Pieczony czosnek – minimum wysiłku, maksimum smaku

Jedliście już w tym roku pieczony czosnek?

Czosnek jest dobry na wszystko:

  • smarowidło na świeży chleb z masłem;
  • dodatek do sosów;
  • wymieszany z mascarpone jako krem do nadziewania;
  • ze szpinakiem, gorgonzolą i gałką muszkatołową – nadzienie do ptysiów;
  • posiekany i dodany do zimnego sosu pomidorowego – dip do przystawek;
  • tak naprawdę niewiele jest dań, do których nie pasuje. Może poza słodyczami. :)

Czytaj dalej

Zupa szpinakowa w 5 minut

Jeśli potrzebujecie przepisu na szybką zupę, a jesteście w stanie zaakceptować kostkę rosołową (lub macie jej porządne odpowiedniki zamrożone/zasolone w słoiczku/kupione w sklepie ekologicznym), czas na zupę w stylu „Co wyjmę na obiad, będzie pyszne!”. :)

Zupa szpinakowa intensywnie zielona

Przygotowanie: 5 minut | Trudność: dziecinnie proste | Wyposażenie: garnek i blender

Składniki:

  • 1 opakowanie (450g) szpinaku mrożonego w liściach
  • 500 ml bulionu (może być z kostki)
  • 50 g gorgonzoli, rozdrobnionej
  • 2 łyżki śmietany 18%
  • 3 duże ząbki czosnku
  • pół gałki muszkatołowej
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • tarty ser do podania (cheddar, dziugas, gouda, pecorino, ricotta, feta)
  • grzanki do podania

Przygotowanie:

  1. Zagotować bulion i wrzucić do niego lekko posiekany szpinak (bez rozmrażania, po prostu spróbować go rozdrobnić). Dodać startą na drobnej tarce gałkę i gotować przez chwilę, aż się rozmrozi. Zmiksować blenderem na piękną zupę krem lub zostawić kawałeczki szpinaku.
  2. Dodać gorgonzolę, śmietanę i wyciśnięty czosnek. Doprawić solą w razie potrzeby i obowiązkowo pieprzem (kolorowym lub białym). Wymieszać do rozpuszczenia sera
  3. Podawać od razu z dowolnym serem, z grzankami czosnkowymi, bagietką, tortillą…

Smacznego!

* Ja użyłam szpinaku, który zamroziłam w tamtym roku samodzielnie. Do zupy dodałam ser cheddar, ponieważ pięknie się rozpuszcza i dodaje smaku.

*Warto ozdobić zupę świeżymi ziołami i kawałeczkiem białego sera (np. ricotty), co jeszcze podkreśli jej piękny kolor.

Cukinia faszerowana kuskusem i gulasz z indyka

Lato w pełni, więc i deszcz jakiś taki był w pełni. Rozlało się za oknem, także wczoraj prawie cały dzień miałam na siedzenie (?!?) stanie w kuchni. Ponieważ na budowie mam trzech mężczyzn ze Śląska i jeden coś wspominał o roladzie z modra kapusta, to wyjęłam na obiad mięso.Może nie każdy uważa gulasz z indyka za prawdziwe, (ciężkie i najlepiej czerwone) mięcho. Niektórzy pewnie w ogóle nie uważają tego za MIĘSO. Ale w końcu gotuje kobieta i nie ma się co dziwić.

Ale w końcu gotuję ja!

(C) Zytka Maurion 2014

Czytaj dalej

Grillowane 5C – cukinia, cebulka, camembert, chleb z czosnkiem

Propozycja jest prosta. Grillowanie  powinno dostarczać maksimum przyjemności przy minimalnej ilości wysiłku. Takie proporcje gwarantują dobrą zabawę i dużo czasu na cieszenie się jedzeniem, zamiast całego dnia przygotowań, dziesięciu minut grillowania i kilku sekund, które potrzebne są zgłodniałym gościom do połknięcia wszystkiego w ekspresowym tempie.

