Sałatka grecka – przepis podstawowy

Pewnie każdy ma swój pomysł na taką sałatkę. Mój Mężczyzna mówi, że od zawsze „tak ją robi”, jak przypadła mi najbardziej do gustu. Nie tylko dlatego, że potrafił przynieść dla mnie w góry, ciężką zimą (!) wszystkie składniki na plecach razem z dwudziestoma kilogramami innych cudownych rzeczy, w tym nawet puchowej kołdry.

Ale też dlatego, że po raz pierwszy zobaczyłam tak wspaniale grubo pokrojone kawałki warzyw plus mnóstwo pysznej fety i świeża bazylia.

Czytaj dalej

Sałatka z pomidorami

Dlaczego pomidory?

Bo ich wspaniały kolor i smak daje nam przy tak upalnym październiku – osiemnaście stopni na plusie! Druga połowa października! – daje nam jeszcze poczucie, że mamy lato. Nawet drzewa nie chcą masowo zrzucać liści i do niedawna tylko na górskich szlakach miałam wrażenie, że zmieniają się pory roku.

Czerwień to energia. Radość. Fiesta! Czytaj dalej

Domowy ketchup bez przecierania by Zytka M.

Jako że sezon pomidorowy, postanowiłam wykombinować mój własny ketchup. Miała być passata, przecier albo dżem pomidorowy, ale w końcu wyszedł ketchup. Genialny! Prosty i bez jakiś wysiłków. Zapraszam serdecznie na korzystanie z sezonowych, wspaniałych pomidorów i i do jak najodważniejszych eksperymentów. :)

Przed przystąpieniem do pracy odrobiłam solidnie zadanie domowe przeczytałam ponad trzydzieści różnych przepisów, różniących się nie tylko dodatkami (goździki, imbir), ale też ilością cukru (od zera do szklanki). Postawiłam na własną intuicję i coś czuję, że jeszcze zimy nie będzie, jak nam się skończy ketchup… :)

Czytaj dalej

Rustykalna tarta pomidorowa z bakłażanem i kiełbaskami – przepis

Wyglądam z okna na świat. Nie ma tam już moich ulubionych pól i lasu. Jest ulica, przy której stoją bloki. Chodnikiem idzie dziewczyna, trzymając w ręku różowy papierek ze złotkiem. Zajada czekoladę. Kawałek po kawałku. W przeciwną stronę jedzie na rowerze chłopak i długo jej się przygląda. Nawet odwraca głowę, kiedy ją mija, żeby jeszcze chwilę ją widzieć.

Każdy odnajduje przyjemność w czymś innym. Ja dziś odnalazłam w gorącej tarcie z bakłażanem, kiełbaską i pomidorami. Zapraszam na kulinarną ucztę, która po wyjęciu z piekarnika kusi zmysły, niczym włoska pizza.

Czytaj dalej

Lato! Kanapki szczęścia.

Ach. Oto, co kocham w lecie: pomidory pachnące słońcem, szaloną-zieloną bazylię i swój własny chleb z dodatkiem masełka i mozzarelli.

Żyć się chce!

Kanapki wyglądały tak pięknie, że nie mogłam się im oprzeć. I robiłam więcej i więcej zdjęć. Zapraszam do obejrzenia poniżej. :)

Czytaj dalej

Cukinia faszerowana kuskusem i gulasz z indyka

Lato w pełni, więc i deszcz jakiś taki był w pełni. Rozlało się za oknem, także wczoraj prawie cały dzień miałam na siedzenie (?!?) stanie w kuchni. Ponieważ na budowie mam trzech mężczyzn ze Śląska i jeden coś wspominał o roladzie z modra kapusta, to wyjęłam na obiad mięso.Może nie każdy uważa gulasz z indyka za prawdziwe, (ciężkie i najlepiej czerwone) mięcho. Niektórzy pewnie w ogóle nie uważają tego za MIĘSO. Ale w końcu gotuje kobieta i nie ma się co dziwić.

Ale w końcu gotuję ja!

(C) Zytka Maurion 2014

Czytaj dalej

Jeść, czyli o nienasyceniu chronicznym (sałatka letnia)

Mogę stać nad kuchenką i śpiewać: Nienasycenie do nieba strąca mnie.  Niestety, nie dla mnie są chwile wytchnienia. Od zmysłów odejdę, nie znajdą mnie. Aniele mój, niech zgaśnie me nienasycenie.

Kiedy panowie od docieplenia powiedzieli na arbuza, że oni tego nie jedzą, pomyślałam sobie: JAK TO? Upał był prawie plus trzydzieści stopni, a arbuz był prosto z lodówki. Zostaliśmy z nim sami we dwójkę i nie narzekaliśmy.

Czytaj dalej

Łososiowy jest po prostu żywot mój

Piękny tytuł, nie ma co.

O łososiu jest na końcu, zainteresowanych przepisami zapraszam sporo niżej. A teraz małe podsumowanie. Mogło być większe, a i tak doprowadziłam je do daleko idącej syntezy. Antytezy. Entropii. I sublimacji.

Gorąco (!) pozdrawiam Was z Warszawy. Upał jak się patrzy, wycieczki rowerowe zaliczone, otwarty basen na Saskiej Kępie to rewelacja – odwiedziłam dziś i można wleźć na cały dzień. Można wchodzić, wychodzić, od 10-tej do 19-tej za 15 złotych. Już nie wiem, czy bardziej się  nazwiedzałam, opaliłam, czy zdarłam sobie nogi w nowych butach.

