Trzy pomysły i trzy udane

Dziś miałam całe popołudnie w kuchni i zupełnie nie żałuję. Wypróbowałam trzy nowe przepisy, z czego każdy wyszedł wspaniały i z przyjemnością go powtórzę. Mało czasu mam, pora późna, całe przepisy po polsku niedługo. Póki co, w ramach cieszenia oczu – kilka zdjęć z innych wpisów. Może Was zainspirują.

Moja sałatka zimową porą – doskonała nawet podczas tak upalnego października, jak dziś (w Chorzowie ponad 25 stopni na plusie!).

salatka_ogorek03

Czytaj dalej

E(k)spressowe muffinki z espresso. Sama kawa to za mało!

Jedne z tych, które doskonale sprawdzają się zawsze i wszędzie. Wystarczy zrobić ze dwie porcje od razu, dowolnie przyozdobić i brać w gości. Mniam. Polecam, bo już nieraz się u nas sprawdziły.Wymieszać wszystko naraz – nawet dziecko potrafi. :)

Polecam wszystkim, którzy nie potrafią się oprzeć kawie, a szukają wciąż małego usprawiedliwienia dla kolejnej filiżanki kawy. Wspaniałe również dla dzieci do szkoły, jeśli użyjemy kawy bezkofeinowej (z cykorii, zbożowej etc.).

Czytaj dalej

Niezły tekst dla blogerów- warte przeczytania!

Dziś wrzucam tylko link do strony, pokazującej, że wpisanie czegokolwiek w blog nie jest rzeczą łatwą i szybką. Kiedy spojrzałam na swoje wpisy, czekające na upublicznienie, zdałam sobie sprawę, że spędzam nad każdym wpisem trochę czasu. Samo zrobienie jakiejś potrawy (i sprzątnięcie kuchni po eksperymencie) zajmuje naprawdę dużo czasu, jeśli robi się przy tym zdjęcia, a obok czyhają już chętni na zjedzenie kawałka ciasta czy zwyczajnie głodni i spragnieni obiadu.

Artykuł pod wdzięcznym tytułem Nie bloguję za paczkę galaretki umieściła autorka Na Miotle. Polecam jako lekturę tym, którzy chcą poznać „od kuchni” oraz tym, którzy zastanawiają się nad współpracą z firmami. Znam przypadek, w którym została zastosowana bardzo uczciwa „wymiana” produktów na reklamę w przepisie, ale słyszałam też o przypadkach niemal dosłownie „za konserwę”.

Pozdrawiam gorąco!

Lista, lista, a w tle cholerne fugi

Taaaaaak. Wreszcie mogę sobie SIEDZIEĆ. Cały dzień kręcił się wokół fug. Mam ich dość. Najpierw szorowałam paznokciami i ściereczką, żeby po raz milionowy wydobyć z nich pył i kurz. Jedno i drugie jest uparte i nic się nie da z tym zrobić, można sobie czyścić godzinami. Także to już było moje ostatnie podejście. Ile razy można dać się wrobić w czyszczenie łazienki, skoro ona nie chce być czysta?

Cause the smell of her perfume echoes in my head still
Cause I see my people trying to drown the sun
In weekends of whiskey sours
Cause how many times can you wake up in this comic book and plant flowers


Czytaj dalej

Znalezione, pożyczone ze słoikami w roli głównej

Mam świetny pomysł, co zrobić z ładnymi słoikami. Kika takich cudeniek nam zostało, pomimo przygotowania zapasów na zimę. Mamy już papryki w pomidorach, mięso w sosie, ogórki na kilka sposobów. I paprykę w zamrażalniku. ;)

Gdyby i Wam zostały jakieś słoiki, a wiadomo, różne rzeczy się mogą zdarzyć, to polecam wykorzystać je na prezenty. Ułatwicie życie nie tylko sobie, ale również Wyjątkowym Ludziom, których obdarujecie.

Jeden taki wyjątkowo słodki i genialny w prostocie przepis przedstawiałam w tamtym roku, o tutaj. Dowiecie się nie tylko, co zrobić ze słoikiem, ale też dlaczego kowboje nie mają zębów.

Czytaj dalej

The VBA – The Versatile Blogger Awards

Chrupka, Pani na włościach chrupkiego bloga – chrupchrup.blog.pl – i miłośniczka Węgrów (czy może Węgier bardziej?) zadała mi klina i nominowała do nietypowej nagrody, zwanej po naszemu Nagrodą dla Wszechstronnego* Blogera. Bardzo serdecznie dziękuję, Chrupko, za każde odwiedziny, komentarze i Twój blog.

A że nominację dostałam A.D. 2012, dokładnie 13 maja (sprawdźcie se sami w dziale Informacja, jak nie wierzycie), kiedy to bardzo błogo wspominałam i odsypiałam poprzedni dzień w górach, to dzięki temu mam jeszcze jeden powód, żeby dzień zaliczyć do udanych. Współautor owej  błogości wpisał się i teraz w tok myślenia swoją wiadomością. Świat jest jednak o wiele prostszy, niż sądziłam.

Mmmmm. Więcej takich dni, a rozpłynę się ze szczęścia jak kostka cukru w gorącej herbacie z cytryną! Więcej takich gór, a mój dom będzie bukowy, koniecznie. Pachnący i słoneczny. Może być niedaleko tego drogowskazu, całkiem sporo buków tam było.

Zdjęcia robione były moim komórkowym aparatem. Biorąc pod uwagę, że pewnego razu zamalowałam go lakierem do paznokci, a innym razem odpadła szybka, to i tak efekt jest piorunujący. Znaczy – coś widać.

Zasady są proste. Na poły przypominają mi dziecięcą zabawę w „Złote myśli” i wpisywanie do zeszytów w punktach wszystkiego, co właściciel zeszytu chciał o Was wiedzieć. Częściowo kojarzę to z łańcuszkami typu:

Czekolada to warzywo.

Wyślij tego maila do 5 osób, a schudniesz 1 kilogram. Wyślij do 20 osób, a schudniesz 5 kilogramów, bez efektu jo-jo! Jeśli nie wierzysz i nie wyślesz do nikogo, przytyjesz do rana siedem i pół kilo!