 

Jeśli kiełbaska z ogniska zdecydowanie nie jest w Waszym guście lub szukacie czegoś nowego, co pobudzi Wasze kubki smakowe i wyobraźnię, spróbujcie grillowanych warzyw i sera z ziołami. Do tego podajcie bagietkę z masełkiem czosnkowym.

Grillowe 5C – cukinia, camembert, cebula, czosnek, chlebek

Składniki dla 4 osób:

  • dwie duże cukinie
  • kilka główek czosnku
  • 4 sery camembert (ok.120 g na osobę)
  • 4 bagietki lub niski pszenny chlebek
  • 4 duże cebule
  • świeże zioła w ilości ogromnej – tymianek, oregano, bazylia (ew. suszone zioła włoskie, prowansalskie, suszone pomidory w płatkach)
  • sól i pieprz
  • oliwa z oliwek, olej ryżowy
  • 50 g dobrego masła

 

Przygotowanie:

  1. Cukinie pokroić na grube, co najmniej centymetrowe plastry, wrzucić do głębokiej miski. Posiekać drobno kilka ząbków czosnku, część ziół i wymieszać razem z kilkoma łyżkami oliwy. Mieszankę dodać do cukinii, dobrze wymieszać i odstawić na minimum godzinę.
  2. Sery odwinąć z opakowania, do każdego kawałka przygotować grubą folię aluminiową (na tyle dużą, żeby ser dało się zawinąć). Posmarować lekko oliwą folię, na to wyłożyć ser i na wierzch świeże zioła. Zawinąć w folię. Można przygotować wcześniej i trzymać w lodówce lub od razu przed grillowaniem.
  3. Masło połączyć z główką zmiażdżonego czosnku, dobrze ugniatając łyżką lub widelcem. Chlebek lub bagietkę pokroić w ukośne plastry tak, żeby spód pozostał w całości (!). W utworzone kieszonki wsmarować masło. Zawinąć w grubą folię aluminiową lub położyć na tacce do grillowania.
  4. Cebulę obrać z zewnętrznych warstw, pozostawiając ogonek i twardą część od korzenia. Pokroić wzdłuż na pół, jeszcze raz na pół. Powtórzyć, żeby uzyskać 8 półksiężyców. Włożyć delikatnie do miski, żeby się nie rozpadła. Posypać dużą ilością świeżego tymianku i polać chlustem oliwy.
  5. Wszystkie składniki poza chlebem lub bagietką grillować około 10 minut na dobrze rozżarzonym grillu. Obracać od czasu do czasu na drugą stronę. Chleb lub bagietkę grillować, aż będzie chrupiąca, ale nie przypalona.

 

Smacznego!

Przepis dodaję do Mikserowej akcji Izzy - Wegetariańskie grillowanie.
Wegetariańskie grillowanie

Się dzieje się!

Był u Was Święty Mikołaj? Ja mocno wierzę, że do mnie przyjdzie, jak skończy się huragan. Bo kto łaziłby w taką pogodę!

Normalnie szaleństwo w biały dzień. Biały tak dosłownie, bo wczoraj wchodząc do domu było biało. Coś pomiędzy bardzo gęstą mgłą a burzą piaskową. Naszą budowę ogarnął szał szlifowania. Jeden koleś jedzie z taka maszyna i zdziera ściana. A drugi, kładzie w tym czasie kafelki. Trzeci maluje sufit. Ja nie wiem, czy to właściwa kolejność. Jeden syfi, a drugiemu to pewnie oblepia cały pędzel i nasz sufit przy okazji.

Ten dym spowija całe jedno pomieszczenie. I całą resztę zupełnie nie wiadomo czemu. Pewnie ot, tak sobie.

