Dużo zdjęć i jeszcze więcej wspomnień

Jakoś tak dziś wyszło, że zebrało mi się na wspominanie. Znalazłam folder ze zdjęciami sprzed dwóch lat, wrzucony zupełnie osobno, niż wszystkie. Jak już kliknęłam, to zginęłam. Porwała mnie fala wspomnień i to by było na tyle. Dobrze, że obiad w postaci zupy czosnkowej (absolutny hit każdego zimnego dnia, szczególnie przy gorączce i katarze!) i gnocchi z indyczkiem i sosem brokułowym był za mną. Inaczej byłoby ciężko oderwać mnie od laptopa. ;)

Czytaj dalej

Panna Cotta na Wielkanoc

Dziś radośnie i wesoło proponuję słodki deser na Wielkanoc. Dokładniej – panna cottę w dwóch odsłonach. Panna cotta to zwyczajnie gotowana śmietanka z żelatyną. Smakuje wspaniale, a kiedy poniesie nas inspiracja, można z niej stworzyć dosłownie cuda.

Pożyczyłam od Vlaho aparat (który będzie musiał odrąbać ode mnie siekierą, bo dobrowolnie nie oddam). Potrzebowałam zrobić całe dwa zdjęcia, ale przecież jak już trzymam w dłoniach Nikona, to nie odpuszczę. Wyszło osiemdziesiąt zdjęć, którymi pewnie będę Was raczyć od czasu do czasu. Znamienne słowo – od czasu do czasu. Bo w sumie zdjęcia przedstawiają wciąż na nowo dwie panna cotty. Malinowo-truskawkową i kawową. :)

Panna cotta malinowo-truskawkowa

Ilość porcji: 6 | Trudność: łatwe | Czas przygotowania: 15 minut + czas chłodzenia | Mało rzeczy do mycia ;)

Składniki:

  • 150 ml mleka
  • 250 ml śmietanki kremówki 30%
  • 100 ml musu z mrożonych malin i truskawek (zmiksowane owoce, mogą być mrożone)
  • 3 czubate łyżeczki żelatyny

 

Do dekoracji:

  • gruszka
  • starta skórka z cytryny
  • kiwi
  • 50 g czekolady
  • bita śmietana

 

Akcesoria: rondelek, silikonowa foremka na pralinki lub płaskie naczynie, miseczka, woreczek foliowy, pergamin lub folia aluminiowa.

Przygotowanie:

  1. Żelatynę zalać 2 łyżkami zimnej wody i odstawić na 5 minut.
  2. W rondelku zagotować mleko ze śmietanką. Kiedy tylko zacznie wrzeć, zdjąć z ognia, dodać żelatynę i mieszać do rozpuszczenia żelatyny. Dodać mus owocowy i dokładnie rozmieszać. Wylać do foremek na pralinki i kiedy wystygnie, wstawić do lodówki na całą noc.
  3. Następnego dnia rozpuścić czekoladę w mikrofalówce lub w kąpieli wodnej i przelać do grubego woreczka. Odciąć jeden rożek (jak najmniejszy!) i na pergamin lub folię wylewać dowolne wzorki. Wstawić do lodówki do zastygnięcia.
  4. W tym czasie gruszkę pokroić na cienkie plasterki, ułożyć na dużym talerzu. Skropić sokiem z cytryny i przybrać skórką cytrynową. Kiwi przekroić na pół nożykiem do dekoracji lub wykrawając na przemian ząbki √^√^√^√^ (mniej więcej takie).
  5. Naczynie z panna cottą zanurzyć na chwilę w gorącej wodzie, i delikatnie wyjmować. Ułożyć na talerzu, udekorować czekoladą. Podawać od razu.

 

Smacznego!

