Hej kolęda!

A ja w sobotę zdobyłam karpia.

Wyszłam ze sklepu bez większych obrażeń, ale za to z traumą na psychice. Jak podeszłam do chłodziarki z rybami, naprawdę nie rzucając się na ludzi przede mną, to chyba ten spokój mnie uratował przed paranoją. Wzięłam sześć sztuk, a za mną słyszałam tylko „o Boże, o Boże, co za ludzie, o Boże, o Boże”. Niesamowite. Nie walczyłam, a dostałam.

I wcale nie należałam do ludzi, którzy stali pod sklepem godzinę przed otwarciem. Po prostu udało się. Wcześniej (kilka dni pod rząd) podejmowałam próby nabycia karpia drogą kupna, ale trafiałam wzrokiem w próżnię, zamiast w piękne płaty ryby.

Jakby nie było ich i tym razem, na Wigilię mielibyśmy łososia, halibuta czy cokolwiek innego, co nie miałoby miliona ości. Nie dam się zabić za tradycję.

Wyjazdowo i pięknie

Jeśli życie jest podróżą, każdy jest statkiem, sterem i okrętem.

Walking ’round the room singing Stormy Weather
At Fifty Seven Mount Pleasant Street
Well it’s the same room, but everything’s different
You can fight the sleep, but not the dream

jestem zaraz po ważnym telefonie. Rozmawiałam z Ludźmi, którzy wiele dla mnie znaczą i wiele dla mnie zrobili. Wspaniale jest móc zadzwonić i po prostu spytać, co słychać. Baaaaardzo dobrze to na mnie działa.

Moje życie szczęśliwie składa się z cudownie przyjemnego ciągu wielu wydarzeń, przeplatanych gdzieniegdzie wrednym zachowaniem, idiotycznymi słowami czy debilami, o których się potknę na swojej życiowej drodze. Do tego dochodzi szarość i burość niektórych dni, kiedy jestem niewyspana, mam bardzo zły nastrój i nie rozumiem samej siebie. Ale i cały błękit słonecznego nieba, kiedy jednak szerzej otwieram oczy i dziwię się, że znów jest pięknie.

Czytaj dalej

Let the Sunshine In! Klimaty jesienne.

Kurczę, jak miło spędzić weekend w gronie znajomo-rodzinno-przyjacielskim. Takie zapraszanie Szanownych Gości jest cudownym momentem odprężenia. Zamiast planować wyłącznie gruntowanie ścian i zastanawianie się przy okazji mieszania farby w wiadrze, dlaczego ten biały (śnieżnobiały, superbiały, ekstrabiały czy jakiś tam inny oczorypny biały) jest fioletowy po otwarciu.

I nie trzeba myśleć, czemu farba przyczepia się do skóry lepiej, niż do ścian.

Czytaj dalej

Znalezione, pożyczone ze słoikami w roli głównej

Mam świetny pomysł, co zrobić z ładnymi słoikami. Kika takich cudeniek nam zostało, pomimo przygotowania zapasów na zimę. Mamy już papryki w pomidorach, mięso w sosie, ogórki na kilka sposobów. I paprykę w zamrażalniku. ;)

Gdyby i Wam zostały jakieś słoiki, a wiadomo, różne rzeczy się mogą zdarzyć, to polecam wykorzystać je na prezenty. Ułatwicie życie nie tylko sobie, ale również Wyjątkowym Ludziom, których obdarujecie.

Jeden taki wyjątkowo słodki i genialny w prostocie przepis przedstawiałam w tamtym roku, o tutaj. Dowiecie się nie tylko, co zrobić ze słoikiem, ale też dlaczego kowboje nie mają zębów.

Czytaj dalej

Alleluja!

Dla chrześcijan obrządku katolickiego dzisiejsza noc jest  najważniejsza w całym roku. Dzieją się rzeczy, których nie możemy objąć rozumem. I dobrze. Nie da się wszystkiego zrozumieć. Pewne kwestie – najważniejsze! – wymykają się logicznemu porządkowi. Wieczór Wielkiej Soboty należy już do Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego.