Wujek Zdzisiek wysłał i wygrał pralkę Franię. Ciotka Ziuta nie wysłała i złamała nogę, niosąc po schodach pralkę wujka Zdziśka.

Nie ryzykuj!

Zasady

Jest to o wiele przyjemniejsze, niż łańcuszki mailowe. Najpierw dziękujesz osobie, która Cię nominowała i podajesz link do jej bloga. Następnie piszesz 7 rzeczy o sobie i wybierasz 15 blogów, którym należy się taka nagroda. Na koniec informujesz blogerów, że zostali nominowani. The happy end. To do dzieła.

Siedem rzeczy, które chcielibyście wiedzieć o Zytce Maurion
(ale boicie się zapytać):

  1. Potrafię zjeść naraz całą czekoladę białą albo gorzką. Z mleczną jest problem. Ale jeśli ma nadzienie, to już nie ma problemu. W związku z posiadaną umiejętnością zeżarcia czekolady, powinnam odwiedzić panią dentystkę. Jakoś nie mogę się zebrać i umówić na kontrolę… ;)
  2. Nie umiem gwizdać!
  3. Przez wiele lat, a praktycznie całe dzieciństwo  i młodość nie jadłam mięsa. Zwyczajnie mi nie smakowało, proszę nie doszukiwać się żadnych ideologii, bo zdzielę po łbie.
  4. Uwielbiam Beskid Żywiecki. I to wszystko, co się w nim działo z moim udziałem.
  5. Jeśli w poniedziałek zjem kruchą tartę, we wtorek brązowy ryż, w środę kuskus, w czwartek makaron, w piątek risotto, w sobotę polentę, a w niedzielę pizzę, to zostanie jeszcze sporo dań, które mogę zjeść w następnym tygodniu. Na przykład muffinki ziemniaczane, suflet, omlet, naleśniki, tortillę, ravioli, tacos…
  6. Bez muzyki nie umiem żyć. Słucham, nucę, śpiewam, wystukuję, odgrywam, tańczę, skaczę, szaleję, śmieję się, zasypiam i budzę się w rytm muzyki.
  7. To nie jest tak, że ja myślę tylko o jedzeniu. Czasem myślę też o tym, co zjeść. Albo kim jestem. Albo za co tak bardzo kocham ten świat. Albo o innych rzeczach. O Wyjątkowych Ludziach. I o spełnianiu marzeń. :)

 

Teraz, kiedy wiecie już niemal wszystko, zróbmy sobie małą przerwę i posłuchajmy wspólnie starocia Edyty Bartosiewicz.

Moja siostra dostała kiedyś kasetę z tą piosenką. I tak pokochałam Bartosiewicz. Czuję się staro, kiedy piszę o kasetach. Magnetofon, walkman. Przecież to inna epoka, zupełnie nie multimedialna! To było w czasach, kiedy na pytanie „Gdzie Twoja komórka?”, odpowiadało się: „Stoi na podwórku, wczoraj wrzucałem do niej węgiel na zimę”.

Nieś mnie na nieznanych fiordów brzeg, bym mogła może tam odnaleźć się!

A jeśli długo mnie nie będzie, zaginie o mnie słuch… Znajdziesz mnie na jednej z  Mlecznych Dróg.

Pora na kalafiora. Jednak myślę o jedzeniu więcej, niż chcę przyznać sama przed sobą.

Pora na nominacje. Idąc tropem poprzednich nominacji, ja również wybiorę kilka. 15 to zdecydowanie przereklamowana liczba.

Moje nominacje:

  1. Sid i Jej pięcioletni projekt. Sprawdźmy razem, gdzie będzie za całe już 1825 dni. Jak na siebie trafiłyśmy, nie pamiętam. Ale warto było. Where will you be five years from today?
  2. Blog MamOfYen. Swojski i przywodzący mi na myśl same dobre rzeczy. Kiedy tylko oglądam zdjęcia i czytam o tych wszystkich wspaniałościach, zżera mnie zazdrość! Bo też bym sobie zeżarła takich dobroci. Tylko do tego wymagana jest cierpliwość w zestawie, a ja jestem jakaś pojedyncza, bez dodatkowych akcesoriów. Rodzynki wydłubane z życia.
  3. Anna-Maria z niesamowitą wrażliwością i delikatnością opisująca świat. Po prostu balsam dla duszy. I uczta dla ciała, bo przy takich smakołykach szczęście osiąga się na wiele sposobów! Kucharnia … o miłości do jedzenia, życia i wspomnień.

 

*Drugie tłumaczenie versatile to „uniwersalny”. Uniwersalność kojarzy mi się jedynie z glutaminianem sodu,  także pozostańmy przy tej omnibusowskiej konwencji. Cha.

Jakiś prostacki ten wpis wyszedł. Wybaczcie. Dokonam jego edycji w porze pozwalającej na sensowne myśli.

Już pół wieku naszej stacji, kto nie sadzi, nie ma racji!

Witam Państwa bardzo serdecznie.

Dobra, dobra, to tak tytułem wstępu było. Przejdźmy do meritum. Słuchaliście w Trójce relacji z sadzenia 30-letniego drzewa na 30-lecie Listy Przebojów?

a) Tak? I jakie wrażenia?

b) Nie? No wiecie co?! Proszę natychmiast nadrobić, zajrzeć i posłuchać tutaj.

Ja słuchałam. I zostałam zaczarowana przez dwudziestego siódmego kwietnia. Wpadłam w pogodę wyrwaną ze środka upalnego lata, zostałam bardzo uprzejmie obsłużona po godzinach przyjęć interesantów w urzędzie, mieliłam nieziemsko dobrą złotą Lavazzę w ręcznym młynku do kawy i słuchałam perlistego śmiechu dwuletniej dziewczynki. Aha. I jeszcze zmutowane kuzynki mrówek domowych się zemściły za pogrom rodziny. Mafia ma swoje macki wszędzie. Mnie dosięgła w lesie. ;)

Magia dnia powszedniego*.

