Mój pierwszy raz z jarmużem (sałatka z jarmużem)

(C) Zytka Maurion 2014

Z rozmowy podczas drogi:
On (patrząc na pola z położonym zbożem po ulewnych deszczach): Zobacz, jakie pola! Musiało nieźle lać.
Ja: Zastanawiam się, jak wygląda nasza sałata? Może nic jej nie będzie.
On: Wiesz, że o tym samym myślę? Pewnie urosła.
Ja: A jakby jej coś było, to trudno. Pięćdziesiąt groszy [za jedną sadzonkę] jakoś przebolejemy. Najwyżej kupimy główkę.
On: A te wszystkie zabiegi pielęgnacyje? A opieka? A podlewanie? A… czułe myślenie o sałacie, jak nas nie było?
Ja: No tak. Najwięcej nas kosztowało to myślenie o sałacie!

Czytaj dalej

Trwają testy, proszę o cierpliwość

Witajcie.

Na blogu trwają testy. Zmieniam kategorie, kombinuję z nowym wyglądem. Dajcie mi szansę. Będzie dobrze!

Spędziłam dziś dzień w ogrodzie. Zasadziłam sałatę, jarmuż, kalarepę i zioła. Na kolację pokroiłam suszoną szynkę od pana Marcina z targu. Wybraliśmy się tam po dosłownie kilku miesiącach. Pan nas, nie dość, że poznał, to jeszcze ochrzanił. Na jesieni miał dla nas kurę wiejską na rosół, a my się nie zjawiliśmy! Okazało się, że pani ze sklepu nie przekazała mu informacji o naszym wyjeździe. A on biedny biegał po wsi, szukając dla nas kurki rosołowej. Ten człowiek jest wielki. I sprzedaje najlepszą na świecie wędlinę, kiełbasy i boczuś wędzony. Dał nam spróbować jakiegoś czegoś pieczonego z mięsem. Nie musicie kupować, po prostu spróbujcie.

Wyjątkowy człowiek o wielkim sercu.

Pani, która z szerokim uśmiechem przy stoisku zaraz obok pyta: Dzień dobry, co dobrego dla Was?, też jest kochana. Uśmiecha się na nasz widok, stwierdza, że to już tradycja, że bierzemy u niej chałkę i pakuje nam dwie najlepsze bułeczki drożdżowe. Jak tu nie lubić targu?

Niedaleko stał pan z sadzonkami. Hodował je w ziemi ogrodniczej, więc nie rozleciały się po drodze do domu. Za to jarmuż, kupiony od pani na drugim końcu, był wyjęty prosto z błotnistej ziemi i zawinięty po pięć sztuk w folię aluminiową. Wszystko zasadzone i czekamy na efekty.

Mama mnie trochę ostudziła, mówiąc, że jarmuż to zimowe warzywo kapustne. Przecież ja się nie doczekam!

 

Zioła w ogrodzie – zalety, uprawa, pomysły. Przepis na sałatkę ziołową.

Zaopatrzyliśmy nasz ogródek w różne zioła. Wysiłek niemalże katorżniczy, czyli wyrywanie chwastów przy upale (kto o nim pamięta, jak za oknem dziś było 8 stopni na plusie?) nie poszedł na marne. Myk-myk, wrzuciliśmy roślinki do dużych donic, donice do ziemi i gotowe. Mamy już oregano, rozmaryn, tymianek, miętę, ziele oliwne, dwie rodzaje szałwii, cytryniec chiński i inne. Marzyłam o takim ogródku!

Powodów, dla których warto mieć wybór różnych ziół jest wiele.

Zioła prowansalskie z własnego ogrodu. Bajka.

Oto kilka z nich:

Czytaj dalej

Ogródkowe opalanie i grzebanie w ziemi

Zajęłam się ogródkiem! A raczej ogromnymi połaciami ogrodu, na którym się nie znam i chluby mi to nie przynosi. Ale się poznam.  Przynajmniej na uprawie rzodkiewki, fasolki zielonej, buraczków i kopru. Kupiłam dziś nasiona, wypada więc wyrzucić je z torebeczki i przerobić na jedzenie.