Czytaj dalej

Rigatoni z brokułami

Danie, które mnie zaskoczyło bardzo pozytywnie. Przepis znalazłam w najnowszym magazynie La Cucina Italiana. A jak wiadomo, Włosi mają doskonałe i proste pomysły na makarony. A jeden lepszy od drugiego. Potrzeba dwóch głównych składników: makaron typu rigatoni (możecie też wybrać inny, ja wzięłam elicolidali) i brokuły. Przydaje się nam bardzo na budowie zamrażarka, bo nie trzeba po każdą rzecz jeździć do sklepu albo chodzić po cztery kilometry na wycieczkę. Parę odwiedzin na targu i wszystko grzecznie czeka na swoją kolej.

Resztę składników (czosnek, kapary, anchois)  można kupić wcześniej i nie przejmować się, że coś zostanie. Propozycje, jak jeszcze je wykorzystać znajdują się pod przepisem. :)

(C) Zytka Maurion 2013

Czytaj dalej

Zachód zachodem

… ale wschód musi być po naszej stronie!

Nadchodzą coraz dłuższe dni. A co za tym idzie, wschód słońca będzie coraz wcześniej. A pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno, a widziałam wschód o ósmej. I zaspanymi oczami, dłońmi szukającymi filiżanki kawy i neuronami w mózgu, wciąż działającymi w trybie uśpienia, zrobiłam to zdjęcie. Niby zdjęcia robi się aparatem. Ale to już by było czepialstwo. A potem, żeby wszystkich zazdrość wzięła i szlag trafił, pokazywałam je każdemu, kto się napatoczył.

Że ja tak mam na co dzień. Że jak wstanę i wyjrzę przez okno, to właśnie tak jest. I że zamiast parkingu kilkanaście pięter niżej albo ruchliwego ronda, mam widok na polanę i las. Że mam niepowtarzalne okazje. Stworzone jakby tylko dla mnie.

Oczywiście nie wierzcie, że tak jest codziennie. Dzień później przyszła gęsta mgła i jak wychodziłam po drewno, to ledwo widziałam na kilka metrów. A gwiaździste niebo widziałam dopiero w połowie stycznia i to tylko przez minutę. Bo sypał śnieg, a jak śnieg, to i chmury są. Proste.

Ale jakby się nie upierać, byłam the one and only, która miała 14 grudnia 2012 roku taki widok z okna.

I pomyśleć, że można mieć tak codziennie. Tylko weź się obudź człowieku, wygrzeb spod cieplutkiej pierzyny, znajdź aparat, uruchom go i jeszcze spróbuj zdążyć, zanim krajobraz zmieni się nie do poznania. Łap chwilę!

Jak to mówią, nawet największe szczęście nie jest szczęściem, jeśli nie masz się z kim nim podzielić. I wtedy myślę, że prąd się przydaje, nie tylko na parę godzin w sobotę po południu, żeby naładować akumulator. Ale szczególnie wtedy, gdy dzieje się coś pięknego, a Ktoś Bliski jest daleko. Tu przecież trzeba tak niewiele, a jak wspaniale razem można marzyć.

Zdumienie. Coś, czego nie da się perfekcyjnie udawać. Świat jest tak zrobiony, że szczere zdumienie ma w sobie taką iskrę. Niepowtarzalną energię, zdolną odmienić wszystko. Coś doskonale znanego nagle Cię zaskakuje. I  widzisz rzeczywistość inną, niż chwilę temu. Niby nic się nie zmieniło. Ale zmieniło się w Tobie i to ma znaczenie. Nic nie będzie takie samo. Ani lepsze, ani gorsze. Będzie inne.

Zbieram takie zdumienia. Że świeży rozmaryn sprzedają w słowackim Tesco i że myszy się go nie imają. Że zupa z tymiankiem przywraca myśli o swoim domu, chociaż tymianku może w nim nie było. Że zupa czosnkowa z czterech ząbków czosnku jest bardzo delikatna, za to z dwudziestu jest BARDZO aromatyczna, ale żołądek boli po niej przez dwa dni. Zębów też myć nie trzeba, bo skóra przechodzi czosnkiem i takie mycie zębów tylko psuje efekt. W końcu czosnek sam w sobie jest antyseptyczny czy jakiś tam.