Najwyższa pora zasadzić własne drzewo. Włączcie się również do akcji Nasz Park i zasadźcie jedno z 50 000 drzew. InPost wysyła za darmo sadzonkę. Bajer. :)

Zróbmy sobie własny park! Ot, tak, bez szczególnego powodu. A jeśli musicie mieć powód, proszę bardzo: każdy mężczyzna powinien zasadzić drzewo, każda kobieta może zasadzić drzewo, zielony odpręża, my przyczyniamy się do polepszenia (mikro)klimatu. Jak uzasadnić coś, co jest oczywiste? To tak, jakbym musiała szukać powodów, dla których ludzie mają przypisaną godność ze względu na bycie istotą ludzką.

Szczegóły akcji na naszpark.pl.

Kto nie sadzi, ten… nie ma racji. Kto nie skacze, też nie ma racji. A co się dziwisz? Aparat może i różowy, ale moment skoku złapał.

Mam dla Was na koniec piosenkę z serii: Jeśli raz posłuchasz, już nigdy nie będziesz taki, jak dawniej. Szymon Zychowicz znacząco się przyczynił do mojego dzisiejszego nastroju. Wspomniałam już w innym miejscu, że świat stacza się w kierunku orania jak pługiem, zamiast miłowania. Że brakuje mi prostoty. Tutaj ją odnalazłam. Daleko od tekstów typu będę brał cię w aucie – cię. Prostota.

Przy tej piosence czas zwalnia…

Tytułem zakończenia – bądźcie błogosławieni na wieki. + Amen.

 

—————————–

Do magii dnia codziennego nie zaliczę tym razem kulinarnej przygody z agar-agar. Szykowałam się na nią jak, nie przymierzając, mały kociak na orła i wyszło dokładnie z takim samym skutkiem. Ogona wprawdzie nie podkuliłam, tylko po czterech godzinach tężenia i setce artykułów, z których każdy kolejny przeczył poprzedniemu, dodałam drugie tyle agaru do nektaru z gruszek, a resztę zrobiłam z żelatyną na pół z tym czymś. Jutro się okaże, czy to jadalne. Pojutrze się okaże, czy przeżyłam eksperyment. Czy może operacja się udała, tylko pacjent zmarł.

Alte Liebe ist Gerlach!

Czyli stara miłość nie rdzewieje.

Zakochałam się! Ogłaszam to wszem i wobec. (Dzięki temu jest szansa, że moje wyznanie przejdzie niezauważone.) Zakochałam się w szalonym życiu, w zabójczym uśmiechu, w elektryzującym dotyku. W eksperymencie aminokwasów i protein, w koagulacji białek i tłuszczów. A za oknem śnieg pada, informuję dla równowagi.

W Trójce coś się stało i cały dzień siedzę z uchem przy głośniku. Najpierw sporo The Jolly Boys. Teraz kawałek po kawałku Buddha Cafe. Reggae i chill out w Wielkanoc? Proszę o więcej!

 

 

 

Owlover Calendar - Christine Pym

 

 

A tak przy okazji, zupełnie na marginesie i od rzeczy. Macie już gotowy kalendarz na 2012 rok? Jeśli tak, jak ja, myślicie o tym w okolicach wakacji, może teraz wydrukujcie sobie sami kalendarz z sowami. Shivani na swojej stronie My Owl Barn proponuje 45 różnych rysunków i malunków, które specjalnie na tę okoliczność wykonali artyści z różnych stron świata. Wystarczy kliknąć w obrazek lub w link i po prawej stronie na górze będzie odnośnik. Warto.

Możecie zrobić 4 kalendarze. Biorąc pod uwagę, że już upłynęły 3 miesiące roku, to macie trzy razy cały kalendarz plus jeden raz taki od kwietnia. A jakby ktoś życzył sobie wszystkie kalendarze od kwietnia, to ma pięć kalendarzy. Biorąc pod uwagę również rachunek prawdopodobieństwa, możliwości jest wystarczająco dużo, żeby zrobić sobie jeszcze papierową czapeczkę na lato, wyściełany podnóżek na zimę i tzw. bógwico. W głowie się ludziom przewraca od tego dobrobytu.

Dobrego Świętowania. Alleluja!

Zytka M.

PS. Kto jeszcze nie słyszał The Jolly Boys, proszę bardzo, jest okazja, trzeba korzystać. Banjo, gitarka, rumba box, marakasy, zachrypnięty głos wokalisty i bujamy się w rytm jamajskiego mento, wplecionego w dobrze znane piosenki.

Najchętniej wrzuciłabym wszystkie piosenki po kolei, bo to takie radosne nagrania, że robi się ciepło na sercu od każdego coraz bardziej.

Kukurku, kuskus na patyku

Ekhm. Znalazłam ten wpis, a zrobiłam go ze trzy tygodnie temu. Wtedy akurat widocznie było dużo kuchni na blogu i zrezygnowałam. Przeczytałam dziś i jest ok. :)

Miałam okazję spróbować wreszcie sosu hoisin. Można go zrobić samodzielnie w domu, ale skoro była okazja kupić w promocyjnej cenie, to kto by odmówił. Taniej, niż bochenek chleba! W sumie zjadłam go ze smażonym makaronem, a potem z duszonym schabem, chińskimi warzywami i kuskusem.

Myślałam, że ten sos będzie ostry, bardzo wyrazisty, trudny do zjedzenia dla początkującego miłośnika gotowania w woku. Ale on był bardzo delikatny, taki wręcz za delikatny. Kupiłam sobie na dobry początek porcję dla dwóch osób w saszetce i jestem całkowicie usatysfakcjonowana. Całe złoty dwadzieścia, a przyjemność na dwa obiady. Z dodatkiem sosu worcestershire, ciemnego sosu sojowego i octu ryżowego. Mmm.

Jak zwykle, zostało mi trochę kuskusu z obiadu. Dziś wymieszałam go z prażonymi orzechami, dynią, ananasem i suszonymi pomidorami.

Zdjęć kuskusu nie będzie. Pewnie bardziej to martwi mnie, niż Was ;)  Tak to jest, jak nagle zabraknie jakiegokolwiek aparatu w domu. Jestem jak bez ręki. Chciałabym podzielić się czymś dobrym, ale tym razem się nie udało. A „aparat” w telefonie nadaje się tylko do zamalowania go lakierem, żeby nie stanowił herezji w świecie fotografii.

