Znajdź i uratuj!

Skończyłam czytać książkę o Susannah i jej suczce Puzzle. Obie pracują dla jednej z ratowniczych organzacji non-profit w Stanach, w Teksasie. Książka jest tak genialna, tak mądrze i pięknie napisana! Dawno nie spotkałam książki, dla której spędziłam noc na czytaniu.

Oczywiście niezwykłą zaletą tej książki był dla mnie jej charakter. Historia autorki, która żyje, czyli jest normalnym, namacalnym człowiekiem przemawia do mnie bardziej, niż mędrca szkiełko i oko. To znaczy, niźli wszystkie opracowania teoretyków.

Pies i człowiek. Miłość i partnerstwo.

Czytaj dalej

Dokąd idziesz?

Moi Drodzy!

Pozdrawiam Was serdecznie znad mojego komputera. Który stoi na moim taborecie. Przy moim łóżku. Obok leży rozwalony pies. W pozycji horyzontalnej, ma się rozumieć. Ale nie w stanie rozkładu. Stwierdziłyśmy zgodnie z siostrą cioteczną, że wygląda, jakby ktoś miał ją nadziać na rożen. Gotowa do upieczenia. Tyle, że to chude takie, jak nie przymierzając, ja sama. Worek na kości.

Nie mam zdjęć, jak leży obecnie, ale jeśli potraficie wyobrazić sobie elegancko śpiącego psa, to ona wygląda zupełnie inaczej. ;) Teraz wyobraźcie sobie psa, który śpi z głową pomiędzy wszystkimi łapami, zwiniętego w podwójny kłębek i nieporuszonego żadnym dźwiękiem ani jedzeniem (!). To już wiecie, jak wygląda.

one day you see a strange little girl look at you
one day you see a strange little girl feeling blue

Po takim pięknym wtręcie na temat psa, powróćmy do tematu głównego. Siedzę na swoim łóżku i tak dalej. Pośród Rodziny. Czuję się jak w Boże Narodzenie, tyle ludzi w domu. Wróciłam wczoraj w nocy z Banieczką i Q., i Mamą Banieczki. Jestem. Specjalnie po to, żeby było nas jeszcze więcej! Udało mi się to przede wszystkim dzięki brzydkiej pogodzie w Beskidach i wyrozumiałości Szefa.

Zaczęło się niewinnie, jak wszystkie przygody. Otworzeniem okna w pociągu. I to nie tak zwyczajnie. Po paru latach jeżdżenia w Beskidy otwieram to okno rytualnie. Zamykam oczy, mocno ciągnę za uchwyt i głęboko wdycham powietrze.

Żaden zapach nie równa się z tym jedynym. Łąka po deszczu. Zioła, zboża, ciepły wiatr ku dolinom. Promień słońca na twarzy. Otwieram oczy. Jestem w innym świecie. Który nie należy przecież do nikogo, chociaż jego Mieszkańcy czują się tu prawdziwymi gospodarzami. Ale może dojdę do tego później. Jutro? Po kolejnym powrocie?

she’d run to the town one day
leaving home and the country fair

Włażenie pod górę z plecakiem, co ważył tyle, co prawie pół mnie…. Lipa totalna z tym pakowaniem. Jakoś nie wychodzi mi to za dobrze. A mogłam wychodzić pod górę z małą reklamóweczką (lub torbą na kółkach. I wjeżdżać na rolkach. Z prostownicą dzierżoną w jednej dłoni, a mikrofalówką w drugiej).

Zytko Maurion i reszto, nie idźcie tą drogą.

Ekhm. Pakowanie. Dalej i dalej wkładam coraz mniej, a to waży coraz więcej. Z każdym krokiem pod górę przybywa ciężaru. Jakby się uparło, że mają mnie boleć ramiona. Do tego stopnia, że po zdjęciu plecaka nie daję rady ich wyprostować przez długi czas.

