Uzależniające ciastka orzechowo-czekoladowe z żurawiną

18 września 2015

Kiedyś myślałam, że jestem inna. Że widząc czekoladę w sklepie, mogę przejść obok niej obojętnie i myśleć na przykład o warzywach. A tu nieprawda. Zrobiłam ciastka z tego przepisu i przepadłam! Zrobiłam je drugi raz dwa dni później. I nadal nie mogę przestać o nich myśleć. Są tuż obok.

Żeby nie zjeść wszystkich od razu na śniadanie, zaczęłam dzień „zdrowo”. Koktajl owocowy z korzeniem cykorii i mielonym ostropestem. Potem zapiekanka ziemniaczano-dyniowa. Aż w końcu kawa i ciastka. Kawa i ciastka. Kawa i ciastka… Mogłabym tak do wieczora. Ale że potem idę na noc do pracy, część przyjemności zostawię na wieczór. I wtedy znów będzie zapiekanka, koktajl i ciastka.

Jedyna moja radość, która powoduje, że nie chcę uciec jak najdalej od pracy na nockę. Oj, Zytka. To tylko cztery dni nocki!  I ile czasu w ciągu dnia na robienie ciastek!

13 października 2015

Dalej myślę o tych ciastkach. I o tym, że mojej koleżance Basi pies pożarł ostatnie czekoladowe ciasteczko. To są dramaty, jakich nie znacie, dopóki nie spróbujecie ciastek! :)

Ciastka czekoladowo-orzechowe z żurawiną

Czas przygotowania: 20 minut | Czas pieczenia (na jedną blaszkę): 15 minut

Składniki:

  • 170 g mąki tortowej
  • 1 łyżeczka sody
  • 140 g miękkiego masła 82%
  • 30 g kakao
  • 1 jajko, lekko roztrzepane
  • 16 g cukru waniliowego
  • 180 g brązowego cukru trzcinowego
  • 30 g orzechów (włoskich, laskowych lub migdałów)
  • 100 g suszonych żurawin
  • 100 g posiekanej czekolady deserowej lub gorzkiej

Przygotowanie:

  1. Żurawinę namoczyć we wrzątku, następnie dokładnie osączyć na papierowym ręczniku.
  2. Miękkie masło utrzeć z cukrem trzcinowym i waniliowym na jasną, puszystą masę (da się to zrobić nawet bez miksera).
  3. Do masła przesiać (!) mąkę, sodę i kakao, wymieszać i dodać jajko. Za pomocą drewnianej łyżki lub sprawnych rąk szybko zagnieść ciasto w dość sztywną masę.
  4. Na końcu dodać posiekane orzechy, czekoladę i żurawinę. Dobrze wymieszać.
  5. Dużą blachę z wyposażenia piekarnika wyłożyć papierem do pieczenia. Z ciasta lepić kulki (mnie wychodzi około 24 sztuk, w oryginalnym przepisie ma wyjść 12-14 naprawdę wielkich ciastek). Lekko spłaszczyć i zachować duże odstępy między ciastkami.
  6. Piec w 180°C przez 15 minut. Ciastka studzić na metalowej kratce (takiej jak do grilla, mikrofalówki woka czy nawet dużym koszyku do głębokiego smażenia).

I już. :)

 

Przepis: Przepisy Mistrza Pawła Małeckiego. Cukiernia Lidla.

Czekoladowe muffinki

Witajcie.

Zastanawiałam się nie tak dawno temu, czemu muffinki ze sklepu (które kupiłam w przypływie rzewności i wylewności oraz w wyniku odrazy do pieczenia przy 38 stopniach powietrza) są takie inne, niż domowe.

I doszłam do tego, że wiele kupnych produktów powstało, żeby imitować te domowe.

A potem stało się coś dziwnego. I ludzie zaczęli kombinować w domu, zeby smak domowego jedzenia był dokładnie taki sam, jak kupnych rzeczy. Ciastka jak ” oreo”. Ketchup jak prosto z półki.

Niesamowite. Podróbka wygrała z rzeczywistością.Symulakry i symulacja w końcu wpędziła nas w incepcję, jak słusznie zauważył Jean Baudrillard.

A ja mam wspaniały przepis, dla tych, co lubią smak sklepowych muffinek. Albo może tych pysznych, raczej mokrych, z aromatem wanilii i lekko klejacych się do podniebienia muffinek.

A że w nazwie ma czekoladę, trzeba było spróbować. I warto było!

Czekoladowe muffinki

Składniki:
  • 3/4 szklanki (95 g) mąki pszennej tortowej
  • 3/4 szklanki(150 g) białego cukru
  • 1/4 szklanki(30 g) kakao
  • 3/4 łyżeczki (3.5 g) sody
  • 3/4 łyzeczki(3.5 g) proszku do pieczenia
  • 3/4 łyżeczki (3.5 g) skrobi kukurydzianej (maizeny)
  • 1/2 łyżeczki(4 g) soli
  • 1/3 szklanki (80 mL) gęstego jogurtu naturalnego
  • 1/4 szklanki (60 mL) gorącego espresso
  • 3 łyżki (45 ml) oleju rzepakowego
  • 1 jajko (w temp. pokojowej, roztrzepane)
  • 1 łyżka cukru waniliowego lub ziarenka z 1 wanilii

Przygotowanie:

  1. Rozgrzej piekarnik do 170 stopni C.Foremki na muffinki wyłóż papilotkami (krok bardzo istotny, ponieważ gwarantuje wyjęcie muffinek w całości).
  2. Do dużej miski (może być od miksera) przsiej mąkę, kakao, proszek, sodę, skrobię kukurydzianą, sól i dodaj cukier oraz cukier waniliowy.
  3. W małym naczyniu wymieszaj dokładnie jogurt, kawę, olej, jajko.
  4. Dodaj mokre składniki do suchych i zmiksuj dokładnie na średniej prędkosci (ja użyłam końcówki do miksowania, którą mam dołączoną do ręcznego blendera). Ciasto będzie płynne.
  5. Podziel ciasto pomiędzy wszystkie foremki maksymalnie do 2/3 wysokości.. Możesz potrzebować kilku więcej, jeśli Twoje foremki są odrobinę mniejsze, niż standardowe.
  6. Piecz 15-17 minut, starając się nie przesuszyć muffinek. Wyciągnij je z formy i zupelnie ostudź.
  7. Podawaj z dodatkami – bitą śmietaną, Nutellą, wiśniami w syropie lub ulubionym kremem.

Oryginalny przepis: Sweetapolita.

Czekoladowe serniczki-muffinki

Oto pierwszy z przepisów, jakie wykonałam dziesiątego dziesiątego dwa tysiące czternastego. Zaczniemy od przygotowania serniczków, ponieważ są genialne, wyjątkowo proste. Smakują wyśmienicie nawet kilka dni po upieczeniu, co dla mnie jest niezrównaną zaletą.

I co bardzo ważne – wreszcie znalazłam przepis, który idealnie wpasował się w moją blaszkę do muffinek. zazwyczaj wychodzi mi inna liczba, niż podana w przepisach, a tym razem wyszło idealnie.

