Tarta ananasowo-limonkowa (bezglutenowa, wegańska)

Tarta powstała jako wariacja na temat tortu urodzinowego dla mojej współlokatorki Agi. Jeśli szukacie kompletnie odjechanego przepisu, kupiliście wszystkie mąki bezglutenowe na fali mody „nie jem pszenicy”, a do tego uważacie, że świeży ananas pasuje do wszystkiego – oto przepis dla Was.

Ciasto fantastycznie się formuje dzięki temu, że używamy do niego oleju kokosowego. Zamiast jajek odrobina lodowatej wody i ciasto gotowe. Pyszne, oryginalne i po wielkie uczcie każdy zmieści kawałek, bo jest bardzo orzeźwiające. To może potwierdzić każda z ośmiu obecnych osób!

Tarta ananasowo-limonkowa

Wyposażenie: Forma na tartę o średnicy 26 cm, z wyjmowanym dnem. | Oryginalny przepis: Food&Wine.

Składniki na ciasto:

  • 8 łyżek oleju kokosowego, roztopionego, a następnie zamrożonego (!) + odrobina do posmarowania formy
  • 1/2 szklanki mąki z ciecierzycy (ja użyłam mąki besan z ciecierzycy i fasoli)
  • 1/4 szklani mąki/skrobi z tapioki
  • 1 łyżka słodzonych wiórek kokosowych (lub cukru kokosowego, jeśli macie)
  • 1/2 łyżeczki drobnej soli morskiej
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 4-5 łyżek lodowatej wody

Składniki na wierzch:

  • 1 czubata łyżka zmielonych migdałów
  • 1 duży, dojrzały ananas – obrany i pokrojony w cienkie półplasterki
  • 1 łyżka cukru kokosowego (użyłam brązowego i wiórków kokosowych)
  • drobno starta skórka i 1 łyżka soku z limonki

Przygotowanie:

  1. Nasmaruj lekko formę olejem kokosowym. W misce robota kuchennego lub ręcznie wymieszaj dokładnie wszystkie suche składniki.
  2. Zamrożony olej pokrój w kostkę i dodaj do suchych składników. Szybko rozmieszaj mikserem lub opuszkami palców do uzyskania konsystencji bułki tartej. Dodaj ekstrakt waniliowy i 4 łyżki lodowatej wody. Zagnieć szybko w jednolite ciasto – jeśli ciągle się kruszy, dodaj odrobinę więcej wody.
  3. Wyłóż formę ciastem, zaczynając od środka spodu. Rozłóż je jednolitą warstwą, pamiętając o jednakowej grubości ciasta w każdym miejscu, także przy brzegach. Nakłuj ciasto widelcem w wielu miejscach i wstaw do schłodzenia do lodówki na co najmniej 30 minut.
  4. W tym czasie możesz zająć się ananasem, jeśli jeszcze leży cały. Obierz go, wykrój wszystkie twarde i łuskowate części, pokrój na cienkie półplasterki.
  5. Rozgrzej piekarnik do 190 stopni. Spód tarty wysyp zmielonymi migdałami. Ananasa układaj od zewnątrz do środka, zakładając kawałki jeden na drugi tak, żeby ostatecznie otrzymać wzór wielkiego kwiatu.
  6. Posyp cukrem kokosowym lub wiórkami i piecz 35-40 minut, aż ananas pięknie się przyrumieni. Jeszcze ciepłą tartę posyp po wyjęciu skórką z limonki i posmaruj sokiem z limonki.
  7. Wyjmij z formy, krój i dekoruj dopiero po ostudzeniu! Możesz jako dekoracji użyć wymytych liści ananasa lub ubić śmietankę kokosową i podawać tartę z wielkim kleksem.

Smacznego!

Prosta tarta z owocami

Prawdziwa letnia tarta – cienki, lekko czekoladowy spód, dużo owoców i bita śmietanka do podania. Prostota w każdym calu.

Jeśli tak, jak ja, jesteście wielbicielami kruchego ciasta, to propozycja specjalnie dla Was. :)

Tarta z owocami – przepis

Czytaj dalej

Rustykalna tarta pomidorowa z bakłażanem i kiełbaskami – przepis

Wyglądam z okna na świat. Nie ma tam już moich ulubionych pól i lasu. Jest ulica, przy której stoją bloki. Chodnikiem idzie dziewczyna, trzymając w ręku różowy papierek ze złotkiem. Zajada czekoladę. Kawałek po kawałku. W przeciwną stronę jedzie na rowerze chłopak i długo jej się przygląda. Nawet odwraca głowę, kiedy ją mija, żeby jeszcze chwilę ją widzieć.

Każdy odnajduje przyjemność w czymś innym. Ja dziś odnalazłam w gorącej tarcie z bakłażanem, kiełbaską i pomidorami. Zapraszam na kulinarną ucztę, która po wyjęciu z piekarnika kusi zmysły, niczym włoska pizza.

Czytaj dalej

Tarta cytrynowa z bezą włoską – dla Sroczki

Zrobiłam dziś ze czterdzieści kilometrów na rowerze. Gdyby moja łąkotka mówiła, na pewno nie byłyby to słowa kulturalne. Ledwo żyję, ale zrobiłam tartę cytrynową. Wczoraj Sroczka rozmawiała ze mną o tartach i tak mnie zachęciła, że zrobiłam ciasto. Nasmarowałam trochę za bardzo formę z wyjmowanym dnem i zamiast złocistego spodu, wyjęłam jeszcze surowy, za to w kłębach dymu… Nie pozostało nam zrobić nic innego, jak otworzyć okna, włączyć okap i wyjść z domu.

Druga próba odbyła się dzisiaj wieczorem. Co się dało, zeskrobałam z dna piekarnika, trochę się tam wygrzało i dym już nie wypełzał z piekarnika. Zeszło mi strasznie długo z robieniem czegokolwiek, bo czytałam sto razy to samo zdanie, chwiejąc się na nogach i dalej nie mogłam zrozumieć, o co tam chodzi. A wystarczyło wszystko wymieszać i podgotować.