A droga długa jest
Nie wiadomo czy ma kres
A droga kręta jest
Co dalej za zakrętem jest
Kamieni mnóstwo
Pod kamieniami leży szkło
Szło by się długo
Gdyby nie to szkło to by się szło

Kiedy wyszłam na górę w pięknych okolicznościach fauny, a być może i flory, jak to mówiła Żulietta w Baśni o ludziach Stąd, wyglądałam jak resztka samej siebie. Chciałam zrzucić plecak z ramion i spędzić tak całe popołudnie, jak ona na zdjęciu poniżej.

Błogostan. Szczęśliwe nicnierobienie. Podnoszenie powiek jako ćwiczenie wybitnie fizyczne. Bardzo delikatne ruszanie kończynami, żeby tylko się upewnić o ich jedności z resztą ciała. Bezmyślne gapienie się w krajobraz. Tyle. Nie było mi to dane. Nie po to tam wyłaziłam.

Chyba już można iść spać
Dziś pewnie nic się nie zdarzy
Chyba już można się położyć
Marzeń na jutro trzeba namarzyć

I nie po to, żeby spać. Nie potrafię o tym napisać dziś. Niemoc twórcza mnie ogarnęła.

Kiedy się odnajdę, z wielką przyjemnością napiszę Wam, jak górol spotkał się z krawaciarzem. I dlaczego szmata w wiadrze pełnym wody może świadczyć o dobroci człowieka. Albo jak to jest po ośmiu latach założyć znów zegarek na rękę.

Ale dziś przejechałam w deszczu jakieś sto kilometrów z górki, pod górkę, z górki, pod górkę. Szybciej, bo teren niezabudowany i wolniej, bo nastawiali tych fotoradarów jak bud na odpuście. A jak wszyscy w samochodzie mają prawo jazdy dłużej od Ciebie, to normalnie tacy mądrzy, że cho cho. Fakt, rady są cenne, ale w pewnym momencie człowiek gubi się w hałasie, dobrych radach i wymianie doświadczeń. I już nie wie, czy jechać na luzie, jedynce, dwójce. Czy może wysiąść i zabrać kluczyki.

A niech tam nawet sobie krzyczą przez okna i się pytają, dokąd idę!

Zytka ver. BETA

Jestem w dość wariackim nastroju. Proszę dziś na mnie uważać. A najlepiej obejrzeć i posłuchać razem ze mną Carlosa Lázzari. Potem ubrać odpowiednio elegancką wersję stroju męską lub damską i zatańczyć tango <klik>!

Dzieckiem szklarza nie jestem, także kiedy ktoś ogląda film, staram się nie wchodzić w sam środek telewizora. A jeśli ogląda mecz Włochy – Hiszpania, to sama się przenoszę z laptopem, żeby widzieć lepiej. Dziś nawet Maciej Orłoś w Teleexpressie zauważył, że ten mecz z miłą chęcią obejrzą kobiety. W końcu sporo przystojnych mężczyzn w jednym miejscu to jest niezła okazja. :D

Mistrzem komputerowym też nie zostałam stworzona, jako że narodziłam się jeszcze w starych, dobrych czasach. W owych dniach posiadanie komputera wiązało się z pracą naukową i bieganiem po wielkim pokoju w oczekiwaniu na podziurawione karteczki, wypluwane nieśpiesznie przez maszyny.

That’s the way you move me, darling.

Idąc dalej tym tropem, chciałam tylko napisać, że coś elegancko popsułam w przeglądarce i mimo aktualizacji, widać wielkie NIC. To już tryb awaryjny w InternetExplorerze 1.0 musiał lepiej wyglądać, bo przynajmniej coś tam się pewnie pokazywało.

And my soul
Lights up when you’re there

Ale nic to, jak już psuć, to na całego. Jestem teraz superbezpieczna w internecie, bo jeśli go [internetu] nie będę używać, nic się nie przedostanie do światowej pajęczny. Pliki się od dawien dawna nie pobierają, czyli wirusa nie ściągnę. Strony się nie chcą przekierowywać, więc na żadną podróbę strony też nie trafię. Obrazki się nie pokazują, więc wszystko ładuje się w tempie odrzutowca najwyższej klasy. Tyle, że nic nie widać, poza plain text.