Takie proste zdumienia. Chwile, do których warto wrócić, żeby stworzyć je na nowo i po raz kolejny. Żeby wypić setny raz czarną herbatę i poczuć jej smak, jakby to była pierwsza herbata w życiu. Żeby spróbować Primitivo i w zupełnie innym miejscu, w kompletnie innych okolicznościach, mieć wrażenie, że czas się zatrzymał. Smakować życie.

Prostota. Kto jej szuka zbyt głośno i zbyt szalenie, może jej nigdy sam nie odnaleźć. Zbyt dużo myślenia nie sprzyja przecież działaniu. A tu chodzi tylko o to, żeby przejść do działania. Pokroić wszystko, dodać oliwy, soku z cytryny, soli i pieprzu. Podzielić się obowiązkami przyjemnościami – kto robi kawę, a kto idzie po ciastka? Usiąść i zjeść pół takiej ogromnej miski sałatki, jakby to było nic.

I wcale nie myśleć o tym, że jak dziś zjemy wszystkie kabanosy, pomidorki koktajlowe, czarne i zielone oliwki, to następne może będą za tydzień. A ty s(obi)e radź. Ale jak smakuje taka sałatka. I takie warzywa – wyczekane, śniące się po nocach, wywołujące skręt żołądka na samą myśl, że by się zjadło.

Chcąc, nie chcąc, przechodzę przez szkołę pragmatyzmu i cierpliwości. Potem dochodzi do kulinarnej rozpusty i jak przez tydzień wymyślam dania z jednego selera, ziemniaków i cebuli, tak potem dostaję oczopląsu na widok tylu dobrych rzeczy naraz. Dla mnie. Dla nas. Dwa dni wcześniej mam milion pomysłów. Aż czasem głupio o nich mówić, bo niektóre wymagają niezłego biegania po sklepie. Nie mojego biegania. I nie wszystkie są możliwe do zrobienia. Chociaż… za każdym razem przekonuję się, że ograniczenia tkwią w głowie, nie w okolicznościach. Da się, wykorzystując piec kaflowy, zrobić dużo więcej. Współczesnemu człowiekowi, dzierżącemu piekarnik z termoobiegiem w dłoni, może się wydawać, że to jest koniec świata. A tu chleb można piec, rogaliki, scones, pora z gorgonzolą, karmelizowane warzywa, ciasto bananowe, muffinki cytrynowe i w sumie to wszystko, co tylko się wymyśli. Jeśli znajdzie się dobra dusza i przyniesie na swoich plecach trochę (trochę?! masę!) składników. Masło o smaku i wyglądzie masła na ten przykład. Albo całą epę maszketów.

Także szkołę wdzięczności też mam. To chyba najcięższa szkoła, ale mam nadzieję, że po moich wygłodniałych oczach widać, jak bardzo mnie wszystko cieszy. Bo cieszy sam gest. Sama chęć. Obecność. Jedzenie jest niezwykle ważnym dodatkiem do Osoby, ale wciąż dodatkiem. Wiadomo – im więcej można wymyślić, tym radość większa, że oto wreszcie nie gotuję tylko dla siebie. Że tak, właśnie tak, tu i teraz, będzie z kim usiąść przy stole, spojrzeć na siebie i spytać: Może sałatki?

Pochwała prostoty

Młody czosnek, dodany do pierogów ze szpinakiem. Jeden ząbek to za mało. Cztery główki to też za mało, nawet z listkami!

Szalenie orzeźwiający smak. W połączeniu z ricottą, gałką muszkatołową, solą i kolorowym pieprzem. Pierożki polane masełkiem, z dodatkową porcją pieprzu.

Mmmm. Nie chcieć więcej od życia, to podstawa. Spróbować raz i już zawsze kojarzyć smak lata z takim czosnkiem.

:)