Czytaj dalej

Szpajza czekoladowo-cytrynowa i goście na budowie

Witajcie w niedzielny poranek.

Czy można tak napisać pięć po dwunastej w południe? :)

Mieliśmy tydzień temu ostatnich gości. Można by rzec, że to taka kolejna parapetówka, jakich dużo u nas się narobiło. Goście przyjechali, zjedli pięknie to, co naszykowaliśmy i zapomnieli wziąć od nas kapustę kiszoną. A my zapomnieliśmy spakować im od razu do samochodu, jak przyjechali. Nic straconego, w końcu teraz mieszkają niedaleko, to można im następnym razem po drodze podrzucić.

Na śniadanie była szpajza. Słyszeliście o tym? Ja się dowiedziałam niedawno z jednej śląskiej strony i postanowiłam zrobić nieoryginalną. Ponoć na niedzielę szykuje się prawdziwą cytrynową, ale co tam, zrobiłam po swojemu i nie żałuję.

Czytaj dalej

Czekolada! I przepis na ciastka świąteczne

Pan Gałczyński jest świetny. Uwielbiam jego poezję na równi z czekoladą. Zresztą, on sam jeden wiersz (Urojona kantyna) zaczyna od słów:

Czekolada i chałwa, i małpki,
takie z pluszu, brązowe, dla dzieci,
oczywiście: jest noc i śpią ptaki,
i naturalnie: księżyc świeci

I co jest na pierwszym miejscu? Czekolada.

Pomijając wszystkie jej właściwości typu wspaniałe oddziaływanie na zdrowie, jest zwyczajnie pyszna! I smakuje zawsze i wszędzie. Nawet, jak się roztopi w górach w plecaku. :)

Dziś przepis na ciasteczka przedświąteczne i świąteczne do słoika. Z dodatkiem kakao, żeby trochę tej czekoladowej przyjemności było. Ciastka są równie dobre, jak czekolada. Zachowują świeżość przez kilka dni. Można je też zamrozić i upiec dla niespodziewanych gości. Zawsze smakują obłędnie!

Czytaj dalej

Żyję, żeby jeść tortillę! :)

Taki tytuł ma mój album z jedzeniem na FB. Tortilli nie ma w tytule. Reszta się zgadza. Czy ja muszę coś dodawać?

Odpoczęliście w Święto Flagi? Mieliście swój kotylion? A może słońce opaliło dziś Was na biało-czerwono (albo też skorzystaliście z bardzo niezdrowej alternatywy typu solarium)? Dzień jeszcze się nie skończył…

Ja podjęłam dziś decyzję dotyczącą jakiejś części mojego życia. Czyli mówiąc wprost, zrezygnowałam z pewnej pracy. Po obliczeniu wszelkich kosztów, wszelkich noclegów, wszelkich dojazdów i innych kwestii, wyszło na to, że więcej stracę, niż zarobię. Co to ma wspólnego z jedzeniem? Bez pracy nie ma kołaczy. Ale z taką pracą też by nie było. Kroczę w kierunku upragnionej prostoty.

Ale to już detale. Nieważne. Idźmy dalej, dopóki dzień trwa, a prąd daje szansę na kliknięcie „Opublikuj”.

Czy prostotą można nazwać jedzenie zupy pałeczkami? Albo przygotowywanie herbaty przez godzinę? Albo śpiewanie długich pieśni przed posiłkiem, kiedy jest się bardzo głodnym?

Jeśli w danej kulturze taki sposób spożywania posiłku jest podstawowy i głęboko zakorzeniony w umysłach i duszach narodów, to oczywiście, że tak. Jeśli przygotowanie jedzenia inną metodą powoduje, że obrażamy duchy przodków i w dodatku zaburzamy wielowiekową tradycję, to oczywiście, że tak. Jeśli…

Każdy powód jest ważny i znajduje uzasadnienie. Nie tylko ludowe, ale przede wszystkim naukowe. To, co dawniej ludy odkrywały metodą prób i błędów, obecnie potwierdza i ponownie wykorzystuje nauka na przykład w leczeniu chorób.

Ale są też bardzo prozaiczne powody. Zwykły, szary człowiek może wykorzystać naukę i doświadczenie milionów ludzi na świecie, żeby jego własny obiad był lepszy, smaczniejszy i godny miana obiadu. Ot tak, zwyczajnie.

Biorę do rąk opakowanie tortilli. Szeleści, kruszy się, chrupie i chrzęści w zębach. Wysypuję je na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Wyjmuję z lodówki pierwszy lepszy ser, ścieram na tarce. Wrzucam całość na kilka minut do piekarnika. W tym czasie miksuję pomidory z puszki razem z czerwoną cebulką, chilli i podgrzewam. Danie na upał idealne. Do tego wielki dzbanek zimnej mięty z lodem.

Nic więcej mi nie potrzeba. Błękitne niebo jest. Góry wysokie będą. Droga szeroka o kształcie i wyglądzie torów też. Słońce złote i mocny wiatr na łódkach były. Jak tu nie być szczęśliwym człowiekiem, kiedy do całego zestawu „tego, co mi potrzeba”, dostałam jeszcze cudownych znajomych z poczuciem humoru, dystansem do życia i apetytem?

Aha! Jeszcze nie odchodźcie! Mam dla Was niespodziankę. Pamiętacie FoodPairing, o którym kiedyś pisałam? Też mają swoją stronę na Facebooku i dziś znalazłam tam film sensacyjny. Poza tym, że facet prowadzący wykład i degustację jest nieco stuknięty (szalony mistrz czekolady), to w dodatku zaraża tym ludzi na sali wykładowej. Teksty ma lepsze, niż nasi polscy kabareciarze.

Czekoladowe ostrygi? Czekoladowy błyszczyk do zabaw we dwoje? Czekolada… wypita dosłownie jak pierwszy łyk mleka matki? Pomysły jak z filmów z Louis’em de Funès. Wszystkie zrealizowane i WYPRÓBOWANE. Jeśli ten facet przyjedzie do Polski, będę pierwsza w kolejce po bilety!

Wasze życie nigdy nie będzie już takie same*.

 

* tekst może oklepany, ale jaki prawdziwy :)

Dlaczego kowboje nie mają zębów

Jakbyście zjedli wszystkie ciastka kowbojki, jakie uda Wam się upiec za jednym razem, już byście wiedzieli. Jestem przekonana, że po przeliczeniu jednego ciastka na kalorie, zapotrzebowanie dobowe na energię zostaje pokryte w trzystu procentach. A stężenie cukru we krwi osiąga niebotyczne apogeum. Uwierzcie mi, bardzo ciężko poprzestać na jednym.

Już wiecie, dlaczego? :)

Czekolada w dwóch smakach, lentilki, brązowy cukier – wszystko jest słodkie. W tych zapierających dech w piersi ciastkach dodatek mąki i płatków owsianych to zwykła przyzwoitość. Nic poza tym. Nie można się oprzeć.