Weselcie się już, zastępy Aniołów w niebie! Weselcie się, słudzy Boga! Niechaj zabrzmią dzwony głoszące zbawienie, gdy Król tak wielki odnosi zwycięstwo. Raduj się, ziemio, opromieniona tak niezmiernym blaskiem, a oświecona jasnością Króla wieków, poczuj, że wolna jesteś od mroku, co świat okrywa! Zdobny blaskiem takiej światłości, raduj się, Kościele święty, Matko nasza! Ta zaś świątynia niechaj zabrzmi potężnym śpiewem całego ludu.

(…)
O, jak przedziwna łaskawość Twej dobroci dla nas! O, jak niepojęta jest Twoja miłość: aby wykupić niewolnika, wydałeś swego Syna. O, zaiste konieczny był grzech Adama, który został zgładzony śmiercią Chrystusa! O, szczęśliwa wina, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel! Uświęcająca siła tej nocy oddala zbrodnie, z przewin obmywa, przywraca niewinność upadłym, a radość smutnym.

Najpiękniejsza i najbardziej uroczysta liturgia roku.

Wszystkiego dobrego w te niezwykłe Święta! Niech będą dla Was momentem na zatrzymanie i pomyślenie, co dobrego może wnieść w Wasze życie odrobina wiary w niemożliwe.

Coś w głowie zostanie

Dzień dobry.

Powracam do niezwykle przyjemnego uczucia leżenia i pisania. Po Świętach, które minęły mojej Rodzinie na ciągłym przygotowywaniu, sprzątaniu, gotowaniu i szykowaniu z dnia na dzień coraz większej liczby potraw, talerzy, stołów i obrusów, wreszcie od wczoraj poczułam się jak w domu. Jak w swoim domu.

To jest bardzo przyjemne gościć u siebie ludzi, spędzać czas w gronie bliskich osób i cieszyć się atmosferą Świąt. Tylko w tym roku jakoś nie było kiedy. Ciągła bieganina, chodzenie spać mocno po północy, mycie tych wszystkich talerzy i cała reszta spowodowały, że zaangażowane osoby zupełnie nie mają ochoty (oby jak najdłużej) na powtórkę z rozrywki. I oby tak zostało, bo bolące nogi, kręgosłupy, głowy – to nie jest to, na co czeka się cały rok. Było nas dużo do pracy, ale wciąż więcej do jedzenia. I jakby nie patrzeć, pomimo wspólnego wysiłku finansowego, Święta kosztują. Beznadziejnie przyziemna sprawa. Szkoda, że firmy zajmujące się dostarczaniem energii, gazu i innych dóbr nie robią gwiazdkowej promocji pt.: Jeden rachunek w roku zapłacimy za Ciebie.

Jutrzejszy deszcz zmyje to wszystko. Tylko – no właśnie – coś wciąż w nas pozostanie. I nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było, upłynie sporo czasu. Otrząsnąć się z tylu wrażeń będzie nie lada wyzwaniem.

Ciężko pisać po tak długiej nieobecności w wirtualnym (i w ogóle nieco bardziej cywilizowanym) świecie. Mam mnóstwo przepisów, które albo sama wymyśliłam, albo zmodyfikowałam na swój sposób. Potrzeba matką wynalazków. A jak jeszcze ma kto jeść ze mną, nawet śmiejąc się przy kawie, że nic nie robię, tylko jem słodycze, to mogę piec, gotować, smażyć i bawić się w gotowanie. Będą przepisy. Żebym sama nie zapomniała, jakie dobre rzeczy jadłam. I dzięki Komu.

Będzie zupa czosnkowa, muffinki cytrynowe z dżemem figowym, schab na wschodni sposób, sałatka grecka, marchewka Jamiego i smażone ziemniaki z rozmarynem. I cała masa innych rzeczy, które udało mi się uchwycić w obiektywie. I o których pamiętam.

Myślałam, że jakiś wpis był już w grudniu, a tu proszę bardzo, wyjechałam jeszcze w listopadzie! Spędziłam bajeczny tydzień w objęciach Słowacji i Niżkich Tatr. Pierwszy raz byłam na saunie (oł je, je, je!) i zakochałam się w tym sporcie. Mycie się pod prysznicem jest dla mnie katorgą. Zwyczajnie tego nie lubię, jednak akceptuję, że nie wszędzie będę mogła leżeć godzinę i nie myśleć o niczym. W sumie w wielu miejscach wanna nie zdałaby egzaminu, szczególnie w górskich schroniskach. Wygodniej jest pod prysznicem. Szybciej. Ale przez te prysznice czułam się wymyta tylko dwa razy przez cały miesiąc: kiedy byłam na saunie przez trzy godziny i kiedy wreszcie wróciłam do domu i wlazłam do wanny.

