Przepis za przepisem – jakżeby inaczej!

Witajcie.

Życie pięknie toczy się dalej, ja mam mnóstwo nowych pysznych przepisów, tylko zostaje ciągle jedno ale pod nazwą „Dzięwięć-Godzin-W-Pracy-Przed-Monitorem”.

I od razu odechciewa mi się w ogóle naciskać taki mały okrągły przycisk „Power” w komputerze,

Pora to zmienić. Rządy się zmieniły, obyczaje też, czasy – jak wyżej. Włączyłam tego grata i po miesiącach nieobecności nadrobię dziś moje zaległości. Ach. I ech! :)

Walnęłam tym blogiem, kiedy okazało się, że nie tylko nie mam miejsca na publikowanie zdjęć, ale też nie mam opcji ściągnąć ich tutaj z Google Plus. Teraz spróbuję z Pintrestem, potem ze wszystkim, co się będzie dało. Ten blog dodawał mi energii do działania.

Zawsze znajdzie się ktoś, kto cudze wysiłki skaże na porażkę i obwieści klęskę. Nie wiem, czemu w to kiedyś uwierzyłam, skoro od początku pisałam dla siebie.

Nie jestem wielką diwą kulinarnych programów, ani najsłynniejszy blogerem roku. Zupełnie nie przeszkadza mi to w życiu i jakaś część mojej duszy, którą we współczesnym kosmopolitycznym świecie można nazwać amerykańską, wciąż jest ze mnie dumna i wymachuje książką kucharską niczym wielką flagą.

O. I już. Pisanie daje mi tak wiele przyjemności. Jedzenie, fotografia, wyglądanie przez okno w pracy, spacer po górach. Prostota. Piękno. Życie!

Do zobaczenia niedługo w nowym przepisie.

Chciałam tylko powiedzieć, że mam się dobrze.

Oto podsumowanie mojego dnia z marca 2014 roku. I wtedy nawet była zima! :)

———————————————————-

Witajcie.

Dookoła mówią, że świat zwariował. Że szaleje zbrojenie, sankcje i inne straszne słowa.

A u mnie na stole kolorowy obrus, z zielonym bieżnikiem i kuchenny ręcznik z zielono-żółtymi motylami. Szklana buteleczka z 4 kolorowymi rurkami.

A z oknem rano było biało. Odśnieżałam samochód! To nic, że już cieplej i zostały tylko resztki białego (!) śniegu, który wczoraj rozpoczął się wielką burzą, kiedy byłam w pracy. Nagle pociemniało, zawiało i zaczęło walić gradem i śniegiem. A dziś – już po wszystkim.

Dziś jest wtorek. To znaczy, dla mnie jest coś między sobotą a niedzielą, bo poprzednie wolne miałam kilka dni temu. W środę bodajże. A potem… Nie wiem. Chyba teraz.Jutro znów środa i znów do pracy.