Najlepszy środek na łysienie

Zasnąć nareszcie,
nie zbudzić się nigdy.
Spać doskonale,
w pustce doskonałej.

Dziś potrzebuję duchowego posiłku regeneracyjnego. Głębokiego snu z długą fazą REM. Trzy godziny po południu to jednak za mało. I tak miałam cały czas wrażenie, że jadę pociągiem/autobusem/busem i zaraz trzeba wysiadać.

Gdybym była mniej padnięta, pewnie trochę ponarzekałabym na pogodę. Ale że jestem wykończona totalnie, żadne deszcze, burze, klopsiki i inne zjawiska pogodowe mnie nie ruszają. Właściwie to jestem nawet zupełnie nieświadoma, czy przez ostatni tydzień padało, czy też może świeciło słońce. A u Was świeciło? To pewnie u mnie też.

Spać.
Spać.
Spać.

Spać, spać,
spać doskonale, spać.
Spać – być pustką.

Z kimkolwiek bym nie rozmawiała, każda osoba niemal zazdrościła mi takiego jeżdżenia po Polsce. Och, jakie to fantastyczne, cudowne, szalone! Ach, możesz pozwiedzać, spotkać nowych ludzi, nie siedzisz osiem godzin w biurze przy papierach. Masz tyle wolnego czasu po pracy, pewnie sobie odpoczniesz, świetna robota.

O tak. Najbardziej naodpoczywałam się, wlokąc ze sobą (na swoich barach) wielki plecak, pokrowiec z eleganckimi ciuchami i mały  plecak. I działo się to regularnie w okolicach godziny piątej lub szóstej rano. Mówię Wam, takiego odpoczynku życzą sobie wszyscy. Szczególnie, kiedy wyjaśniam, jak wygląda sprawa noclegów, przejazdów i kosztów. Wtedy miny rozmówców robią się trochę mniej entuzjastyczne. Pojawia się charakterystyczne słowo: Eeeee?, względnie: Yyyy?. Ale jest nieźle. Kiedyś przecież dostanę wypłatę, bardzo na to liczę.;)

Ale ciiicho, to było tak na marginesie. Kocham tę robotę i szkoda, że się kończy. O takiej miłości mówmy szeptem.

Niby nie powinno się wydawać pieniędzy, których się jeszcze nie ma, ale… odłożyłam w sklepie buty. Nie doczekam się Matki Boskiej Pieniężnej! Teraz bankomat to dla mnie prawdziwa Ściana Płaczu. Nawet podchodzić nie warto, bez tego można się popłakać.

Sprzedawca w sklepie z butami i innym szpejem był niezwykle miły. W innych sklepach tak nie było. Ludzie lukali na mnie ubraną w marynarkę, buty na obcasie i więcej uwagi mi nie poświęcali. Nauczona doświadczeniem, do tego sklepu weszłam już w kurtce, zasunięta po samą szyję. Wahałam się nawet nad założeniem kaptura, gdyby komuś makijaż przeszkadzał. Nie będę specjalnie jechać przez pół miasta, żeby się przebrać do przymierzania butów!

Po pierwszym wstrząsie, że ceny przez ostatnie parę lat poszły jednak w górę, obejrzałam, przymierzyłam i poskakałam w kilku parach. Jakie lekkie te buty, jakie wygodne, jakie solidne, jakie ładne. I jakie drogie. Jeśli też mieliście dobre buty i może nie chodzicie do sklepów górskich, żeby popatrzeć na nowe modele obuwia, mogę Wam powiedzieć, że teraz buty to wydatek rzędu minimum 400-600 złotych. I faktycznie większość butów do normalnego użytkowania jest leciutka. Ciekawe, czy będą śmierdzieć tak samo, jak te stare, czy może bardziej.

Spać – jak kamień,
nie zbudzić się nigdy.
Już do niczego.
Niech tam rajskie raje
trwają w wieczności.

Wiele do powiedzenia. Własnego życia. I kilka przepisów też się zebrało. Jest jedenasta wieczorem. Niemal środek nocy. A pomyśleć, że nie tak dawno to była pora, o której miałam największą zdolność logicznego myślenia i dopiero zaczynałam o takiej godzinie siedzieć przed ekranem.

