Sałatka z pomidorami

Dlaczego pomidory?

Bo ich wspaniały kolor i smak daje nam przy tak upalnym październiku – osiemnaście stopni na plusie! Druga połowa października! – daje nam jeszcze poczucie, że mamy lato. Nawet drzewa nie chcą masowo zrzucać liści i do niedawna tylko na górskich szlakach miałam wrażenie, że zmieniają się pory roku.

Czerwień to energia. Radość. Fiesta! Czytaj dalej

Mój pierwszy raz z jarmużem (sałatka z jarmużem)

(C) Zytka Maurion 2014

Z rozmowy podczas drogi:
On (patrząc na pola z położonym zbożem po ulewnych deszczach): Zobacz, jakie pola! Musiało nieźle lać.
Ja: Zastanawiam się, jak wygląda nasza sałata? Może nic jej nie będzie.
On: Wiesz, że o tym samym myślę? Pewnie urosła.
Ja: A jakby jej coś było, to trudno. Pięćdziesiąt groszy [za jedną sadzonkę] jakoś przebolejemy. Najwyżej kupimy główkę.
On: A te wszystkie zabiegi pielęgnacyje? A opieka? A podlewanie? A… czułe myślenie o sałacie, jak nas nie było?
Ja: No tak. Najwięcej nas kosztowało to myślenie o sałacie!

Czytaj dalej

Zioła w ogrodzie – zalety, uprawa, pomysły. Przepis na sałatkę ziołową.

Zaopatrzyliśmy nasz ogródek w różne zioła. Wysiłek niemalże katorżniczy, czyli wyrywanie chwastów przy upale (kto o nim pamięta, jak za oknem dziś było 8 stopni na plusie?) nie poszedł na marne. Myk-myk, wrzuciliśmy roślinki do dużych donic, donice do ziemi i gotowe. Mamy już oregano, rozmaryn, tymianek, miętę, ziele oliwne, dwie rodzaje szałwii, cytryniec chiński i inne. Marzyłam o takim ogródku!

Powodów, dla których warto mieć wybór różnych ziół jest wiele.

Zioła prowansalskie z własnego ogrodu. Bajka.

Oto kilka z nich:

Czytaj dalej

Jeść, czyli o nienasyceniu chronicznym (sałatka letnia)

Mogę stać nad kuchenką i śpiewać: Nienasycenie do nieba strąca mnie.  Niestety, nie dla mnie są chwile wytchnienia. Od zmysłów odejdę, nie znajdą mnie. Aniele mój, niech zgaśnie me nienasycenie.

Kiedy panowie od docieplenia powiedzieli na arbuza, że oni tego nie jedzą, pomyślałam sobie: JAK TO? Upał był prawie plus trzydzieści stopni, a arbuz był prosto z lodówki. Zostaliśmy z nim sami we dwójkę i nie narzekaliśmy.

Czytaj dalej

Zimową porą (sałatka)

Nachodzi mnie czasem nieodparte wrażenie, że mogę przyciągnąć wiosnę, jeśli bardzo tego chcę. Może przy zbyt małej ilości ustalonych danych wychodzi coś na kształt wielkiej, błotnistej ciapy i śniegu z deszczem, ale to i tak dużo lepiej, niż śnieżyce i mgła przez dwa tygodnie. Żeby jakoś dotrwać do wiosny, a potem do lata i jesieni (czyli przejść przez jutro, jakby nie nadchodziło nigdy, bo kiedy się obudzimy, zawsze będzie dzisiaj*), można robić sałatki. Zaczynam się czuć w tym samozwańczym mistrzem. Bez względu na ilość składników czy możliwości, jem codziennie przynajmniej jedną sałatkę. Z tego, co jest pod ręką. Bo i tak do siebie wszystko pasuje.

Czytaj dalej

Zachód zachodem

… ale wschód musi być po naszej stronie!

Nadchodzą coraz dłuższe dni. A co za tym idzie, wschód słońca będzie coraz wcześniej. A pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno, a widziałam wschód o ósmej. I zaspanymi oczami, dłońmi szukającymi filiżanki kawy i neuronami w mózgu, wciąż działającymi w trybie uśpienia, zrobiłam to zdjęcie. Niby zdjęcia robi się aparatem. Ale to już by było czepialstwo. A potem, żeby wszystkich zazdrość wzięła i szlag trafił, pokazywałam je każdemu, kto się napatoczył.

