I’ll send an SOS to the world

Zasypiamy na słowach
budzimy się w słowach

czasem są to łagodne
proste rzeczowniki
las albo okręt

odrywają się od nas
las odchodzi szybko
za linię horyzontu

okręt odpływa
bez śladu i przyczyny

niebezpieczne są słowa
ktore wypadły z całości
urywki zdań sentencji
początki refrenu
zapomnianego hymnu

„zbawieni będą ci którzy…”
„pamietaj abyś…”
lub „jak”
drobna i kłująca szpilka
co spajała
najpiękniejszą zgubioną
metaforę świata

trzeba śnić cierpliwie
w nadziei że treść się dopełni
że brakujące słowa
wejdą w kalekie zdania
i pewność na którą czekamy
zarzuci kotwicę

Zbigniew Herbert, Zasypiamy na słowach

 


Czy ja jeszcze potrafię, bez ogołocenia treści, napisać piękny list, do którego zajrzy się po kilku latach i powie: O, proszę, tego szukałem! Czy znajdę słowa, które z pewnością mają wiele wspólnego, a kotwica ich pewności nie pozwoli odpłynąć w nicość? Czy mogę sobie odmówić przyjemności siedzenia nad kartką papieru i pisania tego, co dla mnie ważne?

Nie wiem, czy potrafię pisać. Ale wiem, że bardzo chcę. Że za tym tęsknię. Brakuje mi naklejania znaczka, wrzucania koperty do czerwonej skrzynki, czekania na odpowiedź.

SMS-y nie oddają wszystkiego. Pozwalają na kondensację, ale zmuszają do przekazania maksimum treści w minimalnej ilości słów.  A to raczej domena inżynierów po politechnice. Nie dla mnie wzory na dwie linijki, zamiast trzech stron wyjaśnienia. Ja jestem raczej tą stroną, która zadaje przez pięć minut pytanie i uzyskuje konkretną odpowiedź złożoną z trzech wyrazów.

Moje odpowiedzi, jako człowieka i jako socjologa brzmią inaczej.

TO ZALEŻY.

To zależy, kto pyta.

I jaka jest pogoda.

I czy wiem, o czym mówię.

I czy warto poruszać temat.

I czy jest to temat, na który można dyskutować.

I czy akurat mam ochotę się uśmiechnąć i powiedzieć głośno: Mam w nosie takie problemy!.

 

To zależy, czy budzę się w słowach, czy raczej w nich zasypiam. Ja jestem bardziej z tych drugich. A Wy? Wiem, wiem. To zależy. ;)

Koperta

Nic takiego. Zwyczajna koperta. Ot, taka tam, bez żadnych szaleństw i innych wymysłów. No, taka narysowana.

W środku papier lekko spłowiały, wymięty i z wyraźnym kółkiem po odbitej filiżance herbaty. Pachnący lawendą, wieszaną na mole i wieloletnim kurzem ze strychu.

To coś jak opowiadanie bajek przy świetle gwiazd. Pisanie palcem po piasku nad brzegiem oceanu. Świeży, jeszcze gorący chleb z masłem. Odnalezienie najdelikatniejszego dotyku. Nagły impuls, żeby zrobić coś niezwykle prostego. Chwile, które mijają, ale nigdy nas nie opuszczają.

Taka trochę muzyczna pocztówka. Proszę się częstować, przeżuwać i pamiętać, że to życzenia na całe życie. Dla Was. Ode mnie.

Nie zapominajcie o zdumieniu!

„Nie ustaniemy w poszukiwaniu,
A kresem naszych wszelkich poszukiwań
Będzie dojście do punktu, z któregośmy wyszli,
I poznanie tego miejsca po raz pierwszy”
(T.S Eliot )

List Fryderyka Chopina

Adresat: Grzymała Wojciech (Paryż)

I cóż, kiedy nie mogę?!!! Zarżnąłbym się tymi brzytwami makdanielskimi, com Ci przywiózł, gdyby nie to, że Ci je wprzód odnieść myślę. Mam muzykancki obiad, któremu się nie mogę wywinąć mimo całej piskorzowatości mojej. Ściskam Cię jak boa Ch.

Pisać jak Chopin bym chciała. Wysłałam list, długi jak ten wąż boa. Może rozgrzeje serce, wleje nadzieję i sprawi, że Adresat się uśmiechnie. Napisał taki długi list, że odpowiedź sama się rozciągnęła. Z moją małą pomocą i wielką ochotą.

Źródło listu: Narodowy Instytut Fryderyka Chopina