Dziś w zanadrzu:

  1. Ziarko do ziarka, a zbierze się miarka (ziarNko?). Co za idiotyczne przysłowie.
  2. Pomidorowy kuskus z suszonymi pomidorami.

Ziarko & co.

We wszystkich poniższych przepisach występują różne takie i owakie ziarenka, dlatego nie będę pisać o tym osobno, ale walnę w jednym miejscu i basta.

Poradnik Jak uprażyć ziarenka czegokolwiek na patelni uważam za otwarty.

Bierzesz czystą i suchą patelnię. Rozgrzewasz na dużym ogniu, po czym zmniejszasz i wrzucasz ziarenka. Stosując metodę wszystkich dobrych kucharzy, bierzesz patelnię w dłoń i zdecydowanym ruchem podrzucasz zawartość tak, żeby część przybrzeżna znalazła się na środku, a ta środkowa bliżej brzegu. Ogrzewasz potrząsając i znów podrzucasz. Shake it! Dynia w tym czasie wydaje dźwięki jak popcorn w kinowym sklepie.

Jeśli nasionka osiągną pożądany kolor, kształt, ale ktoś wejdzie do kuchni z pytaniem: Coś ci się przypaliło?, to znaczy, że następnym razem trzeba skrócić czas prażenia albo zmniejszyć ogień.

Możesz zastosować bardzo prostą sztuczkę i podnieść walory smakowe takiego czegoś. Tylko to niestety uzależnia poważnie i może być groźne w konsekwencjach. Zostaw ziarenka na patelni, ale dosyp do nich cukier i sól (na 6 łyżek słonecznika dałabym 1 czubatą łyżkę cukru i 1/4 łyżeczki soli). Poczekaj, aż cukier powoli się rozpuści i dokładnie wymieszaj łyżką lub łopatką silikonową. Byle nie rękami, bo można się poparzyć.

Od razu przełóż do jakiegoś naczynka, lekko pokrusz – im szybciej, tym lepiej. Zjedz, jak wystygnie lub dodawaj do różnych dań.

Pomidorowy kuskus

Sałatka: 2 porcje | Czas przygotowania: 10 minut

Składniki:

  • 125 g kaszy kuskus o smaku pomidorowym z ziołami*
  • 250 ml wrzącej wody
  • 4 suszone pomidory w oleju
  • 2 łyżki kandyzowanego ananasa
  • 4 łyżki prażonych pestek dyni
  • hojna garść  prażonych orzechów włoskich
  • 6 czubatych łyżek rodzynek
  • 1 łyżka octu jabłkowego
  • 1 łyżka octu z czerwonego wina
  • 4 łyżki oliwy aromatyzowanej pomidorami (na przykład z suszonych pomidorów)
  • sól i pieprz do smaku

Dodatkowo:

  • 20 przepołowionych migdałów bez skórki, krótko prażonych

Kaszkę wsyp do wrzącej wody, zamieszaj i odstaw pod przykryciem na pięć minut. W niewielkim naczyniu wymieszaj oba octy i oliwę. Dodaj sól i pieprz do smaku. Zalej rodzynki na kilka minut wrzątkiem i odcedź. Pomidory pokrój na wąskie paski. Wymieszaj wszystkie składniki w misce i polej sosem. Dobrze smakuje na zimno, kiedy już smaki się przegryzą.

* jeśli używasz zwykłej kaszy kuskus, dodaj do niej 3 łyżki suszonych pomidorów w proszku. W wersji hardcorowej, dodaj po prostu małe opakowanie zupy pomidorowej w proszku bez makaronu, ale nie dodawaj już soli ;)

A jeśli wolicie coś zwyczajnego, ale w nowej wersji, spróbujcie pizzy na patyku.

1. Z ciasta na pizzę w 5 minut. Wygląda super i robi się bardzo prosto.

2. Z bułek typu amerykańskie bajgle. Wesoła pizza!

La tortilla muy muy deliciosa (na 5 sposobów)

Przez ostatnie kilka dni pożerałam tortillę, jakby od tego zależało moje życie. Zapraszam do przejrzenia i wybrania czegoś dla siebie. Na śniadanie, obiad, kolację czy podwieczorek. :)

Nie będzie tu przepisu na typową, hiszpańską tortillę z ziemniaków i jajek, z dużą ilością innych warzyw. Ale kilka propozycji na wykorzystanie placków tortilla, które trzymane w lodówce, nawet po otworzeniu zdają się przetrwać wiecznie. Najlepiej mieć w zanadrzu kukurydziane, chociaż zwykłe pszenne też się sprawdzają.

We wszystkich przepisach podaję proporcje na 1 porcję z tortilli o średnicy 20 cm.

[jak się dowiem, GDZIE jest taka funkcja, to podlinkuję od razu spis do konkretnych przepisów. Help me!]

  1. Tortilla ze szpinakiem i suszonymi pomidorami, panierowana w orzechach
  2. Tortilla śniadaniowa z chrupiącą sałatą
  3. Złocista tortilla z serem i bazylią
  4. Tortilla na ostro z szynką, gorgonzolą i brokułem
  5. Tortilla z pieczoną papryką, grzybami i serem (film KIN Community)

 

1. Tortilla ze szpinakiem i suszonymi pomidorami

Przepis to domowa interpretacja konkursowego dania mojego znajomego. W jego wersji tortillę należy elegancko zwinąć i opanierować w sezamie. Ja jednak byłam głodna, więc placek tylko złożyłam na pół i włożyłam dużo więcej nadzienia. Zamiast sezamu użyłam orzechów włoskich.