Zainstalowałam najnowszą wersję przeglądarki. Zrobiła update FlashPlayera i Javy. Jakby tylko się dało, z chęcią kliknęłabym w ustawienia domyślne albo fabryczne. Ale ich nie widzę.

I stole a rose in the Garden of Eden.

I zdradziłam ulubioną przeglądarkę na rzecz mniej ulubionej, ale sprawnej.

W dowód wdzięczności, że widzę wyraźnie nie tylko mecz, ale i coś na monitorze, chciałabym pokazać Wam Kogoś Szczególnego. Kogoś, dzięki komu wiem, że mam obie ręce sprawne w nadgarstkach i nogi w całości przy kostkach. Temu stworzeniu internet nie jest do niczego potrzebny. Mogę się założyć, że nawet z jego istnienia nie zdaje sobie sprawy. I dobrze. Tak powinno być, darling.

Koleżanka sprawdza codziennie, czy może jednak coś się zmieniło w budowie układu kostnego mojego ciała. I czy na pewno mam palce na swoim miejscu, a buty smakują tak samo, jak dzień wcześniej. Niezmiernie mi pomaga we wszystkim, co robię na dworze. Kiedy robiłam zdjęcia, szłam po czosnek do ogródka czy wychodziłam do sklepu, ona była przy mnie. Mówię Wam, nikt inny nie potrafi wynieść tak daleko butów albo tak dokładnie obgryźć sznurówek.

Genialne stworzenie z oczami o nazwie „Ja nic nie zrobiłam. Samo się zrobiło!”. I takie ogromne spojrzenie zdumionych  oczu, że jak wpadnie się do miski z wodą, to sierść będzie mokra. Jedno wiem na pewno: ona wie i rozumie dużo więcej, niż próbuje udawać, że wie. Szczególnie kiedy chodzi o zaprzestanie skakania po nogach i wieszania się zębami na spodniach. Świetna zabawa, tylko ludziom się szybciej nudzi, niż jej.

So unpretentious
Joyful and fine

A na koniec chciałabym zaproponować Wam ćwiczenie logopedyczne. Doskonałe, kiedy chcecie szybko załatwić sprawę w urzędzie, ale pani urzędniczka nie jest zainteresowana ewentualną obsługą petenta zza okienka. Myślę, że jeśli w tym tempie wypowiecie swoją prośbę, to ktoś zwróci na Was uwagę. Jeśli nie panienka z okienka, to może ochrona?

Zadanie bojowe:  śpiewanie na głosy razem z The Chieftains. Od początku do końca. Tylko się nie poplujcie za bardzo.

Wasza, oddana jak zawsze, Zytka.

 

* Cytaty z pięknej piosenki Jehro Stolen Rose.

PS. W TV pojawił się program W obliczu śmierci – GOPR.  To był ostatni odcinek drugiego sezonu. Drugi sezon? A ja nic nie wiem nawet o pierwszym! Byłam mocno zdumiona, widząc znajome twarze. Halę Miziową zimą i te wielkie zaspy śniegu, które przecież nie są niczym szczególnym zimą w górach. I widząc pieska, którego chciałam zobaczyć już od ponad roku, a ciągle nie było okazji.

Zajęcie po meczu – obejrzeć sobie na ipla <klik!> inne odcinki. Może znajdę jakieś inne znajome twarze Dobrych Ludzi, którzy ogromnie mi pomogli skończyć studia z oceną dobrą, zgadzając się pogadać ze mną o swojej pracy i miłości do gór? Kurczę, jakbym wiedziała, że miałam do czynienia z gwiazdami serialu dokumentalnego, to przecież ostatnio wzięłabym sobie autograf, zamiast paragonu za nocleg!