Tarta cytrynowa jest jedną z moich ulubionych. Robiłam ją kilka razy i nie mam pojęcia, czemu jeszcze o niej nie napisałam? Można ją przygotowywać partiami: dzień wcześniej rozbić jajka i odłożyć białka na bezę, podpiec spód. Następnego dnia tylko upiec wszystko po kolei i już!

Tarta jest pyszna. I tyle. Z dedykacją dla Sroczki, która stała się wczoraj moją Muzą Kulinarną. :)

Czytaj dalej

Ciasto antydepresyjne – quiche lorraine i tartinki warzywne

Dziś, kiedy u mnie za oknem gęsta mgła, a na zegarze 11:11 (światła jeszcze mi nie gaście!), ogarnęła mnie totalna jesienna deprecha. Siedzę w domu z urazem kolana i po raz kolejny omija mnie wyjazd w góry. Wprawdzie domyślam się, jak będzie wyglądało to wyjście w góry. Wszyscy pójdą sobie najkrótszym szlakiem na Rycerzową i jak tylko dotrą, to na pewno z zadowoleniem wypiją za sukces niejeden toast. I na tym się pewnie nie skończy. ;)

Ponieważ picie to zupełnie nie moje klimaty, jakoś mnie nie martwi moja nieobecność TAM. Bardziej martwi mnie moje TU. To, że uwielbiam Beskidy, tamtejsze powietrze, klimat i samo łażenie po górach. I martwi mnie to, że łazić po nich nie mogę!

Mam za to czas, żeby zobejrzeć wszystkich fizjoterapeutów w okolicy i umówić się na wizytę.  I mogę wpisać wreszcie (wreszcie, wreszcie!) przepis na klasyczną tartę lotaryńską z eksperymentalnymi… hmm… eksperymentalnymi… No. Z takim czymś jak tarta TATIN, ale w moim wydaniu!

Czytaj dalej

Dzień inny, niż zwykle – tarta z łososiem, groszkiem i wspomnieniem

Po prostu inaczej. Niecodziennie. Nie-zwykle. Dzień w mieście, z książkami i długim spacerem. Pogoda, z  racji pięknego słońca jeszcze jesienna. Ale ze względu na temperaturę raczej zimowa.

Przyszedł wiatr, niczym północny gość i drażni skórę, jak u Murakamiego w „Ślepej wierzbie i śpiącej kobiecie”. Tyle, że jemu zapach wiatru przypominał dojrzałą brzoskwinię. A mnie mroźne powiewy kazały myśleć, że w tamtym roku chodziłam o tej porze od schroniska do schroniska w Karkonoszach. Z dwoma facetami, z których jednego znałam od połowy października, a drugiego poznałam już na wycieczce.

Romantyczna historia. Nie powiem. Dużo lepiej brzmi: poznaliśmy się w górach, gdzie w nocy widać było tylko niebo pełne gwiazd, niż poznaliśmy się nad ranem w dusznej dyskotece. Czytaj dalej

Tarta 5S: Soczewica, Szpinak, Ser, Szynka, Śmietanka

Jechałam dziś na składaku. Pamiętacie jeszcze takie rowery? ;)

Ciężko, oj, ciężko. Nie jeździłam na takim rowerze bardzo dłuuuugo. Ile się trzeba nakręcić tymi pedałami, żeby dojechać do celu. O przyspieszaniu nie wspomnę. Wygoda siedzenia pozostawia wiele do życzenia. Za to bez problemów da się jechać bez trzymania rąk na kierownicy. I jest tak dużo wygodniej, bo nie trzeba się składać na pół i walić zębami w kolana.

Miało być o tarcie.Tarta rzuca na kolana (te obite zębami na składaku), jeśli tylko potraficie docenić nowe smaki i cieszyć się innymi połączeniami składników. Jeśli rozłożycie na wierzchu ser i suszoną szynkę, to nawet zagorzali wrogowie szpinaku i soczewicy ich nie zauważą. Tym bardziej, że ilość składników można spokojnie dowolnie modyfikować, aż do osiągnięcia upragnionych proporcji.

A potem wsiądźcie na rower i jazda!

Przepis na specjalne życzenie Agaty.

Tarta 5S

Składniki ciasta:

  • 150 g mąki pszennej
  • 50 g rozdrobnionych płatków owsianych
  • 100 g schłodzonego masła
  • 2-4 łyżki bardzo zimnej wody
  • szczypta soli

 

Składniki nadzienia:

  • 100 g czerwonej soczewicy
  • 1 łyżka oliwy
  • 50-100 g szynki długodojrzewającej lub cienko pokrojnego boczku w paskach (serrano, tyrolskiej, szwarcwaldzkiej, speck)
  • 500 g świeżego szpinaku, oczyszczonego, bez łodyżek
  • 100 g twardego wędzonego sera (mozzarella, gouda, oscypek)
  • 3 jaja
  • 200 ml słodkiej śmietanki 30%
  • 10 pomidorków koktajlowych, przekrojonych na połówki (lub 2 duże pomidory, pokrojone w półksiężyce)
  • sól, pieprz

 

Wykonanie:

  1. Przygotuj ciasto. W misce wymieszaj mąkę z płatkami owsianymi i solą, Dodaj pokrojone masło, posiekaj z resztą składników. Dodaj wodę, szybko uformuj kulę, a następnie wylep nim posmarowaną masłem formę. Wstaw do lodówki na co najmniej 30 minut. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni. Piecz ciasto 15 minut bez nadzienia, wyłożone pergaminem i obciążone fasolą. Następnie zdejmij pergamin z fasolą i piecz jeszcze 5 minut. Ostudź przed nakładaniem nadzienia.
  2. Przygotuj nadzienie. W osolonym wrzątku gotuj soczewicę przez 10 minut. Szpinak umieść na sitku nad soczewicą i gotuj na parze kilka minut, aż zmięknie (młody potrzebuje 2-3 minut, starszy nawet 10 minut). Szpinak dokładnie odciśnij z wody i posiekaj.
  3. Na łyżce oliwy podsmaż szynkę, aż będzie chrupiąca. Ser pokrój w grubą kostkę.
  4. Soczewicę i szpinak wyłóż na ciasto. Ubij jaja ze śmietanką, przypraw solą i pieprzem. Wylej na tartę, wyłóż na wierzch połówki pomidorków rozcięciem do góry. Powciskaj między pomidory ser i szynkę.
  5. Piecz 40 minut, aż nadzienie się zetnie i zyska złoty kolor.