Nie znajduję żadnej wymówki, żeby sięgnąć po kolejny kawałek. Jestem już cała w roztopionej czekoladzie, kolorowych pastylkach i w cukrze. Gdyby nie fakt, że zjadłam część na surowo, pewnie nie zmieściłyby się na blaszce. Oczywiście, nie polecam zjadania surowego ciasta. Dużo lepsze jest po upieczeniu.

Takie kolorowe bajery są doskonałym prezentem. Sprawdzonym w dodatku. ;) Wystarczy wpakować elegancko wszystko w słoik, dołączyć instrukcję obsługi i gotowe. Trochę zabawy i naprawdę mnóstwo frajdy w robieniu. Przepis znalazłam na stronie Bakerelli. Przez Pintrest. A co! Zajrzyjcie na końcu w link, który Wam podaję. Kobieta robi lizaki z ciasta i prawdopodobnie, jest w tym najlepsza na świecie.  Reszta reklamy będzie jak po filmie na Jedynce – na końcu.

A teraz do dzieła!

Ciasteczka kowbojki

oryginalny przepis na stronie bakerella.com | Łatwe | Przygotowania: 15 minut | Pieczenie: 2 x 10 minut

Składniki:

  • 1 1/3 szklanki (~190 g) mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1/4 łyżeczka soli
  • 1 szklanka (~160 g) płatków owsianych górskich (nie błyskawicznych)
  • 3/4 szklanki (~200 g) lentilków czekoladowych / m&m’s
  • 3/4 szklanki (~80 g) posiekanej czekolady lub czekoladowych groszków
  • 1/2 szklanki (~100 g) brązowego cukru
  • 1/2 szklanki (~100 g) białego cukru
  • 1/3- 1/2 szklanki posiekanych orzechów, rodzynek i żurawiny*

 

Dodatkowo:

  • 1/2 szklanki (~120 g) roztopionego masła**
  • 1 duże jajko XXL lub 1 jajko + 1 żółtko/białko
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

* w oryginale 1/3-1/2 szklanki posiekanych orzechów pekan

** ja dałam olej, można zastąpić również margaryną – zmieni się nieco smak

 

Przygotowanie:

  1. Rozgrzać piekarnik do 180 stopni C. Naszykować dwie duże blachy (ok.30×30 cm) wyłożone papierem do pieczenia lub silikonowymi podkładkami.
  2. Wymieszać suche składniki w dużej misce. Dodać lekko ubite jajko, roztopione masło i ekstrakt z wanilii. Wymieszać dobrze łyżką. Ciasto powinno być klejące. Jeśli nie jest, odstawić na kilka minut, żeby wszystko nasiąkło. Nie dodawać dodatkowo mąki – ciasto ma mieć konsystencję nieco grudkowatą, ale lepiącą się.
  3. Ciasto podzielić na pół. Z każdej połowy ulepić po 16-18 kulek i kłaść w dużych odstępach na blachę. Piec osobno każdą blachę przez 10 minut. Ciastka w tym czasie rozpłyną się na blasze, a czekolada zacznie pięknie pachnieć.
  4. Wyjmować  z piekarnika i od razu dużą płaską łopatką odklejać ciastka od blachy, ale nie zdejmować. Jeśli ciastka się skleją, delikatnie rozdzielić. Uważać, ponieważ ciastka będą bardzo miękkie. Zostawić do wystudzenia na blasze. Kiedy stwardnieją, zdejmować z blachy i zjadać.

 

Uwaga! Zbyt szybkie dotykanie ciastek powoduje zostawianie swoich odcisków na każdym wystającym kawałku czekolady. Jeśli nie chcecie, żeby nakrył Was na tym inny łasuch, uważajcie na etapie studzenia. ;)

Jeśli chcecie komuś zrobić prezent, naszykujcie litrowy słoik i mocno ubijając, wpakujcie do niego warstwy w takiej kolejności:

  1. Mąka wymieszana z proszkiem do pieczenia, solą i sodą;
  2. Płatki owsiane;
  3. Lentilki;
  4. Czekolada;
  5. Brązowy cukier;
  6. Biały cukier,
  7. Posiekane orzechy, żurawina i rodzynki.

Radzę nie kombinować z warstwami, bo wyjdzie Wam to, co mnie – część przesypie się niżej. Smak będzie ten sam, ale efekt mniej spektakularny.

Mocno ubijajcie! Na końcu zróbcie etykietę, z przodu nazwa, z tyłu krótka instrukcja. Nie musi być aż tak dokładna, jak tutaj podana. Wystarczy taka:

Rozgrzej piekarnik do 180 stopni C. Wymieszaj zawartość słoika w dużej misce, dodaj 1/2 szklanki masła, 1 ogromne jajko i łyżeczkę ekstraktu z wanilii. Wszystko wymieszaj. Ulep z ciasta około 30 kulek, piecz na dwóch blachach z papierem do pieczenia, każdą po 10 minut. Smacznego!

 

Miały być reklamy. Sprawdźcie adres poniżej, żeby zobaczyć pierwowzór. Czy ponad 700 komentarzy pod wpisem wymaga lepszej rekomendacji?


http://www.bakerella.com/mix-things-up/

Lub po prostu wejdźcie na stronę:
http://www.bakerella.com/
żeby przejrzeć jej zawartość.

Dobrej nocy! :)

Spać! (i czekolada, yeah)

Może i przejechałam wczoraj czy przedwczoraj czy trzy dni temu ileś tam kilometrów. Może nawet -dziesiąt.Ale tyle, ile się dziś nałaziłam z Vlaho i z aparatami, to po prostu zgłupiałam od świeżego powietrza! Wróciłam do domu, spojrzałam na warszawski koncert zespołu Robodrom (jutro w Chwili premiera płyty!) i chciałam o tym powiedzieć światu. Ale jestem tak zmęczona, że wypowiedziałam parę oderwanych od siebie słów.

Chwila… koncert… bo jutro… Robodrom…

Tak to mniej więcej brzmiało. Dziś będzie króciutko, pokażę Wam coś pysznego, co dodaje energii.

Cukierki czekoladowe

Składniki:

  • 50 g gorzkiej czekolady
  • 50 g białej czekolady
  • 2 łyżki mleka w proszku (rozpuszczone w niewielkiej ilości wody)
  • posypka czekoladowa do ciast
  • siekane orzechy, brązowy cukier, posiekane lentilki

 

Gorzką czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, dodać łyżkę rozpuszczonego mleka w proszku. Wylać na papier do pieczenia, posypać czekoladową posypką. Wstawić do zamrażalnika. W tym czasie rozpuścić białą czekoladę i wymieszać dokładnie z rozpuszczonym mlekiem w proszku. Wylać na zastygniętą gorzką czekoladę, posypać lentilkami, orzechami lub innymi ulubionymi dodatkami. Wstawić do zamrażalnika do zastygnięcia. Foremką do ciast lub nożem wykrajać wzorki i podawać zamiast ciasteczek do kawy.

Smacznego!