[Lata mucha po pokoju i myśli, że jej tak wolno. Niech się cmoknie, jestem zajęta. ]

Przed nocnym relaksem zostało mi jeszcze napisanie raportu z dzisiejszego dnia pracy.  Jak dobrze, że chociaż tego nie muszę robić co do godziny. I to poczucie, że jutro nie muszę wstawać (oraz: szukać po omacku ubrania, myć zaspanej gęby pod kranem, zbierać się na autobus, z obrzydzeniem patrzeć z rana na jedzenie i marzyć o kubku gorącej herbaty, który spokojnie wypiję, słuchając Trójeczki i gapiąc się przez okno na świat)… Bezcenne!

Spać, być wiecznością,
więc być doskonałym.
Być wieczną pustką,
cokolwiek to znaczy.
Spać.

Spokojnej pracy jutro Wam życzę i dobrej nocy. :)

Co do środka na łysienie, to wiadomo – najlepszy środek na łysienie to środek głowy. Tak. Można bić głową o ścianę.

A cytaty są z piosenki SDMu  „Zniechęcenie”. Codziennie rano moja pierwsza myśl zaraz po tym, żeby wszystko rzucić, była taka: SPAĆ! A Stare Dobre Małżeństwo doskonale się wpisało w tę tendencję.

PS. Moja Mama kupiła dwie begonie. Białą i czerwoną. Weszła z nimi do domu i tryumfalnie obwieściła: To do Strefy Kibica! Ale jak spytałam, czy w takim razie zamierza też oglądać mecze, zaśmiała się radośnie, co mogło oznaczać jedynie, że pytanie było bardzo nie na miejscu. Żadne tam koko Euro spoko nie stanowi wystarczającej motywacji do włączenia TV.

Zresztą, Jedyny Słuszny Skład na Euro szykuje się też w innym miejscu. I nie ma nic wspólnego z oglądaniem biegających panów. Bo z telewizorem też nie ma nic wspólnego. Jak chcecie wyjść w Krakowie na miasto i  NIE OGLĄDAĆ rozgrywek, to wiecie, Pierwszy Lokal is waiting for You.

Aha. Zaczynam dodawać zdjęcia do starych wpisów. Tak ładnie się komponują z wpisami, że dziś dodałam do  wpisu I feel good dwa zdjęcia. Żarcie i góry. Stały zestaw, nie?

Pro i anty

Mocne słowa padają. Nie na wieczór, ale na noc. Niech Was nie zwiedzie zacytowany fragment. Nie chodzi o głupią miłość z różowymi serduszkami i pluszowymi misiami. Nie chodzi o to, żeby upaść od siebie za daleko. Ani żeby były onomatopeiczne, paranormalne paranoje we dwoje. Dobra. Zostawiam Was samych.

Tęsknota boli
Tęsknota zabija mnie
Tęsknota boli
Tęsknię do lat
Minionych dni

I tak jest jakby ten świat
Ulepił rzeźbiarz bez rąk
I tak jest jakby ktoś miłość
Na skrzypcach grał nam
Bez strun…

Tęsknię. Kto zmienił nas w robactwo, co w padlinę zmienia świat? Tak już będzie tu zawsze? Będą orać metodycznie jak pługi głodną glebę?

Dobranoc. Niedobrze mi. Po tej piosence, po filmie Pachnidło, po orzeszkach ziemnych, po całym obżarstwie świątecznym, po nerwach i dwudniowym bólu głowy. Po łzach i po myślach o wszystkim, tylko nie o życiu. Po wyobrażeniach o prostocie.

Wesoło tu – cz.3 -Kij mu w plecy, a siekiera… w oko

(Musiałam to dopisać!)

Szliśmy wczoraj  z P. ulicą (chodnika brak), ja szukałam telefonu w przepastnej torebce. On spojrzał i powiedział: Mam wrażenie, że kobiecie torebki są w magiczny sposób bezdenne. Nie zdziwiłbym się, gdybyś wyjęła teraz na przykład żelazko.

I w ten sposób powstał wczorajszy program szkolenia. A dziś odebrałam dowód i opalałam się dzięki temu przy lokomotywie. W słońcu i wietrze, w cieple i zimnie. Generalnie – w marcu. Jak w garncu.