Tak to jest, jak zamiast siedzieć spokojnie na tyłku, ja wolę pozwiedzać, przejechać dziennie trzydzieści czy czterdzieści kilometrów i potem płakać na blogu, jak to mnie d**a boli. O nogach nie wspominając. :)

 

  1. Pegazy na Placu Krasińskich przed gmachem Biblioteki Narodowej. Ustawione w 2008 roku w ramach obchodów Roku Herberta, stoją do dziś i cieszą oczy. Jest ich więcej, full kolor, nie tam jakieś black and white.
  2. Ścieżka rowerowa na Wale Miedzeszyńskim. So cute! Czyli jeszcze nie widziałam, żeby ktoś z taką pieczołowitością obmalował słupki i w ten sposób oznaczył teren wyłączony z ruchu na ścieżce.
  3. Dążenie do ideału najwyraźniej nie poszło w parze z ortografią. Tak raziło w oczy, że aż się płakać chciało. Pozostaje wierzyć, że to specjalnie w Loesje tak  ktoś wymyślił.
  4. Opuszczona zjeżdżalnia przy wale wiślanym. Wygląda jak porzucone dziecko dinozaura.
  5. Fontanna na Skwerze im. I Dywizji Pancernej lub też przy Multimedialnym Placu Fontann. Wieczorami można tam obejrzeć pokazy Woda – Światło – Dźwięk. Podobno super, tylko regularnie zapominam, że chcę się tam wybrać na taki pokaz. Na razie moczyłam tam nogi. Też niezłe wrażenie.
  6. „Gdański” bar mleczny, który miałam przyjemność odwiedzić już dwa razy. Mają świetne blinki z jabłkiem, niezłe knedle ze śliwkami i naprawdę dobrą pomidorową. Więcej nie próbowałam, ale ceny są takie typowo jak w barze mlecznym – niewysokie. A klimat jest bezcenny. Ten zapach. To menu. Ten wystrój!
  7. Zegar na Rynku Mariensztackim czy to może już na ulicy Sowiej. Takie miejsce w samym centrum, które zupełnie nie wygląda na samo centrum. Cisza, spokój, knajpka, koniec drogi, mała fontanna. Dobre miejsce do siedzenia z książką, chociaż leży pod samą trasą W-Z.
  8. I jeszcze raz klimat Baru Gdańskiego przy ulicy Andersa. Nie zapomnijcie zajrzeć na obiad.

 

Siedzę tu już praktycznie od tygodnia, z małą przerwą na wspaniałą zabawę pod Krakowem na weselu kolegi. Opis rosołków i innych elementów byłby totalnie nudny (ile można zachwalać jedzenie), także daruję sobie. Liczyła się zabawa, śmiech, radość. I przede wszystkim – świetne towarzystwo. W trakcie wesela poznałam kolejne osoby warte wspomnienia, ale nie mogę zdradzić Wam tematów rozmów, chociaż bardzo bym chciała. To by brzmiało tak niewiarygodnie i dziwnie w formie pisanej, że tym razem sobie daruję. To mniej więcej coś w tym stylu, jakbym teraz spytała Was ni stąd, ni zowąd, czy coś ukradliście, a Wy byście mi zaczęli wyznawać, że tak, że w dzieciństwie wafelka kokosowego czy gumę Turbo. No nie wiem, tak sobie zmyślam teraz.

Zachowam się teraz jak IMGW i wydam ostrzeżenie. NIE ŁAPCIE BUKIETÓW Panny Młodej! Grozi to uszczerbkiem na zdrowiu duszy i ciała. Serio. Tak właśnie się wydarzyło tym razem i moja Przyjaciółka wróciła z wesela z bardzo mocno stłuczonym palcem. Całą noc obkładała go lodem, a rano myślałyśmy tylko tym, czy jest złamany, czy nie.

Zobaczyłam tam też Człowieka-Zombie. Rozkminialiśmy dziś ze znajomym, jak dochodzi do sytuacji, że człowiek wygląda, jakby równocześnie rozjechał go pociąg, walec drogowy go nie zauważył i służył za worek treningowy przed meczami bokserów? Ale prawdziwa przyczyna jest mi dalej nieznana. Pod koniec zabawy miałyśmy ochotę z koleżanką poprosić fotografa o zdjęcie z tym kelnerem, ale w końcu sobie darowałyśmy. Do tej pory nie widziałam jeszcze człowieka z tak ponurą, a jednocześnie obojętną i odpychającą miną, który miałby ruchy robota. I sprawiał wrażenie człowieka siłą odratowanego ze statku kosmicznego. Ale już po wyssaniu części mózgu.

Kiedy tylko podchodził do naszego stolika, od razu odwracałyśmy z przyjaciółką głowę, jak jakieś dzieciaki, bo nie mogłyśmy się opanować ze śmiechu. Człowieka bawią różne rzeczy… Śmieszno i straszno. Ten facet był mniej więcej z tej samej bajki, co te kobiety, spotkane kiedyś na Węgrzech. Tyle, że one specjalnie, a on bezwiednie.

Za to jak już urządzam wieczór skarg i zażaleń, to napiszę, że mam KAŻDY palec u nogi obdarty. I pięty też. Każdą z obu stron. Jedne bolączki od butów na wesele, inne od tych, które ubrałam po weselu, inne od sandałów, a jeszcze inne wzięły się z bliżej niezidentyfikowanej przyczyny i nie robią tu żadnej różnicy. Przynajmniej mnie nie robią, bo i tak jestem żywą reklamą plastrów.

W sumie mogłabym owinąć sobie całe stopy bandażem elastycznym. Nie  dość, że efekt byłby piorunujący, toą jeszcze oszczędziłabym sobie głupiej roboty z każdym palcem i piętą. Tylko wtedy już nie wcisnę żadnych butów.  Zresztą, co to kogo obchodzi, ile kilometrów bandaża mam na sobie. Najwyżej spuchną mi odnóża dolne i tyle. A w góry będę szła na rękach. Zaczynam trenować. Szukajcie dobrego ortopedy.

