem w przepisach, które wymagały mąki ziemniaczanej – na przykład dodawałam do ziemniaczanej focacci. Generalnie jak tak myślę o niej, to jakoś się w niej nie zakochałam. Kupiłam niedawno drugie opakowanie (pierwsze z radością skończyła moja siostra, która z racji celiakii umie znacznie lepiej wykorzystywać wszelkie skrobie i bezglutenowe składniki o konsystencji skrobii).

      Kupiłam… i leży zamknięte w słoiku. Hmm. Na szczęście znalazłam przepis na Pão de queijo, w którym można wykorzystać zapasy tapioki.

      I może się zdecyduję tak właśnie to zrobić. Najlepiej na jakąś szczególną okazję. :)

      Pozdrawiam gorąco!
      Zytka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>