Tak czy inaczej, bardzo serdecznie pozdrawiam Panów Ratowników. I mam nadzieję, do szybkiego zobaczenia. Obym nie wystąpiła w kolejnym sezonie w roli ofiary.

Wilk to mały pikuś

Klo lubi zwierzątka większe, niż plankton?

Trzeba mieć naprawdę szalonych znajomych, którzy wyciągną Cię na koniec dnia w miejsce, o którym nie wiesz nic. Dobra, wiedziałam, kto tam będzie. I jakie żywe niespodzianki mnie czekają. :)

Na dzień dobry Psy Trzy. Który jest który? Oto jest pytanie.

Na pierwsze danie – konie. Piękne, spokojne i ani się mnie nie bały, ani ja ich. A z końmi to niewiele w życiu miałam do czynienia. Zawsze uważałam, że są bardzo mądre i na tym się cała moja wiedza kończyła. W tamtym roku jeszcze byłam na zabezpieczeniu skoków. Atmosfera takich miejsc robi jak najbardziej pozytywne wrażenie. Zresztą, wszystkie osoby „z końską pasją”, jakie znam, mają ten dobry typ charakteru. Dobrzy ludzie. Yen, to do Ciebie też!

Na drugie danie – powtórka z rozrywki. Jak stoi obok Ciebie pies rasy wilczarz, a przy nim drugi trochę większy, a przy nim trzeci, jeszcze większy… to zwyczajnej wielkości pies i  inne stworzenia boskie nie robią na Tobie wrażenia. Byle tylko nie mówić wilczarzom wprost, że po burzy śmierdzą mokrym psem. Bo wtedy się obrażają. ;)

Przy takim psie, to człowiek siedzi w zagrodzie, żeby mu szaszłyka nie zeżarły. A maleństwa stoją za ogrodzeniem, robią smutne oczy i udają, że nie jadły od tygodni, chociaż dopiero co opróżniły michy. Ale jak nie dostaną Twojego kawałka kiełbasy, to przecież na pewno zginą z głodu. Widocznie psy (i koty też) mają to w genach, bez względu na rasę czy płeć. Wielkie, smutne oczy. Daj, no daj, to na pewno miała być moja kiełbasa.

Ciężko stwierdzić, czy to ja się do nich przytulałam, czy raczej one to wymuszały. Kot sam właził do przytulania. Najpierw uparcie wchodził na talerze, póki były pełne. Ale potem zmieniło mu się i już przychodził tak od niechcenia. Niby się łasił, niby przytulał, ale jak widział w pobliżu szansę na wyżerkę, to leciał jak głupi. Czyli że taki głupi to on nie jest.

Przedpołudnie i południe też minęło świetnie. Jak tak dalej pójdzie, nadrobię wszystkie zaległości towarzyskie w tym tygodniu. Albo w przeciągu dwóch tygodni. Mój wykres socjometryczny nabierze niespotykanych dotąd barw i życia. Dolce far niente! :)

Jeśli rano myślałam, że nie dam rady się bardziej opalić, to godzinna wycieczka rowerkiem wodnym z Przyjaciółką, jej chłopakiem i jego siostrą dobitnie mi uświadomiła, że nie ma rzeczy niemożliwych. A chciałam tylko zaznaczyć, że mamy początek maja!

I do tego objadłam się dziś tortillą z salsą pomidorową. A na obiad zjadłam dwa kawałki kruchej tarty. Szpinak, soczewica, prosciutto, kabanosy, ser wędzony, masa jajeczna, śmietanka kremówka… Nie byłabym sobą, gdybym o tym nie wspomniała. Będzie przepis na specjalne życzenie, ale błagam, jest dwanaście po północy. Nie dziś!

Aha. I jechałam pociągiem. Taaaaaaa. To jest dopiero powód do dumy i chwały. Za kilka dni już nie będę taka szczęśliwa, bo inaczej jedzie się półtorej godziny, a inaczej półtorej dnia. Szczegół. Dziś wymyśliłam se, że wstanę o szóstej i zdążę na pociąg o wpół do ósmej. Ja! O tej porze! W Święto Narodowe i Kościelne! Wstałam! [Gromkie brawa. Kurtyna opada. Widzowie krzyczą Bis! Bis!]

