dzień jak co dzień – a jednak inny :) #dzienjakcodzien#

Witajcie.

Życie biegnie w swoim zwykłym tempie. Mela podśpiewuje pod nosem i pyta dlaczego drzewa nic nie mówią. Ja obudziłam się o piątej, bo to moja zwykła pora na wstawanie i weekend nie ma tu nic do rzeczy. Wytrzymałam w łóżku do siódmej, marząc, żeby zasnąć chociaż na chwilę.

Po raz pierwszy od dawna nie śniła mi się praca. Śniła mi się moja rodzina. Dom. Na sercu robi się ciepło.

Wstałam. Do dziewiątej miałam już za sobą podwójne espresso, ciasta gryczane z masłem orzechowym; ciasto z kaszą manną i sprzątanie. Nawet zdjęcia zdążyłam zrobić. Tylko śniadania nie było widać.

Do jedenastej miałam milion pomysłów, co zrobić i jak. Koktajl z roszponki i rzodkiewki. Albo z jabłek i pomarańczy. Czas sobie leniwie płynął, razem z Anią siedziałyśmy w naszej malutkiej kuchni i oglądałyśmy zdjęcia weselne. Jest taka para, która współpracując ze specami od ślubów, celebruje swoje wesele w tradycyjnym stylu w każdym kraju, który odwiedzają. Potem przerzuciłyśmy się na oglądanie tortów weselnych i etykietek na słoiki.

Śniadanie było wciąż w fazie planów.

Koło południa przyszła pora na herbatę i kanapki z szynką, hallumi i pomidorkiem. Tak. Życie jest piękne. :)

A potem nastąpiła faza smętnej muzyki, przebojów sprzed lat i zrobiłam kompot z rabarbaru, katując nas w nieskończoność Starym Dobrym Małżeństwem. Bo co innego można śpiewać przy gotowaniu takiego kompotu?

A na koniec można zaśpiewać razem z Lee Rockerem „Night Train to Memphis” i pomyśleć, jak wykorzystać wolną niedzielę. Bo to, że na wycieczkę pociągiem – to wiadomo! :)

Kiedy tylko przestaję się przejmować tym, na co i tak nie mam wpływu – na przykład ludźmi, na których mi zależało, ale im nie zależy – świat robi się piękniejszy po stokroć.

Don’t worry, baby. You’ re gonna be just fine.

Chodźmy na ciasto!

Ślady

Ja tam nie wiem, czy dziś lubi to cała Polska, cały Wszechświat, czy tylko ja. W każdym razie jest to klimat moich ukochanych krakowskich knajpek, w których uwielbiałam przesiadywać na studiach po zajęciach.

Czym byłby Kraków bez „setki kościołów i tysiąca barów”.

Każde rozstanie jest jak zimny wiatr.

A sama piosenka – będzie też dla mnie wspomnieniem pewnej wycieczki na Wielką Raczę, podczas której się przekonałam, że nic nie jest takie, jak myślę. Ale wszystko może być piękniejsze, jeśli tylko zaczniemy cieszyć się zachodem słońca w śniegu i widokiem na wszystkie możliwe góry dookoła. Jak Ona, która krzyczała z radości, że jest tak cudnie.

Kiedy chłopaki poszli spać, byłam chyba jedyną osobą poza jej psem, która słyszała, jak życie potrafi dać w kość. A jak to wszystko boli w środku nocy – wie tylko ten, kto kiedykolwiek czuł się najbardziej samotny na świecie, mając „kogoś bliskiego nam” zaraz obok siebie.

Zapamiętać Cię… Dziękuję za palce, bo mogę dotykać i zapamiętać Cię.

Kiedy tak patrzysz na mnie

W Trójce mojej kochanej usłyszałam cudowną piosenkę „When I watch you sleeping” Neila Younga. Kiedy jej szukałam w czeluściach internetu, przypomniałam sobie o innej, polskiej piosence. Musiałam wyłączyć radio, żeby przypomnieć sobie słowa, ale udało się. ;)

Takie wspomnienie z dawnych lat. Bez żadnych podtekstów. Może tylko tyle, że cholernie się przywiązuję do ludzi, a coraz więcej wspaniałych osób odchodzi z mojej pracy i jakoś nie umiem się z tym pogodzić, że dopiero co ich poznałam i bardzo polubiłam, a oni już znikają.

Taka specyfika, można powiedzieć. Ale dlaczego poznałam ich zaraz przed ich zniknięciem? To tak jakby powiedzieć: Tu jest piękna kraina, popatrz sobie na nią przez okno samolotu, ale nie będzie Ci nigdy dane obejrzeć jej z bliska.