Tartę można przygotować dzień wcześniej i trzymać w lodówce, a przed podaniem podgrzać w piekarniku lub mikrofalówce (30 sekund, moc 750W na każdy z 8 kawałków). Bardzo dobra również na zimno, z wiosenną sałatką.

     

    Oryginalny przepis jest nieco bardziej niemiecki i ma w sobie 250 g tłustego boczku, mniej szpinaku i ser tallegio. Jeśli macie dostęp do świeżej szałwii, dodajcie ją obowiązkowo do nadzienia i udekorujcie jej listkami ciasto po upieczeniu.

    Smacznego! :)

    Pomysł to połączenie dwóch przepisów z książki Tarty wydawnictwa Muza i nieco własnej inwencji. Jeśli tylko znajdziecie tę książkę w księgarni, kupcie bez wahania. Wszystkie, ale to wszystkie przepisy są doskonale dopracowane. Zdjęcia powalają na kolana. Smaki zadowolą każdego. Na ostro, na słodko, z owocami, warzywami, mięsem, owocami morza. Jeśli masz ochotę na tartę, na pewno ją tu znajdziesz, mówiąc w skrócie. :)

    Składak. Swoją drogą, to też słowo na S. Ta tarta też taka składakowa. Trochę tego, trochę owego. Składana z części. I dlatego tak bardzo mi smakowała.

    Wilk to mały pikuś

    Klo lubi zwierzątka większe, niż plankton?

    Trzeba mieć naprawdę szalonych znajomych, którzy wyciągną Cię na koniec dnia w miejsce, o którym nie wiesz nic. Dobra, wiedziałam, kto tam będzie. I jakie żywe niespodzianki mnie czekają. :)

    Na dzień dobry Psy Trzy. Który jest który? Oto jest pytanie.

    Na pierwsze danie – konie. Piękne, spokojne i ani się mnie nie bały, ani ja ich. A z końmi to niewiele w życiu miałam do czynienia. Zawsze uważałam, że są bardzo mądre i na tym się cała moja wiedza kończyła. W tamtym roku jeszcze byłam na zabezpieczeniu skoków. Atmosfera takich miejsc robi jak najbardziej pozytywne wrażenie. Zresztą, wszystkie osoby „z końską pasją”, jakie znam, mają ten dobry typ charakteru. Dobrzy ludzie. Yen, to do Ciebie też!

    Na drugie danie – powtórka z rozrywki. Jak stoi obok Ciebie pies rasy wilczarz, a przy nim drugi trochę większy, a przy nim trzeci, jeszcze większy… to zwyczajnej wielkości pies i  inne stworzenia boskie nie robią na Tobie wrażenia. Byle tylko nie mówić wilczarzom wprost, że po burzy śmierdzą mokrym psem. Bo wtedy się obrażają. ;)

    Przy takim psie, to człowiek siedzi w zagrodzie, żeby mu szaszłyka nie zeżarły. A maleństwa stoją za ogrodzeniem, robią smutne oczy i udają, że nie jadły od tygodni, chociaż dopiero co opróżniły michy. Ale jak nie dostaną Twojego kawałka kiełbasy, to przecież na pewno zginą z głodu. Widocznie psy (i koty też) mają to w genach, bez względu na rasę czy płeć. Wielkie, smutne oczy. Daj, no daj, to na pewno miała być moja kiełbasa.

    Ciężko stwierdzić, czy to ja się do nich przytulałam, czy raczej one to wymuszały. Kot sam właził do przytulania. Najpierw uparcie wchodził na talerze, póki były pełne. Ale potem zmieniło mu się i już przychodził tak od niechcenia. Niby się łasił, niby przytulał, ale jak widział w pobliżu szansę na wyżerkę, to leciał jak głupi. Czyli że taki głupi to on nie jest.

    Przedpołudnie i południe też minęło świetnie. Jak tak dalej pójdzie, nadrobię wszystkie zaległości towarzyskie w tym tygodniu. Albo w przeciągu dwóch tygodni. Mój wykres socjometryczny nabierze niespotykanych dotąd barw i życia. Dolce far niente! :)

    Jeśli rano myślałam, że nie dam rady się bardziej opalić, to godzinna wycieczka rowerkiem wodnym z Przyjaciółką, jej chłopakiem i jego siostrą dobitnie mi uświadomiła, że nie ma rzeczy niemożliwych. A chciałam tylko zaznaczyć, że mamy początek maja!

    I do tego objadłam się dziś tortillą z salsą pomidorową. A na obiad zjadłam dwa kawałki kruchej tarty. Szpinak, soczewica, prosciutto, kabanosy, ser wędzony, masa jajeczna, śmietanka kremówka… Nie byłabym sobą, gdybym o tym nie wspomniała. Będzie przepis na specjalne życzenie, ale błagam, jest dwanaście po północy. Nie dziś!

    Aha. I jechałam pociągiem. Taaaaaaa. To jest dopiero powód do dumy i chwały. Za kilka dni już nie będę taka szczęśliwa, bo inaczej jedzie się półtorej godziny, a inaczej półtorej dnia. Szczegół. Dziś wymyśliłam se, że wstanę o szóstej i zdążę na pociąg o wpół do ósmej. Ja! O tej porze! W Święto Narodowe i Kościelne! Wstałam! [Gromkie brawa. Kurtyna opada. Widzowie krzyczą Bis! Bis!]