A ja idę spać, ponieważ ledwo się trzymam na nogach. Już czekam na jutro, żeby obrobić zdjęcia i zobaczyć znów gorącą, letnią wiosnę. :)

Muffinki jogurtowe z czekoladą i cytryną – Muffinek czar

Tyle czasu zbierałam się, żeby wrzucić przepis, aż Gonia mnie zmobilizowała, kiedy potrzebowała przepisu, a mnie się nie chciało przepisywać. Żebym sama nie zapomniała, w końcu Muffinki jogurtowe z czekoladą i cytryną pojawiają się triumfalnie na blogu. Przepis zachęca do eksperymentów i zabawy, ponieważ mówi o ucieraniu masła z cukrem, czego zazwyczaj się nie robi przy innych muffinkach. Ale efekt końcowy wynagradza wszystkie wysiłki i ilość naczyń do wymycia. :)

Czekolada & Cytryna.

Czy w takim połączeniu może brakować czegokolwiek? Nie sądzę. Perfekcyjne połączenie, które sprawdziło się już wiele razy. Chociaż muffinki robiłam z kilkunastu przepisów, te uważam za kwintesencję smaku. Mam całą książkę z przepisami na muffinki i drugie tyle wydrukowane i wpięte do segregatora. Ale żadne inne tak nie smakują. Są wilgotne, czuć w nich wyraźnie smak cytryny i aromat czekolady. I co najważniejsze – jeszcze nikt nie dał rady zjeść wszystkich naraz, więc nadają się na przyjęcie. Polecam!

Muffinki jogurtowe z czekoladą i cytryną

Adaptacja przepisu Muffinki z rodzynkami, jogurtem i cytryną, wyd. Świat Książki

Czas wykonania: 15 minut | Czas pieczenia: 20-25 minut | 16-18 sztuk w rozmiarze standardowym| łatwe! :)

Składniki:

  • 1 cytryna
  • 250 g mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • opakowanie cukru waniliowego
  • szczypta soli
  • 125 g miękkiego masła
  • 200 g cukru
  • 3 jajka
  • 200 g jogurtu naturalnego
  • 40-80 g pokrojonej czekolady, w zależności od upodobań

 

  • tłuszcz do wysmarowania foremek lub papierowe papilotki

 

Lukier:

  • 125 g cukru pudru
  • 2-3 łyżki soku z cytryny (w wersji de luxe zastąpić likierem cytrynowym)

 

1. Piekarnik nagrzać do 180°C. Formy do muffinek wyłożyć papilotkami lub wysmarować tłuszczem i bardzo delikatnie, na przykład przez sitko, wysypać mąką.Naszykować dwie miski.

2. Cytrynę sparzyć, dokładnie wyszorować, osuszyć. Skórkę zetrzeć do mniejszej miski, sok wycisnąć i odłożyć. Można odłożyć 3 łyżki do lukru.

3. Mąkę przesiać do miski ze skórką cytrynową, dodać cukier waniliowy, proszek do pieczenia, sodę i szczyptę soli. Wymieszać.

4. W drugiej misce miękkie masło utrzeć z cukrem na pianę.  Dodać sok z cytryny, jajka i jogurt. Dobrze wymieszać rózgą kuchenną.

5. Mąkę z dodatkami dodać do mokrych składników i mieszać łyżką (nie mikserem!) tylko do czasu, aż wszystkie składniki będą wilgotne. Dodać posiekaną czekoladę.

6. Foremki wypełnić ciastem do 3/4 wysokości. Piec w piekarniku na środkowej półce, aż uzyskają złotobrązowy kolor (20-25 minut, w starszych piekarnikach lepiej krócej, w nowych z termoobiegiem można 25 minut). Muffinki wyjąć z piekarnika i odstawić na 5 minut. Po tym czasie wyjąć z formy i ostudzić.U mnie na tym etapie znika kilka pierwszych muffinek.

7. Przygotować lukier. Cukier puder dokładnie rozmieszać z 2 łyżkami soku z cytryny. Jeśli lukier będzie zbyt suchy, dodawać niewielką ilość soku, aż do rozpuszczenia całego cukru. Polać lukrem muffinki i odstawić do zaschnięcia. (A na tym etapie ginie w przełyku połowa. Reszta, która przetrwa, zawsze znajduje amatorów).

Propozycje podania:

  • Do lukru dodać startą skórkę cytrynową dla polepszenia aromatu.
  • Ozdobić jeszcze mokry lukier kolorową posypką, lentilkami, pokrojonymi drobno żelkami lub wiórkami czekoladowymi.
  • Lukier zastąpić polewą z mlecznej czekolady i posypać ziarnami kakao.
  • Wypasiony deser: muffinkę bez papilotki włożyć do wysokiego kieliszka na czerwone wino, polać ciepłym sosem czekoladowym i wyłożyć na górę kulkę lodów waniliowych.
  • The best of the best: Kroić w poprzek na pół, przekładać dżemem cytrynowym lub bitą śmietaną.A nawet kroić na trzy części i przekładać podwójnie plus jeszcze na samą górę kleks z bitej śmietany. Ummmm.
  • I żyli długo i szczęśliwie.

Smacznego!

Pralinki piernikowo-keksowe

Mój tata upiekł piernik i keks. Najwyraźniej dla niego żadne święto czy uroczystość, wcale niekoniecznie Boże Narodzenie nie może się obejść bez piernika. I keksa (-u?).

I bardzo dobrze, bo to się ani nie popsuje, ani nie zestarzeje. Im dłużej poleży, jeśli nie pójdzie od razu, tym lepiej. A jeśli macie trochę zdolności i cierpliwości, możecie spróbować ozdobić je prawie tak pięknie, jak on. Ja nie mam, ale umiem robić zdjęcia.

Tutaj jest zdjęcie z którychś bożonarodzeniowych ozdób. Najnowsze pierniki jeszcze nie są zakończone. Może któryś z nich będzie wyglądał tak:

Porządna dawka kajmaku i błyszczącej polewy kakaowej. Suszona żurawina, morele, rodzynki.

Wiecie, jak bolą zęby od samego próbowania, czy kajmak jest dobry? Ja wiem. Przed chwilą zebrałam łyżeczką z tacy każdą kropelkę, która spłynęła na dół z ciast.

Bardzo bolą. ;)

Możliwe, że któryś będzie wyglądał tak.

Ręczna robota. Na tym zdjęciu już ktoś wylizał kajmak, tylko polewa się ostała. Jeszcze słodsza.

Do takich zabaw potrzebny jest duży stół, blat, stolnica. Mnóstwo suszonych owoców i orzechów. Cierpliwość, kreatywność. I długa pęsetka dentystyczna, żeby nie wkładać paluchów w sam środek. Bo potem zostają ślady i można zidentyfikować psuja po liniach papilarnych.

Przepis na piernik doskonały, który pewnie za pół roku dalej będzie dobry i na pewno się nie zepsuje wrzucę w przyszłości, kiedy będzie odpowiednia pora. Bo dziś miało być o pralinkach. Albo mini-ziemniaczkach .

Kiedy robi się ciasta, to zazwyczaj zostają skrawki, okruszki, resztki ciasta i dodatków. Żeby nie było, że się nieprzyzwoicie obżeram, w myśl zasady kto zjada ostatki, ten piękny i gładki, zrobiłam pralinki. Jakiś czas temu robiłam niemal identyczne z resztek ciasta kopiec kreta. W sumie każde się nadaje, mokre czy suche, czekoladowe czy cytrynowe.