I naprawdę wyszła taka żółta – zasługa kukurydzy, wiejskiego jajka i smażenia. :)

Składniki:

  • 1 placek tortilla
  • 2 suszone pomidory w oliwie, pokrojone w paski
  • 1 duży ząbek czosnku
  • 30 g sera z niebieską pleśnią (lazur, gorgonzola, roquefort)
  • 2 szklanki świeżego szpinaku, mocno ugniecionego lub 1 szklanka mrożonego szpinaku w liściach (brykiety)*
  • orzechy włoskie, drobno pokrojone (nie bądźcie tacy, jak ja, pokrójcie je drobno!)
  • jajko
  • gałka muszkatołowa
  • sól i pieprz do smaku
  • po łyżce oliwy i masła (można zastąpić olejem z pomidorów)

 

Przygotowanie:

  1. Na rozgrzanej suchej patelni podgrzewać tortillę z obu stron po 10 sekund, następnie zdjąć i odłożyć na bok.
  2. Na patelnię wlać łyżkę oliwy i dołożyć łyżkę masła. Lekko podgrzewać, żeby masło powoli się rozpuściło. W tym czasie rozgnieść ząbek czosnku, wrzucić na patelnię i mieszać od czasu do czasu przez 2 minuty. Nie dopuścić do przypalenia.
  3. Dodać na patelnię szpinak. Świeży smażyć 2 minuty, ciągle mieszając, aż zmięknie. Mrożony smażyć dłużej, aż zmięknie i odparuje z niego woda, cały czas mieszać. Może to potrwać do 10 minut. Dodać sporo gałki muszkatołowej i pieprz. Można lekko posolić, ale należy pamiętać, że suszone pomidory i ser zmienią smak.
  4. Tortillę wyłożyć na płaski talerz, na jedną połowę wyłożyć nadzienie (jeśli jeszcze jest w nim woda, podgrzewać przez 30-60 sekund na dużym ogniu, ciągle mieszając). Na nadzienie wyłożyć kawałki sera i suszone pomidory. Złożyć na pół.
  5. Na płaskim talerzu rozbić jajko i opanierować w nim tortillę. Następnie w innym płaskim naczyniu opanierować placek w orzechach, mocno dociskając z obu stron.
  6. Tortillę obsmażyć na oliwie z obu stron, z każdej przez 1,5 – 2 minuty, aż ser się roztopi, a tortilla chrupiąca. Uważać przy przekładaniu na talerz, ponieważ orzechy bardzo długo zatrzymują ciepło i mogą parzyć!
  7. Zjeść ze smakiem.

 

* Mrożony szpinak można wcześniej rozmrozić na sitku i odcisnąć nadmiar wody. Jeśli używamy szpinaku prosto z zamrażalnika, należy dłużej go dusić, aż do odparowania wody.

 

2. Tortilla śniadaniowa z chrupiącą sałatą

Taka tortilla doskonale smakuje w letnie dni, kiedy nie mam ochoty na nic rozgrzewającego. Delikatne połączenie warzyw i majonezu sprawdza się tak samo na kanapce, jak na tortilli. Mięsożercy mogą dodać do środka plasterki chrupiącego boczku, tylko po co? ;)


Składniki:

  • 1 tortilla kukurydziana
  • 2 liście sałaty lodowej
  • 1 pomidor rzymski, 3 koktajlowe lub 1 mały zwykły pomidor
  • świeża bazylia
  • cebula dymka (lub szczypiorek)
  • 1 łyżka majonezu
  • plaster żółtego sera z dziurami
  • sól i kolorowy pieprz

Przygotowanie:

  1. Sałatę lodową porwać na kawałki, pomidora pokroić na półksiężyce, szczypiorek posiekać drobno.
  2. Tortillę podgrzewać przez 10 sekund z każdej strony, następnie zdjąć z patelni, posmarować majonezem, posypać solą i pieprzem. Na połowie wyłożyć szczypiorek, na niego sałatę lodową, pomidory, listki bazylii  i wszystko przykryć serem. Złożyć na pół.
  3. Podgrzewać serem do dołu przez 30 sekund na rozgrzanej, suchej patelni.

 

 

3. Złocista tortilla z serem i bazylią

Oryginalny przepis pochodzi z książki „Weź tylko trzy” autorstwa Jenny White. Ponieważ danie zawiera niewiele składników, warto postarać się o ich najlepszą jakość. Świeżej bazylii nie da się tu zastąpić suszoną. ;)

Składniki:

  • 2 tortille kukurydziane
  • 100 g sera żółtego (mimolette, gruyere, cheddar, radamer) w plasterkach
  • garść listków świeżej bazylii
  • sól i kolorowy pieprz
  • 1 łyżka oliwy do smażenia

Przygotowanie: Na patelni rozgrzać oliwę, na niej położyć jedną tortillę, ser żółty, bazylię. Doprawić solą i świeżo zmielonym pieprzem do smaku. Przykryć drugą tortillą i smażyć z każdej strony przez 1-2 minuty, aż ser się rozpuści.

 

4. Tortilla na ostro z szynką, gorgonzolą i brokułem

Taką tortillę spokojnie możecie wzbogacić o co tylko chcecie. Ważne, żeby dodać ostrej musztardy lub łagodnej musztardy i odrobinę tabasco, które podkreśli smak. Zestaw składników wydaje się na pierwszy rzut oka dość przypadkowy, ale w rezultacie otrzymujemy bardzo dobry posiłek.


Składniki:

  • 1 tortilla kukurydziana
  • 2 rzodkiewki, pokrojone w plasterki
  • 1 suszony pomidor w oliwie, posiekany
  • 1/2 szklanki różyczek ugotowanego brokuła (spora garść)
  • 3 plasterki szynki
  • 10 g sera pleśniowego (gorgonzola, lazur etc.)
  • 40 g sera białego lub ricotty
  • 1 łyżka ostrej musztardy
  • sól i kolorowy pieprz
  • ostra suszona papryka, pieprz cayenne (dodatkowo)

Do podania: sos czosnkowy lub sos koperkowy (użyć zamiast musztardy do środka tortilli). Przepisy pod spodem

Przygotowanie:

  1. Tortillę podgrzewać na rozgrzanej, suchej patelni przez 10 sekund z każdej strony. Zdjąć i położyć na desce.
  2. Placek posmarować dokładnie musztardą. Na jedną połowę wyłożyć ser biały i pleśniowy, przykryć brokułem i szynką. Dodać suszone pomidory. Posolić, dodać pieprz do smaku. Złożyć na pół.
  3. Na suchej, rozgrzanej patelni podgrzewać tortillę z każdej strony przez minutę.