    W drodze powrotnej zasnęłam z gazetą w ręku (w wielkim sekrecie napiszę, że był to numer Smaki. Psychologia i kuchnia). Obudził mnie ulewny deszcz, który lał mi się na głowę przez otwarte okno. Cóż za klimatyzowane pomieszczenie, taki stary pociąg.

    Kruche wspomnienia – bogate kruche ciasto (mazurkowe)

    Dzień jest cudowny. Czy dzień, rozpoczęty pięknym snem, może być nieudany?

    Kruche wspomnienia. Brudzą palce mąką i masłem. Rowerowa wycieczka szlakiem wspomnień, głowa zadarta wysoko do góry, mrużenie oczu przy patrzeniu na paralotniarza w chmurach. Nawet przejazd kolejowy zamknięty jakby specjalnie dla mnie. I w sklepie była mrożona kukurydza. Taki dzień musi się udać.

    I jeśli chcesz płakać, jestem by otrzeć Twoje łzy.

    Kruche wspomnienia. Lepią się do palców jak niewyrobione ciasto. Ile trudnych słów przeczytałam w tym tygodniu. O smutku, żalu, rozczarowaniu, ucieczce. Ciężko przychodzi mi czytanie tych słów. Domyślam się jedynie, ile bólu musiały przynieść Osobom, które je napisały. Trzymam mocno kciuki za Was.

    Jest jedno proste ćwiczenie. Zupełnie niekulinarne. Usiądźcie wygodnie w fotelu lub na krześle. Potem przechylcie się do przodu, włóżcie głowę niemal między nogi, opuśćcie ręce, zgarbcie się maksymalnie i pomyślcie o czymś przyjemnym.

    Nie da się.

    A teraz usiądźcie wyprostowani. Ramiona przesuńcie lekko do tyłu, rozluźnijcie się. Podnieście głowę do góry, zobaczcie sufit. A najlepiej gwiaździste niebo. Weźcie głęboki oddech. I spróbujcie w takiej pozycji pomyśleć o czymś smutnym.

    Nie da się! I o to chodzi.

    Kruche wspomnienia.

    Żeby obudzić kolejne wspomnienia w sobie. Żeby przekwalifikować trudne w łatwe  i rozsypane w pozbierane. A oderwane w przyklejone. Żeby poczuć smak dzieciństwa i dobroci. Tak niewiele zamienić na tak wiele.

    Bogate kruche ciasto na słodkie wypieki

    Ciasto jest doskonałe jako spód słodkiej tarty, szarlotki, kruchych ciasteczek z grubym cukrem, świątecznego mazurka z kajmakiem i mnóstwa innych pyszności. Idealne proporcje wymagają jedynie słusznego czasu chłodzenia, aby osiągnąć pełnię smaku i aromatu.

    Składniki na 2 spody:

    • 450 g mąki pszennej (najlepiej krupczatki)
    • 225 g masła lub margaryny, pokrojonej w kostkę
    • 150 g cukru pudru
    • 4 jajka
    • 1 łyżka śmietany
    • opcjonalnie: cukier waniliowy, starta skórka z cytryny, cynamon, kilka kropli aromatu do ciast – w zależności od sposobu wykorzystania

     

    Przygotowanie:Trzy jajka ugotować na twardo. Żółtka przetrzeć przez sitko, białka zużyć jako dodatek do zupy lub sałatki.Przesiać mąkę i cukier puder. Dodać masło. Rozetrzeć palcami na okruchy.Dodać śmietanę, przetarte żółtka i jedno surowe jajko. Schładzać w lodówce przez 30-60 minut.

    Mrożenie: Jeśli ciasto będzie mrożone, zawinąć szczelnie w woreczek śniadaniowy lub folię spożywczą. Nie aluminiową, bo przyklei się na wieki wieków i nie uda się szybko oderwać. Amen!

    Przygotowanie spodu: Ciasto sprawnie rozwałkować między dwoma kawałkami folii spożywczej lub na stolnicy podsypanej mąką. Po rozwałkowaniu powinno mieć grubość około 3 milimetrów. Im cieńsze, tym lepsze wyjdzie. Starać się wałkować szybko, za każdym razem odwracając ciasto o 90 stopni.

    Z pozostałego ciasta można wycinać foremkami kształty lub nadać brzegom fantazyjny kształt palcami lub widelcem*.

    Ciasto warto ponownie schłodzić już po nadaniu ostatecznej formy, żeby utrzymało swój kształt. Rozgrzać piekarnik do 180 stopni. Nakłuć ciasto widelcem lub przykryć papierem do pieczenia i wysypać groch, fasolę czy  monety jako ciężarki. Szklane kulki podobno też zdają egzamin.

    Pieczenie: Piec 10 minut na środkowej półce, aż spód lekko się zarumieni. Jeśli ciasto będzie ponownie zapiekane z nadzieniem, wyjąć je po tym czasie i nieco ostudzić przed nałożeniem nadzienia. Jeśli będzie nakładane nadzienie na zimno, piec kolejne 10-15 minut, aż będzie złoto-brązowe.

    Smacznego!

    Wskazówka: Połowę ciasta można spokojnie zamrozić w szczelnym woreczku i rozmrozić przez noc w lodówce, kiedy będzie potrzebne. Polecam tak zrobić, najlepiej zamrażać już rozwałkowane, w formie na tartę, której będziecie używać do pieczenia. Kiedy ciasto rozmarznie, postępujemy z nim zwyczajnie. Bez sentymentów proszę. A ile przy tym czasu można zaoszczędzić!

     

    * U mnie były to listki na mazurku i wycięte radełkiem paseczki na wierzch szarlotki. Wysokie brzegi to nie tylko ozdoba, to również gwarancja, że nadzienie nie wypłynie :)

    Proste pomysły do obejrzenia tutaj (klik!).

    Strach przed lataniem i głód doświadczeń (domowy chleb)

    Niewygodny PRZEMĄDRZALE zachęcił mnie do wrzucenia przepisu na chleb, także dziś będzie kuchennie – domowy chleb i powalające zapachy z kuchni.

