Pralinki piernikowo-keksowe

Mój tata upiekł piernik i keks. Najwyraźniej dla niego żadne święto czy uroczystość, wcale niekoniecznie Boże Narodzenie nie może się obejść bez piernika. I keksa (-u?).

I bardzo dobrze, bo to się ani nie popsuje, ani nie zestarzeje. Im dłużej poleży, jeśli nie pójdzie od razu, tym lepiej. A jeśli macie trochę zdolności i cierpliwości, możecie spróbować ozdobić je prawie tak pięknie, jak on. Ja nie mam, ale umiem robić zdjęcia.

Tutaj jest zdjęcie z którychś bożonarodzeniowych ozdób. Najnowsze pierniki jeszcze nie są zakończone. Może któryś z nich będzie wyglądał tak:

Porządna dawka kajmaku i błyszczącej polewy kakaowej. Suszona żurawina, morele, rodzynki.

Wiecie, jak bolą zęby od samego próbowania, czy kajmak jest dobry? Ja wiem. Przed chwilą zebrałam łyżeczką z tacy każdą kropelkę, która spłynęła na dół z ciast.

Bardzo bolą. ;)

Możliwe, że któryś będzie wyglądał tak.

Ręczna robota. Na tym zdjęciu już ktoś wylizał kajmak, tylko polewa się ostała. Jeszcze słodsza.

Do takich zabaw potrzebny jest duży stół, blat, stolnica. Mnóstwo suszonych owoców i orzechów. Cierpliwość, kreatywność. I długa pęsetka dentystyczna, żeby nie wkładać paluchów w sam środek. Bo potem zostają ślady i można zidentyfikować psuja po liniach papilarnych.

Przepis na piernik doskonały, który pewnie za pół roku dalej będzie dobry i na pewno się nie zepsuje wrzucę w przyszłości, kiedy będzie odpowiednia pora. Bo dziś miało być o pralinkach. Albo mini-ziemniaczkach .

Kiedy robi się ciasta, to zazwyczaj zostają skrawki, okruszki, resztki ciasta i dodatków. Żeby nie było, że się nieprzyzwoicie obżeram, w myśl zasady kto zjada ostatki, ten piękny i gładki, zrobiłam pralinki. Jakiś czas temu robiłam niemal identyczne z resztek ciasta kopiec kreta. W sumie każde się nadaje, mokre czy suche, czekoladowe czy cytrynowe.

Bierzemy to, co zazwyczaj zjada się po cichu zanim przyjdą goście. Odcięte boki, przypalone wierzchy, nierówne fragmenty… Liczy się chęć. Nikt się nie domyśli, co tam jest w środku. ;)

 

Pralinki z resztek ciasta aka Ziemniaczki

Czas przygotowania: 15 minut | 10 sztuk, jeśli nie zjesz połowy w trakcie |
Stopień trudności: banalne

Składniki:

  • resztki ciasta – około 50 – 80 g
  • czubata łyżka brązowego cukru lub płaska łyżka białego cukru
  • łyżka syropu waniliowego lub 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • płatki owsiane (zmierzcie objętość – tyle samo, co ciasta)
  • 4 łyżki zaparzonej mocnej kawy
  • łyżka kakao (opcjonalnie)
  • 2 kostki czekolady, starte na drobnej tarce
  • 2 łyżki miękkiego masła
  • wiórki kokosowe do obtoczenia

Wiórki można zastąpić brązowym cukrem, drobno siekanymi orzechami, mielonymi migdałami, kakao wymieszanym z cynamonem, kolorowymi kuleczkami do ozdabiania ciast.

W misce rozgnieć dokładnie ciasto na drobne okruchy. Dodaj masło i wgnieć widelcem w ciasto. Dodaj płatki owsiane, startą czekoladę. Polej kawą i syropem waniliowym. Ugnieć dokładnie wszystkie składniki.

Masa powinna być nieco kleista, ale nie płynna. Jeśli będzie zbyt miękka, żeby dać się formować, dodaj troszkę płatków. Jeśli będzie za sucha, dodaj łyżeczkę masła lub łyżkę kawy i znów wymieszaj.

Z masy uformuj kulki jednakowej wielkości, podłużne walce lub niewielkie placuszki. Obtocz dokładnie w wiórkach. Ułóż w jednej warstwie w naczyniu i wstaw na godzinę do lodówki.

 

Dziś mija piętnaście lat od śmierci Agnieszki Osieckiej. W Trójce co chwilę kolejna i kolejna piosenka. W takim razie ja też mam coś dla Was. Chodzę od południa i nucę refren, uśmiechając się pod nosem…

Jak dwa błękity.