Podawać z sosem czosnkowym (3 łyżki majonezu + 2 łyżki śmietany lub jogurtu naturalnego +  wyciśnięty duży ząbek czosnku) lub szwedzkim sosem koperkowym (2 łyżki delikatnej musztardy ziarnistej + 1 łyżeczka musztardy z Dijon + posiekany koperek + 2 łyżki cukru pudru + 3 łyżki octu z białego wina. Wymieszać, następnie powoli dolewać 100 ml delikatnej oliwy i ubijać trzepaczką).

PS. A jakby tego było ciągle mało, znam adres strony, a której znajdziecie tyle pomysłów, że nie przejecie ich do końca życia. Real Simple. Rzeczywiście proste! I skutecznie inspirujące. Wrzucam link, który od razu pokaże Wam tortillowe zasoby na tej stronie.

 

5. Tortilla z pieczoną papryką, serem i grzybami (film)

Zapisałam się na subskrypcję kanału z jedzeniem na YouTube. Nazywa się to KIN Community, a seria o jedzeniu – KIN EATS. Czasem włączam playlistę z jedzeniem tylko po to, żeby posłuchać muzyki, kiedy zajmuję się czymś innym. Enjoy, my friends!

Inspiracje

Jeśli czegoś nie napisał Ch. M. Schulz, to znaczy, że to nie istnieje ;)

Kupiłam dziś mrożone truskawki. Co za zapach! Co za smak! W sklepach można kupić świeże truskawki, ale poza obłędnym zapachem i kolorem, mają całą masę pestycydów i zero smaku. Dziękuję bardzo. Ja chcę lato.

Ale kupiłam też sznurówki do butów górskich. Jedną parę. Spójrzcie tylko:

Sześć końcówek. Nie wiedziałam do dziś, że jedna para to trzy sztuki. Reklamować nie będę. Czasem taka jedna sznurówka ratuje zapięcie plecaka, rozwaloną kurtkę czy życie. Inspirujący zakup.

Dobrze mieć zaimpregnowane i wymyte buty. A do tego spakowany plecak. Czuję się dużo lepiej, kiedy wiem, że w każdej chwili biorę gotowy zestaw i wychodzę na pociąg albo autobus. Kilka koszulek, spodnie, ciepłe skarpety, polar, folia NRC, niewielka apteczka, chińskie zupki i czekolady… A plecak znów ciężki jak głaz. Złośliwość rzeczy martwych. A wszystko mi jest potrzebne!

Hej góry, nase góry! Hej góry i doliny!

A Ty – masz czyste buty?

(Chwila przerwy na sprawdzenie. Minuta ciszy dla uczczenia czystych i zadumania się nad brudnymi.)

Buty stop.

Kuchnia play.

Jeśli uważacie, że współczesna kuchnia jest trudna i wymaga wielu umiejętności, spróbujcie zrobić babkę czekoladową według przepisu z Kuchni warszawskiej z 1961 roku. I dopiero wtedy narzekajcie.

Babka czekoladowa

  • 30 żółtek
  • 10 dkg tartej czekolady
  • 12 dkg cukru
  • 25 dkg mąki pszennej
  • 15 dkg drożdży

 

Żółtka z czekoladą ubijać łyżką przez 1/2 godz., a następnie wsypać cukier i mąkę i w dalszym ciągu ubijać przez 1/2 godz. wlać rozrobione gęste drożdże i jeszcze ubijać 1/2 godz. Wylać do formy wysmarowanej masłem i wysypanej bułeczką do 1/3 wysokości, a gdy podrośnie dwukrotnie, wstawić do gorącego pieca na godzinę. Po wyjęciu z pieca wyjąć gorącą babkę z formy i ułożyć na czymś miękkim (często obracając, żeby babka nie zależała się na jedną stronę).

Mgr Jan Dziurlikowski, Babka czekoladowa, [w:] Kuchnia warszawska. Praca zbiorowa. Wydawnictwo Przemysłu Lekkiego i Spożywczego, Warszawa 1961. Str. 397.

 

Trzydzieści żółtek to tyle co nic, prawda? Dziś świat krzyczy, żeby unikać jajek, a żółtek w szczególności. Co to jest takie 30  żółtek dla prawdziwej kucharki. Pestka. Już widzę, jak wyciągacie ze spiżarni jajka i wcale się nie zastanawiacie, co potem zrobić z taką ilością białek. Zróbcie suflet dla wojska. Albo superwielki omlet.

Zachęcił Was ten przepis? Z wielką przyjemnością popatrzę, jak ktoś się męczy przez półtorej godziny i ubija ciasto łyżką. Trudno się dziwić, że ta książka zaleca dorosłym kobietą dietę 2 800 kcal. Jakbym ubijała przez dziewięćdziesąt minut ciasto, to pewnie spaliałbym tyle kalorii, że należałaby mi się cała babka czekoladowa w nagrodę. Żadne fitness nie jest potrzebne, wystarczy stosować się do przepisów.

Swoją drogą, ciekawe, że dawniej ludzie pisali dkg jako dekagram, a dziś spotykam często formę dag. Wolę tę pierwszą.

 

PS. Korzystacie z Pinterest.com? Ja zaczęłam się tym interesować, kiedy na wielu blogach kulinarnych, które czytam, zaczęły pojawiać się czerwone znaczki P. To jest niesamowite źródło pomysłów na każdą okazję. O ile na blogach szukam przepisów, o tyle na Pinterest szukam pomysłów na podanie tych dań.

Prosty przykład. Jajko sadzone ;)

  • Można kupić w wielu sklepach silikonowe foremki do smażenia jajek. Ja jajek sadzonych akurat nie lubię, ale  pomysły mają to do siebie, że można je modyfikować i wykorzystać do czegoś innego – crumpetów, omletów, placuszków, racuchów.
  • Jeśli nie chcecie kupować jednej foremki za kilkanaście złotych, możecie skorzystać z własnoręcznie zrobionych i całkowicie jadalnych. Znalazłam u Ashley Velchek pinezkę z  Flower Power Eggs. Po prostu pokrójcie paprykę w poprzek i wbijcie jajko. Ge-nial-ne!
  • U tej samej kobiety znalazłam też pomysł na sadzone w… muffinkowych foremkach. Służą jako wypełnienie typowych bułeczek śniadaniowych. Na pewno się sprawdzą, jeśli będziecie mieć hordy gości na Wielkanoc albo jesteście szalonymi fanami jajek sadzonych. Można je mrozić…
  • A dla takich wybrzydzających, jak ja, jest słodka wersja i zamiast jajek, wychodzą ciastka. Znalezione u Leah Hayes.