    Przy okazji dodałam przepis na pizzę bez ugniatania (dla chętnych ugniatanie przez 5-7 minut). Rośnie troszkę w kuchni, potem trzymamy w lodówce i voilà, mamy gotowe ciasto, które trzeba tylko upiec. Lepsze, niż gotowa pizza z zamrażalnika (nie odważyłam się zjeść takiego czegoś więcej, niż dwa razy w życiu, więc mam marne porównanie). Ale i tak lepsze o niebo.

    Świętuję Wielkanoc nie tylko jako przerwę świąteczną, ale przede wszystkim jako moje najważniejsze święto w życiu duchowym. Kiedy byłam młodsza, Boże Narodzenie było ulubionym świętem. Prezenty, choinka, śnieg (tak, tak, w dzieciństwie bywał Śnieg na Święta). Zapach piernika, cała rodzina przy dzieleniu się opłatkiem.

    Z biegiem czasu zaczęłam dostrzegać głębszy wymiar Wielkanocy. Na Wielki Piątek proponuję całe 1:34 minuty nagrania słów Dominikanina, O. Adama Szustaka. Ten człowiek nie mówi dużo. Ale mówi wiele. Postne smaki – Wielki Piątek. A potem w milczeniu przygotujcie chleb. I cieszcie się miłością otwartych ramion. :)

    Chleb bez wyrabiania

    Czas przygotowania: 5 minut | Czas oczekiwania: 12-18 godzin | Czas pieczenia: 45-60 minut

    Inspiracje: Maryla Musidłowska (przepis i film) , Jim Lahey (film), Asia – Kwestia Smaku – dodatki i cenne uwagi (przepis)

    Składniki:

    • 2 szklanki mąki pszennej typ 500
    • 1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej typ 1850
    • 1 łyżeczka suszonych drożdży instant*
    • 1 1/2 łyżeczka soli
    • 1 1/3- 1 3/4szklanki zimnej wody
    • 1/4 łyżeczki octu z czerwonego wina**
    • 1/2 łyżeczki cukru**

     

    Dodatki:

    • 50 g drobno startego parmezanu
    • 50 suszonych pomidorów (ja dawałam takie bez oliwy)

     

    Przygotowanie:

    1. Mąkę przesiać do sporej miski lub garnka, dodać resztę składników i dodatki. Dodać wodę i szybko zamieszać (około 30 sekund). Wodę można dodawać stopniowo i zależnie od typu mąki dodać mniej lub więcej. Ciasto powinno się kleić. Przykryć ściereczką i odstawić w temperaturze pokojowej na 12-18 godzin.
    2. Ciasto powinno być dobrze wyrośnięte, kleiste. Wyłożyć je na oprószoną mąką stolnicę i szybkim ruchem złożyć w kulę. Można próbować uformować je w misce. Następnie przełożyć na mocno obsypaną mąką lub płatkami owsianymi lnianą/bawełnianą ściereczkę, przykryć i odstawić na kolejne dwie godziny, aż podwoi objętość.
    3. Na 30-45 minut przed końcem rośnięcia rozgrzać piekarnik do maksymalnej temperatury (u mnie 250°C). Ustawić kratkę na 1/3 wysokości od dołu i położyć na niej spory garnek żeliwny (używam emaliowanego garnka o średnicy18 lub 22 cm) lub duże naczynie żaroodporne z przykrywką.
    4. Kiedy ciasto podwoi objętość, a piekarnik będzie nagrzany, ostrożnie wyjąć garnek z piekarnika i szybkim ruchem przełożyć do niego ciasto. Wstawić do piekarnika na 30 minut pod przykryciem.
    5. Zdjąć przykrywkę i piec dalej 15-30 minut (ja piekę 20 minut), aż chleb będzie ładnie przyrumieniony, ale nie spalony. Wyjąć garnek, podważyć chleb nożem i wystudzić na kratce.

    Smacznego!

     

    * Przy robieniu chleba bez dodatków należy zmniejszyć ilość drożdży do 1/2 łyżeczki;

    ** można pominąć ocet i cukier, ale jeśli nigdy nie robiliśmy ciasta z suszonymi drożdżami, nie zaszkodzi im pomóc w rośnięciu :)

    Doskonale smakuje ze świeżym masłem lub sosem z oliwy, soku z cytryny, soli, pieprzu i świeżych ziół.

     

     

    Dobrych Świąt Wielkanocnych!

    Na koniec wspomnienie niespodzianka. Niech Wasze życie będzie właśnie taką szaloną radością ludzi całkowicie oddanych sprawie. Słuchając słowackiego, angielskiego i Bóg wie jakiego innego języka, cieszcie się życiem. I tym, co ci ludzie wyczyniają.

    Wesoło tu – cz.3 -Kij mu w plecy, a siekiera… w oko

    (Musiałam to dopisać!)

    Szliśmy wczoraj  z P. ulicą (chodnika brak), ja szukałam telefonu w przepastnej torebce. On spojrzał i powiedział: Mam wrażenie, że kobiecie torebki są w magiczny sposób bezdenne. Nie zdziwiłbym się, gdybyś wyjęła teraz na przykład żelazko.

    I w ten sposób powstał wczorajszy program szkolenia. A dziś odebrałam dowód i opalałam się dzięki temu przy lokomotywie. W słońcu i wietrze, w cieple i zimnie. Generalnie – w marcu. Jak w garncu.

    ♣ ♣ ♣ ♣ ♣ ♣

    A to znacie? Będzie dalej pasować do nastroju, także proszę się nas-troić. I rozdwoić, oczno-usznie.

    http://www.youtube.com/watch?v=ymUXv2U1Tvk

     

    Gdziekolwiek jestem,
    Tam ty jesteś
    Tak jesteśmy
    Jak milczenie
    Po tej pieśni.

    Jak dwa jabłka
    Na czereśni.

