To, co zostało – książka Judi Picoult

Wróciliśmy dziś z tygodniowego wyjazdu na Słowację. Zamiast siedzieć w Karkonoszach tydzień wcześniej i bez grama śniegu, skorzystaliśmy z nadziei na w/w w Niżkich Tatrach. Jechaliśmy wyposażeni po zęby, że się tak wyrażę. Rakiety śnieżne, raki, kijki, odzież na minus dwadzieścia. Wiecie, gotowi na wszystko. Łącznie z zimą, która nas lekko olała. Deszczem i brakiem śniegu w wielu miejscach. W końcu narty i deska wyleciały po drodze na  budowie i zrobiło się więcej miejsca, aczkolwiek smutniej. Bo jak tu cieszyć się zimą bez zimy???

Moja łąkotka cierpi wciąż po jednym bieganiu z początku stycznia, także zamiast nart wzięłam dwie książki. Za To, co zostało Judi Picoult próbowałam się zabrać już pół roku temu. Ale jej książki wymagają pełnego zaangażowania, głowy wolnej od innych spraw i nawet nie było szans czytać w wirze budowy. Teraz się udało. I to jak!

Picoult pisze barwnie. Najprawdopodobniej ma jednego dobrego tłumacza w Polsce (ewentualnie dwóch?), bo wszystkie książki wciągają mnie bez reszty i jednakowo podniecają mój umysł stylem. Tym razem temat o tyle makabryczny, o ile niestety prawdziwy. Holocaust.

Jak i gdzie indziej, kilku głównych bohaterów opowiada kilka historii, które splatają się w opowieść niezwykle realistyczną. Babcia, która przeżyła Auschwitz; SS-man, który zabił tam pewnie setki więźniów (niekoniecznie własnymi rękami); wnuczka-piekarka, która nie radzi sobie po tragicznym wypadku; agent FBI, który zostaje powołany do pewnej dziwnej sprawy…

Nieprawdopodobne, jak ta książka trafia do mnie. Przeczytałam ją w trzy dni. Nie potrafię przestać o niej myśleć, analizuję zaskakujące zwroty akcji. Trzy noce śniła mi się jej akcja częściowo w innych realiach. Jedni ludzie męczyli innych, ktoś polewał oprawców rozwodnionym wapnem gaszonym z trucizną. Horrory we śnie, horrory w książce. I naga prawda o naturze ludzkiej.

Polecam serdecznie. Przyznam, że nie byłam nigdy na terenie żadnego obozu koncentracyjnego. Czasem jeździmy na budowę przez Oświęcim i mijamy obóz, ale zawsze budził we mnie zbyt wiele sprzecznych i trudnych uczuć, żebym się tam wybrała. Po tej książce patrzę inaczej. Historia opowiedziana przez jednostkę (choćby wymyślona, ale przecież jakże prawdziwa) zmienia perspektywę. Uczucia, emocje, żal, gorycz i nadzieja. To nie ma nic wspólnego z traumą narodową. To życie jednej osoby, z jej pięknymi i strasznymi stronami. Ta, Która Przeżyła.

Ile w nas dobra, a ile zła? Każda książka Judi Picoult zostawia wyrwę w moim myśleniu. Potrzebuję czasu, żeby spojrzeć na świat swoimi oczami. Pytania – filozoficzne, ale cholernie życiowe – nasuwają się same.

I… Kto tu jest potworem?