Jestem za mrożonkami

Taki temat, żeby otrząsnąć się wreszcie z zimowego snu, długich poranków i nocy. ;)

Nie wiem, jak Wy, ale ja lubię mrożonki. Nie wszystkie, nie zawsze, nie z każdym składem.

Nie znoszę tych, które mają wepchnięte jako wypełniacz ziemniaki lub marchewkę. Mogłabym powiedzieć, że to główna zasada, którą się kieruję przy wyborze.

Drugą zasadą jest waga opakowania. Często okazuje się, że te mrożonki, które ważą 750 gramów są tańsze od tych 450 gramowych.

Swoją drogą, czemu już nie ma opakowań pół kilogramowych, kostek masła po 250 gramów i litrowych soków marchewkowych? Stare, dobre czasy, kiedy kupowało się produkt, a nie zadowolenie, satysfakcję, wysoką jakość.

Never mind.

W każdym razie – wybieram mrożonki, które na pewno zużyję – opakowania groszku zielonego, kukurydzy, mieszankę cukinii z papryką, fasolką, pomidorkami cherry i czerwoną fasolą, warzywa na zupę (kalafior, brokuł) i do drugiego dania. Wybieram te opakowania, które nie decydują za mnie, ile zjem soli i dlaczego w ogóle mam ją dodawać.

Nie kuszą mnie zupełnie saszetki dokładane do warzyw. Czasem dodaję je w małej ilości do zupy albo sosu jogurtowego, który podaję do warzyw.

I najważniejsza zasada – latem jem świeże warzywa! W pełni sezonu mogę sobie wrzucić do zamrażarki woreczki z posiekanymi ziołami, papryką, cukinią, pokrojone mieszanki do zupy czy nawet pomidory. Wszystko zależy od pojemności zamrażarki, do której próbuję to wszytko upchnąć.

Miłego dnia!