    Spotkałam się z moją Przyjaciółką, nie zawaham się użyć tego słowa – jeszcze z dzieciństwa i młodości. Dzięki Niej siedziałam wreszcie w Cafe Camelot, nagadałyśmy się za wsze czasy, chociaż wcale nie zauważyłam, kiedy minęło trzy i pół godziny! Wypiłyśmy pyszną kawę i zjadłyśmy po kawałku boskiej, gorącej tarty z prażonymi pestkami dyni. I jak to wszystko wyglądało pięknie. Uwielbiam prażoną dynię, kruche ciasto i tarty. Zjadłam z apetytem. I z dekoracją. ;)

    Jak tylko dorwę się do kabla od aparatu, wrzucę zdjęcie tarty. Należy jej się.

    I kolejne takie niezapomniane spotkanie, które nic nie musi zmieniać, ale jak cudownie umiejscawia w Czasoprzestrzeni Ludzkiej. Pokazuje mi, że można się śmiać po latach, bez względu na nieobecność. (Tu był tekst o zaufaniu, ale brzmiał infantylnie, więc jednak został wykasowany).

    Wbrew wszystkiemu, czego można się spodziewać po charakterze Człowieka w ogóle i w szczególe; Człowieka branego a priori i aposteriori; Człowieka jako takiego, udało nam się obu spotkać w liczbie osób dwóch i porozmawiać o sprawach ważnych i ważniejszych. Dziękuję. Za podzielenie się Sobą.

    Przypomniałam sobie tekst z koszulki, jaką miałam kilka lat temu. Zaprezentuję Wam, cieszcie się ze mną głęboką ironią, sączącą się niczym jak kobry z rodziny zdradnicowatych.

    I przypomniany w trakcie rozmowy tekst, który stał się tekstem dnia (poza swego rodzaju kuriozalnym kocykiem, jaki istnieje w grze ¿planszowej? we w/w* wesołym mieszkaniu) – Kij mu w oko, a siekiera w plecy – pozostaje nadal aktualny.

    Dobrej nocy. Pięknych snów o dobrych sprawach, wielkich przyjaźniach, dalekich podróżach i szalonych pomysłach do realizacji. Gdziekolwiek jesteście. Gdziekolwiek będą Wasze sny.

     

    —————

    * w/w – czyt. wspomnianym wczoraj

    Jeść! (magiczne krakersy)

    Spadł śnieg, powiało mroźnym powietrzem i da się wreszcie oddychać. Mgły, deszcz, ciemne chmury ustąpiły miejsca zaspom śnieżnym, lodowym chodnikom i silnemu wiatrowi. Przed wyjazdem na WOŚP mówiłam, że nie ma śniegu. Wróciłam – proszę bardzo. Marzenia się spełniają. Już nie mam na co narzekać. Och. I co ja zrobię z moją polską duszą? Nam zawsze „i tak źle, i tak niedobrze”. ;)

    Moja wielka, nieskończona pasja związana z kruchym ciastem znów pokazała swoją szeroką paszczę. Zrobiłam krakersy. Specjalnie po margarynę wybrałam się z siostrą do sklepu. Normalnie bym o tym nie pisała, ale szybka wycieczka przerodziła się w walkę z wichurą i oblodzonym chodnikiem. Moje górskie buty udowodniły, jak bardzo kochają zimę. Zawsze mogę liczyć na to, że na lodzie będę się ślizgać bez łyżew.

     

    Przy robieniu krakersów bardzo przydaje się radełko. Ja akurat wykorzystałam dołączone do maszynki do makaronu. Poszło szybciej, niż tradycyjnym. Cztery krakersy naraz. Przyspieszenie pracy zawsze jest miłe, kiedy chcesz już zjeść ciacho. Szczególnie, kiedy chce Ci się śpiewać Pokaż kotku, co masz w środku!

    Oryginalny przepis wygrzebałam dawno temu na stronie White On Rice Couple – u Diane i Todd’a. Niedawno zaczęli działać też na Google+, także teraz mam więcej okazji, żeby śledzić ich radosne poczynania. Zainspirowana tym, że wyszły nieziemsko dobre krakersy, zrobiłam swoje na własną modłę. Może dlatego, że nie mogłam nigdzie znaleźć maku i mam tylko ciemny sos sojowy, a wolę smak jasnego. I może dlatego, że próbowanie nowych rzeczy jest dużo przyjemniejsze, niż ciągłe kopiowanie poprzednich.

    Bardzo aromatyczne krakersy z magicznym dodatkiem

    Składniki:

    • 1 szklanka mąki żytniej pełnoziarnistej typ 2000
    • 1 szklanka mąki pszennej typ 500
    • 2/3 kostki zimnej margaryny (ok. 140 g)
    • 1/2 szklanki drobno utartego parmezanu lub innego twardego sera (Dziugas, Pecorino)
    • 1/2 szklanki drobno startego sera typu Gouda
    • 2 łyżki sosu Worcester
    • 3 łyżki bardzo zimnej wody
    • 1/2 łyżeczki grubo zmielonego kolorowego pieprzu
    • 3 łyżki suszonej cebuli

    Do posmarowania:

    • 1 jajko
    • 1 łyżeczka mielonego kminku
    • 1 łyżeczka suszonego lubczyku ;)
    • mąka do podsypania blatu

    Wyposażenie niezbędne/ dodatkowe:

    • miska do zagniatania
    • stolnica
    • piekarnik i dwie duże blachy
    • radełko /ewentualnie ostry nóż/ foremki do ciastek
    • wałek
    • pędzelek
    • widelec
    • dobry humor

    Wykonanie:

