Konfitura cytrynowa – hit sezonu :)

Nic w chorobie nie poprawia humoru bardziej, niż własnoręcznie przygotowana konfitura cytrynowa. Cudowny wynalazek. Nie trzeba biegać po cytrynę do sklepu, a w dodatku czarna herbata z takim „wkładem” i miodem smakuje wyśmienicie.

Przygotowanie jest nieco czasochłonne, ponieważ z każdej cytryny trzeba wykroić białe albedo, żeby konfitura nie wyszła bardzo gorzka. Efekt jest jednak imponujący i warty włożonego wysiłku.

Polecam szczególnie teraz, kiedy na rynku dostępne są najlepsze cytrusy. My zrobiliśmy od razu z ponad pięciu kilogramów owoców i nie żałujemy. Jak już siedzieć przy stole i dłubać nożem w skórce, to lepiej zrobić to raz, a porządnie, niż bawić się kilka razy.

Przepis poniżej:

Czytaj dalej

Się dzieje się!

Był u Was Święty Mikołaj? Ja mocno wierzę, że do mnie przyjdzie, jak skończy się huragan. Bo kto łaziłby w taką pogodę!

Normalnie szaleństwo w biały dzień. Biały tak dosłownie, bo wczoraj wchodząc do domu było biało. Coś pomiędzy bardzo gęstą mgłą a burzą piaskową. Naszą budowę ogarnął szał szlifowania. Jeden koleś jedzie z taka maszyna i zdziera ściana. A drugi, kładzie w tym czasie kafelki. Trzeci maluje sufit. Ja nie wiem, czy to właściwa kolejność. Jeden syfi, a drugiemu to pewnie oblepia cały pędzel i nasz sufit przy okazji.

Ten dym spowija całe jedno pomieszczenie. I całą resztę zupełnie nie wiadomo czemu. Pewnie ot, tak sobie.

Czytaj dalej

Żeby się tak dało, jak się nie da!

Witajcie po przerwie. Witojcie!

Taaaaak. Odwiedziliśmy dziś Liroja, jak mówimy na pewien market. A tam wszyscy poprzebierani za górali. Kamizelki, białe – niby to lniane – koszule.

Punkt informacyjny przerobiony na Gospodę, a informacje w sklepie na jakieś stanowiska typu „Pomieszanie Stodoły z Bacówką”. Leżące kupki siana z pseudobarankami, malowanymi pomarańczowym sprayem. Napisy  na drewnianych tabliczkach typu „Wodogrzmoty Łazienkowe”.

I do tego góralska muzyka! Wciąż brzmi mi w uszach Hej, bystra woda! i Moja Orawa!. Ło Jezusicku!

Czytaj dalej