Doświadcz rzeczywistości! Wynurz się! :) Zwykła reklama, a tyle radości.

 

    Tęczowy music-box

    To się musiało kiedyś wydarzyć. Feria barw i oczorypne jedzenie.

    Piękno ukryte wewnątrz. Reszta to telewizja, hmm? Nie pytaj mnie, dlaczego te zdjęcia rezerwują sobie tyle miejsca. Widocznie lubią być w centrum uwagi. Mogę je przestawiać, przemieszczać, a one i tak za każdym razem robią wielką dziurę i znów tekst jest parę linijek wyżej / niżej, niż miał być. Taki dzień!

     

     

    Color Chard from Design Seeds - http://design-seeds.com

     

    Tęczowy tort rodem z dziecięcego graffiti na ścianie. Czerwony. Pomarańczowy. Żółty. Zielony. Niebieski. Fioletowy. Mogłabym się nie zdobyć na odwagę spróbowania . Widziałaś kiedyś na żywo tort urodzinowy ozdobiony przez czteroletnią jubilatkę? Widziałeś tort ozdobiony jadalnymi markerami??? Ja nigdy.

    Co robiłeś, kiedy miałeś cztery lata i w Twoje ręce trafił długopis? Co robiłaś, kiedy ktoś wkładał w Twoją malutką łapkę kolorową kredę? Ja od razu pisałam swoje imię, a później też nazwisko. Bywało, że dodawałam wiek. Mam wrażenie, że wszystkie dzieci tak robią. Zazwyczaj kilka liter było swoim odbiciem lustrzanym, a i cyferki jakoś tak łatwiej się bazgrało od lewej do prawej.

     

     

    Alp Hues from Design Seeds - http://design-seeds.com

     

     

    Tęczowy music-box. Ktoś to jeszcze pamięta?

    Szukanie kolorów w ponure wieczory to trochę jak zwiedzanie muzeum sztuki współczesnej. Mam wrażenie, że teraz naprawdę można walnąć kilo mąki na stolnicę, dolać pół litra wody i rozmieszać widelcem dla lepszego efektu. A z tyłu postawić wiatraczek, niech dmucha w zwiedzających żytnimi otrębami. Postawi się przed tym napis INSTALACJA i wszyscy się będą zachwycać, że to takie nowatorskie.

    Ekhm. Ekhm. Jestem jeszcze daleko od perfekcji, ale dużo bliżej, niż gdybym w ogóle nie próbowała.

    Mam coś lepszego. Duuuużo lepszego, niż błądzenie po omacku. Paleta kolorów. RGB, żeby to tak najprościej ująć. Wchodzisz na stronę i jak w przedszkolnej zabawie, przesuwasz suwak (co innego można robić suwakiem, jeśli nie przesuwać?). Dobierasz kolor, jakiego chcesz użyć. Nie da się wpisać R:0, G:0, B:0. Ale da się ustawić. I starczy. Na jaki kolor masz dziś ochotę?

     

     

    Cocoa Tones from Desing Seeds - http://design-seeds.com

     

    Ja zimą zawsze mam ochotę na kolory kawy, kakao, czekolady, cynamonu i błękitnego nieba. Dla przełamania brązów. Takie zdjęcia rozgrzewają od samego patrzenia. Poczuć ciepło bijące od kubka. Powąchać i zatopić się w smaku czekoladowego płynu. Promieniować radością i spokojem kakao. Pozwolić wymieszać się smakom i niczym u Pioneer Woman:

    Now, you can use this right away, but I think it’s better if you can let it sit (either on the countertop or in the fridge) for an hour or so, just to let the flavors meet and mingle and fall in love and procreate.

    Sorry. Strange visual. Let’s move on.

    Dokładnie. Idźmy dalej. Jeśli na drugie imię masz „Udany”, a na trzecie „Eksperyment”, spróbuj zrobić kawę. I to nie bylejaką. Trudne to nie będzie, szczególnie, że na filmie widać wszystkie etapy tej jakże twórczej pracy. Mocna kawa. Kakao. Śmietanka. Nutka mięty pieprzowej. Yummy!

    Zadanie na jutro: kupić śmietankę i ubić z cukrem! Dużo śmietanki. Bardzo dużo. Reszta składników jest. Świąteczną biało-czerwoną laskę zostawię na 11 listopada. Za to wykorzystam ostatniego choinkowego cukierka. Takiego do wieszania obok płonących świeczek i mieniącego się niczym tęczowy tort.

     

    Beach Time Hues from Design Seeds - http://design-seeds.com

     

     

     

     

     

    Somewhere over the rainbow, blue birds fly
    And the dream that you dare to why, oh why can’t I?

    Ale żeby nie było tak cukierkowo i pastelowo, zobaczcie, co skłoniło mnie do wrzucenia tylu tęczowych zdjęć. Naprawdę gałki oczne wypadają z oczodołów na myśl, że ten tort istniał naprawdę i został zjedzony przez ludzi. Ale skoro po zjedzeniu, autorka jeszcze napisała wiele postów (wierzę mocno, że to ona dalej pisała, tym bardziej, że sama robiła tort), to widocznie jest to zjadliwe. A nawet niewiarygodnie pyszne.

    Mniam. Uch. Sami oceńcie Rainbow Doodle Birthday Cake w wykonaniu Rosie & Kaitlin.

    Pieczone za-razy, czyli rzecz o zapiekance

    Always take a good look at what you’re about to eat. It’s not so important to know what it is, but it’s critical to know what it was.

    Życie jest ciężkie, kowboju.

    Rzecz ma się tak. Bierzesz garść makaronu. Jeśli masz duże dłonie, to będzie duża garść. Jeśli małe, to mała garść. Jeśli masz łapy jak zmutowany chomik, to… sam wiesz. Moment! Chomiki gustują w makaronie?

    Najlepiej, jeśli ten makaron jest gruby. To znaczy – nie spaghetti, nawet nie linguine.