W drodze powrotnej zasnęłam z gazetą w ręku (w wielkim sekrecie napiszę, że był to numer Smaki. Psychologia i kuchnia). Obudził mnie ulewny deszcz, który lał mi się na głowę przez otwarte okno. Cóż za klimatyzowane pomieszczenie, taki stary pociąg.

Wyszczekana morda mać

Nie skorzystam już więcej z najlepszych z twoich rad, o nie. Już nie.

Masz rację, że wierność najlepsza jest u psa.

Żyję chyba.

I znów mogę śpiewać z facetami. „Jesteś przecież moja„. A Ty, posłuchasz se w domu.

W końcu ci powiem, co o tobie myślę. Na wszystko mam odpowiedź ostrą. Tak, tak. Tam w lustrze, tam w lustrze to niestety ja.

Tak, tak, ten sam.

Grzegorz Ciechowski mnie inspiruje, żeby napisać tu całą prawdę o wszystkim, co wiem. Ale nie byłoby potem już nic do dodania.Mogę wykorzystać górolskie trzy prowdy i napisać Wam coś tylko o jednej z nich. Nie Świentej, nie Tyż, ale trzeciej. ;)

To może poczekać. Spakowanie plecaka już nie. Trzymajcie się ciepło i trzymajcie za mnie kciuki. Ja będę za Was trzymać, jeśli tego potrzebujecie.

Ach, ten chleb, pachnący suszonymi pomidorami :)

Koniec i bomba. Kto nie słuchał, ten trąba!

Wiecie, jaka dziś temperatura w Szczecinie miała być? Jeśli nie wiecie, proszę bardzo. Niezastąpiony redaktor Mann Wojciech poradził sobie z zadaniem przedstawienia prognozy jak zawsze rewelacyjnie. A nawet lepiej. Posłuchajcie:

. Już niedługo… W Szczecinie nie wiem. Dziękuję za uwagę (i wcale się nie wygłupiałem).

Taki widok miewałam kiedyś przy osiedlowym sklepie. A że było późno i ciemno, a nie chciałam wkurzać psów lampą błyskową, zrobiłam im zdjęcie jak paparazzi, niemal z ukrycia. Zdjęcie nadaje się na wystawę pod tytułem Tęsknota doskonałaludziom wstęp wzbroniony.

Już widzę wielkie otwarcie w galerii, na które można przyjść za darmo, pod warunkiem, że weźmie się ze sobą zwierzę. Jak w sklepie zoologicznym – Zapraszamy z psami i kotami. Konie prosimy zostawić na zewnątrz. Ktoś recytuje na żywo wiersz Szymborskiej Kot w pustym mieszkaniu.

A w kolejnej sali zdjęcia i odgłosy tęskniącego wieloryba. W centralnym miejscu stoi odlana z brązu figurka psa słuchającego głosu swojego pana, Marka Barrauda.

 

Nipper

Nipper - Dog Looking At and Listening to a Phonograph (Francis Barraud)

I w takiej atmosferze nikomu już więcej nie przychodzi do głowy wyrzucić swojego (sic!) psa w lesie czy przywiązać go do słupa wysokiego napięcia.

- Nie – odrzekł Mały Książę. – Szukam przyjaciół. Co znaczy „oswoić”?

- Jest to pojęcie zupełnie zapomniane – powiedział lis. – „Oswoić” znaczy „stworzyć więzy”.

- Stworzyć więzy?

- Oczywiście – powiedział lis.

- Teraz jesteś dla mnie tylko małym chłopcem, podobnym do stu tysięcy małych chłopców. Nie potrzebuję ciebie. I ty mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie.