Kawowa rozkosz Panny (cotty)

Ilość porcji: 6 | Trudność łatwe: Czas przygotowania: 20 minut + czas chłodzenia |

Składniki:

  • 250 ml mleka
  • 250 ml śmietanki kremówki 30% (200 ml + 50 ml)
  • 120 ml mocnej kawy espresso, gorącej
  • 3+2 łyżeczki żelatyny

 

Do ozdobienia: bita śmietana, czekoladowe esy-floresy, ziarenka kawy, czekoladowa posypka do ciast

Przygotowanie:

  1. do panna cotty: 3 łyżeczki żelatyny zalać 3 łyżkami zimnej wody i odstawić na 5 minut. Do warstwy kawy: Osobno przygotować w ten sposób pozostałe 2 łyżeczki żelatyny.
  2. W rondelku zagotować mleko ze śmietanką. Kiedy tylko zacznie wrzeć, zdjąć z ognia, dodać żelatynę i mieszać do rozpuszczenia. Wylać do pucharków lub wysokich szklanek. Wstawić do lodówki do zastygnięcia.
  3. W tym czasie wymieszać w miseczce gorące espresso z 2 łyżkami żelatyny i odstawić w temperaturze pokojowej. Kiedy panna cotta zastygnie (sprawdzić kilkakrotnie, czy na pewno już stężała, może to zająć kilka godzin), wylać delikatnie na wierzch i wstawić do lodówki do stężenia.
  4. Kiedy deser będzie gotowy, ozdobić bitą śmietaną, do każdej szklanki włożyć kilka czekoladowych dekoracji i wsypać ziarenka kawy.

 

Smacznego!

 

Kinderbal! (Croque-monsieur)

Bawmy się!

Pink rum & tonic. Frytki. Cheeseburger. Różowe wino. Makaron z sosem z tuńczykiem. Sałatka grecka.  Szampan. Tarta czekoladowa. Och, życie, życie! :) Niewiele nam zostało tego roku. Warto sobie ponarzekać, póki jest za czym tęsknić. Jak przyjdzie osławione „nowe”, będzie można skakać z radości. A jak nic nie przyjdzie, to niech chociaż jakiś sensowny facet przejdzie przez próg jako pierwszy. I będzie nowe na starym, stare na nowym. Bitter – sweet symphony!

 

Objadłam się pysznościami.  Po Świętach pora na inne dania :)

  • Croque-monsieur z serem wędzonym i parmezanem.
  • Sos pomidorowy z kaparami, mnóstwem oliwek, tuńczykiem…
  • Lavazza z nowego kubka – idealna porcja do szybkiego śniadania.
  • Dzień zakończony musem czekoladowo-kawowym, po którym przestaję wierzyć w autentyczność zdjęć w książkach kucharskich. Nie to, żeby wyszło źle. Ale ten mus nawet w jednej dziesiątej nie wygląda jak ten ze zdjęcia. On nawet nie ma prawa tak wyglądać! Przypomina panna cottę, także jak dla mnie jest git. I ten czekoladowy spód! Boski. Mmmm…

Najważniejsze, to gotować w perłach. Niczym Julia Child. Wtedy żadne przeciwności nie mają szans w starciu z moją osobowością. Zmiażdżę je jednym niedbałym machnięciem ręki. Radość gotowania. Wraca z radością życia.

Mehr Licht!

Choco-show!

Joanna Fabicka, Świńskim truchtem

Aż chce się rzec: Szczurza morda! Naprawdę. Jak się tak człowiek napatrzy na takie dziwolągi, to potem się zastanawia, skąd wziął się ten kod genetyczny. Jedna babka zastanawiało się całkiem serio, jak to możliwe, że skoro cały ten kod jest skończony (bo idąc wstecz, było nas przecież dużo, dużo mniej), to skąd się biorą tacy ludzie? Pytanie całkiem zasadne. Podpisuję się pod nim. Mnie samą dręczyło pytanie o granice dewiacji. Widocznie niektórzy już tak mają. Spuśćmy na to czekoladową fontannę z chili.

Usłyszałam wreszcie piosenkę, która mogłaby być podsumowaniem wielu, wielu lat mojego bycia. Szukanie końca, które okaże się początkiem. Ciągłe stawianie pierwszego kroku. Odchylanie się pod wpływem podmuchu przeszłości na rzecz przyszłości.