********************

A gdybym miała napisać coś tylko o dzisiejszym dniu… Spędziłam go bardzo przyjemnie. Częściowo w zimnej wodzie basenu, a w dużej mierze ze znajomym z pracy. Siedząc w barze mlecznym nad blinkami z jabłkiem i nad knedlami. Zwiedzając miejsca pamięci z czasów II Wojny Światowej i przemierzając parki w środku miasta. Co to było za spotkanie. Czas leciał jak szalony, a tematów do rozmów nie brakowało. Spotkać Człowieka, który rozumie, co myślę. Który zna nazwiska socjologów, antropologów, filozofów. Który zajmował się wieloma różnymi zadaniami. A mimo to rozbrajająco szczerze mówi, że jest początkującym gitarzystą, perkusistą, uczniem sztuk walki i tak dalej. Szumi magia, dźwięczy dziecięca radość, szemrze uśmiechnięta prostota.

Wróciłam. Gdzieś niedaleko ktoś słuchał Stairway to heaven. Kiedy ja to słyszałam…

There’s a feeling I get when I look to the west,
And my spirit is crying for leaving.
In my thoughts I have seen rings of smoke through the trees,
And the voices of those who standing looking.
Ooh, it makes me wonder,
Ooh, it really makes me wonder.

And it’s whispered that soon if we all call the tune
Then the piper will lead us to reason.
And a new day will dawn for those who stand long
And the forests will echo with laughter.

If there’s a bustle in your hedgerow, don’t be alarmed now,
It’s just a spring clean for the May queen.
Yes, there are two paths you can go by, but in the long run
There’s still time to change the road you’re on.
And it makes me wonder.

Starałam się jak najdalej odsunąć od siebie piosenkę Crimsona. Epitah. Dlaczego tak często spotykam fantastycznych ludzi, których potem już nie mam okazji widzieć, słyszeć, z którymi nie mam jak spędzać czasu? To nie pierwsza taka sytuacja. Tak jakbym miała tylko jedną szansę na każde spotkanie. Reszta jest zawsze ogromnym niedopowiedzeniem. Albo nieplanowanym skutkiem zaplanowanych działań. Jakby mój świat miał się składać z wielkich puzzli, które do siebie idealnie pasują, ale każdy ma inny obrazek. Jedno spotkanie, jeden element układanki. Pstryk. Jedziemy dalej. Następne spotkanie i tak dalej. Budzi się we mnie wulkan goryczy. Dlaczego tak się dzieje?

Ludzie są, są, są. Potem ich spotykam i nagle ich nie ma. Wyjeżdżają, znajdują pracę gdzie indziej, wracają do siebie, przeprowadzają się i tak dalej. A może to kwestia podróżowania. Jakbym siedziała w jednym miejscu, to nie poznałabym nikogo i nie miała takich problemów. Whatever.

Cokolwiek przez to rozumiecie, prawdopodobnie będziecie się mylić. ;)

 

Łosoś

Kurczę (czyli, że nie ryba), mózg mi się lasuje od tych upałów. Albo piszę notatki na kilkaset słów, a w tytule szumnie zapowiadam coś dobrego, albo piszę tytuł zupełnie niekulinarny i wrzucam kilka przepisów naraz. Żadna różnica. Przepis na łososia wygrzebałam bez większego trudu na stronie Food&Wine. Mają tam niezłe pomysły, a w dodatku na tyle dobre, że nie miałam ochoty niczego zmieniać. Smaki skonstruowane specjalnie pode mnie. I pod aktualną promocję w markecie.

Podam Wam te składniki, które sama wykorzystałam. W razie jakby co, możecie zajrzeć do oryginału ↑↑↑.

Smażony łosoś z pomidorowym winegretem

Czas przygotowania: 30 minut (naprawdę!) | Trudność: łatwe (niewiarygodnie wręcz, robi się samo)

Składniki:

  • 4 duże, dojrzałe pomidory
  • 1 duża młoda cebula, posiekana
  • 1 łyżka kaparów, odsączonych
  • 2 łyżki czerwonego octu winnego
  • sól kuchenna i gruboziarnista
  • oliwa z oliwek
  • 4 kawałki łososia, ucięte z filetu ze skórą
  • świeżo zmielony pieprz
  • 1 łyżeczka ziaren kuminu lub 1/2 łyżeczki zmielonego
  • 2 łyżki oleju rzepakowego
  • 2 czubate łyżka posiekanej natki pietruszki
  • 2 czubate łyżki porwanej bazylii

 

Przygotowanie:

  1. Rozgrzać piekarnik do 220°C.
  2. Pomidory pokroić na ósemki, wymieszać w misce z posiekaną cebulką, kaparami, octem winnym i mniej więcej 3/4 łyżeczką soli kuchennej. Odstawić.
  3. Rozgrzać dobrze patelnię nieprzywieralną (najlepiej nadającą się do piekarnika). Łososia obsypać solą i pieprzem. Na patelnię wlać 2 łyżki oliwy, włożyć łososia skórą do góry i obsmażyć na złoto-brązowo przez 3 minuty. Następnie odwrócić skórą do dołu i wstawić do piekarnika na 7-10 minut, zależnie od wielkości filetów. Przełożyć na talerze i zlać z patelni tłuszcz.
  4. Tę samą patelnię postawić na średnim ogniu, włożyć na nią pomidory, kumin, olej rzepakowy i 2 łyżki oliwy z oliwek. Gotować przez dwie minuty, aż pomidory zmięknną, odrywając w tym czasie wszystkie resztki, które przywarły do patelni. Rybę polać gotową mieszanką, posypać pietruszką i bazylią. Podawać od razu.