Mój dzień był dość osobliwy, jak na „siedzenie” na wsi. Rano zrobiłam sobie wycieczkę do pobliskich ogrodów do zwiedzania. Inaczej mówiąc, byłam w szkółce ogrodniczej z pięknym terenem zaaranżowanym na różne ogrody. Wypiłam kawkę z wielkiego włoskiego ekspresu, pogawędziłam o wszystkim z czterema paniami z obsługi i zrobiłam trochę zdjęć z pozycji żaby.

Pisząc „pogawędziłam”, miałam na myśli zadanie stu pytań z serii: A jak się zająć tym? A jak tamtym?. Generalnie wyglądało to tak:

Ja (stojąc z kartkę w ręku i spijając każde słowo z ust kobiety): A truskawki? Można jeszcze czymś nawozić?
Pani: Teraz to już nie, za późno. Jeśli już kwitną, to za późno. To trzeba zrobić dużo wcześniej, wtedy można nawozić.
Ja: A maliny? Przycina się je teraz?
Pani (chyba już zupełnie jej nie dziwi, że pytam o wszystko, co robi się na przedwiośniu, a nie przy plus trzydziestu stopniach): Nie, nie. Maliny przycina się dużo wcześniej, na wiosnę, albo na jesieni można je ściąć. To zależy, czy są jesienne, czy wcześniejsze. Obcina się wszystkie pędy, żeby zostały tylko młode.
Ja (inwencja się we mnie obudziła): A można je skosić kosiarką?
Pani: Nie, ale można je nisko ściąć.
Ja (zerkając na karteczkę, z której wynika, że jak spytam o wszystko, to zostanę tu już na noc, bo do domu przez pola nie trafię): A wrzosy? Co się teraz robi z wrzosami?
Pani: Wrzosy trzeba ściąć nisko, najlepiej teraz to zrobić.

Proszę, pierwsza rzecz z listy, którą mogę zrobić od razu! Tylko nie mam sekatora. Cha cha cha. I jeszcze winogrona trzeba przyciąć. Nagle się okazuje, że gdybym tylko chciała, mogę nie wychodzić z terenu działki do zimy, a i tak nie zdążę wszystkiego zrobić. Dlatego postanowiliśmy przerobić część grządek na trawnik.

I dlatego wyrywam chwasty, które rosną sobie szczęśliwe na grządkach, przez wiele lat pieszczotliwie uprawianych przez dwie osoby. Grządki były ze specjalną ziemią, płodozmianem, obornikiem, kompostem, czymś tam pieczarkowym i dziesiątkami innych rzeczy, które normalnie ludzie uznają za zbędne, skoro wszystko i tak wyrośnie.

Aha. Grządki były od sznurka (a może i linijki), a wejście na nie groziło grzywną, klątwą i biegunką przez tydzień.

A teraz te dwie osoby nie chcą przyjeżdżać. Pozostało mi poczekać, aż chwasty będą do kolan, żebym na pewno je zauważyła i tak już kolejny dzień wyrywam po kilka godzin dziennie. Nienawidzę tego, generalnie najchętniej miałabym wszędzie dziką łąkę, jak w Alpach i Dolomitach. Ewentualnie trawnik, żeby było gdzie leżeć i trochę drzewek dla cienia.

Tymczasem w niezrozumiały dla mnie sposób zajmuję się chwastami. Nie grozi mi polubienie tego. Chcę tylko to skończyć i w końcu położyć się na tej całej trawie.

Kiedy zadałam pani wszystkie pytania, ona zrobiła smutną minę i bardzo poważnie powiedziała: Eeee, tylko tyle? Myślałam, że więcej!. Ja naprawdę zajęłam jej z pół godziny czasu. Spytałam o dziesiątki warzyw, nawozów, rodzaje agrowłókniny inne takie bajery. A ona zasmucona. Następnym razem przyniosę ze sobą atlas roślin ogrodowych i będę pytać o każdą po kolei.