Wszyscy ci ludzie są jak niewiarygodnie urokliwe krainy. Każdy z nich kryje w sobie inne historie, którymi będą dzielić się z kolejnymi ludźmi. W takich chwilach lubię wierzyć, że życie jest podróżą i zostali postawieni na mojej drodze, żebym wzięła od nich to, co mają najlepszego do zaoferowania. A potem znikają, pozostawiając po sobie niezatarty ślad w mojej pamięci.

Brzmi to prawie jak mowa pożegnalna, ale większość z nich była dla mnie najcierpliwszym nauczycielem, mądrym przewodnikiem po arkanach mojej pracy oraz zwyczajnym kumplem, jakich chciałoby się mieć. Żeby ta praca nie była tylko ciążącym obowiązkiem. Żeby się chciało przychodzić na te wszystkie zmiany, jakie mamy, przez całą dobę.

For You, Guys!

01:44 – Strefa rokendrola wolna od angola i Zytka

Cha, cha,cha! Właśnie Szanowny Pan Redaktor przeczytał mój list… Jak miło. Słucham Strefy bardzo rzadko, bo zwykle po północy już śpię. Ale dziś bardzo, bardzo potrzebuję zająć się czymś innym, niż spaniem i tak wyszło.

Letím na Bahamy s veľkými kuframi
okuliare na nose a klobúk na hlave
pretože je tu on, my sme tu stále v kose
je to šofér, ktorý nám nekúril v autobuse

Leciała po słowacku piosenka z jakimś tekstem. A dokładniej U.K.N.D – Všetko najlepšie. I piosenka o lemoniadzie.Zrozumiałam z tego tylko „kofola” i „wszystkiego najlepszego”.

Hej ty si tam bola, čo tam stojí kofola?
Hej čo si tam bola, na mňa sa lepí smola.

Pochwaliłam się tym w radiu za piętnaście druga w nocy i oto moje wysiłki zostały nagrodzone. How nice, how nice.

Dobrej nocy! Mamy od kilku dni w Polsce opady deszczu, co do których straszyli nas ogólnym potopem, ale jest trochę lepiej. Przerażające jest to, że jednak rzeki wylały i zalały okolice Nowego Sącza. Przez kilka dni wody spadło więcej, niż przez cały miesiąc…

Že vraj tu niekde nekúril šofér
dostal príučku, dostal ju po nose
konečne je tu raj ako na Bahamy
chodíme po meste s veľkými kuframi

U nas szczęśliwie rzeczka nie wylała i ponoć tutaj nie wylewa. I niech tak zostanie.

Całe życie czekamy na chwilę. Czasem tylko nie precyzujemy, na jaką i potem wychodzą dziwne rzeczy z tego czekania.

Spokojnej nocy! I niech już przestanie padać. A to adres strony tego wspaniałego zespołu słowackiego: 
http://uknd.sk/

Aha. Pamiętacie ten wpis? Będę trzymała się tamtej myśli jak, nie przymierzając, Jaś Fasola brzegu trampoliny na basenie.

Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały

Mieszkam w wysokiej wieży otoczonej fosą
Mam parasol, który chroni mnie przed nocą
Oddycham głęboko, stawiam piedestały
Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały

Zamek Czocha (C) Zytka Maurion

Czytaj dalej

Ktoś umie to powiedzieć lepiej, niż ja

Słuchałam dziś kilka razy „Kwiatów we włosach” według Kasi Kowalskiej. Zostałam sama z katarem i komputerem w domu, bo reszta się na basen wybrała. Jakoś sobie nie wyobrażam iść na basen, jak jeszcze kilka dni temu walczyłam z gorączką. Nie dla wszystkich dookoła jest to oczywiste, ale dla mnie tak.


Czytaj dalej

Lista, lista, a w tle cholerne fugi

Taaaaaak. Wreszcie mogę sobie SIEDZIEĆ. Cały dzień kręcił się wokół fug. Mam ich dość. Najpierw szorowałam paznokciami i ściereczką, żeby po raz milionowy wydobyć z nich pył i kurz. Jedno i drugie jest uparte i nic się nie da z tym zrobić, można sobie czyścić godzinami. Także to już było moje ostatnie podejście. Ile razy można dać się wrobić w czyszczenie łazienki, skoro ona nie chce być czysta?