Bierzemy to, co zazwyczaj zjada się po cichu zanim przyjdą goście. Odcięte boki, przypalone wierzchy, nierówne fragmenty… Liczy się chęć. Nikt się nie domyśli, co tam jest w środku. ;)

 

Pralinki z resztek ciasta aka Ziemniaczki

Czas przygotowania: 15 minut | 10 sztuk, jeśli nie zjesz połowy w trakcie |
Stopień trudności: banalne

Składniki:

  • resztki ciasta – około 50 – 80 g
  • czubata łyżka brązowego cukru lub płaska łyżka białego cukru
  • łyżka syropu waniliowego lub 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • płatki owsiane (zmierzcie objętość – tyle samo, co ciasta)
  • 4 łyżki zaparzonej mocnej kawy
  • łyżka kakao (opcjonalnie)
  • 2 kostki czekolady, starte na drobnej tarce
  • 2 łyżki miękkiego masła
  • wiórki kokosowe do obtoczenia

Wiórki można zastąpić brązowym cukrem, drobno siekanymi orzechami, mielonymi migdałami, kakao wymieszanym z cynamonem, kolorowymi kuleczkami do ozdabiania ciast.

W misce rozgnieć dokładnie ciasto na drobne okruchy. Dodaj masło i wgnieć widelcem w ciasto. Dodaj płatki owsiane, startą czekoladę. Polej kawą i syropem waniliowym. Ugnieć dokładnie wszystkie składniki.

Masa powinna być nieco kleista, ale nie płynna. Jeśli będzie zbyt miękka, żeby dać się formować, dodaj troszkę płatków. Jeśli będzie za sucha, dodaj łyżeczkę masła lub łyżkę kawy i znów wymieszaj.

Z masy uformuj kulki jednakowej wielkości, podłużne walce lub niewielkie placuszki. Obtocz dokładnie w wiórkach. Ułóż w jednej warstwie w naczyniu i wstaw na godzinę do lodówki.

 

Dziś mija piętnaście lat od śmierci Agnieszki Osieckiej. W Trójce co chwilę kolejna i kolejna piosenka. W takim razie ja też mam coś dla Was. Chodzę od południa i nucę refren, uśmiechając się pod nosem…

Jak dwa błękity.

Inspiracje

Jeśli czegoś nie napisał Ch. M. Schulz, to znaczy, że to nie istnieje ;)

Kupiłam dziś mrożone truskawki. Co za zapach! Co za smak! W sklepach można kupić świeże truskawki, ale poza obłędnym zapachem i kolorem, mają całą masę pestycydów i zero smaku. Dziękuję bardzo. Ja chcę lato.

Ale kupiłam też sznurówki do butów górskich. Jedną parę. Spójrzcie tylko:

Sześć końcówek. Nie wiedziałam do dziś, że jedna para to trzy sztuki. Reklamować nie będę. Czasem taka jedna sznurówka ratuje zapięcie plecaka, rozwaloną kurtkę czy życie. Inspirujący zakup.

Dobrze mieć zaimpregnowane i wymyte buty. A do tego spakowany plecak. Czuję się dużo lepiej, kiedy wiem, że w każdej chwili biorę gotowy zestaw i wychodzę na pociąg albo autobus. Kilka koszulek, spodnie, ciepłe skarpety, polar, folia NRC, niewielka apteczka, chińskie zupki i czekolady… A plecak znów ciężki jak głaz. Złośliwość rzeczy martwych. A wszystko mi jest potrzebne!

Hej góry, nase góry! Hej góry i doliny!

A Ty – masz czyste buty?

(Chwila przerwy na sprawdzenie. Minuta ciszy dla uczczenia czystych i zadumania się nad brudnymi.)

Buty stop.

Kuchnia play.

Jeśli uważacie, że współczesna kuchnia jest trudna i wymaga wielu umiejętności, spróbujcie zrobić babkę czekoladową według przepisu z Kuchni warszawskiej z 1961 roku. I dopiero wtedy narzekajcie.

Babka czekoladowa

  • 30 żółtek
  • 10 dkg tartej czekolady
  • 12 dkg cukru
  • 25 dkg mąki pszennej
  • 15 dkg drożdży

 

Żółtka z czekoladą ubijać łyżką przez 1/2 godz., a następnie wsypać cukier i mąkę i w dalszym ciągu ubijać przez 1/2 godz. wlać rozrobione gęste drożdże i jeszcze ubijać 1/2 godz. Wylać do formy wysmarowanej masłem i wysypanej bułeczką do 1/3 wysokości, a gdy podrośnie dwukrotnie, wstawić do gorącego pieca na godzinę. Po wyjęciu z pieca wyjąć gorącą babkę z formy i ułożyć na czymś miękkim (często obracając, żeby babka nie zależała się na jedną stronę).

Mgr Jan Dziurlikowski, Babka czekoladowa, [w:] Kuchnia warszawska. Praca zbiorowa. Wydawnictwo Przemysłu Lekkiego i Spożywczego, Warszawa 1961. Str. 397.

 

Trzydzieści żółtek to tyle co nic, prawda? Dziś świat krzyczy, żeby unikać jajek, a żółtek w szczególności. Co to jest takie 30  żółtek dla prawdziwej kucharki. Pestka. Już widzę, jak wyciągacie ze spiżarni jajka i wcale się nie zastanawiacie, co potem zrobić z taką ilością białek. Zróbcie suflet dla wojska. Albo superwielki omlet.

Zachęcił Was ten przepis? Z wielką przyjemnością popatrzę, jak ktoś się męczy przez półtorej godziny i ubija ciasto łyżką. Trudno się dziwić, że ta książka zaleca dorosłym kobietą dietę 2 800 kcal. Jakbym ubijała przez dziewięćdziesąt minut ciasto, to pewnie spaliałbym tyle kalorii, że należałaby mi się cała babka czekoladowa w nagrodę. Żadne fitness nie jest potrzebne, wystarczy stosować się do przepisów.

Swoją drogą, ciekawe, że dawniej ludzie pisali dkg jako dekagram, a dziś spotykam często formę dag. Wolę tę pierwszą.

 

PS. Korzystacie z Pinterest.com? Ja zaczęłam się tym interesować, kiedy na wielu blogach kulinarnych, które czytam, zaczęły pojawiać się czerwone znaczki P. To jest niesamowite źródło pomysłów na każdą okazję. O ile na blogach szukam przepisów, o tyle na Pinterest szukam pomysłów na podanie tych dań.