♣ ♣ ♣ ♣ ♣ ♣

A to znacie? Będzie dalej pasować do nastroju, także proszę się nas-troić. I rozdwoić, oczno-usznie.

http://www.youtube.com/watch?v=ymUXv2U1Tvk

 

Gdziekolwiek jestem,
Tam ty jesteś
Tak jesteśmy
Jak milczenie
Po tej pieśni.

Jak dwa jabłka
Na czereśni.

Spotkałam się z moją Przyjaciółką, nie zawaham się użyć tego słowa – jeszcze z dzieciństwa i młodości. Dzięki Niej siedziałam wreszcie w Cafe Camelot, nagadałyśmy się za wsze czasy, chociaż wcale nie zauważyłam, kiedy minęło trzy i pół godziny! Wypiłyśmy pyszną kawę i zjadłyśmy po kawałku boskiej, gorącej tarty z prażonymi pestkami dyni. I jak to wszystko wyglądało pięknie. Uwielbiam prażoną dynię, kruche ciasto i tarty. Zjadłam z apetytem. I z dekoracją. ;)

Jak tylko dorwę się do kabla od aparatu, wrzucę zdjęcie tarty. Należy jej się.

I kolejne takie niezapomniane spotkanie, które nic nie musi zmieniać, ale jak cudownie umiejscawia w Czasoprzestrzeni Ludzkiej. Pokazuje mi, że można się śmiać po latach, bez względu na nieobecność. (Tu był tekst o zaufaniu, ale brzmiał infantylnie, więc jednak został wykasowany).

Wbrew wszystkiemu, czego można się spodziewać po charakterze Człowieka w ogóle i w szczególe; Człowieka branego a priori i aposteriori; Człowieka jako takiego, udało nam się obu spotkać w liczbie osób dwóch i porozmawiać o sprawach ważnych i ważniejszych. Dziękuję. Za podzielenie się Sobą.

Przypomniałam sobie tekst z koszulki, jaką miałam kilka lat temu. Zaprezentuję Wam, cieszcie się ze mną głęboką ironią, sączącą się niczym jak kobry z rodziny zdradnicowatych.

I przypomniany w trakcie rozmowy tekst, który stał się tekstem dnia (poza swego rodzaju kuriozalnym kocykiem, jaki istnieje w grze ¿planszowej? we w/w* wesołym mieszkaniu) – Kij mu w oko, a siekiera w plecy – pozostaje nadal aktualny.

Dobrej nocy. Pięknych snów o dobrych sprawach, wielkich przyjaźniach, dalekich podróżach i szalonych pomysłach do realizacji. Gdziekolwiek jesteście. Gdziekolwiek będą Wasze sny.

 

—————

* w/w – czyt. wspomnianym wczoraj

Świnia 3

Beware od dogs. And cats. And me 2day!

Jak w tytule. Świnia ver. 3.  A już miałam święty spokój. Wielki spokój.

Most nad rzeką
Rzeka płynie
Spokój muchy
Gdzieś w bursztynie

Ja to spokój
Rzecze rzeka
Bursztyn leży
Mucha czeka

Stosuję przeciwbólowe tabletki ze słów.

Kogo nie boli, ten nie pisze wierszy, bo i po co? Wiersze piszą ci, których boli tak, jakby mogły one zmienić cokolwiek. Wiersze piszą ci, których zawiodły wszystkie przeciwbólowe środki.

Trudno powiedzieć, co dokładnie boli. I w którym miejscu. Może to właśnie boli świadomość, ciemna jak ta czarna suka z piosenki SDMu. Ciągnie mnie do ciebie, o świadomości ma, jak mnicha do nieba. Na oślep, na licho. Na złe i dobre, i na Bóg wie jak.

(R)ewolucja wewnętrzna dokonuje się nagle. Albo wcale. Można dochodzić po prawdy latami, ale moment poznania jest tylko jeden. Jak grom z jasnego nieba, światełko w tunelu.

Karmel jest boski. Słodki jak cholera! Ale gorący jak lawa i groźny jak powódź. Nie wkładajcie łapy na patelnię z karmelem. To samo można powiedzieć o życiu. Boskie. Ludzkie. Jakiekolwiek. Nijakie. Jak sobie radzisz?, spytał mnie ktoś. Jak w życiu. Słodko jak cholera! Groźnie. Bosko. Ludzko. Jakkolwiek. Nijak.