Zdarza mi się czasem, że nagle dostrzegam oczywistość. Wchodzę do łazienki i po latach uświadamiam sobie, że kafelki są niebieskie. Wchodzę do sklepu i naraz wiem, że pierwszy raz widzę pomarańczowy kolor metek z cenami. Słucham po sto razy tej samej piosenki i słyszę, że są w niej bębny. A wcześniej ich nie słyszałam. Dotykam klawiatury laptopa i czuję, że to jest wspaniała klawiatura, stworzona specjalnie dla moich palców. Takie głupoty, przebłyski świadomości rodem ze 101 zabaw filozoficznych. Krótkie spięcia w mózgu :)

Harmonia barw, dźwięków, gestów i odczuć. Świat w 5D plus gratisy. A potem wszystko wraca do swoich korzeni. Albo raczej do nicości. Jakie to ma znaczenie? Jakieś ma. Skoro tao łączy w sobie czerń i biel, to mus czekoladowy łączy w sobie słodycz czekolady z ekstazą jej próbowania!

Przystań na chwilę, zatrzymaj świat.
Dokąd się śpieszysz? Nie zdążysz i tak.

 

Mus czekoladowy


Nie będzie prostego przepisu. Jest ich tyle, że każdy wypróbowany na pewno będzie dobry. Jedni lubią gęsty, niczym czekolada na gorąco. Inni kochają się w lekkości bitej śmietany wymieszanej z gorzką czekoladą (to ja). Niech zgaśnie me nienasycenie! Jutro pora na mus!

Znam też takich, którzy idą na ilość,a nie jakość i kupują niemal gotowy wyrób w proszku, do którego dodaje się tylko mleko czy coś. Ble. Ale to kwestia gustu. Mus na zdjęciu to najlepszy, jaki jadłam do tej pory. Próbowałam jeszcze przynajmniej kilku w różnych cukierniach, kawiarniach… ale żaden nie może się równać z tym. Wyjątkowy. Zatykający. Powalający. Przywołujący najbardziej drapieżne myśli o jedzeniu. Taki, którego smak pamięta się długo potem. Przepis Top Secret :)

Polecam zatem inne przepisy:

Smacznej zimy!

Święta dla singli (panna cotta w tle)

Weszłam na stronę Trójki, zaczęłam słuchać audycji pod tytułem Święta – czas trudnych pytań dla singli. Wreszcie (!) ktoś o tym powiedział. Dlaczego dookoła wszyscy mówią tylko:

  • „Zobaczysz, znajdziesz kogoś.”,
  • „Dobrze, że teraz się dowiedziałaś o X, a co by było po ślubie?”,
  • „Jesteś młoda i piękna, na pewno będziesz w przyszłości z kimś szczęśliwa”?

A może ktoś wreszcie weźmie pod uwagę, że kiedy zostałam singlem nie z wyboru, to jeszcze kocham tego kogoś? A może ja nie chcę nikogo szukać, bo na razie jeszcze sobie nie poradziłam? Idą Święta, wszyscy będą składać życzenia i przy okazji (a może przede wszystkim będą życzyć sobie), żebym miała innego faceta.

Najbardziej odpowiada mi tekst  z komentarza do artykułu:

ean (gość) | 2011-12-15 15:34:47 Na pytanie cioci „Kiedy ślub?” odpowiadamy: „Kiedy pogrzeb?” :)

Na zdjęciu panna cotta ze świeżymi malinami (przepis tutaj –> klik!). W zimie możemy ją zastąpić mrożonym musem malinowym. Dobry przepis na klasyczną panna cottę znajduje się na stronie Asi z Kwestii Smaku.

Ja zmniejszyłam ilość mleka na rzecz takiej samej ilości (około 100 mililitrów) musu malinowego, zrobionego po prostu blenderem. Dodałam również dodatkowe pół łyżeczki żelatyny, ponieważ w małych foremkach panna cotta z oryginalnego przepisu mogłaby po prostu się nie udać. Potrzebujemy tutaj dość stałej struktury, którą będzie można podnieść ręką, nie tylko łyżeczką.

Foremki przepłukałam zimną wodą i do momentu wlania do nich panna cotty trzymałam w lodówce.

Smacznego! :)