Mam tyle myśli, tyle uczuć i słów, które chciałabym jednocześnie napisać. Zacznijmy od początku. Czyli od Karkonoszy. Ale to już historia na zupełnie osobny wpis. Niech Dobro będzie w Waszych sercach.

Zytka.

Alte Liebe ist Gerlach!

Czyli stara miłość nie rdzewieje.

Zakochałam się! Ogłaszam to wszem i wobec. (Dzięki temu jest szansa, że moje wyznanie przejdzie niezauważone.) Zakochałam się w szalonym życiu, w zabójczym uśmiechu, w elektryzującym dotyku. W eksperymencie aminokwasów i protein, w koagulacji białek i tłuszczów. A za oknem śnieg pada, informuję dla równowagi.

W Trójce coś się stało i cały dzień siedzę z uchem przy głośniku. Najpierw sporo The Jolly Boys. Teraz kawałek po kawałku Buddha Cafe. Reggae i chill out w Wielkanoc? Proszę o więcej!

 

 

 

Owlover Calendar - Christine Pym

 

 

A tak przy okazji, zupełnie na marginesie i od rzeczy. Macie już gotowy kalendarz na 2012 rok? Jeśli tak, jak ja, myślicie o tym w okolicach wakacji, może teraz wydrukujcie sobie sami kalendarz z sowami. Shivani na swojej stronie My Owl Barn proponuje 45 różnych rysunków i malunków, które specjalnie na tę okoliczność wykonali artyści z różnych stron świata. Wystarczy kliknąć w obrazek lub w link i po prawej stronie na górze będzie odnośnik. Warto.

Możecie zrobić 4 kalendarze. Biorąc pod uwagę, że już upłynęły 3 miesiące roku, to macie trzy razy cały kalendarz plus jeden raz taki od kwietnia. A jakby ktoś życzył sobie wszystkie kalendarze od kwietnia, to ma pięć kalendarzy. Biorąc pod uwagę również rachunek prawdopodobieństwa, możliwości jest wystarczająco dużo, żeby zrobić sobie jeszcze papierową czapeczkę na lato, wyściełany podnóżek na zimę i tzw. bógwico. W głowie się ludziom przewraca od tego dobrobytu.

Dobrego Świętowania. Alleluja!

Zytka M.

PS. Kto jeszcze nie słyszał The Jolly Boys, proszę bardzo, jest okazja, trzeba korzystać. Banjo, gitarka, rumba box, marakasy, zachrypnięty głos wokalisty i bujamy się w rytm jamajskiego mento, wplecionego w dobrze znane piosenki.

Najchętniej wrzuciłabym wszystkie piosenki po kolei, bo to takie radosne nagrania, że robi się ciepło na sercu od każdego coraz bardziej.

Strach przed lataniem i głód doświadczeń (domowy chleb)

Niewygodny PRZEMĄDRZALE zachęcił mnie do wrzucenia przepisu na chleb, także dziś będzie kuchennie – domowy chleb i powalające zapachy z kuchni.

Przy okazji dodałam przepis na pizzę bez ugniatania (dla chętnych ugniatanie przez 5-7 minut). Rośnie troszkę w kuchni, potem trzymamy w lodówce i voilà, mamy gotowe ciasto, które trzeba tylko upiec. Lepsze, niż gotowa pizza z zamrażalnika (nie odważyłam się zjeść takiego czegoś więcej, niż dwa razy w życiu, więc mam marne porównanie). Ale i tak lepsze o niebo.

Świętuję Wielkanoc nie tylko jako przerwę świąteczną, ale przede wszystkim jako moje najważniejsze święto w życiu duchowym. Kiedy byłam młodsza, Boże Narodzenie było ulubionym świętem. Prezenty, choinka, śnieg (tak, tak, w dzieciństwie bywał Śnieg na Święta). Zapach piernika, cała rodzina przy dzieleniu się opłatkiem.