Lepiej nie wkładać łap tam, skąd może wyjmie się je bez palców. Lepiej nie dawać serca na przechowanie tam, gdzie z depozytu zostanie tylko wypalona dziura i szyderczy śmiech dookoła. Oto, jak sobie radzę.

Beware of dogs. And of me, too. Zytka, beware of yourself. Jak niewiele trzeba, żeby szlag człowieka trafił. Jaka cienka granica pomiędzy ciszą zgrzytających zębów a krzykiem spomiędzy tych zębów. Ach, jaka szkoda. Już nie ma mnie. Co robię w sobotę? (…) A co w takim razie robię w piątek?

Lunatycy otaczają mnie. Najpierw gadali jak potłuczeni. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. I na tym koniec. Ja rozumiem, że więcej się powiedzieć nie da, szczególnie do kogoś, kto stoi cały dzień przy oknie i płacze przy każdej próbie wyduszenia z siebie całego zdania. Więcej powiedzieć się nie da do kogoś, kto mógłby nie wstawać z łóżka, włóczy się jak cień cienia (ale nie nadziei) i bardziej przypomina kościotrupa pięć lat po pogrzebie, niż żywego człowieka. Everything is gonna be all right!

Minęły trzy  miesiące. Cholera, normalnie mogę świętować rocznicę. Jak nazywa się rocznica w miesiącach? Miesięcznica? To uznajmy, że w ramach świętowania zrobiłam na śniadanie polentę. Z parmezanem i grubym pieprzem. A na kolację risotto. Też z parmezanem. . Jak świętować, to z klasą. Żałosne, ale jako prawdziwa Polka, wykorzystuję każdą okazję.

Don’t leave me here alone.

You don’t have to go it alone.

Naprawdę?! Sometimes you CAN’T make it on your own.

Po trzech miesiącach  mantra wszystko się ułoży zmieniła się w Widzisz, jest lepiej. A nie mówiłam? / A nie mówiłem?

Wrr. To ma być mściwa satysfakcja, czy co? Ludzie czują się wszystkowiedzący. Fakt, mogłam się z nimi zakładać, że się pomylą. Ale wtedy zrobiłabym wszystko, żeby wygrać ten zakład i pewnie nie dałabym im szansy na wygraną. A tak, z nikim się nie zakładałam i teksty w w/w stylu spływają po mnie jak woda po kaczce.

Jak dobrze, że poza „ludźmi” mam jeszcze Rodzinę i Przyjaciół, którzy nie zrobili sobie moim kosztem terapii dowartościowującej pt. „A widzisz!”.

Life is cruel and full of zasadzkas. And sometimes kopas w dupas!

Przyjeżdża chłop wozem do wsi i woła:
- Węgiel przywiozłem!
Na to koń, który prowadził wóz odwraca się i mówi:
- Tak, kurde, ty przywiozłeś węgiel!

 

Post ze świńskiej serii. Pierwszy (klik!) świński oderwany  i drugi (klik!) świński przyklejon. Enjoy.

Spokój muchy
Gdzieś w bursztynie  Ja to spokój
Rzecze rzeka
Bursztyn leży
Mucha czeka

W życiu ni ma letko!

Słucham SDMu, po raz pierwszy od lat kilku. Kiedyś torturowałam się ich piosenkami. A było to w czasach szalonych, romantycznych i nierozważnych.

Życie jest ciężkie, w życiu ni ma letko.  Szczególnie, jak się szykuje na pogrzeb. Kilka ostatnio było, szkoda, że w zanadrzu kolejny. Jak ja mam to jutro powiedzieć. Na oczach wszystkich ludzi? Nie ja miałam być osobą, która będzie brać udział w tym przedsięwzięciu. Nie wierzyłam, że to się może rozlecieć. Bo jak się zakłada taką organizację, to plany są na najbliższe dziesięć lat.

W rozpaczy swojej na balkon nie wychodź, nie wychodź. Przysięgam wam, że płynie czas i ZABIJA rany. Bo bardzo szkoda byłoby nas!

Liczyłam, że świat pójdzie do przodu beze mnie. A tymczasem ów świat postanowił się rozlecieć i nagle, mimo wszystko, zostałam w samym środku. Z kilkoma osobami, które się nie poddały, albo które nie chciały się poddać. Które wierzą?

Za oknem, po ogrodzie, pociąg jedzie. Drewno wiezie. Na trumny.