    1. W misce wymieszać przesianą mąkę żytnią, pszenną, ser parmezan, goudę, cebulę i pieprz.
    2. Dodać pokrojoną w kostkę lub startą margarynę i jak najszybciej zagnieść.
    3. Wymieszać wodę z sosem Worcester i dodać do ciasta. Zagnieść w kulę. Jeśli będzie zbyt kleista, dodać jeszcze mąki żytniej. Powinno mieć konsystencję zwykłego, kruchego ciasta i nie powinno lepić się do rąk.
    4. Ciasto włożyć na minimum pół godziny do lodówki. W wersji ekspresowej wystawić za okno na mróz na 15 minut (działa!).
    5. W tym czasie rozbić jajko, dodać lubczyk i mielony kminek. Dokładnie wymieszać trzepaczką lub widelcem.
    6. Rozgrzać piekarnik do 180 stopni. Przygotować dwie blachy z wyposażenia piekarnika, wyłożyć je silikonową matą lub papierem do pieczenia. Stolnicę posypać mąką.
    7. Wyjąć połowę ciasta na stolnicę i rozwałkować na grubość około 2-3 milimetrów. Wycinać radełkiem kwadraty o boku 4 centymetrów. Przekładać na blachę. Powinno się zmieścić 16 krakersów. Ponakłuwać ciastka widelcem. Posmarować dokładnie wierzch każdego z nich jajkiem.
    8. Piec 11-12 minut. Wyjąć, jak tylko Wasze ślinianki nie dadzą Wam usiedzieć spokojnie i każą zaglądać co dziesięć sekund do piekarnika.
    9. Kiedy piecze się pierwsza blaszka krakersów, przygotować drugą. Można je wynieść w chłodne miejsce, żeby ciasto za bardzo się nie nagrzało.

    Jeść! Ale dopiero po wystudzeniu. Ciepłe mają nieziemski zapach, ale trudno doszukać się smaku. Zanim skończyłam pisać, poszła połowa. Dobrze, że były przecięte na pół i optycznie wyglądało, że jest ich dwa razy więcej. Mniam. Czy już pisałam, że uwielbiam kruche ciasto? :)

    Tarta z malinami

    Na wspomnienie lata. Jak tylko będą znów świeże maliny,  zrobię tartę na bogatym kruchym cieście. Dodam do nich orzechy włoskie, borówki amerykańskie i zjem. Nie próbowałam jeszcze robić z mrożonych owoców w zimie. Przy muffinkach stosuje się zasadę, że z mrożonymi owocami piecze się pięć minut dłużej. Generalna zasada – najpierw podpiec spód, a potem wszystko z sosem. I będzie boskie :)

    Tarta malinowa z orzechami

    Spód:
    • 2 czubate szklanki mąki pszennej
    • 125 g zimnego masła lub margaryny (1/2 kostki)
    • 1/3 szklanki cukru kryształu
    • opakowanie cukru waniliowego
    • 1 jajko
    • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia

    Nadzienie:
    • 150 g posiekanych orzechów włoskich
    • 800 g świeżych malin, jeżyn lub borówek amerykańskich (tyle, żeby starczyło na jedną, gęstą warstwę owoców)
    • skórka starta z jednej cytryny
    • 3 jajka
    • szklanka śmietany 18%
    • pół szklanki cukru

    Forma do pieczenia tarty (lub duża tortownica z odpinaną obręczą), wysmarowana tłuszczem i delikatnie
    oprószona mąką.

    Ciasto:
    • Mąkę razem z proszkiem do pieczenia przesiać przez sitko do głębokiego garnka lub miski. Wsypać cukier i cukier waniliowy, wymieszać. Dodać zimną margarynę pokrojoną na małe kawałki i siekać nożem do rozdrobnienia i wymieszania składników. Na koniec wgnieść palcami tłuszcz w resztę składników, aż osiągniemy konsystencję podobną do okruchów chleba. Dodać lekko roztrzepane jajko i szybko zagnieść w jednolitą kulę.
    • Rozwałkować ciasto na okrągły placek, zawinąć na wałek i przełożyć do formy, tworząc spód i boki tarty. W razie rozerwania ciasta, szybko zalepić dziury, żeby spód był szczelny. Nakłuć całe ciasto widelcem i włożyć do lodówki na minimum godzinę.

    Nadzienie:
    • W międzyczasie rozgrzać piekarnik do 190 stopni. Orzechy pokroić w drobną kostkę, z malin wybrać tylko ładne, bez pleśni.
    • Wyjąć ciasto z lodówki i wyłożyć na spód połowę orzechów. Na nie wyłożyć wszystkie owoce w jednej warstwie. Posypać resztą orzechów. Wstawić formę do piekarnika na 20 minut na blasze do pieczenia (nie na kratce!).
    • Przygotować sos: Wymieszać dokładnie jajka z cukrem, skórką cytrynową i śmietaną. Wylać delikatnie masę na
    podpieczone ciasto. Najlepiej ciasto wysunąć razem z blachą, żeby się nie wylało. Jeśli masy jest dużo, wylać jedną część na ciasto, a drugą po 10 minutach pieczenia.
    • Piec całość 30 minut, aż wierzch się zezłoci i masa zetnie.

     

    Poniżej zdjęcie tarty z jeżynami i prażonymi migdałami, wykonanej dokładnie według tego przepisu. Jeśli lubicie jeżyny, polecam!

    tarte au chocolat

    Rozpływa się w ustach. A dzięki temu, że jest niewysoka, nie trzeba sobie odmawiać kolejnego kawałka!

    Dobre momenty, jak fotografie, chowam w swej głowie jak w starej szafie :)

    Nieprzypadkowo motyw mojego bloga nazywa się Choco!

    Czekoladowa tarta z kawowym aromatem

    Kruche ciasto:

    • 175 g mąki pszennej
    • 2 czubate łyżeczki kakao
    • 125 zimnego masła, pokrojonego w kostkę
    • 25 g cukru pudru

    Nadzienie:

    • 4 łyżeczki żelatyny w proszku
    • 3 łyżki zimnej wody
    • 125 g cukru
    • 3 żółtka
    • 1 łyżka mąki kukurydzianej
    • 600 ml mleka
    • 2 łyżki grubo zmielonej kawy espresso
    • 50 g czekolady posiekanej na drobne kawałki

    Dodatkowo:

    • starta czekolada do przybrania (najlepiej starta ostrym nożem kuwertura), ew. groszki czekoladowe
    • bita śmietana

    Uwagi: Oryginalny przepis pochodzi z książki „Tarty”  wyd. Muza SA 2005. Jednak w mojej wersji pojawił się zaskakujący błąd drukarski, który uniemożliwia zrobienie nadzienia wg przepisu, ponieważ mówi o wymieszaniu i zagotowaniu wszystkiego razem, ale najpierw  z żelatyną. A w następnym zdaniu pojawia się informacja, żeby zdjąć garnek z ognia i znów dodać żelatynę.

