Żyję, żeby jeść tortillę! :)

Taki tytuł ma mój album z jedzeniem na FB. Tortilli nie ma w tytule. Reszta się zgadza. Czy ja muszę coś dodawać?

Odpoczęliście w Święto Flagi? Mieliście swój kotylion? A może słońce opaliło dziś Was na biało-czerwono (albo też skorzystaliście z bardzo niezdrowej alternatywy typu solarium)? Dzień jeszcze się nie skończył…

Ja podjęłam dziś decyzję dotyczącą jakiejś części mojego życia. Czyli mówiąc wprost, zrezygnowałam z pewnej pracy. Po obliczeniu wszelkich kosztów, wszelkich noclegów, wszelkich dojazdów i innych kwestii, wyszło na to, że więcej stracę, niż zarobię. Co to ma wspólnego z jedzeniem? Bez pracy nie ma kołaczy. Ale z taką pracą też by nie było. Kroczę w kierunku upragnionej prostoty.

Ale to już detale. Nieważne. Idźmy dalej, dopóki dzień trwa, a prąd daje szansę na kliknięcie „Opublikuj”.

Czy prostotą można nazwać jedzenie zupy pałeczkami? Albo przygotowywanie herbaty przez godzinę? Albo śpiewanie długich pieśni przed posiłkiem, kiedy jest się bardzo głodnym?

Jeśli w danej kulturze taki sposób spożywania posiłku jest podstawowy i głęboko zakorzeniony w umysłach i duszach narodów, to oczywiście, że tak. Jeśli przygotowanie jedzenia inną metodą powoduje, że obrażamy duchy przodków i w dodatku zaburzamy wielowiekową tradycję, to oczywiście, że tak. Jeśli…

Każdy powód jest ważny i znajduje uzasadnienie. Nie tylko ludowe, ale przede wszystkim naukowe. To, co dawniej ludy odkrywały metodą prób i błędów, obecnie potwierdza i ponownie wykorzystuje nauka na przykład w leczeniu chorób.

Ale są też bardzo prozaiczne powody. Zwykły, szary człowiek może wykorzystać naukę i doświadczenie milionów ludzi na świecie, żeby jego własny obiad był lepszy, smaczniejszy i godny miana obiadu. Ot tak, zwyczajnie.

Biorę do rąk opakowanie tortilli. Szeleści, kruszy się, chrupie i chrzęści w zębach. Wysypuję je na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Wyjmuję z lodówki pierwszy lepszy ser, ścieram na tarce. Wrzucam całość na kilka minut do piekarnika. W tym czasie miksuję pomidory z puszki razem z czerwoną cebulką, chilli i podgrzewam. Danie na upał idealne. Do tego wielki dzbanek zimnej mięty z lodem.

Nic więcej mi nie potrzeba. Błękitne niebo jest. Góry wysokie będą. Droga szeroka o kształcie i wyglądzie torów też. Słońce złote i mocny wiatr na łódkach były. Jak tu nie być szczęśliwym człowiekiem, kiedy do całego zestawu „tego, co mi potrzeba”, dostałam jeszcze cudownych znajomych z poczuciem humoru, dystansem do życia i apetytem?

Aha! Jeszcze nie odchodźcie! Mam dla Was niespodziankę. Pamiętacie FoodPairing, o którym kiedyś pisałam? Też mają swoją stronę na Facebooku i dziś znalazłam tam film sensacyjny. Poza tym, że facet prowadzący wykład i degustację jest nieco stuknięty (szalony mistrz czekolady), to w dodatku zaraża tym ludzi na sali wykładowej. Teksty ma lepsze, niż nasi polscy kabareciarze.

Czekoladowe ostrygi? Czekoladowy błyszczyk do zabaw we dwoje? Czekolada… wypita dosłownie jak pierwszy łyk mleka matki? Pomysły jak z filmów z Louis’em de Funès. Wszystkie zrealizowane i WYPRÓBOWANE. Jeśli ten facet przyjedzie do Polski, będę pierwsza w kolejce po bilety!

Wasze życie nigdy nie będzie już takie same*.

 

* tekst może oklepany, ale jaki prawdziwy :)

Zupa na gwoździu

Tak myślę, czy ktoś z Was robił kiedyś zupę na gwoździu albo zupę-nic? Ja jeszcze nie robiłam, bo długie gwoździe wszystkie zardzewiały. Ale za to wiem, że do prażonego popcornu pasuje gotowany kurczak, mango, ryż basmati i sos sojowy. Niekoniecznie wszystko naraz. Można również próbować kombinacji z czarnymi oliwkami, tostami, papryką i pieczonymi ziemniakami. Albo po prostu z kolumbijską odmianą kawy arabica. Mmm.

Wiem to wszystko dzięki stronie FoodPairing, którą kiedyś poleciłabym wszystkim, a obecnie nie wszystkim. Jest to strona fanatyków naukowego podejścia do jedzenia. Kuchnia jest wielkim laboratorium, w którym najlepsi szefowie szukają nowych połączeń smaków i aromatów. Można sprawdzić, co z czym smakuje lepiej, a co zastąpi coś innego. Niestety, za pieniądze. Jakiś czas temu strona nie była aż tak rozbudowana, ale za to całkowicie darmowa i stanowiła naprawdę powalające źródło wiedzy o setkach artykułów.

Jedno poszło w dobrym kierunku – bez żadnego logowania można zobaczyć niesamowite pomysły na dania. Przykład? Chipsy ziemniaczane z kremem z Brie i wanilii. Brzmi poniekąd idiotycznie, ale zobaczcie sami, jak pięknie wygląda. I przekonajcie się, że smakuje nieziemsko. Agar i wanilię można dostać w sklepach ze zdrową/orientalną żywnością, to wiem na pewno ;)

Warto przeczytać opis foodpairing na stronie kuchnia.tv.

Cygan i baba

Mówią ludzie, że przed laty
Cygan wszedł do wiejskiej chaty,
Skłonił się babie u progu
I powitawszy ją w Bogu
Prosił, by tak dobrą była
I przy ogniu pozwoliła
Z gwoździa zgotować wieczerzę –
I gwóźdź długi w rękę bierze.
Z gwoździa zgotować wieczerzę!
To potrawa całkiem nową!
Baba trochę wstrząsła głową,
Ale baba jest ciekawa,
Co to będzie za przyprawa;
W garnek zatem wody wlewa
I do ognia kładzie drzewa.
Cygan włożył gwóźdź powoli
I garsteczkę prosi soli.
– Hej, mamusiu – do niej rzecze –
Łyżka masła by się zdała. –
Niecierpliwość babę piecze,
Łyżkę masła w garnek wkłada;
Potem Cygan jej powiada:
– Hej, mamusiu, czy tam w chacie
Krup garsteczki wy nie macie? –
A baba już niecierpliwa,
Końca, końca tylko chciwa,
Garścią krupy w garnek wkłada.
Cygan wtenczas czas swój zgadł,
Gwóźdź wydobył, kaszę zjadł.
Potem baba przysięgała,
Niezachwiana w swojej wierze,
Że na swe oczy widziała,
Jak z gwoździa zrobił wieczerzę.

W naszej propinacyji coś pono tak spadnie,
Kto Cygan, a kto baba, łatwo każdy zgadnie.

Hrabia Aleksander Fredro