Z biegiem czasu zaczęłam dostrzegać głębszy wymiar Wielkanocy. Na Wielki Piątek proponuję całe 1:34 minuty nagrania słów Dominikanina, O. Adama Szustaka. Ten człowiek nie mówi dużo. Ale mówi wiele. Postne smaki – Wielki Piątek. A potem w milczeniu przygotujcie chleb. I cieszcie się miłością otwartych ramion. :)

Chleb bez wyrabiania

Czas przygotowania: 5 minut | Czas oczekiwania: 12-18 godzin | Czas pieczenia: 45-60 minut

Inspiracje: Maryla Musidłowska (przepis i film) , Jim Lahey (film), Asia – Kwestia Smaku – dodatki i cenne uwagi (przepis)

Składniki:

  • 2 szklanki mąki pszennej typ 500
  • 1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej typ 1850
  • 1 łyżeczka suszonych drożdży instant*
  • 1 1/2 łyżeczka soli
  • 1 1/3- 1 3/4szklanki zimnej wody
  • 1/4 łyżeczki octu z czerwonego wina**
  • 1/2 łyżeczki cukru**

 

Dodatki:

  • 50 g drobno startego parmezanu
  • 50 suszonych pomidorów (ja dawałam takie bez oliwy)

 

Przygotowanie:

  1. Mąkę przesiać do sporej miski lub garnka, dodać resztę składników i dodatki. Dodać wodę i szybko zamieszać (około 30 sekund). Wodę można dodawać stopniowo i zależnie od typu mąki dodać mniej lub więcej. Ciasto powinno się kleić. Przykryć ściereczką i odstawić w temperaturze pokojowej na 12-18 godzin.
  2. Ciasto powinno być dobrze wyrośnięte, kleiste. Wyłożyć je na oprószoną mąką stolnicę i szybkim ruchem złożyć w kulę. Można próbować uformować je w misce. Następnie przełożyć na mocno obsypaną mąką lub płatkami owsianymi lnianą/bawełnianą ściereczkę, przykryć i odstawić na kolejne dwie godziny, aż podwoi objętość.
  3. Na 30-45 minut przed końcem rośnięcia rozgrzać piekarnik do maksymalnej temperatury (u mnie 250°C). Ustawić kratkę na 1/3 wysokości od dołu i położyć na niej spory garnek żeliwny (używam emaliowanego garnka o średnicy18 lub 22 cm) lub duże naczynie żaroodporne z przykrywką.
  4. Kiedy ciasto podwoi objętość, a piekarnik będzie nagrzany, ostrożnie wyjąć garnek z piekarnika i szybkim ruchem przełożyć do niego ciasto. Wstawić do piekarnika na 30 minut pod przykryciem.
  5. Zdjąć przykrywkę i piec dalej 15-30 minut (ja piekę 20 minut), aż chleb będzie ładnie przyrumieniony, ale nie spalony. Wyjąć garnek, podważyć chleb nożem i wystudzić na kratce.

Smacznego!

 

* Przy robieniu chleba bez dodatków należy zmniejszyć ilość drożdży do 1/2 łyżeczki;

** można pominąć ocet i cukier, ale jeśli nigdy nie robiliśmy ciasta z suszonymi drożdżami, nie zaszkodzi im pomóc w rośnięciu :)

Doskonale smakuje ze świeżym masłem lub sosem z oliwy, soku z cytryny, soli, pieprzu i świeżych ziół.

 

 

Dobrych Świąt Wielkanocnych!

Na koniec wspomnienie niespodzianka. Niech Wasze życie będzie właśnie taką szaloną radością ludzi całkowicie oddanych sprawie. Słuchając słowackiego, angielskiego i Bóg wie jakiego innego języka, cieszcie się życiem. I tym, co ci ludzie wyczyniają.

Rzeczy zmieniają się tak szybko…

Zima i Święta mocno motywują do myślenia. Jest ciągle ciemno i ponuro. Nie trzeba się głęboko zastanawiać, żeby wejść w swoje skulone i skostniałe myśli. Słońce jest tylko namiastką ciepła, dzień jest tak krótki, że łatwo go przeoczyć.

Spotkałam niedawno kota. Żadna nowość, powiecie, jest tyle kotów na świecie. Ten był wyjątkowy, bo i okazja szczególna. To był czarny kot, siedzący przy żywopłocie. Dookoła gęste mgły, a słońce dopiero wschodziło. Niesamowite wrażenie. Tylko Kot i Ja. Strange little girl, where are you going?