Że ja tak mam na co dzień. Że jak wstanę i wyjrzę przez okno, to właśnie tak jest. I że zamiast parkingu kilkanaście pięter niżej albo ruchliwego ronda, mam widok na polanę i las. Że mam niepowtarzalne okazje. Stworzone jakby tylko dla mnie.

Oczywiście nie wierzcie, że tak jest codziennie. Dzień później przyszła gęsta mgła i jak wychodziłam po drewno, to ledwo widziałam na kilka metrów. A gwiaździste niebo widziałam dopiero w połowie stycznia i to tylko przez minutę. Bo sypał śnieg, a jak śnieg, to i chmury są. Proste.

Ale jakby się nie upierać, byłam the one and only, która miała 14 grudnia 2012 roku taki widok z okna.

I pomyśleć, że można mieć tak codziennie. Tylko weź się obudź człowieku, wygrzeb spod cieplutkiej pierzyny, znajdź aparat, uruchom go i jeszcze spróbuj zdążyć, zanim krajobraz zmieni się nie do poznania. Łap chwilę!

Jak to mówią, nawet największe szczęście nie jest szczęściem, jeśli nie masz się z kim nim podzielić. I wtedy myślę, że prąd się przydaje, nie tylko na parę godzin w sobotę po południu, żeby naładować akumulator. Ale szczególnie wtedy, gdy dzieje się coś pięknego, a Ktoś Bliski jest daleko. Tu przecież trzeba tak niewiele, a jak wspaniale razem można marzyć.

Zdumienie. Coś, czego nie da się perfekcyjnie udawać. Świat jest tak zrobiony, że szczere zdumienie ma w sobie taką iskrę. Niepowtarzalną energię, zdolną odmienić wszystko. Coś doskonale znanego nagle Cię zaskakuje. I  widzisz rzeczywistość inną, niż chwilę temu. Niby nic się nie zmieniło. Ale zmieniło się w Tobie i to ma znaczenie. Nic nie będzie takie samo. Ani lepsze, ani gorsze. Będzie inne.

Zbieram takie zdumienia. Że świeży rozmaryn sprzedają w słowackim Tesco i że myszy się go nie imają. Że zupa z tymiankiem przywraca myśli o swoim domu, chociaż tymianku może w nim nie było. Że zupa czosnkowa z czterech ząbków czosnku jest bardzo delikatna, za to z dwudziestu jest BARDZO aromatyczna, ale żołądek boli po niej przez dwa dni. Zębów też myć nie trzeba, bo skóra przechodzi czosnkiem i takie mycie zębów tylko psuje efekt. W końcu czosnek sam w sobie jest antyseptyczny czy jakiś tam.

Takie proste zdumienia. Chwile, do których warto wrócić, żeby stworzyć je na nowo i po raz kolejny. Żeby wypić setny raz czarną herbatę i poczuć jej smak, jakby to była pierwsza herbata w życiu. Żeby spróbować Primitivo i w zupełnie innym miejscu, w kompletnie innych okolicznościach, mieć wrażenie, że czas się zatrzymał. Smakować życie.

Prostota. Kto jej szuka zbyt głośno i zbyt szalenie, może jej nigdy sam nie odnaleźć. Zbyt dużo myślenia nie sprzyja przecież działaniu. A tu chodzi tylko o to, żeby przejść do działania. Pokroić wszystko, dodać oliwy, soku z cytryny, soli i pieprzu. Podzielić się obowiązkami przyjemnościami – kto robi kawę, a kto idzie po ciastka? Usiąść i zjeść pół takiej ogromnej miski sałatki, jakby to było nic.

I wcale nie myśleć o tym, że jak dziś zjemy wszystkie kabanosy, pomidorki koktajlowe, czarne i zielone oliwki, to następne może będą za tydzień. A ty s(obi)e radź. Ale jak smakuje taka sałatka. I takie warzywa – wyczekane, śniące się po nocach, wywołujące skręt żołądka na samą myśl, że by się zjadło.