Cause the smell of her perfume echoes in my head still
Cause I see my people trying to drown the sun
In weekends of whiskey sours
Cause how many times can you wake up in this comic book and plant flowers


Czytaj dalej

Jesienna deprecha czy co

Może jestem nienormalny, za krótko byłem w wojsku?
Może w lecie jakiś komar adidasa sprzedał mi…

Kiedyś, dawno temu, za szarych czasów kibordów z gotowymi melodyjkami i zespołów a’la disco-polo (a może kiedy indziej, ale jakoś tak) mogłaby powstać taka piosenka. Opowiadałaby o smutnym życiu, w którym to powtarzalność, rutyna i brak perspektyw są tak bardzo na porządku dziennym, że aż mdli. Do tego mógłby być tekst banalnie płytki i opisujący najlepiej nieszczęśliwą miłość biednego chłopaka do dziewczyny szefa mafii.


Czytaj dalej

Wyjazdowo i pięknie

Jeśli życie jest podróżą, każdy jest statkiem, sterem i okrętem.

Walking ’round the room singing Stormy Weather
At Fifty Seven Mount Pleasant Street
Well it’s the same room, but everything’s different
You can fight the sleep, but not the dream

jestem zaraz po ważnym telefonie. Rozmawiałam z Ludźmi, którzy wiele dla mnie znaczą i wiele dla mnie zrobili. Wspaniale jest móc zadzwonić i po prostu spytać, co słychać. Baaaaardzo dobrze to na mnie działa.

Moje życie szczęśliwie składa się z cudownie przyjemnego ciągu wielu wydarzeń, przeplatanych gdzieniegdzie wrednym zachowaniem, idiotycznymi słowami czy debilami, o których się potknę na swojej życiowej drodze. Do tego dochodzi szarość i burość niektórych dni, kiedy jestem niewyspana, mam bardzo zły nastrój i nie rozumiem samej siebie. Ale i cały błękit słonecznego nieba, kiedy jednak szerzej otwieram oczy i dziwię się, że znów jest pięknie.

Czytaj dalej

Z piorunami na drugim planie

The boy child is locked in the fisherman’s yard
There’s a bloodless moon where the ocean died
A shoal of nightstars hang fire in the nets
And the chaos of cages where the crayfish lie

Jestem w cywilizacji i zupełnie nie mogę się odnaleźć. Jestem do tego marudna. Bo się nie wyspałam! Jednak chrapanie, chociaż sygnalizuje obecność człowieka, zupełnie nie daje mi szans na spokojną noc. Kiedy chłopak wrócił ze spotkania ze znajomymi, a ja byłam po jakimś ataku dreszczy z zimna, z wielkim katarem i z początkiem migreny, on spał jak zabity, a ja się męczyłam. Po trzeciej w nocy nie wytrzymałam i uciekłam na sofę, zamykając za sobą dwoje drzwi. Dalej SŁYSZAŁAM takie chrrrr chrrrr… Za mną superudana noc. ;)

Czytaj dalej

Kto to śpiewa?

Jestem wykończona i przemęczona. Początkowa szalona satysfakcja zamienia się na miejsca ze zwykłym zmęczeniem. Wzięłam na siebie dużo za dużo i jeszcze słyszę, że ludzie pracują, a po nocach wyrabiają tysiąc procent normy. Kobiety, zamiast na traktory, stoją nad betoniarką i sypią piach. Taaaaaa. A ja?

Czytaj dalej

Lista, lista!

Witajcie w Trójce!

W tle nowa piosenka z  płyty Stinga.Lista Przebojów jest wciąż żywa, niczym wskrzeszony Dinozaur. I niech nie umiera!

Mamy na budowie porządny radiomagnetofon. I słuchamy namiętnie po kolei wszystkich wygrzebanych z otchłani czasu kaset. A tym razem, wreszcie, wreszcie, wreszcie! siedzimy spokojnie przy świecach i LP3 leci samo. Bez przekładania kasety na drugą stronę. :)

Co do świec – włożone są w wiadro (kibel, jak tu mówią) i udają ognisko. Zastawiliśmy je kilkoma kawałkami drewna dla lepszego efektu. Pięknie. Na budowie też może być romantycznie. Szczególnie, że mamy tynk na zewnątrz i nawet kurier od wanny myślał, że to taki mały remoncik nam się szykuje.

 

Jeśli wredny księżyc znów będzie dawał po gałach, nie prześpię kolejnej nocy, mimo wszelakich zabiegów, żeby mocno spać. A było tak:

Czytaj dalej