    Ale rigatoni. Casarecce. Farfalle. Penne. Ruote. Coś z tej półki (klik!), a nie z tej (klik). Generalnie – każdy, który nadaje się do sałatki, nadaje się też do zapiekanki. Ja dałam ten z górnego zdjęcia. Jest pyszny i wszyscy się zastanawiają, co to jest takie dziwne, jak go jedzą. Gotujesz al dente. Jeśli to makaron włoski/niemiecki/sycylijski/w ogóle z pszenicy durum i pisze na nim ‚gotowanie 7-9 minut’, gotuj siedem.

    Podstawa to upolować sensowne naczynie, najlepiej szklane i żaroodporne. Spójrz na ilość makaronu. Potem pomnóż ją przez trzy. I sprawdź, czy się zmieści. Jeśli tak – brawo, wygrałeś. Teraz tylko dopasuj pokrywkę! Możesz wysmarować naczynie masłem i zrobić sztuczkę magiczną. Rozgniatasz wielki ząbek czosnku płaską stroną dużego noża. I znów smarujesz. Nie wyrzucaj czosnku, dodasz go do reszty.

    Makaron się wesoło gotuje w jednym garnku, a na rozgrzanej patelni (przecież każdy z Was już ją wyjął, prawda?) podsmażasz paseczki boczku. Albo tłustej kiełbaski. A może szynki? W każdym razie, po usmażeniu powinno bosko chrupać.

    Zdejmujesz z patelni na talerzyk, zostawiasz cały tłuszcz, jaki tylko mógł się wytopić. Teraz wrzucasz pora. Dodajesz masło lub oliwę. Ja podsmażyłam pora w ilości pół torebki śniadaniowej o standardowej pojemności. Zapachy się unoszą, mieszasz makaron długą łyżką. To moment, w którym należy zdjąć okulary i przetrzeć porządnie, jeśli akurat zaparowały. Później nie będzie już czasu!

    Wcześniej oczywiście wyjąłeś z lodówki inne warzywa, które chcesz dorzucić. Paprykę, mini-kolby kukurydzy, fasolkę szparagową. Zapomniany ząbek czosnku. Dodajesz je teraz (chyba, że fasolkę chcesz ugotować, to wrzucasz na 4 minuty przed końcem gotowania do makaronu). Do tego sowita szczypta świeżo zmielonego pieprzu, pół startej gałki muszkatołowej, odrobina soli. Mieszasz energicznie, bo aromaty wydobywające się z patelni dodają Ci sił.

     

    W tym samym czasie, w którym odcedzasz makaron (masz przecież cztery ręce i już się rozdwoiłeś), polewasz hojnym chlustem oliwy i dodajesz do nadzienia cztery ulubione sery. Na przykład takie gatunki jak: feta, parmezan, gouda, capresse.

    Jeśli Twoja Rodzina ma coś przeciwko trzymaniu w lodówce samych serów (bo śmierdzą; bo kiełbasa się nie mieści; bo nie da się ich jeść; bo kto to widział kupować tyle sera), to zatrzymaj się przy połączeniu zwykłego sera żółtego i mozzarelli. Jeśli akurat nie masz nic w lodówce poza serami (proszę, powiedz mi, gdzie mieszkasz i kiedy można Cię odwiedzić?!), możesz kombinować do woli:

    • feta, parmezan, gouda, capresse (wspomniane zresztą);
    • pecorino, ricotta, feta, gorgonzola;
    • wędzona mozzarella, mascarpone, parmezan, mimolette;
    • ementaler, Dziugas, oscypek, twaróg tłusty.

     

    Wiem. Poniosło mnie. Ja dałam pierwszą kombinację, ale z chęcią dodałabym do niej sera z niebieską pleśnią i wędzonego oscypka. Albo brie. Wracając do tematu…

    Wymieszaj dokładnie i spróbuj. Użyj wyobraźni. Jeśli czujesz, że nadzienie jest trochę za suche, żeby mogło jeszcze namoczyć makaron, dodaj solidną łyżkę śmietany. Potem drugą. Jeśli masz całą patelnię warzyw, to nawet trzecią i czwartą. I wreszcie przychodzi pora na Grand entrée. Wykładasz połowę makaronu do naczynia. Na to połowę nadzienia. Na to dodatkowy starty ser na całą powierzchnię. Sera nigdy za wiele, zapamiętaj.

    Jeśli nie masz pewności, czy otrzymana w ten sposób warstwa nie zeschnie się na wiór, polej z każdej strony (w okrągłym naczyniu nie szukaj stron, tylko polej dookoła)  łyżką mleka. Co Ci szkodzi. Na to wyłóż kolejną warstwę makaronu i kolejną warstwę nadzienia. Polej mlekiem dla pewności. Na to duuużo sera. I chrupiący, bardzo chrupiący boczek. Dużo suszonych ziół. Pomidory w proszku. Czerwoną słodką paprykę. Bazylię. Pieprz kolorowy.

    Wstaw do piekarnika, temperaturę ustaw na 180 stopni Celsjusza. Zapiekaj pod przykryciem około 40 minut, aż ser na wierzchu zacznie się rumienić, a boczek będzie cudownie skwierczał.

    Jeśli się opanujesz i nie zjesz całej zapiekanki od razu z naczynia, odkryjesz, że zachowuje się dokładnie tak, jak lasagne. Daje się kroić po 15 minutach. Po kilku godzinach odgrzana smakuje jeszcze lepiej. A gdybyś tak miał więcej czasu przed pieczeniem i przygotował ją rano, a potem tylko upiekł… 100 % gwarancji zadowolenia!

    Podając do stołu, możesz krzyknąć niczym Julia Child:

    Bon Appétit!

     

    I na koniec coś na deser.

    1. Co mógł jeść na śniadanie Twój sąsiad?
    2. Odkryj, co to jest con-KEEL-yay! Jak wymawiać śmieszne włoskie nazwy makaronu?
    3. Dlaczego warto poznać przyszłą teściową i co mają do tego buraki?
    4. I jak zrobić mus czekoladowy, mając tylko pięć minut, czekoladę i wodę w kranie?
    5. Dlaczego miłość wcale nie jest ładna?

    Pozdrawiam siarczyście. Mroźnie. Zimowo.

    Zytka Maurion 2012