Geografia geografią, a jeść trzeba

Czeko-czeko-czekolada! Dla wszystkich przepyszna czekolada co dnia, takiej nie oprze się nikt. Każdy, kto szczęścia raz spróbować by chciał, coś tam, coś tam, coś tam, bla bla bla!

Ładnie się zaczyna. Więcej (grzechów) nie pamiętam.

Z serii „żeby nie zapomnieć”, wrzucam dwa proste przepisy, które się sprawdzają niezależnie od nastroju, fazy księżyca czy hektopaskali. Geografia uczuć mnie wygłodziła. Z każdym zdjęciem robiłam się coraz bardziej głodna. Ale trzymam się danej obietnicy, że nie będzie tam o jedzeniu. Będzie tutaj, cha cha. Wszystko się da, jak się tylko chce.

Dziś: naleśniki i pralinki czekoladowe.

Naleśniki

Co by tu napisać. Znacie kogoś, kto nigdy nie jadł naleśników? Zróbcie mu taki klasyk, nie powinien odmówić. Ja lubię takie zwykłe, bez żadnego ubijania piany, bez kombinowania. Patelnie non-stick w dłoń i do dzieła (za dużo angielskojęzycznych blogów czytam, jak to jest po naszemu? Patelnia nieprzywieralna?).

Czas przygotowania: 10 minut | Czas oczekiwania: 30 minut | Czas pieczenia: 20 minut | 16 sztuk

Składniki:

  • 200 g mąki pszennej
  • 250 ml mleka
  • 250 ml wody (dobrze sprawdza się gazowana)
  • 2 jajka
  • szczypta soli

 


Dodatkowo: coś do smażenia – masło, olej, smalec, oliwa.

  1. Wszystkie składniki na ciasto dokładnie wymieszać rózgą kuchenną i odstawić na 30 minut.
  2. Po tym czasie rozgrzać patelnię i wysmarować tłuszczem. Zamieszać ciasto i chochelką (so cute) wlewać na patelnię w takiej ilości, żeby rozlało się cienką warstwą. Gdy powierzchnia jest sucha, odwrócić i dosmażyć.
  3. Kłaść na odwrócony do góry dnem talerz. Co kilka naleśników można ponownie nasmarować patelnię. Amen.

 

Wersje hard, czyli z gratisami. Do ciasta należy dodać odpowiednio jeden z wymienionych składników, kilka naraz lub wszystkie. Zależnie od farszu i odwagi kucharza:

  • łyżka posiekanych świeżych ziół: koperku, bazylii, zielonej pietruszki, tymianku, estragonu;
  • łyżka koncentratu pomidorowego;
  • łyżka ostrej pasty paprykowej;
  • łyżka suszonego czosnku;
  • łyżka wymieszanych suszonych płatków pomidorowych i ziół prowansalskich;
  • 40 g sklarowanego masła/oliwy;
  • 3 łyżki brązowego cukru;
  • świeży, grubomielony pieprz kolorowy.

 

Pralinki czekoladowe

Klasyk czekoholików. Składniki:

  • czekolada.

Czas przygotowania: 10 minut | Czas schładzania: od 15 minut do całej nocy | Czas jedzenia: zbyt szybki

Dodatkowe składniki:

  • kolorowa posypka confetti
  • jadalne srebrne i złote kulki do dekoracji
  • ziarna słonecznika, dyni
  • suszona ostra papryczka chilii
  • prażone drobno posiekane orzechy
  • wiórki kokosowe
  • kakao
  • kolorowy mielony pieprz i gruboziarnista sól
  • cokolwiek jeszcze znajdziecie jadalnego i komponującego się ze smakiem czekolady.

 

Suche(!) silikonowe foremki- specjalne na pralinki lub na kostki lodu.

  1. 80% czekolady* roztopić w kąpieli wodnej (rondelek + metalowa miseczka) lub w mikrofalówce (ceramiczna miseczka, wysoka moc, mieszać co 10 sekund, aż się roztopi).
  2. Zdjąć z ognia lub wyjąć z mikrofalówki i dodać pozostałą czekoladę. Mieszać do roztopienia wszystkich kawałków.
  3. Spróbować. Jeśli czekolada jest zimna – lekko podgrzać. Jeśli jest ciepła – chwilę schłodzić. Znów spróbować. Yummy.
  4. Przygotować foremki. Można je teraz wysypać dodatkami, na przykład kakao lub papryką. Wylać część czekolady, włożyć dodatki, wylać resztę czekolady.
  5. Potrząsnąć foremkami, żeby nie zostało w nich powietrze. Schłodzić.
  6. Delikatnie rozciągając foremki, wypychać czekoladki i zjadać jedną za drugą. Tak. Jeśli zrobicie każdą z innym dodatkiem, będziecie mogli powiedzieć, że tylko próbujecie każdego smaku.