Prosty przykład. Jajko sadzone ;)

  • Można kupić w wielu sklepach silikonowe foremki do smażenia jajek. Ja jajek sadzonych akurat nie lubię, ale  pomysły mają to do siebie, że można je modyfikować i wykorzystać do czegoś innego – crumpetów, omletów, placuszków, racuchów.
  • Jeśli nie chcecie kupować jednej foremki za kilkanaście złotych, możecie skorzystać z własnoręcznie zrobionych i całkowicie jadalnych. Znalazłam u Ashley Velchek pinezkę z  Flower Power Eggs. Po prostu pokrójcie paprykę w poprzek i wbijcie jajko. Ge-nial-ne!
  • U tej samej kobiety znalazłam też pomysł na sadzone w… muffinkowych foremkach. Służą jako wypełnienie typowych bułeczek śniadaniowych. Na pewno się sprawdzą, jeśli będziecie mieć hordy gości na Wielkanoc albo jesteście szalonymi fanami jajek sadzonych. Można je mrozić…
  • A dla takich wybrzydzających, jak ja, jest słodka wersja i zamiast jajek, wychodzą ciastka. Znalezione u Leah Hayes.

Doświadcz rzeczywistości! Wynurz się! :) Zwykła reklama, a tyle radości.

 

    Take it like a man. Vol.2 + Snickers

    Proszę, proszę. Napisałam o Desperado, a tu dziś pokazali film na Polsacie.

    - Chcesz się wyspowiadać?
    - Może później, ojcze, bo tam, gdzie idę, znowu nagrzeszę.

    Jak powszechnie wiadomo, Polsat to stacja, która daje dużo czasu na robienie kolacji, mycie się, gotowanie wody na herbatę w trakcie oglądania filmu. Już trwa druga seria reklam, a za mną może pół godziny filmu. Napiszę Wam o tym, co dziś dobrego zrobiłam.

    Kiedyś miał nadejść ten dzień, w którym obrzydną mi wszelkie słodycze. I nadszedł dziś. Przegięłam totalnie.

    He stalks the night with no intent
    His brow sweets for innocence
    Take it like a man
    The strange face of love

    Tito & Tarantula.To jest dopiero znacząca nazwa dla zespołu.

    Weź to na klatę, facet. Spróbuj zjeść domowego Snickersa i się nie skrzywić się od ilości słodyczy.

    Ilość cukru w tym czymś, co mi wyszło, przekracza roczne zapotrzebowanie na energię czteroosobowej rodziny. Jakby dało się to przeliczyć na energię elektryczną, to stuwatowa żarówka świeciłaby na takim paliwie tydzień bez przerwy.

    Spójrzmy na to, co zrobiłam i co z tego wyszło.

    Broń Was, Panie Boże, od próbowania co chwilę, czy dobrze smakuje!

    Domowy Snickers

    Najsłodsze danie na świecie. Gwarantuję, że z największą determinacją nie dacie rady zjeść w pojedynkę nawet jednej trzeciej! ;) Przepis na formę 9′ x 13′ (23×33 cm). Ja zrobiłam w takiej formie 18 x 18 cm, ale jest jednak zdecydowanie za wysoki. Umieram z przejedzenia! Przepis pochodzi ze strony How Sweet It Is.

    Szklanka – 250 ml

    Czas przygotowania: 40 minut | Czas chłodzenia: 60 minut | Czas jedzenia: miesiąc | Ilość porcji: 16*

    Dokładnie wysmaruj masłem całą formę. Możesz też wyłożyć ją papierem pergaminowym.

     

    Dolna warstwa czekolady

    • 1 1/4 szklanki groszków czekoladowych lub 2 czekolady deserowe po 100 g
    • 1/4 szklanki masła orzechowego

     

    Rozpuść czekoladę razem z masłem orzechowym i wylej na spód formy. Poczekaj, aż zastygnie i zestali się całkowicie.

    Nugat

    • 1/4 szklanki (55 g) niesolonego masła
    • 1 szklanka cukru
    • 1/4 szklanki mleka skondensowanego (może być niesłodzone)
    • 1 1/2 szklanki pianki Marshmallow Fluff**
    • 1/4 szklanki masła orzechowego
    • 1 1/2 szklanki posiekanych prażonych , solonych orzeszków ziemnych
    • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (zastąpiłam łyżeczką barmańskiego syropu waniliowego)

     

    Rozpuść masło w rondelku na średnim ogniu. Dodaj cukier i skondensowane mleko. Mieszaj, aż cukier się rozpuści, a całość zacznie wrzeć. Gotuj przez pięć minut, mieszając od czasu do czasu. Dodaj piankę Marshmallow, masło orzechowe i wanilię. Mieszaj do rozpuszczenia masła i uzyskania jednolitej konsystencji. Zdejmij z ognia, dodaj posiekane orzechy ziemne i wylej na warstwę czekolady. Odstaw do całkowitego ochłodzenia.

    Karmel

    • 400 g krówek, najlepiej odmiany „mordoklejki”, posiekane
    • 1/4 szklanki (60 ml)  śmietany 30%

     

    Wlej śmietankę do rondelka, dodaj pokrojone krówki i podgrzewaj na małym ogniu. Mieszaj od czasu do czasu, aż całość się rozpuści i uzyska gęstszą konsystencję . Powinno zająć to od 10 do 15 minut. Wylej na warstwę nugatu i pozostaw do zastygnięcia.

    Górna warstwa czekolady

    • 1 1/4 szklanki groszków czekoladowych lub 2 czekolady deserowe po 100 g
    • 1/4 szklanki masła orzechowego

     

    Rozpuść czekoladę razem z masłem orzechowym i wylej na spód formy. Poczekaj, aż zastygnie i zestali się całkowicie. Wstaw najlepiej na całą noc lub nawet 24 godziny do lodówki.

    Już wyobrażacie sobie, jak słodki jest ten Snickers?

    UWAGI

    * Ilość porcji podaję za oryginalnym przepisem. Jak dla mnie, ilość porcji to co najmniej 30!

    ** Jeśli nie przepadasz za lekko słonym smakiem masła orzechowego, dobrze jest kupić właśnie taki mały słoiczek -250 g, ponieważ po zrobieniu Snickersa nie zostanie go dużo. Jeśli jednak lubisz takie wynalazki, możesz zaopatrzyć się w prawie półkilogramowy, taki duży słoik. ;)

    ** Przepis na Marshmallow Fluff lub Marshmallow Creme jest bardzo prosty. Niezbędny jest mikser lub wkurzony mężczyzna, który będzie bardzo szybko ubijał pianę. Polecam mimo wszystko opcję pierwszą.

    Niektórzy robią po prostu warstwę nugatu z rozpuszczonymi piankami Marshamallow, ale to jednak nie to samo. Marshmallow Fluff to bardzo gęsta i słodka piana. Pianki dostępne w sklepie mają zupełnie inną konsystencję.

     

    Marshmallow Creme  (beza włoska)

    Przepis ze strony Bon Appétit. Nieco ponad 2 szklanki.

    Czas przygotowania: około 10-15 minut

    • 1/2 szklanki cukru (podzielone na 90 ml i 35 ml)*
    • szczypta soli
    • 2 białka
    • 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii**
    • 1/8 szklanki / 30 ml/ 2 pełne łyżki stołowe wody

     

    Wymieszaj 90 ml cukru z wodą w małym rondelku na średnim ogniu. Rozpuszczaj cukier bez mieszania, aż osiągnie temperaturę 240°C. Od czasu do czasu zwilżaj brzegi naczynia mokrym pędzlem kuchennym. Ja gotowałam go po prostu na małym ogniu przez 5 minut.