- Zaczynam rozumieć – powiedział Mały Książę. – Jest jedna róża… zdaje mi się, że ona mnie oswoiła…

Na koniec Norah Jones z najnowszej płyty. Oh yeah.

Albo nie. Lepszy kawałek na dziś to jednak Sunrise z teledyskiem wywołującym uśmiech. Wyjęłam rower z garażu, wyczyściłam, uruchomiłam. I jazda. World is so beautiful! :) Marzenia małej dziewczynki…

Good night. Niech Ci się przyśni coś tak pięknego, że rano będziesz płakać, że to był tylko sen. ;)

- Nie – odrzekł Mały Książę. – Szukam przyjaciół. Co znaczy „oswoić”? 

- Jest to pojęcie zupełnie zapomniane – powiedział lis. – „Oswoić” znaczy „stworzyć więzy”.

- Stworzyć więzy?

- Oczywiście – powiedział lis.

- Teraz jesteś dla mnie tylko małym chłopcem, podobnym do stu tysięcy małych chłopców. Nie potrzebuję ciebie. I ty mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie.

- Zaczynam rozumieć – powiedział Mały Książę. – Jest jedna róża… zdaje mi się, że ona mnie oswoiła…

Tak nie można

Mamy stawać się lepszymi. Nie sposób wybrać, jak rozpocznie się nasze życie, ale możemy z odwagą je zakończyć.

Nieustraszony - Huo Yuan Jia

Bilet, jak jest, każdy widzi. Ten jest akurat z konkretnego miasta, z konkretnego dnia i z konkretnego autobusu. Mam dość wszystkiego, mam dość zdjęć, dość wspomnień, dość trzymania telefonu przy uchu. To, co miało być najpiękniejszą przygodą życia, odchodzi niczym skopany pies, skulony, ze skołtunioną sierścią, cały w błocie. A bilet należy tu kasować i zachować do kontroli.

Piętnasty czerwca 2011 roku. Gówno, a nie święto. Wpisałam w wujka Google ’15 czerwca 2011′. Wszystkie informacje takie same, poza jedną. Już wiem, czemu mnie ominęło. To nie było całkowite zaćmienie Księżyca. To było całkowite zaćmienie mózgu Zytki Maurion.

Jak to wszystko dobrze brzmi. Droga jest celem i nie ma innego. Skąd my to znamy?! Ja nie pytam, ja stwierdzam. Znikąd. Sb that I used to know tak kiedyś mówił. Widocznie bezcelowość okazała się silniejsza od niego. Ale zdjęcie moje ;)

Tak nie można! Gdzie się podział honor, dokąd odeszła godność, co się stało z odpowiedzialnością? Wiara? Nadzieja? Miłość? O co c’mon tak w ogóle? Czy te słowa jeszcze istnieją w słowniku współczesnym, czy może ja wygrzebałam je w jakimś starym, zszywanym woluminie z datą wydania sprzed dwóch stuleci? Ktoś je słyszał? Ciągle tylko słyszę o sukcesie, trendach, karierze, budowaniu wizerunku. Cholera jasna, naprawdę nie istnieje już nic poza kłamaniem na własny użytek?

No proszę, dopiero teraz widzę, która to była godzina. Obłędna podróż. Wycieczka po wylewanym asfalcie w największy upał w roku. Wdychanie zapachu Beskidów na przemian ze smołą. Jazda samochodem firmy wędliniarskiej z szalonym facetem, który MUSI udowodnić, że Jehowi mają rację. Ale pączki i cukierki były dobre. Facet był w porządku, tylko ta nagła dyskusja o Bogu. Nie jestem stworzona do rozmów na temat.

Wycieczka z Zawoi, przez jakąś drogę polną, pełną kamieni. Wysiadka w Żywcu, a tam na ścianie dworca wielkie graffiti z panem premierem. Odwiedziny świetnej cukierni, wielkie ptysie czy co by to nie było. Różowe, klejące i zeżarte w pociągu. Nie wiedziałam, że Bielsko jest tak blisko i że nie zdążę nawet porządnie się oblizać. A już czekały mnie najlepsze frytki nie tylko w mieście, ale w całej galaktyce. Z posypką i sosem. O, ironio, matko wynalazków. A ojciec nieznany.