 

Jeśli chcecie podać takie coś ludziom, możecie każdą pralinkę włożyć do miniaturowych papilotek. O ile zdążycie wyrwać je z rąk tłumu.

* 10% zjeść przy łamaniu, pozostałe 10% zostawić dla schłodzenia roztopionej czekolady

Po takiej akcji jestem cała w czekoladzie. Aparat też. Przedstawiamy sobą „słodki” widok, mimo 45% tłuszczu kakaowego w niby gorzkiej czekoladzie. Kolacji nie zjem. Tyle razy oblizywałam palce przy mieszaniu czekolady, że nie jestem głodna. Jeśli się domyję, wrzucę zdjęcia. Trzymajcie kciuki.

Spojrzałam na ten przepis. Sześć punktów! A to tylko się roztapia czekoladę i wlewa do foremek. Wygląda na to, że jestem dokładniejsza, niż niemiecka instrukcja obsługi.

18 lutego 2012. Wyszły. Są pyszne, tylko czemu tak mało?

Additional informations.

Jeśli chcecie zrobić pancakes, a nie naleśniki, możecie zrobić to według przepisu Nigelli. Kiedy słucham jej słów, oznajmiających, że to PERfect pancakes, sama mam na nie ochotę. Zazdrość mnie zżera, kiedy widzę jej spiżarnię!

I już ;)

Choco-show!

Joanna Fabicka, Świńskim truchtem

Aż chce się rzec: Szczurza morda! Naprawdę. Jak się tak człowiek napatrzy na takie dziwolągi, to potem się zastanawia, skąd wziął się ten kod genetyczny. Jedna babka zastanawiało się całkiem serio, jak to możliwe, że skoro cały ten kod jest skończony (bo idąc wstecz, było nas przecież dużo, dużo mniej), to skąd się biorą tacy ludzie? Pytanie całkiem zasadne. Podpisuję się pod nim. Mnie samą dręczyło pytanie o granice dewiacji. Widocznie niektórzy już tak mają. Spuśćmy na to czekoladową fontannę z chili.

Usłyszałam wreszcie piosenkę, która mogłaby być podsumowaniem wielu, wielu lat mojego bycia. Szukanie końca, które okaże się początkiem. Ciągłe stawianie pierwszego kroku. Odchylanie się pod wpływem podmuchu przeszłości na rzecz przyszłości.

Zdarza mi się czasem, że nagle dostrzegam oczywistość. Wchodzę do łazienki i po latach uświadamiam sobie, że kafelki są niebieskie. Wchodzę do sklepu i naraz wiem, że pierwszy raz widzę pomarańczowy kolor metek z cenami. Słucham po sto razy tej samej piosenki i słyszę, że są w niej bębny. A wcześniej ich nie słyszałam. Dotykam klawiatury laptopa i czuję, że to jest wspaniała klawiatura, stworzona specjalnie dla moich palców. Takie głupoty, przebłyski świadomości rodem ze 101 zabaw filozoficznych. Krótkie spięcia w mózgu :)

Harmonia barw, dźwięków, gestów i odczuć. Świat w 5D plus gratisy. A potem wszystko wraca do swoich korzeni. Albo raczej do nicości. Jakie to ma znaczenie? Jakieś ma. Skoro tao łączy w sobie czerń i biel, to mus czekoladowy łączy w sobie słodycz czekolady z ekstazą jej próbowania!

Przystań na chwilę, zatrzymaj świat.
Dokąd się śpieszysz? Nie zdążysz i tak.

 

Mus czekoladowy


Nie będzie prostego przepisu. Jest ich tyle, że każdy wypróbowany na pewno będzie dobry. Jedni lubią gęsty, niczym czekolada na gorąco. Inni kochają się w lekkości bitej śmietany wymieszanej z gorzką czekoladą (to ja). Niech zgaśnie me nienasycenie! Jutro pora na mus!

Znam też takich, którzy idą na ilość,a nie jakość i kupują niemal gotowy wyrób w proszku, do którego dodaje się tylko mleko czy coś. Ble. Ale to kwestia gustu. Mus na zdjęciu to najlepszy, jaki jadłam do tej pory. Próbowałam jeszcze przynajmniej kilku w różnych cukierniach, kawiarniach… ale żaden nie może się równać z tym. Wyjątkowy. Zatykający. Powalający. Przywołujący najbardziej drapieżne myśli o jedzeniu. Taki, którego smak pamięta się długo potem. Przepis Top Secret :)

Polecam zatem inne przepisy:

Smacznej zimy!