Tak tylko cichutko

Właśnie wróciłam z filmu Nietykalni. Wybierałam się na niego od maja, ale przez ciągłe zmiany miejsc „zamieszkania” albo nie trafiałam na dobrą godzinę do większego miasta, albo już nie grali. Na szczęście dla mnie, kino Muranów jest kinem studyjnym, także tam repertuar nie zmienia się co tydzień.

Wchodząc do budynku, nie czuje się zapachu popcornu. A na sali nikt nie szeleści papierkami z chipsów.

Miałam ochotę płakać, że film się skończył. Bo poza tym, śmiałam się tak, że prawie spadłam z fotela. A przy wyjściu wszyscy się do siebie uśmiechali… To nie była cukierkowa bajka romantyczna. To był film, jakich mało. Ale za to wzbudził na twarzy uśmiech typu „banan” na długie godziny.

Magia dnia codziennego. Szaleństwo życia. Radość z prostoty. Wariactwo!

A w poniedziałek idę na Jiro śni o sushi. Czekałam na ten film od ponad roku. I w poniedziałek w Muranowie są bilety po 11 złotych. :D

 

Zytka Maurion

 

PS. To było niesamowite. Takie małe znaki od Życia, że jest ok. Wracałam autobusem 111. O 22:22. A w ciągu dnia było pewnie ze 33 stopni.