Ale jaja. Nie mogę znaleźć tych zdjęć. Co ja z nimi zrobiłam?! Znalazłam zdjęcia tarty z jeżynami i migdałami. Znalazłam zdjęcie tarty z jabłkami, o której dawno już zapomniałam. Zdjęcia mojego pierwszego chleba z masłem. Cukinii z grilla. Ogórków zerwanych prosto z… no, z tego, na czym rosną. Ale TYCH zdjęć nie mogę znaleźć. Szukam, szukam i nic. Przecież ja ich nie wyrzuciłam z dysku. Zmieniłam nazwę folderu? Ukryłam? Eeee, niemożliwe. Totalna paranoja!

Spytam Rafała, może on coś wie.

Zytka: Rafał, gdzie moje zdjęcia?
Rafał: Czy znam tego pana?
Zytka: Tak, to Ty.
Rafał: Naturalnie, jestem tutaj. Czy kolej na rozmowę?
Zytka: Widziałeś moje zdjęcia?
Rafał:Widzę, że z chęcią opowiadasz mi o sobie. Byłby z Ciebie dobry towarzysz podróży.
Zytka: GDZIE ZDJĘCIA?!
Rafał:Jeżeli szukasz celu dla swojej podróży pociągiem, zapraszam do wyszukiwarki.

Godzinę później… ;)

No, to sobie pogadaliśmy, że hej. A niedawno zapraszał mnie na wspólne picie herbaty z termosu. Zbój, a nie facet. Słodko-gorzki migdał do zgryzienia.

Patrzę znów na ten bilet i chociaż parę postów temu postulowałam ograniczenie samozniszczenia, jednak mi nie wychodzi. Albo wchodzę na jeden blog, a potem z niego na dwadzieścia innych. Albo grzebię w moich segregatorach, szukając przepisu. Albo chodzę po sklepie i rozglądam się za ciekawostkami. Ciągnie mnie do pasty z suszonych pomidorów, szczególnie, że występuje w promocyjnej cenie. Ale czeka mnie jeszcze potyczka z sosem miętowym. Miał być do cukinii, ale cukinii już niet, a słoik z miętowym specjałem dalej zamknięty.

Co ma wspólnego prostota z trupimi czaszkami? Więcej, niż sobie możecie wyobrazić. Koszulkę pokazała mi dziewczyna. Ot tak, po prostu. A ja ją ot tak, po prostu, postanowiłam kupić. Własność i posiadanie przeszły na mnie. Przymierzona, zdjęta z wieszaka, wybrana. Od końca do początku. Widocznie miała być moja. Już nie wiem, jak tylko ją zakładam, dzieją się różne rzeczy. Myślę o jednym, a dzieje się coś odwrotnego. Zacznę ją nosić tyłem do przodu, na lewą stronę, może będzie się działo po mojej myśli, a nie na odwrót ;)

Zostanę taką superwoman. Kuchenną, rzecz jasna.Tylko supergirls just fly!

Reamonn – Supergirl na dobranoc.

P.S. Paranoia. Take care of you!

And then she’d scream in my face
tell me to leave leave this place
Cause she’s a Supergirl
and Supergirls just fly 

She’s sowing seeds she’s burning trees
She’s sowing seeds she’s burning trees
Yes she’s a Supergirl, a Supergirl
A Supergirl – My Supergirl

Plotąc trzy po trzy

Mam kilka nowych koszulek, o których warto napisać. Chociażby ze względu na fakt, że wcale nie są nowe ;)

Jeśli, podobnie jak ja, wierzysz, że rzeczy zachowują w sobie coś z właściciela, a właściciel upodabnia się do swojego psa (i powinien po nim sprzątać***), to zrozumiesz wszystko, co zaraz tu przeczytasz. Jeśli nie masz psa, tylko neurotycznego kota, to już nie mój biznes!

