Jiro śni o sushi

Kto lubi dobrze zjeść, ten na pewno słyszał o filmie Jiro śni o sushi. Kto jeszcze nie był na tym niezwykłym dokumencie, ten może skorzystać jeszcze z tanich poniedziałków w Kinie Muranów lub poszukać w innych miastach również kim studyjnych albo małych, klimatycznych sal z ekranem (grają jeszcze w Warszawie, Krakowie i Katowicach na pewno).

Chciałabym tylko zacytować słowa sprzedawcy tuńczyków, od którego syn głównego bohatera kupuje codziennie świeże ryby. W wielkim stopniu może to podsumować siedemdziesięcioletni wysiłek Jiro, jaki włożył w udoskonalenie tego przysmaku.

Myśląc, że już wszystko wiesz, oszukujesz sam siebie. I wpadasz w depresję.

Jiro, mimo 80-tki na karku, uważa, że jeszcze wiele mógłby zmienić. I kocha swoją pracę ponad wszystko. Bohaterem tego dokumentu nie mógłby być nikt inny, jak tylko Japończyk.

Biję pokłony i albo spróbuję sushi u niego, w maleńkiej restauracji na 9 miejsc, gdzie trzeba rezerwować krzesełko kilka miesięcy wcześniej, albo… wcale.