 

Pyszne. Szczególnie z miętową herbatką, zaparzoną z mięty zrywanej w swoim ogródku.

Zbiorowo o mięsie (indyk, curry i tapenade)

Czyli część druga (a tu część pierwsza, kurczakopodobna) zbiorowej fascynacji mięsem, która się u mnie objawia skokowo, a potem mija, niczym Euro2012. Tym razem z indykiem.

Piersi z indyka mają to do siebie, że zazwyczaj są spore, także kilka pomysłów na ich wykorzystanie nie zaszkodzi. Jeśli jeszcze Wam starczy na więcej dań, dodajcie resztę do mięsa mielonego, wymieszajcie z musztardą, sosem chili, pastą pomidorową, przyprawą do mięsa mielonego, startą cukinią, marchewką, parmezanem, solą i pieprzem i formujcie kuleczki lub kotleciki. Doskonałe do smażenia, duszenia, zapiekania z sosem. :)

3. Indyk z makaronem i sosem curry light.
4.Kawałki indyka z tapenade i smażonym makaronem.

Indyk z makaronem i sosem curry light

Sos curry powstał jako połączenie smaku curry z sosem beszamelowym. Jest delikatny, uzupełnia smak mięsa, ale nie dominuje. Dla chętnych – można dodać pastę  curry albo tabasco i sprawdzić efekt końcowy na domownikach.

Sos będzie delikatniejszy, niż typowy beszamel. Można przygotować go wcześniej, przykryć i przed podaniem tylko podgrzać. Pieprz cytrynowy jest tu niezastąpiony, naprawdę. :)

Ilość porcji: 4 | Czas przygotowania: 30 minut | Trudność: łatwe

 

Składniki:

  • mała pierś z indyka lub połowa dużej
  • przyprawa kuchni greckiej
  • 3 łyżki / 45 g masła
  • 5 łyżek/ 45 g mąki
  • 1/2 łyżeczki curry lub garam masala
  • łyżeczka pieprzu cytrynowego
  • 250 ml ciepłego bulionu drobiowego
  • 150 ml ciepłego mleka 3,2%
  • sól i pieprz do smaku
  • 300-400 g makaronu
  • 4 łyżki oliwy

 

Przygotowanie:

  1. Indyka dokładnie wymyć, osuszyć. Lekko rozbić, pokroić w paski i obsypać przyprawą grecką i lekko posmarować oliwą. Odstawić.
  2. Rozgrzać rondelek, rozpuścić masło, dodać mąkę i zrobić klasyczną zasmażkę. Wymieszać dokładnie z bulionem, trzymać na ogniu przez 8-10 minut. Dodać mleko, pieprz cytrynowy i przyprawę curry. Gotować kolejne kilka minut, aż sos zgęstnieje. Doprawić do smaku solą i pieprzem.
  3. Ugotować makaron wg przepisu na opakowaniu, odcedzić. Można od razu wymieszać z sosem.
  4. Na patelni rozgrzać resztę oliwy, która pozostała po marynowaniu mięsa obsmażyć indyka, a kiedy będzie już złocisty, zmniejszyć ogień i chwilę dosmażać.
  5. Danie wyłożyć na talerz. Można podawać z tagliatelle warzywnym, czyli marchewką i cukinią w cieniutkich, długich paskach, podsmażonych na patelni. (Przepis i film znajdziecie tutaj).

 

Smacznego!

 

Kawałki indyka z tapenade i smażonym makaronem

Danie na razie tylko wspomniane przy okazji przydługiej rowerowej wycieczki, ale w końcu doczekało się publikacji przepisu.

Ilość porcji: 2 | Czas przygotowania: 15 minut | Trudność: łatwe

Danie powstało z czystej ciekawości, jak będzie smakować taki miks, wykonany na jednej patelni. I pomimo panujących wtedy tropikalnych upałów smakowało bardzo dobrze. Czas przygotowania nawet  z własnoręcznie robioną tapenade jest krótki. Liczy się dobra organizacja pracy i wygodna kuchnia. Polecam miłośnikom oliwek, ponieważ danie jest intensywnie oliwkowe.

Składniki:

  • kawałki piersi z indyka
  • przyprawa grecka lub włoska
  • makaron chiński bez gotowania (ok. 100 g)
  • 100 g gotowej tapenade ze słoiczka lub wg przepisu zamieszczonego poniżej
  • kilka czarnych oliwek do ozdobienia
  • 2 pomidory, sparzone i obrane ze skórki
  • 1 łyżka octu balsamicznego
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • sól, pieprz
  • świeża kolendra
  • 2 grube plastry oscypka
  • mąka, jajko i tarta bułka do panierowania sera
  • sałata rzymska

 

Przygotowanie:

  1. Jajko rozkłócić w miseczce. Oscypka obtoczyć w cienkiej warstwie mąki, następnie w jajku i w bułce. Smażyć na oliwie na patelni z nieprzywieralną powłoką po kilka minut z każdej strony na niewielkim ogniu.
  2. Obok sera obsmażyć na oliwie z przyprawą grecką lub włoską. Trzymać mięso i ser na najmniejszym ogniu.
  3. Makaron przygotować wg przepisu, najczęściej wystarczy zalać go wrzątkiem na kilka minut i odstawić. Odsączyć.
  4. Na patelnię wlać odrobinę oliwy, podsmażyć makaron i wymieszać go z resztą jajka, które pozostało po panierowaniu sera. Dodać tapenade i ogrzewać jeszcze minutę.
  5. W tym czasie posiekać pomidory, wymieszać je z oliwą, octem, solą i pieprzem. Na talerzach rozłożyć po 3 liście sałaty rzymskiej. W jeden włożyć pomidory i ozdobić kolendrą. W drugi włożyć makaron wymieszany z indykiem. Do trzeciego nałożyć oscypek. Podawać od razu.