    W tym czasie ubij na sztywno pianę z białek razem z solą. Stopniowo dodawaj cukier i wanilię i ubijaj dalej na dużych obrotach, aż piana znów będzie sztywna. Zmniejsz obroty, ostrożnie i bardzo powoli wlewaj syrop, ciągle miksując. Ponownie zwiększ obroty i ubijaj, aż piana będzie sztywna, lśniąca i bardzo ciągnąca. Zmniejsz obroty i ubijaj dotąd, aż piana wystygnie. Voilà!

    Pyszne. Zbyt pyszne, żeby się oprzeć.

     

    *1 plaska łyżka stołowa = 15 ml. Możesz odmierzyć pół szklanki i odsypać 2 czubate łyżki.

    ** patrz uwagi przy nugacie

    Amen. Po takiej porcji wypadną Ci wszystkie zęby. Twój dentysta Ci za to podziękuje.

    - Podziękowałem ci już?
    - Nie.
    - Zrobię to.

    I odjechał do innego miasta. Z Caroliną. I z gitarą. Tak na wszelki wypadek.

    Geografia geografią, a jeść trzeba

    Czeko-czeko-czekolada! Dla wszystkich przepyszna czekolada co dnia, takiej nie oprze się nikt. Każdy, kto szczęścia raz spróbować by chciał, coś tam, coś tam, coś tam, bla bla bla!

    Ładnie się zaczyna. Więcej (grzechów) nie pamiętam.

    Z serii „żeby nie zapomnieć”, wrzucam dwa proste przepisy, które się sprawdzają niezależnie od nastroju, fazy księżyca czy hektopaskali. Geografia uczuć mnie wygłodziła. Z każdym zdjęciem robiłam się coraz bardziej głodna. Ale trzymam się danej obietnicy, że nie będzie tam o jedzeniu. Będzie tutaj, cha cha. Wszystko się da, jak się tylko chce.

    Dziś: naleśniki i pralinki czekoladowe.

    Naleśniki

    Co by tu napisać. Znacie kogoś, kto nigdy nie jadł naleśników? Zróbcie mu taki klasyk, nie powinien odmówić. Ja lubię takie zwykłe, bez żadnego ubijania piany, bez kombinowania. Patelnie non-stick w dłoń i do dzieła (za dużo angielskojęzycznych blogów czytam, jak to jest po naszemu? Patelnia nieprzywieralna?).

    Czas przygotowania: 10 minut | Czas oczekiwania: 30 minut | Czas pieczenia: 20 minut | 16 sztuk

    Składniki:

    • 200 g mąki pszennej
    • 250 ml mleka
    • 250 ml wody (dobrze sprawdza się gazowana)
    • 2 jajka
    • szczypta soli

     


    Dodatkowo: coś do smażenia – masło, olej, smalec, oliwa.

    1. Wszystkie składniki na ciasto dokładnie wymieszać rózgą kuchenną i odstawić na 30 minut.
    2. Po tym czasie rozgrzać patelnię i wysmarować tłuszczem. Zamieszać ciasto i chochelką (so cute) wlewać na patelnię w takiej ilości, żeby rozlało się cienką warstwą. Gdy powierzchnia jest sucha, odwrócić i dosmażyć.
    3. Kłaść na odwrócony do góry dnem talerz. Co kilka naleśników można ponownie nasmarować patelnię. Amen.

     

    Wersje hard, czyli z gratisami. Do ciasta należy dodać odpowiednio jeden z wymienionych składników, kilka naraz lub wszystkie. Zależnie od farszu i odwagi kucharza:

    • łyżka posiekanych świeżych ziół: koperku, bazylii, zielonej pietruszki, tymianku, estragonu;
    • łyżka koncentratu pomidorowego;
    • łyżka ostrej pasty paprykowej;
    • łyżka suszonego czosnku;
    • łyżka wymieszanych suszonych płatków pomidorowych i ziół prowansalskich;
    • 40 g sklarowanego masła/oliwy;
    • 3 łyżki brązowego cukru;
    • świeży, grubomielony pieprz kolorowy.

     

    Pralinki czekoladowe

    Klasyk czekoholików. Składniki:

    • czekolada.

    Czas przygotowania: 10 minut | Czas schładzania: od 15 minut do całej nocy | Czas jedzenia: zbyt szybki

    Dodatkowe składniki:

    • kolorowa posypka confetti
    • jadalne srebrne i złote kulki do dekoracji
    • ziarna słonecznika, dyni
    • suszona ostra papryczka chilii
    • prażone drobno posiekane orzechy
    • wiórki kokosowe
    • kakao
    • kolorowy mielony pieprz i gruboziarnista sól
    • cokolwiek jeszcze znajdziecie jadalnego i komponującego się ze smakiem czekolady.

     

    Suche(!) silikonowe foremki- specjalne na pralinki lub na kostki lodu.

    1. 80% czekolady* roztopić w kąpieli wodnej (rondelek + metalowa miseczka) lub w mikrofalówce (ceramiczna miseczka, wysoka moc, mieszać co 10 sekund, aż się roztopi).
    2. Zdjąć z ognia lub wyjąć z mikrofalówki i dodać pozostałą czekoladę. Mieszać do roztopienia wszystkich kawałków.
    3. Spróbować. Jeśli czekolada jest zimna – lekko podgrzać. Jeśli jest ciepła – chwilę schłodzić. Znów spróbować. Yummy.
    4. Przygotować foremki. Można je teraz wysypać dodatkami, na przykład kakao lub papryką. Wylać część czekolady, włożyć dodatki, wylać resztę czekolady.
    5. Potrząsnąć foremkami, żeby nie zostało w nich powietrze. Schłodzić.
    6. Delikatnie rozciągając foremki, wypychać czekoladki i zjadać jedną za drugą. Tak. Jeśli zrobicie każdą z innym dodatkiem, będziecie mogli powiedzieć, że tylko próbujecie każdego smaku.

     

    Jeśli chcecie podać takie coś ludziom, możecie każdą pralinkę włożyć do miniaturowych papilotek. O ile zdążycie wyrwać je z rąk tłumu.

    * 10% zjeść przy łamaniu, pozostałe 10% zostawić dla schłodzenia roztopionej czekolady

    Po takiej akcji jestem cała w czekoladzie. Aparat też. Przedstawiamy sobą „słodki” widok, mimo 45% tłuszczu kakaowego w niby gorzkiej czekoladzie. Kolacji nie zjem. Tyle razy oblizywałam palce przy mieszaniu czekolady, że nie jestem głodna. Jeśli się domyję, wrzucę zdjęcia. Trzymajcie kciuki.

    Spojrzałam na ten przepis. Sześć punktów! A to tylko się roztapia czekoladę i wlewa do foremek. Wygląda na to, że jestem dokładniejsza, niż niemiecka instrukcja obsługi.

    18 lutego 2012. Wyszły. Są pyszne, tylko czemu tak mało?

    Additional informations.

