Muffinki cytrynowe z makiem – przepis z budową we wstępie

A miało być tak prosto. Tego samego dnia, w którym opisywałam wycieczkę na Nikisz, miał być przepis na muffinki. Takie uwieńczenie wycieczki. A tu życie, jak zwykle, potoczyło się po swojemu. Na naszej wsiowej budowie wciąż czeka nas sporo wyzwań i postanowiliśmy, korzystając z okazji powrotu na Śląsk, zwiedzić markety budowlane i inne przybytki z materiałami na meble kuchenne, schody, lampy, sofy i takie tam drobiazgi.

Czytaj dalej

Tarta cytrynowa z bezą włoską – dla Sroczki

Zrobiłam dziś ze czterdzieści kilometrów na rowerze. Gdyby moja łąkotka mówiła, na pewno nie byłyby to słowa kulturalne. Ledwo żyję, ale zrobiłam tartę cytrynową. Wczoraj Sroczka rozmawiała ze mną o tartach i tak mnie zachęciła, że zrobiłam ciasto. Nasmarowałam trochę za bardzo formę z wyjmowanym dnem i zamiast złocistego spodu, wyjęłam jeszcze surowy, za to w kłębach dymu… Nie pozostało nam zrobić nic innego, jak otworzyć okna, włączyć okap i wyjść z domu.

Druga próba odbyła się dzisiaj wieczorem. Co się dało, zeskrobałam z dna piekarnika, trochę się tam wygrzało i dym już nie wypełzał z piekarnika. Zeszło mi strasznie długo z robieniem czegokolwiek, bo czytałam sto razy to samo zdanie, chwiejąc się na nogach i dalej nie mogłam zrozumieć, o co tam chodzi. A wystarczyło wszystko wymieszać i podgotować.

Tarta cytrynowa jest jedną z moich ulubionych. Robiłam ją kilka razy i nie mam pojęcia, czemu jeszcze o niej nie napisałam? Można ją przygotowywać partiami: dzień wcześniej rozbić jajka i odłożyć białka na bezę, podpiec spód. Następnego dnia tylko upiec wszystko po kolei i już!

Tarta jest pyszna. I tyle. Z dedykacją dla Sroczki, która stała się wczoraj moją Muzą Kulinarną. :)

Czytaj dalej

Szpajza czekoladowo-cytrynowa i goście na budowie

Witajcie w niedzielny poranek.

Czy można tak napisać pięć po dwunastej w południe? :)

Mieliśmy tydzień temu ostatnich gości. Można by rzec, że to taka kolejna parapetówka, jakich dużo u nas się narobiło. Goście przyjechali, zjedli pięknie to, co naszykowaliśmy i zapomnieli wziąć od nas kapustę kiszoną. A my zapomnieliśmy spakować im od razu do samochodu, jak przyjechali. Nic straconego, w końcu teraz mieszkają niedaleko, to można im następnym razem po drodze podrzucić.

Na śniadanie była szpajza. Słyszeliście o tym? Ja się dowiedziałam niedawno z jednej śląskiej strony i postanowiłam zrobić nieoryginalną. Ponoć na niedzielę szykuje się prawdziwą cytrynową, ale co tam, zrobiłam po swojemu i nie żałuję.

Czytaj dalej