 

Smacznego!

Tapenade własnej produkcji

Tapenade to kapitalna pasta, którą stosuje się zazwyczaj jako dodatek do kanapek. Ale jeśli macie odwagę spróbować nowych połączeń smaków, dodajcie jej do pieczonego łososia, purée ziemniaczanego lub makaronu. Możliwości jest wiele, choć początkowo warto spróbować klasycznie, na czosnkowej grzance.

Przepis podaję za moim kulinarnym bożyszczem, Panem Hervé This. Pisałam o nim już tutaj. Wprawdzie On w swojej książce opisuje przy okazji wszelkie możliwe procesy chemiczne, zachodzące podczas przygotowań, ale na nasze potrzeby wystarczy wiedzieć, że to emulsja, czyli najpierw dajemy coś z wodą (środowisko wodne), potem odrobinę oliwy (umożliwia to rozpoczęcie procesu powstawania emulsji), a na końcu coraz więcej (osiągniecie sukces). Cud kuchenny dokonany. Amen.

No może jeszcze nie amen. Zacytuję Sidonie-Gabrielle Colette:

Jeżeli nie potraficie być choć trochę czarodziejami, nie ma sensu, abyście zajmowali się gotowaniem.

Składniki:

  • 200 g czarnych oliwek
  • 50 g zielonych oliwek
  • 50 g kaparów
  • 10 filetów z anchois
  • 300 ml oliwy z oliwek
  • sok z jednej cytryny
  • listek żelatyny lub ząbek czosnku (niekoniecznie)

 

Przygotowanie:

  1. Zmiksujcie nieodcedzone kapary wraz z zielonymi oliwkami i z sokiem z cytryny (na tym etapie możecie dodać czosnek lub listek żelatyny, rozpuszczonej w ciepłym soku z cytryny. A wszystko po to, by mieć wystarczającą ilość cząsteczek powierzchniowo czynnych, prawda?).
  2. Dodajcie czarne oliwki, anchois i miksujcie ponownie.
  3. Kiedy uzyskacie już jednolitą konsystencję, dolewajcie pomału oliwę z oliwek, aż pojawi się gęsta, niezbyt gładka masa.

Mniam. I do tego długo przechowuje się w lodówce.

Jeśli szukacie anchois w sklepie, możecie dostać je w puszce jak sardynki lub w słoiczku. Ja moje kupiłam podczas jednej ze „służbowych” podróży po Polsce. Pani przy kasie na widok moich zakupów spojrzała z ciekawością i spytała konspiracyjnie: Przepraszam, a co to jest? Odpowiedziałam w skrócie, że mam sporo przepisów, których nie mogę wykorzystać przez brak tych maleńkich, słonych rybek i że szukałam tego bezskutecznie w różnych miastach. Na to pani odpowiedziała bardzo szczerze: Ja kiedyś rozkładałam te słoiczki i jeden się stłukł. Śmierdziało w całym sklepie i powiedziałam sobie, że nigdy tego nie kupię z własnej woli!

Pozdrawiam serdecznie tą panią, a Wam życzę dużo wyobraźni! :)

Tarta 5S: Soczewica, Szpinak, Ser, Szynka, Śmietanka

Jechałam dziś na składaku. Pamiętacie jeszcze takie rowery? ;)

Ciężko, oj, ciężko. Nie jeździłam na takim rowerze bardzo dłuuuugo. Ile się trzeba nakręcić tymi pedałami, żeby dojechać do celu. O przyspieszaniu nie wspomnę. Wygoda siedzenia pozostawia wiele do życzenia. Za to bez problemów da się jechać bez trzymania rąk na kierownicy. I jest tak dużo wygodniej, bo nie trzeba się składać na pół i walić zębami w kolana.

Miało być o tarcie.Tarta rzuca na kolana (te obite zębami na składaku), jeśli tylko potraficie docenić nowe smaki i cieszyć się innymi połączeniami składników. Jeśli rozłożycie na wierzchu ser i suszoną szynkę, to nawet zagorzali wrogowie szpinaku i soczewicy ich nie zauważą. Tym bardziej, że ilość składników można spokojnie dowolnie modyfikować, aż do osiągnięcia upragnionych proporcji.

A potem wsiądźcie na rower i jazda!

Przepis na specjalne życzenie Agaty.

Tarta 5S

Składniki ciasta:

  • 150 g mąki pszennej
  • 50 g rozdrobnionych płatków owsianych
  • 100 g schłodzonego masła
  • 2-4 łyżki bardzo zimnej wody
  • szczypta soli

 

Składniki nadzienia:

  • 100 g czerwonej soczewicy
  • 1 łyżka oliwy
  • 50-100 g szynki długodojrzewającej lub cienko pokrojnego boczku w paskach (serrano, tyrolskiej, szwarcwaldzkiej, speck)
  • 500 g świeżego szpinaku, oczyszczonego, bez łodyżek
  • 100 g twardego wędzonego sera (mozzarella, gouda, oscypek)
  • 3 jaja
  • 200 ml słodkiej śmietanki 30%
  • 10 pomidorków koktajlowych, przekrojonych na połówki (lub 2 duże pomidory, pokrojone w półksiężyce)
  • sól, pieprz

 

Wykonanie:

  1. Przygotuj ciasto. W misce wymieszaj mąkę z płatkami owsianymi i solą, Dodaj pokrojone masło, posiekaj z resztą składników. Dodaj wodę, szybko uformuj kulę, a następnie wylep nim posmarowaną masłem formę. Wstaw do lodówki na co najmniej 30 minut. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni. Piecz ciasto 15 minut bez nadzienia, wyłożone pergaminem i obciążone fasolą. Następnie zdejmij pergamin z fasolą i piecz jeszcze 5 minut. Ostudź przed nakładaniem nadzienia.
  2. Przygotuj nadzienie. W osolonym wrzątku gotuj soczewicę przez 10 minut. Szpinak umieść na sitku nad soczewicą i gotuj na parze kilka minut, aż zmięknie (młody potrzebuje 2-3 minut, starszy nawet 10 minut). Szpinak dokładnie odciśnij z wody i posiekaj.
  3. Na łyżce oliwy podsmaż szynkę, aż będzie chrupiąca. Ser pokrój w grubą kostkę.
  4. Soczewicę i szpinak wyłóż na ciasto. Ubij jaja ze śmietanką, przypraw solą i pieprzem. Wylej na tartę, wyłóż na wierzch połówki pomidorków rozcięciem do góry. Powciskaj między pomidory ser i szynkę.
  5. Piecz 40 minut, aż nadzienie się zetnie i zyska złoty kolor.

Tartę można przygotować dzień wcześniej i trzymać w lodówce, a przed podaniem podgrzać w piekarniku lub mikrofalówce (30 sekund, moc 750W na każdy z 8 kawałków). Bardzo dobra również na zimno, z wiosenną sałatką.

     

    Oryginalny przepis jest nieco bardziej niemiecki i ma w sobie 250 g tłustego boczku, mniej szpinaku i ser tallegio. Jeśli macie dostęp do świeżej szałwii, dodajcie ją obowiązkowo do nadzienia i udekorujcie jej listkami ciasto po upieczeniu.

    Smacznego! :)

    Pomysł to połączenie dwóch przepisów z książki Tarty wydawnictwa Muza i nieco własnej inwencji. Jeśli tylko znajdziecie tę książkę w księgarni, kupcie bez wahania. Wszystkie, ale to wszystkie przepisy są doskonale dopracowane. Zdjęcia powalają na kolana. Smaki zadowolą każdego. Na ostro, na słodko, z owocami, warzywami, mięsem, owocami morza. Jeśli masz ochotę na tartę, na pewno ją tu znajdziesz, mówiąc w skrócie. :)

    Składak. Swoją drogą, to też słowo na S. Ta tarta też taka składakowa. Trochę tego, trochę owego. Składana z części. I dlatego tak bardzo mi smakowała.

    Żyję, żeby jeść tortillę! :)

    Taki tytuł ma mój album z jedzeniem na FB. Tortilli nie ma w tytule. Reszta się zgadza. Czy ja muszę coś dodawać?

    Odpoczęliście w Święto Flagi? Mieliście swój kotylion? A może słońce opaliło dziś Was na biało-czerwono (albo też skorzystaliście z bardzo niezdrowej alternatywy typu solarium)? Dzień jeszcze się nie skończył…

    Ja podjęłam dziś decyzję dotyczącą jakiejś części mojego życia. Czyli mówiąc wprost, zrezygnowałam z pewnej pracy. Po obliczeniu wszelkich kosztów, wszelkich noclegów, wszelkich dojazdów i innych kwestii, wyszło na to, że więcej stracę, niż zarobię. Co to ma wspólnego z jedzeniem? Bez pracy nie ma kołaczy. Ale z taką pracą też by nie było. Kroczę w kierunku upragnionej prostoty.

    Ale to już detale. Nieważne. Idźmy dalej, dopóki dzień trwa, a prąd daje szansę na kliknięcie „Opublikuj”.

    Czy prostotą można nazwać jedzenie zupy pałeczkami? Albo przygotowywanie herbaty przez godzinę? Albo śpiewanie długich pieśni przed posiłkiem, kiedy jest się bardzo głodnym?

    Jeśli w danej kulturze taki sposób spożywania posiłku jest podstawowy i głęboko zakorzeniony w umysłach i duszach narodów, to oczywiście, że tak. Jeśli przygotowanie jedzenia inną metodą powoduje, że obrażamy duchy przodków i w dodatku zaburzamy wielowiekową tradycję, to oczywiście, że tak. Jeśli…

    Każdy powód jest ważny i znajduje uzasadnienie. Nie tylko ludowe, ale przede wszystkim naukowe. To, co dawniej ludy odkrywały metodą prób i błędów, obecnie potwierdza i ponownie wykorzystuje nauka na przykład w leczeniu chorób.

    Ale są też bardzo prozaiczne powody. Zwykły, szary człowiek może wykorzystać naukę i doświadczenie milionów ludzi na świecie, żeby jego własny obiad był lepszy, smaczniejszy i godny miana obiadu. Ot tak, zwyczajnie.

    Biorę do rąk opakowanie tortilli. Szeleści, kruszy się, chrupie i chrzęści w zębach. Wysypuję je na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Wyjmuję z lodówki pierwszy lepszy ser, ścieram na tarce. Wrzucam całość na kilka minut do piekarnika. W tym czasie miksuję pomidory z puszki razem z czerwoną cebulką, chilli i podgrzewam. Danie na upał idealne. Do tego wielki dzbanek zimnej mięty z lodem.

    Nic więcej mi nie potrzeba. Błękitne niebo jest. Góry wysokie będą. Droga szeroka o kształcie i wyglądzie torów też. Słońce złote i mocny wiatr na łódkach były. Jak tu nie być szczęśliwym człowiekiem, kiedy do całego zestawu „tego, co mi potrzeba”, dostałam jeszcze cudownych znajomych z poczuciem humoru, dystansem do życia i apetytem?

    Aha! Jeszcze nie odchodźcie! Mam dla Was niespodziankę. Pamiętacie FoodPairing, o którym kiedyś pisałam? Też mają swoją stronę na Facebooku i dziś znalazłam tam film sensacyjny. Poza tym, że facet prowadzący wykład i degustację jest nieco stuknięty (szalony mistrz czekolady), to w dodatku zaraża tym ludzi na sali wykładowej. Teksty ma lepsze, niż nasi polscy kabareciarze.