    Zrobiłam po swojemu i taką wersję napiszę.

    Przygotowanie:

    • Ciasto: Rozgrzej piekarnik do 180°C. Przesiej mąkę i kakao, rozetrzyj dokładnie z masłem i dodaj cukier. Ugnieć szybko na jednolitą masę. Ciasto powinno być dość lepkie, nie należy dodawać mąki. Wyłóż nim posmarowaną tłuszczem, głęboką formę o średnicy 20 cm z karbowanym brzegiem. Piecz od razu 20 minut w piekarniku lub włóż do lodówki na pół godziny. Nie nakłuwaj spodu ani brzegów, żeby później nie wypłynęła masa. W tym przypadku piekarnik możesz rozgrzać później. Upieczone ciasto odstaw do ostudzenia.
    • Nadzienie: Żelatynę namocz z zimnej wodzie. W miseczce wymieszaj dokładnie cukier, mąkę kukurydzianą i 2 łyżki mleka.  Resztę mleka zagotuj z kawą w rondelku i dodaj do masy z cukrem.
    • Masę przelej znów do rondelka i ostrożnie podgrzewaj, aż zgęstnieje. Zdejmij garnek z ognia i dodaj żelatynę. Ubijaj masę dotąd, aż cała żelatyna się rozpuści. Następnie dodaj posiekaną czekoladę i mieszaj, aż się rozpuści. Wylej masę na ciasto i schładzaj przez kilka godzin.
    • Przełóż ciasto na paterę i obficie posyp startą czekoladą.

    Z ciasta wychodzą też bardzo dobre chrupiące ciasteczka. Po schłodzeniu lub nawet zmrożeniu, ciasto wałkujemy, podsypując kakao. Wycinamy foremką ciasteczka. Pieczemy około 15-20 minut, zależnie od grubości ciasta.

    Kruchość

    fragility – niesamowite słowo. Tak samo po polsku, jak po angielsku, chociaż po polsku trudniej sobie na nim połamać język. W końcu jest kruche ;)

    Uwielbiam kruche ciasto . Kocham każdy etap jego wyrabiania. Początkowe odmierzanie składników jest jak alchemia. Przesiewanie mąki przez stalowe sito przypomina filtrowanie okruchów dobra i zła. Albo aerację trawy, napowietrzanie jej wiosną.  Życie.

    Szczypta soli dodaje smaku tak samo słodkim, jak i pikantnym dodatkom. Kto to widział, żeby słone smakowało ze słodkim! A jednak smakuje i to świetnie. Kolejny cud kuchenny.

    Dodawanie masła i łączenie palcami z mąką to afirmacja prostoty w najlepszym wydaniu. Nauka cierpliwości i wytrwałości. Aktywne czekanie na połączenie niemożliwego. Nowa struktura. Jak połączenie atomów.

    Najbardziej zdumiewające jest dodawanie do tej mieszanki lodowatej wody. Jedna łyżka, druga… I nagle tworzy się kula. Za każdym razem czuję się, jakbym wyjmowała królika z kapelusza. Pstryk! I już mam  gotowe ciasto na tartę.

    Będą babeczki z owocami? Nie ma sprawy, dodam żółtko i cukier puder. Połowę zjem, zanim znajdę folię spożywczą i schowam do schłodzenia.  Będzie tarta po lotaryńsku? Żaden problem, dodam hojnie ostrej suszonej papryczki i granulowanego czosnku. Mmm, już czuję ten zapach, unoszący się z piekarnika przy wstępnym pieczeniu!

    Jest tylko jedno ciasto kruche, którego nigdy nie zrobię najlepiej. To ciasto na jabłecznik, zwany też szarlotką. Robiła go moja Babcia Jasia z grubym cukrem. Pachniał aromatem do ciast, cynamonem, cukrem waniliowym i miłością. Nie do powtórzenia. Zjadałam takie grube plastry, zamiast kłaść je do blaszki. Centymetr. Potem drugi, trzeci. Na końcu łapałam się na tym, że „zupełnie niespodziewanie” zaczynało brakować ciasta na wierzch. I wtedy lepiło się paseczki czy ruloniki. Szkoda, że Babcia odeszła. Może w Niebie zrobi mi jeszcze kiedyś? :)

    Najprostszy przepis na kruche ciasto: dwa razy tyle mąki, co masła. Plus kilka łyżek lodowatej wody. Najlepiej zacząć od jednej, szybko zagnieść zimnymi rękami i ewentualnie dodawać kolejną. Aż zobaczymy piękne ciasto, któremu nie będzie się dało oprzeć!

    Dodatek jednego żółtka przed dodaniem wody spowoduje, że ciasto po upieczeniu będzie szlachetnie kruche. Jeśli robimy tartę, zawsze lepiej wcześniej podpiec. Jeśli szarlotkę na bogatym kruchym cieście ze śmietaną, cukrem i żółtkami, spokojnie można od razu kłaść odsączone jabłka i tylko podsypać kaszą manną. Jeśli marzymy o rozpływających się w ustach ciasteczkach, dodałabym starty ser, mnóstwo przypraw i prażone ziarna słonecznika. Mak. Siemię lniane? Czemu nie. Wszystko naraz.

    Słodkie krakersy, krojone radełkiem jak do ravioli? Cukier waniliowy, może przyprawa do pierników, rodzynki. Żurawina suszona. Kandyzowany ananas. Starta skóra z cytryny. Never ending story i tyle możliwości!