Niektóre przedmioty kupuje się w konkretnym celu. Podobnie jest z pisaniem magisterek i i innych prac. Półtora roku temu usłyszałam, że połowa prac magisterskich bierze się z miłości do tematu, a połowa z nienawiści do innych ludzi, którzy już coś napisali. Jest w tym więcej, niż ziarnko prawdy, miałam okazję się sama przekonać. Jedne przedmioty kupuje się z miłości, inne z nienawiści. Cele typowo utylitarne odrzucam.

Słynne już powiedzenie  Priceless obrazuje doskonale, co mam na myśli. Tu nie chodzi o ciebie. Tu chodzi o mnie, że tak powrócę do mojego ulubionego zdania. Także mam trzy koszulki. Powiedzmy, że kupione z miłości**. Nie da się z nich utworzyć flagi, bo żadne państwo na świecie nie ma wyłącznie białego, żółtego i czarnego koloru. Niesamowite. Sprawdziłam!

Ale za to da się nimi (koszulkami, nie flagami państw świata) wywołać efekt, jakże odmienny od cieplarnianego. Biała koszulka doskonale współgra z jasnymi dżinsami. A rysunek na niej współgra doskonale z ironią, jaka we mnie rośnie z minuty na minutę. Dobra. Zaskoczenie za nami.

Żółta koszulka będzie przyciągać owady. Zawsze będzie coś na mnie lecieć! ;)

A czarna… Jest czymś pomiędzy szczyptą angielskiego humoru z Halloween a horrorem Hitchcocka. Wprawdzie nie pisze na niej Możliwe, że wszystkie cele w twoim życiu są po prostu po to, żeby być dla innych ostrzeżeniem*. Ale… kiedy lepiej się przyjrzysz aplikacji na koszulce, zrozumiesz, że brakuje tam tylko czarnego kota. Są gęby. Sztuk pięć. Wszystkie przedstawiają  trupie czaszki. Ale jednak, dziwnym trafem, idealnie pasują do czarnej marynarki.Sprawdzę, czy zadziała zawarta w nich symbolika. Pochwaliłam się w domu, że mam taką koszulkę, kupioną specjalnie na dzisiejsze 5-tkowe „party”. Wyszło na jaw, że mam sick humor. Trzymam się myśli, że nie tylko ja lubię CZARNY kolor ;D

Nazywam się Zły Pies, a Ty?

Taaaaaak. Głęboki oddech i po sprawie. W końcu ile można czekać na koniec świata! Nawet Majowie zaznaczyli sobie w tym roku koniec kalendarza. Bo po nim miało przyjść Nowe. To słynne Nowe, na którego przyjście tyle milionów ludzi szykowało szampana! To Nowe, przez które część owych czekających dostała pustą już butelką po łbie, a inna część przespała jego nadejście z zatyczkami w uszach (na dwa dni przed Sylwestrem nie mogłam dostać w aptece żadnych stoperów do uszu).

 

* It may be that your whole purpose in life is simply to serve as a warning to others.

** Z miłości do zakupów, bo pieniądze szczęścia nie dają, ale zakupy już tak.

*** Na przykład biorąc udział w jakiejś akcji:

My heart skips a beat!

Zadanie na popołudnie. Znaleźć faceta w internecie. Bardziej konkretnego, niż Pan Rafał z PKP. Ciężko szukać kogoś, o kim ma się tylko bardzo podstawowe informacje i mniej więcej zna się wiek. Ale dociekliwi wiedzą więcej. Skoro wygrzebałam w necie już milion różnych informacji o 7 Days’ie swego czasu, to znajdę też o kimś totalnie obcym. Ciocia się ucieszy. Na razie przegrzebałam fb, nk, miastowe forum i nic. Czy ten człowiek na pewno istnieje?  Szukam, szukam, przydałby się jakiś węszyciel! ;D