Chcąc, nie chcąc, przechodzę przez szkołę pragmatyzmu i cierpliwości. Potem dochodzi do kulinarnej rozpusty i jak przez tydzień wymyślam dania z jednego selera, ziemniaków i cebuli, tak potem dostaję oczopląsu na widok tylu dobrych rzeczy naraz. Dla mnie. Dla nas. Dwa dni wcześniej mam milion pomysłów. Aż czasem głupio o nich mówić, bo niektóre wymagają niezłego biegania po sklepie. Nie mojego biegania. I nie wszystkie są możliwe do zrobienia. Chociaż… za każdym razem przekonuję się, że ograniczenia tkwią w głowie, nie w okolicznościach. Da się, wykorzystując piec kaflowy, zrobić dużo więcej. Współczesnemu człowiekowi, dzierżącemu piekarnik z termoobiegiem w dłoni, może się wydawać, że to jest koniec świata. A tu chleb można piec, rogaliki, scones, pora z gorgonzolą, karmelizowane warzywa, ciasto bananowe, muffinki cytrynowe i w sumie to wszystko, co tylko się wymyśli. Jeśli znajdzie się dobra dusza i przyniesie na swoich plecach trochę (trochę?! masę!) składników. Masło o smaku i wyglądzie masła na ten przykład. Albo całą epę maszketów.

Także szkołę wdzięczności też mam. To chyba najcięższa szkoła, ale mam nadzieję, że po moich wygłodniałych oczach widać, jak bardzo mnie wszystko cieszy. Bo cieszy sam gest. Sama chęć. Obecność. Jedzenie jest niezwykle ważnym dodatkiem do Osoby, ale wciąż dodatkiem. Wiadomo – im więcej można wymyślić, tym radość większa, że oto wreszcie nie gotuję tylko dla siebie. Że tak, właśnie tak, tu i teraz, będzie z kim usiąść przy stole, spojrzeć na siebie i spytać: Może sałatki?

Sa-sa-sa-sałatka

Coś równie prostego jak poprzedni przepis i wszystkie sałatki. Comfort food, że tak to ładnie ujmę. Proste, smaczne i można mnożyć ilość w nieskończoność.

Zresztą, comfort food to wszystko i nic, zależnie od nastroju, chęci i pory roku. Dziś na przykład jadłam na kolację wyśmienity zestaw smaków, którego nie zamieniłabym na nic innego. Zapiekana ciabatta z gorgonzolą, gotowaną szynką i sporą ilością masła. A potem zapiekana ciabatta z serem żółtym. I masłem. Mówiłam już, że przechodzę na dietę o nazwie „Trzy tysiące kalorii”?

I na koniec klasyka polskiej kuchni dziecięcej. Chleb z masłem, tłustym serkiem twarogowym i miodem. Skropione obficie sokiem z limonki*. Nie krzywić się, tylko spróbować proszę. Jest jedno ale. Nie będzie Wam to smakować, jeśli weźmiecie byle jaki chleb z ulepszaczami, serek typu light i sztuczny miód. Jeśli chcecie robić takie rzeczy, błagam, nie z tymi składnikami. Zasługujemy na coś więcej, niż marne substytuty przyjemności!

Pora przejść do rzeczy, a raczej do smakowania świata. Oto i kolejna propozycja.

Sa-sa-sa-sałatka

Składniki:

  • młoda cukinia, umyta, pokrojona w plasterki
  • sałata lodowa, umyta i porwana na kawałki
  • cebulka dymka, posiekana
  • szczypiorek, posiekany
  • ricotta
  • oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia
  • sok z cytryny
  • sól i kolorowy pieprz

 

Cukinię, sałatę, cebulkę i szczypiorek włożyć do miseczek. Dodać ricottę (proponuję 50-70 g na porcję) i lekko przemieszać. Z oliwy i soku z cytryny zrobić winegret w proporcji 2:1, dodać sól i pieprz. Podawać schłodzone, polać sosem bezpośrednio przed podaniem.

Smacznego! :)

* No dobra, w dzieciństwie nie miałam dostępu do limonek. A wszystko przez komunistyczne regulacje i inne takie. A pomyśleć, że w książkach kucharskich sprzed wojny występuje niezliczona ilość składników, które znów  „odkrywamy”. Parmezan i limonka to tylko dwa z nich. Owoce morza pominę milczeniem, bo nie bardzo wiem, skąd je brano w tamtych czasach. I jeszcze świeży niby były. Ale ludzie dawali sobie radę na dworach i takie coś jak 400 gram Parmezanu nie robiło na gospodyniach wrażenia. A na mnie jednak robi!

Śniadanie lepsze, niż u Moneta

Jak malowane ;)

Mówiąc jasno i najzwięźlej, słońce świeciło, a ja korzystałam z uroków wiosennych smakołyków. Wyprawa do ogródka po młode pędy czosnku, świeżą sałatę, cebulkę dymkę. Dobre jedzenie z rana daje więcej energii na cały dzień, niż jakikolwiek obrzydliwy napój energetyczny, wierzcie mi.