    Jeśli chcecie zrobić pancakes, a nie naleśniki, możecie zrobić to według przepisu Nigelli. Kiedy słucham jej słów, oznajmiających, że to PERfect pancakes, sama mam na nie ochotę. Zazdrość mnie zżera, kiedy widzę jej spiżarnię!

    I już ;)

    Pieczone za-razy, czyli rzecz o zapiekance

    Always take a good look at what you’re about to eat. It’s not so important to know what it is, but it’s critical to know what it was.

    Życie jest ciężkie, kowboju.

    Rzecz ma się tak. Bierzesz garść makaronu. Jeśli masz duże dłonie, to będzie duża garść. Jeśli małe, to mała garść. Jeśli masz łapy jak zmutowany chomik, to… sam wiesz. Moment! Chomiki gustują w makaronie?

    Najlepiej, jeśli ten makaron jest gruby. To znaczy – nie spaghetti, nawet nie linguine.

    Ale rigatoni. Casarecce. Farfalle. Penne. Ruote. Coś z tej półki (klik!), a nie z tej (klik). Generalnie – każdy, który nadaje się do sałatki, nadaje się też do zapiekanki. Ja dałam ten z górnego zdjęcia. Jest pyszny i wszyscy się zastanawiają, co to jest takie dziwne, jak go jedzą. Gotujesz al dente. Jeśli to makaron włoski/niemiecki/sycylijski/w ogóle z pszenicy durum i pisze na nim ‚gotowanie 7-9 minut’, gotuj siedem.

    Podstawa to upolować sensowne naczynie, najlepiej szklane i żaroodporne. Spójrz na ilość makaronu. Potem pomnóż ją przez trzy. I sprawdź, czy się zmieści. Jeśli tak – brawo, wygrałeś. Teraz tylko dopasuj pokrywkę! Możesz wysmarować naczynie masłem i zrobić sztuczkę magiczną. Rozgniatasz wielki ząbek czosnku płaską stroną dużego noża. I znów smarujesz. Nie wyrzucaj czosnku, dodasz go do reszty.

    Makaron się wesoło gotuje w jednym garnku, a na rozgrzanej patelni (przecież każdy z Was już ją wyjął, prawda?) podsmażasz paseczki boczku. Albo tłustej kiełbaski. A może szynki? W każdym razie, po usmażeniu powinno bosko chrupać.

    Zdejmujesz z patelni na talerzyk, zostawiasz cały tłuszcz, jaki tylko mógł się wytopić. Teraz wrzucasz pora. Dodajesz masło lub oliwę. Ja podsmażyłam pora w ilości pół torebki śniadaniowej o standardowej pojemności. Zapachy się unoszą, mieszasz makaron długą łyżką. To moment, w którym należy zdjąć okulary i przetrzeć porządnie, jeśli akurat zaparowały. Później nie będzie już czasu!

    Wcześniej oczywiście wyjąłeś z lodówki inne warzywa, które chcesz dorzucić. Paprykę, mini-kolby kukurydzy, fasolkę szparagową. Zapomniany ząbek czosnku. Dodajesz je teraz (chyba, że fasolkę chcesz ugotować, to wrzucasz na 4 minuty przed końcem gotowania do makaronu). Do tego sowita szczypta świeżo zmielonego pieprzu, pół startej gałki muszkatołowej, odrobina soli. Mieszasz energicznie, bo aromaty wydobywające się z patelni dodają Ci sił.

     

    W tym samym czasie, w którym odcedzasz makaron (masz przecież cztery ręce i już się rozdwoiłeś), polewasz hojnym chlustem oliwy i dodajesz do nadzienia cztery ulubione sery. Na przykład takie gatunki jak: feta, parmezan, gouda, capresse.

    Jeśli Twoja Rodzina ma coś przeciwko trzymaniu w lodówce samych serów (bo śmierdzą; bo kiełbasa się nie mieści; bo nie da się ich jeść; bo kto to widział kupować tyle sera), to zatrzymaj się przy połączeniu zwykłego sera żółtego i mozzarelli. Jeśli akurat nie masz nic w lodówce poza serami (proszę, powiedz mi, gdzie mieszkasz i kiedy można Cię odwiedzić?!), możesz kombinować do woli:

    • feta, parmezan, gouda, capresse (wspomniane zresztą);
    • pecorino, ricotta, feta, gorgonzola;
    • wędzona mozzarella, mascarpone, parmezan, mimolette;
    • ementaler, Dziugas, oscypek, twaróg tłusty.

     

    Wiem. Poniosło mnie. Ja dałam pierwszą kombinację, ale z chęcią dodałabym do niej sera z niebieską pleśnią i wędzonego oscypka. Albo brie. Wracając do tematu…

    Wymieszaj dokładnie i spróbuj. Użyj wyobraźni. Jeśli czujesz, że nadzienie jest trochę za suche, żeby mogło jeszcze namoczyć makaron, dodaj solidną łyżkę śmietany. Potem drugą. Jeśli masz całą patelnię warzyw, to nawet trzecią i czwartą. I wreszcie przychodzi pora na Grand entrée. Wykładasz połowę makaronu do naczynia. Na to połowę nadzienia. Na to dodatkowy starty ser na całą powierzchnię. Sera nigdy za wiele, zapamiętaj.

    Jeśli nie masz pewności, czy otrzymana w ten sposób warstwa nie zeschnie się na wiór, polej z każdej strony (w okrągłym naczyniu nie szukaj stron, tylko polej dookoła)  łyżką mleka. Co Ci szkodzi. Na to wyłóż kolejną warstwę makaronu i kolejną warstwę nadzienia. Polej mlekiem dla pewności. Na to duuużo sera. I chrupiący, bardzo chrupiący boczek. Dużo suszonych ziół. Pomidory w proszku. Czerwoną słodką paprykę. Bazylię. Pieprz kolorowy.

    Wstaw do piekarnika, temperaturę ustaw na 180 stopni Celsjusza. Zapiekaj pod przykryciem około 40 minut, aż ser na wierzchu zacznie się rumienić, a boczek będzie cudownie skwierczał.

    Jeśli się opanujesz i nie zjesz całej zapiekanki od razu z naczynia, odkryjesz, że zachowuje się dokładnie tak, jak lasagne. Daje się kroić po 15 minutach. Po kilku godzinach odgrzana smakuje jeszcze lepiej. A gdybyś tak miał więcej czasu przed pieczeniem i przygotował ją rano, a potem tylko upiekł… 100 % gwarancji zadowolenia!

    Podając do stołu, możesz krzyknąć niczym Julia Child:

    Bon Appétit!

     

    I na koniec coś na deser.

    1. Co mógł jeść na śniadanie Twój sąsiad?
    2. Odkryj, co to jest con-KEEL-yay! Jak wymawiać śmieszne włoskie nazwy makaronu?
    3. Dlaczego warto poznać przyszłą teściową i co mają do tego buraki?
    4. I jak zrobić mus czekoladowy, mając tylko pięć minut, czekoladę i wodę w kranie?
    5. Dlaczego miłość wcale nie jest ładna?

    Pozdrawiam siarczyście. Mroźnie. Zimowo.

    Zytka Maurion 2012