Mój pierwszy raz z jarmużem (sałatka z jarmużem)

(C) Zytka Maurion 2014

Z rozmowy podczas drogi:
On (patrząc na pola z położonym zbożem po ulewnych deszczach): Zobacz, jakie pola! Musiało nieźle lać.
Ja: Zastanawiam się, jak wygląda nasza sałata? Może nic jej nie będzie.
On: Wiesz, że o tym samym myślę? Pewnie urosła.
Ja: A jakby jej coś było, to trudno. Pięćdziesiąt groszy [za jedną sadzonkę] jakoś przebolejemy. Najwyżej kupimy główkę.
On: A te wszystkie zabiegi pielęgnacyje? A opieka? A podlewanie? A… czułe myślenie o sałacie, jak nas nie było?
Ja: No tak. Najwięcej nas kosztowało to myślenie o sałacie!

Czytaj dalej

Jak to się stało, że mi wypiłaś moje kakao?! (Zupa botwnikowa na budowie)

Przecież to mój kubeczek, to mój kubeczek z wiewiórką jest!

Jak to miło, kiedy na naszej budowie pojawiają się Pierwsi Goście Na Noc i jeszcze Pani Gość (bo przecież nie jakaś Gościni!) zna taką samą piosenkę, jak ja!

To było dla nas niezłe wyzwanie z tymi Gośćmi. Dzień wcześniej panowie przywieźli nam zamrażarkę, czyli cudo techniki na równi z pralką, lodówką i ekspresem do kawy oraz wszystkim, co wiek dwudziesty zaproponował dwudziestemu pierwszemu. Cudo na równi z Ferrari? Jak dla mnie nawet lepiej.

Zakupiliśmy na okoliczność zaposiąścia (lub też zaposiądnięcia)  z dziesięć kilo papryki, reklamówkę fasolki szparagowej, selery i inne dobra targowe. W pierwszym dniu po przyjeździe zajmowałam się tylko:

Czytaj dalej

Jest! Jest! Jest! Toaleta!

Oł je je je! Waka! Waka!

Aż chcę tańczyć i skakać. Mamy w końcu kibelek na naszej budowie! Koniec z wychodzeniem zimą, wiosną, latem i jesienią na zewnątrz do domku z serduszkiem! (Wprawdzie u nas jest kwadracik, ale po dupce wieje jednakowo.) Od niedawna jest nawet z aire acondicionado, czyli rurą „wyziewową” jako wentylacją, ale to jednak nie to samo, co ceramika łazienkowa…

Czytaj dalej

Wyznanie kolejne – bez numeru

Mam dość upału. Dość tego, że w cieniu jest TRZYDZIEŚCI OSIEM stopni Celsjusza. W środku domu – od +26 w piwnicy, gdzie się przenieśliśmy z materacem, do ponad +30 na górze, gdzie ma być sypialnia.

Jeszcze półtorej tygodnia temu mój mężczyzna przebąkiwał tylko coś o klimie, a teraz powiedział z całą stanowczością, że ile by to nie kosztowało (a podobno nie kosztuje majątku), to on bez tego nie wytrzyma. Rośliny na zewnątrz też ledwo przędą. Tak wyglądały przed upałami. Teraz… gorzej.

Czytaj dalej

CHWDP z ŚWM i czerowne porzeczki z pokorą

Czyli Chorzów Wita Donalda Tuska (Śląskie Wkurzone Miasteczko). Nieźle się zapowiada to całe przedstawienie. A że ja mam dość polityki, siedzę daleko od wszelkich takich głupawych wystąpień kogokolwiek, daleko od debilizmu, propagandy i pustych deklaracji. Rwę sobie czerwoną porzeczkę, potem objadam się nią razem z brązowym cukrem waniliowym (nie wanilinowym! takim REAL) i bitą śmietaną. Prawdziwa bitter-sweet symphony.

W ramach odstresowania popatrzcie, jakie piękne cukinie nabyłam na początku maja w Pradze. Zjedliśmy je potem jako stir-fry. Takie same piękne panienki – okrągłe (bo żonę podobno wziąć sobie od razu grubą, żeby po ślubie nie było zaskoczenia), dorodne i z błyszczącą skórką – widziałam we Włoszech. I jeszcze bardziej im zazdrościłam, nie tylko gór, klimatu, ale już wszystkiego na dobre!

Czytaj dalej

I’m bursted!

Tam dom twój, gdzie serce twoje.

To mogę powiedzieć, że mam gdzie mieszkać. I jestem rozerwana na stos kawałków. Szczególnie po tym szalonym tygodniu, w którym spotkałam i poznałam tyle osób, dla których warto było zostawić po sobie kawałek mojego serca. W przybliżeniu, moje serce (i jak mniemam, również Wasze) wygląda tak: ♥.

À propos , znacie anegdotę o George’u Bernardzie Shaw, jak zamówił befsztyka i kelner zachęcał go do zjedzenia, mówiąc, że „befsztyki u nas są delikatne i miękkie jak kobiece serce”? Shaw, słysząc to, od razu poprosił o gulasz. ;)