    Czekoladowe ostrygi? Czekoladowy błyszczyk do zabaw we dwoje? Czekolada… wypita dosłownie jak pierwszy łyk mleka matki? Pomysły jak z filmów z Louis’em de Funès. Wszystkie zrealizowane i WYPRÓBOWANE. Jeśli ten facet przyjedzie do Polski, będę pierwsza w kolejce po bilety!

    Wasze życie nigdy nie będzie już takie same*.

     

    * tekst może oklepany, ale jaki prawdziwy :)

    La tortilla muy muy deliciosa (na 5 sposobów)

    Przez ostatnie kilka dni pożerałam tortillę, jakby od tego zależało moje życie. Zapraszam do przejrzenia i wybrania czegoś dla siebie. Na śniadanie, obiad, kolację czy podwieczorek. :)

    Nie będzie tu przepisu na typową, hiszpańską tortillę z ziemniaków i jajek, z dużą ilością innych warzyw. Ale kilka propozycji na wykorzystanie placków tortilla, które trzymane w lodówce, nawet po otworzeniu zdają się przetrwać wiecznie. Najlepiej mieć w zanadrzu kukurydziane, chociaż zwykłe pszenne też się sprawdzają.

    We wszystkich przepisach podaję proporcje na 1 porcję z tortilli o średnicy 20 cm.

    [jak się dowiem, GDZIE jest taka funkcja, to podlinkuję od razu spis do konkretnych przepisów. Help me!]

    1. Tortilla ze szpinakiem i suszonymi pomidorami, panierowana w orzechach
    2. Tortilla śniadaniowa z chrupiącą sałatą
    3. Złocista tortilla z serem i bazylią
    4. Tortilla na ostro z szynką, gorgonzolą i brokułem
    5. Tortilla z pieczoną papryką, grzybami i serem (film KIN Community)

     

    1. Tortilla ze szpinakiem i suszonymi pomidorami

    Przepis to domowa interpretacja konkursowego dania mojego znajomego. W jego wersji tortillę należy elegancko zwinąć i opanierować w sezamie. Ja jednak byłam głodna, więc placek tylko złożyłam na pół i włożyłam dużo więcej nadzienia. Zamiast sezamu użyłam orzechów włoskich.

    I naprawdę wyszła taka żółta – zasługa kukurydzy, wiejskiego jajka i smażenia. :)

    Składniki:

    • 1 placek tortilla
    • 2 suszone pomidory w oliwie, pokrojone w paski
    • 1 duży ząbek czosnku
    • 30 g sera z niebieską pleśnią (lazur, gorgonzola, roquefort)
    • 2 szklanki świeżego szpinaku, mocno ugniecionego lub 1 szklanka mrożonego szpinaku w liściach (brykiety)*
    • orzechy włoskie, drobno pokrojone (nie bądźcie tacy, jak ja, pokrójcie je drobno!)
    • jajko
    • gałka muszkatołowa
    • sól i pieprz do smaku
    • po łyżce oliwy i masła (można zastąpić olejem z pomidorów)

     

    Przygotowanie:

    1. Na rozgrzanej suchej patelni podgrzewać tortillę z obu stron po 10 sekund, następnie zdjąć i odłożyć na bok.
    2. Na patelnię wlać łyżkę oliwy i dołożyć łyżkę masła. Lekko podgrzewać, żeby masło powoli się rozpuściło. W tym czasie rozgnieść ząbek czosnku, wrzucić na patelnię i mieszać od czasu do czasu przez 2 minuty. Nie dopuścić do przypalenia.
    3. Dodać na patelnię szpinak. Świeży smażyć 2 minuty, ciągle mieszając, aż zmięknie. Mrożony smażyć dłużej, aż zmięknie i odparuje z niego woda, cały czas mieszać. Może to potrwać do 10 minut. Dodać sporo gałki muszkatołowej i pieprz. Można lekko posolić, ale należy pamiętać, że suszone pomidory i ser zmienią smak.
    4. Tortillę wyłożyć na płaski talerz, na jedną połowę wyłożyć nadzienie (jeśli jeszcze jest w nim woda, podgrzewać przez 30-60 sekund na dużym ogniu, ciągle mieszając). Na nadzienie wyłożyć kawałki sera i suszone pomidory. Złożyć na pół.
    5. Na płaskim talerzu rozbić jajko i opanierować w nim tortillę. Następnie w innym płaskim naczyniu opanierować placek w orzechach, mocno dociskając z obu stron.
    6. Tortillę obsmażyć na oliwie z obu stron, z każdej przez 1,5 – 2 minuty, aż ser się roztopi, a tortilla chrupiąca. Uważać przy przekładaniu na talerz, ponieważ orzechy bardzo długo zatrzymują ciepło i mogą parzyć!
    7. Zjeść ze smakiem.

     

    * Mrożony szpinak można wcześniej rozmrozić na sitku i odcisnąć nadmiar wody. Jeśli używamy szpinaku prosto z zamrażalnika, należy dłużej go dusić, aż do odparowania wody.