Jeśli chcecie sprawdzić na własnym przykładzie, zacznijcie od końca, czyli od sałatki. Ona może poczekać. Omlet – zdecydowanie nie. Na zimno sprawdzi się owszem, ale w roli wnętrza do kanapki. A u mnie wystąpił jako gwóźdź programu. A wiadomo – z gwoździami ostrożnie trzeba! :)

Na pierwsze danie omlet wiosenny.

Omlet wiosenny

Liczba porcji: 2 | Czas przygotowania: 5 minut | Czas gotowania: 20 minut lub 10 minut przy smażeniu dwóch jednocześnie

Składniki:

  • 4 – 5 dużych jajek
  • 100 g gotowej polenty, pokrojonej w kostkę
  • 2 duże pomidory, pokrojone na 16 części
  • 1 marchewka, obrana i posiekana julienne lub w paski
  • 4 plasterki szynki długodojrzewającej, porwanej
  • 2 spore garście mrożonego lub świeżego groszku
  • cebulka dymka, młody czosnek, natka pietruszki, posiekane
  • sól, pieprz, przyprawa do jajek, czerwona papryka w proszku
  • oliwa, masło do smażenia

 

Przygotowanie:

  1. Na dużej patelni rozgrzać masło lub oliwę. Można robić na dwóch patelniach, będzie szybciej. :)
  2. Groszek gotować 2 minuty w osolonym wrzątku, osączyć. Wszystkie warzywa (bez świeżych ziół!), szynkę i kostki polenty podzielić na dwie części, rozłożyć na patelniach i na małym ogniu podgrzewać bez mieszania.
  3. Jajka dobrze wymieszać rózgą kuchenną, przyprawić do smaku solą, pieprzem i przyprawą. Wymieszać ze świeżymi ziołami.
  4. Zwiększyć ogień pod patelniami, wylać równomiernie jajka (podzielić masę na pół!), zmniejszyć ogień i trzymać kilka minut pod przykryciem, aż masa się zetnie. Nie odwracać. Zsunąć na podgrzany talerz i podawać z sałatką warzywną i pełnoziarnistym chlebem.

 

 

Sałatka wiosenna

Czas przygotowania: 5 minut + czas na wymycie sałaty :)

Składniki:

  • główka sałaty prosto z ogródka
  • cebulka dymka prosto z grządki
  • kilka zielonych elementów młodego czosnku, zerwanych w ogródku
  • kilka – kilkanaście rzodkiewek, też najlepiej z ogródka
  • pół cytryny (niekoniecznie z przydomowej plantacji, ale jak macie taką…)
  • oliwa
  • sól, pieprz

 

Przygotowanie:

  1. Dokładnie wymyć każdy liść sałaty. Wymaga to nieco cierpliwości, ale wielkie rzeczy muszą być okupione wysiłkiem. Wysuszyć liście, porwać i wrzucać do miski.
  2. Cebulkę umyć, posiekać. Tak samo liście czosnku. Wrzucić do sosjerki.
  3. Rzodkiewkę (tak, tak, umyć) i pokroić na połówki lub ćwiartki. Wrzucić na sałatę.
  4. Cytrynę dokładnie umyć, wyszorować. Jeśli macie już tylko połówkę, to od środka nie szorujcie, tylko skórkę. Zetrzeć skórkę zesterem od razu na sałatę.
  5. Wycisnąć do sosjerki sok z cytryny, odmierzyć łyżkami ilość i dodać dwa razy tyle oliwy. Dobrze wymieszać, dodać sól i pieprz.
  6. Zjeść!

A na obiad spróbujcie czegoś równie prostego, a zaskakującego. Może Pilaf z czerwonymi pomarańczami i prażonymi migdałami przypadnie Wam do gustu?

Orzeźwiająca sałatka

Jeśli Wam nie będzie smakować, możecie rzucać kapciem w monitor. Jak w programie Kto za to zapłaci?.

Surówka taka niemal klasyczna. Ale dodatki nadają styl i dodają jej szyku. Znajdźcie trawę cytrynową, kolendrę, limonkę, ocet ryżowy i próbujcie. Aha. Nie zapomnijcie o zrobieniu popcornu.

