Pytania niedokończone

Przeczytałam tyle książek, że już normalnie nie wiem, od której zacząć. Pewnie będzie tak, jak zwykle, że napiszę o jednej, chociaż przeczytałam do tej pory dziesięć różnych. Czuję jednak wewnętrzny imperatyw kategoryczny, żeby napisać o tej konkretnej. Światło dnia Jamiego Saula.

Co jest ważniejsze – uczciwość czy lojalność?

Znacie odpowiedź na to pytanie? Są w ogóle takie odpowiedzi na trudne pytania, których udzielacie jednym tchem? Bez zastanowienia? Bez wahania? A co byście sobie odpowiedzieli, jakby okazało się, że pytający już nie żyje?

Saul napisał świetną książkę. I długą, co ważne. To znaczy – nie da się przeczytać w godzinę i zapomnieć. I pod koniec ogarnęło mnie dobrze znane uczucie, że za mało kartek zostało do końca.

W wielkim skrócie, bo nie lubię odbierać przyjemności czytania: główny bohater jest profesorem i mieszka z synem w niewielkiej miejscowości. Książka koncentruje się na trzech etapach życia: razem z żoną artystką;  wspomnieniach z życia syna i ojca oraz to wszystko, co jest wynikiem nieprzewidzianych splotów okoliczności. Kryminał, obyczajówka, dramat, nie wiem. Komedia to nie była. Wątek miłości pojawia się w zupełnie inny sposób, niż w literaturze typu Harlequin.

Mogę powiedzieć dwie rzeczy.

Po pierwsze, rzadko mam okazję czytać książkę mężczyzny, który nie odziera swojego bohatera z uczuć i nie każe mu grać macho. Ten facet czuje, kocha, myśli, płacze, cieszy się i ucieka we wspomnienia. Dobija go głupota i cieszy dobra pogoda. Jest zwyczajny, a nie papierowy. I kiedy wspomina, robi to po ludzku. Nie ma tu szalonej psychoanalizy, nie ma idiotycznych amerykańskich wtrętów typu: wszystkie problemy rozwiązują się same, kiedy cała rodzina zasiądzie przy stole.

Po drugie, lubię grube książki, które zaprzątają moje myśli, ale są nawet zbyt ciężkie, żeby przeczytać je od razu. Tę odkładałam wiele razy, bo była za trudna, wymagała zbyt wiele zaangażowania. Wciągała za bardzo. Pytanie o lojalność i uczciwość doprowadziło do dramatu bohatera. A mnie do napisania o książce.

A że chodzi za mną cały dzień piosenka Lady Pank, to się nią nie podzielę. Za to spójrzcie na młode oblicze Wojewódzkiego. Jaki to był grzeczny chłopiec, chociaż teksty miał takie same. I nawet jedną linijkę tekstu zna. Proszę bardzo. Dalej już klasyka w najlepszym wydaniu. Na dobry sen. Na szalone życie.

http://www.youtube.com/watch?NR=1&feature=endscreen&v=IDrvR4KZYo4