     

    2. Tortilla śniadaniowa z chrupiącą sałatą

    Taka tortilla doskonale smakuje w letnie dni, kiedy nie mam ochoty na nic rozgrzewającego. Delikatne połączenie warzyw i majonezu sprawdza się tak samo na kanapce, jak na tortilli. Mięsożercy mogą dodać do środka plasterki chrupiącego boczku, tylko po co? ;)


    Składniki:

    • 1 tortilla kukurydziana
    • 2 liście sałaty lodowej
    • 1 pomidor rzymski, 3 koktajlowe lub 1 mały zwykły pomidor
    • świeża bazylia
    • cebula dymka (lub szczypiorek)
    • 1 łyżka majonezu
    • plaster żółtego sera z dziurami
    • sól i kolorowy pieprz

    Przygotowanie:

    1. Sałatę lodową porwać na kawałki, pomidora pokroić na półksiężyce, szczypiorek posiekać drobno.
    2. Tortillę podgrzewać przez 10 sekund z każdej strony, następnie zdjąć z patelni, posmarować majonezem, posypać solą i pieprzem. Na połowie wyłożyć szczypiorek, na niego sałatę lodową, pomidory, listki bazylii  i wszystko przykryć serem. Złożyć na pół.
    3. Podgrzewać serem do dołu przez 30 sekund na rozgrzanej, suchej patelni.

     

     

    3. Złocista tortilla z serem i bazylią

    Oryginalny przepis pochodzi z książki „Weź tylko trzy” autorstwa Jenny White. Ponieważ danie zawiera niewiele składników, warto postarać się o ich najlepszą jakość. Świeżej bazylii nie da się tu zastąpić suszoną. ;)

    Składniki:

    • 2 tortille kukurydziane
    • 100 g sera żółtego (mimolette, gruyere, cheddar, radamer) w plasterkach
    • garść listków świeżej bazylii
    • sól i kolorowy pieprz
    • 1 łyżka oliwy do smażenia

    Przygotowanie: Na patelni rozgrzać oliwę, na niej położyć jedną tortillę, ser żółty, bazylię. Doprawić solą i świeżo zmielonym pieprzem do smaku. Przykryć drugą tortillą i smażyć z każdej strony przez 1-2 minuty, aż ser się rozpuści.

     

    4. Tortilla na ostro z szynką, gorgonzolą i brokułem

    Taką tortillę spokojnie możecie wzbogacić o co tylko chcecie. Ważne, żeby dodać ostrej musztardy lub łagodnej musztardy i odrobinę tabasco, które podkreśli smak. Zestaw składników wydaje się na pierwszy rzut oka dość przypadkowy, ale w rezultacie otrzymujemy bardzo dobry posiłek.


    Składniki:

    • 1 tortilla kukurydziana
    • 2 rzodkiewki, pokrojone w plasterki
    • 1 suszony pomidor w oliwie, posiekany
    • 1/2 szklanki różyczek ugotowanego brokuła (spora garść)
    • 3 plasterki szynki
    • 10 g sera pleśniowego (gorgonzola, lazur etc.)
    • 40 g sera białego lub ricotty
    • 1 łyżka ostrej musztardy
    • sól i kolorowy pieprz
    • ostra suszona papryka, pieprz cayenne (dodatkowo)

    Do podania: sos czosnkowy lub sos koperkowy (użyć zamiast musztardy do środka tortilli). Przepisy pod spodem

    Przygotowanie:

    1. Tortillę podgrzewać na rozgrzanej, suchej patelni przez 10 sekund z każdej strony. Zdjąć i położyć na desce.
    2. Placek posmarować dokładnie musztardą. Na jedną połowę wyłożyć ser biały i pleśniowy, przykryć brokułem i szynką. Dodać suszone pomidory. Posolić, dodać pieprz do smaku. Złożyć na pół.
    3. Na suchej, rozgrzanej patelni podgrzewać tortillę z każdej strony przez minutę.

    Podawać z sosem czosnkowym (3 łyżki majonezu + 2 łyżki śmietany lub jogurtu naturalnego +  wyciśnięty duży ząbek czosnku) lub szwedzkim sosem koperkowym (2 łyżki delikatnej musztardy ziarnistej + 1 łyżeczka musztardy z Dijon + posiekany koperek + 2 łyżki cukru pudru + 3 łyżki octu z białego wina. Wymieszać, następnie powoli dolewać 100 ml delikatnej oliwy i ubijać trzepaczką).

    PS. A jakby tego było ciągle mało, znam adres strony, a której znajdziecie tyle pomysłów, że nie przejecie ich do końca życia. Real Simple. Rzeczywiście proste! I skutecznie inspirujące. Wrzucam link, który od razu pokaże Wam tortillowe zasoby na tej stronie.

     

    5. Tortilla z pieczoną papryką, serem i grzybami (film)

    Zapisałam się na subskrypcję kanału z jedzeniem na YouTube. Nazywa się to KIN Community, a seria o jedzeniu – KIN EATS. Czasem włączam playlistę z jedzeniem tylko po to, żeby posłuchać muzyki, kiedy zajmuję się czymś innym. Enjoy, my friends!

    Tomato madness!

    Idzie nowe. Idzie zima. A wczoraj jadłam na kolację pomidorową bruschettę z ciastem na pizzę zamiast chleba. Faktycznie nic mu się nie dzieje, nawet jeśli poleży w lodówce kilka dni. Tym razem piekło się na patelni ;)

    W ramach szaleństwa pomidorowego w środku zimy proponuję wybranie czegoś dla siebie z przepisów sprawdzonych przez innych.  Zdjęcia pochodzą ze stron autorów:

    1. (góra, po lewej) „Dżem Pomidorowy” od Gluten Free Girl
    2. (góra, po prawej) Kanapkę z białym serem, pomidorem i bazylią z Kwestii Smaku
    3. (dół, po lewej) Zupę z pieczonych pomidorów od Jaden Hair
    4. (dół, drugie od lewej) Dodatek do zupy ;) od Macieja Szajewskiego
    5. (dół, drugie od prawej) Włoską sałatkę z chlebem Jamiego Olivera
    6. (dół, po prawej) W ramach wyjmowania ze spiżarni - przetwory od Diane i Todd’a.

    Smacznego!