Orzeźwiająca sałatka

2 porcje | Czas przygotowania: 15 minut |

Składniki:

  • mała cukinia (100 – 150 g)
  • mała marchewka (100-150 g)
  • 1/4 strąka papryki
  • 6 liści sałaty lodowej
  • 4 liście kapusty pekińskiej
  • garść czarnych oliwek (10 sztuk)

 

Sos:

  • 1 łyżka (15ml) octu ryżowego
  • 2 łyżki (30 ml) soku z cytryny
  • 1 łyżka (15ml) soku z limonki
  • 1 łyżeczka liofilozowanej trawy cytrynowej (najlepiej świeżej)
  • 1 łyżeczka suszonej kolendry (lub świeżej)
  • sól i kolorowy pieprz
  • 2 łyżki (30 ml) oliwy z oliwek extra vergin
  • 6 łyżek (90 ml) delikatnego oleju – winogronowego, słonecznikowego lub delikatnej oliwy z oliwek

 

Dodatki:

  • garść popcornu (np. wg tego przepisu)
  • 40 g sera żółtego, pokrojonego w kostkę

 

Przygotowanie:

  1. Składniki sosu wymieszać dokładnie w miseczce i przyprawić do smaku solą i pieprzem.
  2. Paprykę pokroić na długie paski, tak samo kapustę pekińską. Sałatę lodową porwać na kawałki. Cukinię i marchewkę zetrzeć na mandolinie lub pokroić na cieniutkie plasterki.  Oliwki przepołowić lub posiekać na plasterki. Wymieszać składniki sałatki w misce, polać sosem i przełożyć do salaterki. Można odstawić na 15 minut do lodówki (niekoniecznie).
  3. Wierzch posypać popcornem i serem żółtym i podawać.

Smacznego :)

Ananas wyszedł z puszki (sałatka)

- A co się pani tak trzęsie?

- To pani nic nie wie? Ananas wyszedł z puszki!

- A za co siedział?

- Podobno… śmietanę ubił.

Za nami już omlet hinduski na śniadanie, a przed nami jeszcze kolacja. Cały dzień jedzenia! I każdy posiłek celebrowany. Jeśli jesteśmy tym, co jemy, nie powinniśmy się spieszyć. Powiem wprost – spokój przy przeżuwaniu ma znaczenie. Jesteśmy szczęśliwsi, kiedy możemy posiedzieć chwilę po posiłku. Powoli. Według badań, osoby jedzące wolniej, nie tyją tak bardzo, jak kuchenni sprinterzy. Nawet, jeśli jedzą tyle samo! ;)

Pomiędzy porankiem a wieczorem występuje południe. Pora na deser :)

Sałatka owocowa

Czas przygotowania: 15 minut | Trudność: łatwe | Ilość porcji: 4

Składniki:

  • mały świeży ananas, dojrzały
  • kiść różowych winogron
  • 2 owoce kiwi
  • 2 gruszki
  • sok z połowy limonki i skórka starta skrobaczką do cytrusów
  • 4 czubate łyżeczki cukru
  • dodatkowo: cukrowe konfetti do dekoracji, biała i czarna czekolada

Przygotowanie:

  1. Ananasa przekroić wzdłuż na pół, odkroić liście i twardy spód. Ostrym nożem obrać skórkę. Najlepiej odcinać ją dookoła, za jednym razem. Wyciąć trójkątnie twardy środek. Następnie z obu jego stron zrobić podłużne nacięcia na całej długości ananasa i zaraz przy nich wyciąć drugi (utworzą czułki i górę skrzydeł). Odwrócić owoc, wyciąć delikatnie na spodzie równy trójkąt, uważając, żeby nie sięgał poprzednich wycięć. W obu bokach wyciąć małe trójkąciki. Kroić na plastry. W ten sam sposób przygotować drugą połowę ananasa. Ułożyć po kilka motylków na każdym talerzu.
  2. Ananasa można ozdobić konfetti lub rozpuścić czekoladę w kąpieli wodnej i namalować wykałaczką lub tubką wzorki na motylkach.
  3. Obrać kiwi, pokroić w poprzek na plasterki, a następne na połówki. Składać po kilka w formę wachlarzu i układać na talerzu obok ananasa.
  4. Gruszki umyć, przekroić na pół. Z każdej połówki wycinać plasterki, zostawiając węższy koniec w jednej części. Przełożyć na talerze, uformować wachlarz i skropić sokiem z cytryny.
  5. Winogrona dokładnie wymyć, osuszyć. Przekroić na połowy, wyjąć pestki i ułożyć w piramidkę obok innych owoców.
  6. Na patelnię wlać sok z limonki i wsypać cukier. Na dużym ogniu roztopić na karmel, nie mieszając. Polać owoce i podawać.

Smacznego! :)