Właśnie, gdzie? Donikąd. Wszędzie i nigdzie. Tak myślę, że żadna różnica. Kot poszedł swoją własną ścieżką, ja swoją. Rzeczy zmieniają się tak szybko, że nawet nie warto pamiętać wszystkich szczegółów. Chyba, że macie takie coś jak ja i bez tego wszystko zapominacie? ;)

Zimowa pora, zimowa dziewczyna, zimowa herbata. Wszystko białe, szare, czarne. Życie jak film w niemym kinie. Walizki wspomnień o dzieciństwie na sankach, o ślizgawce wylanej przez woźnego na szkolnym boisku, o pierwszych nartach z rysunkiem postaci z kreskówek. Tori Amos tak pięknie śpiewa o tym, że wszystko przemija, zmienia się i kończy. Mała dziewczynka tworzy wspomnienia, duża dziewczynka nimi żyje. Karmi się tym, co dawało bezpieczeństwo, radość, dobroć i szalone pomysły. Powroty do przeszłości są podobno dobre dla starszych ludzi. W takim razie bardzo się postarzałam od drugiego tygodnia listopada.

Miało być o górach, o jedzeniu. A wychodzi ciągle o muzyce. Ciągnie mnie do muzyki, jak do nałogu. Zawsze znajdzie się piosenka, która wyrazi to, co czuję. Jak Winter, utwór Tori Amos.

 

Anioł wiedział :)

Spokojnego odpoczywania i pierników z choinki zajadania!

Samych wspaniałych przepisów do wypróbowania, nowych gór do zdobycia, pokonania wszystkich problemów i tylko szczęśliwych zakończeń w książkach.

Anioł wiedział, nie powiedział, a to było tak…

życie pełne jest niespodzianek
anioł milczał, ja bałam się, bo
live is full of zasadzkas, kochanie
nie wiedziałam co ześle mi los

(c) Zytka Maurion na Święta :)

Świętego spokoju

Pomódlmy się w noc Betlejemską,
W Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
by wszystko się nam rozplatało,
węzły, konflikty, powikłania.

 

 

 

 

 

 

Oby się wszystkie trudne sprawy
porozkręcały jak supełki,
własne ambicje i urazy
zaczęły śmieszyć jak kukiełki.

 

 

 

 

 

 

I oby w nas złośliwe jędze
Pozamieniały się w owieczki,
a w oczach mądre łzy stanęły,
jak na choince barwne świeczki.

By anioł podarł każdy dramat
aż do rozdziału ostatniego,
kładąc na serce pogmatwane,
jak na osiołka – kompres śniegu.

 

 

 

 

 

 

Aby się wszystko uprościło -
było zwyczajne – proste sobie -
by szpak pstrokaty, zagrypiony
fikał koziołki nam na grobie.

Aby wątpiący się rozpłakał
na cud czekając w swej kolejce,
a Matka Boska – cichych, ufnych -
jak ciepły pled wzięła na ręce.

Ksiądz Jan od Biedronki :)

W wielkim mieście żyć niełatwo, szczególnie w taką Noc? Posłuchaj tego :)

 

Oda do piernika

Ciasto. Słodkie jak mało co. Aż bolą zęby. Do przesady miodowe jest zapowiedzią rozkoszy podniebienia.

 

Van Gogh by się nie powstydził ;P

Pierniczki w pół drogi. Już piękne, a jeszcze surowe.

Dobrze wypieczone, zdrapywane niemal z formy do łamania zębów czy  czy tak delikatne, tak puszyste (i bez glutenu) ? :)

Mniam!

Przepis wzięłam po prostu z opakowania margaryny. Znajdziecie go też na tej stronie. :)

In the winter, in the city

Zima w mieście. Takie słowa kojarzą mi się albo  z akcją służb drogowych, albo z dziećmi w czasie ferii. Paradoks, że nigdy zima w mieście nie kojarzyła mi się ze Świętami Bożego Narodzenia. A tu nadchodzą, są coraz bliżej. Ten, na którego czekamy, dla którego mamy nawet wolne dni zaznaczone na czerwono w kalendarzu, nie może zostać za drzwiami.

Nie słyszałam o żadnych Świętach w Polsce, które mają równie rodzinny charakter i w ciągu których tak bardzo można się przejeść. Zapomnieć o sobie i przypomnieć o bólu żołądka po słodkich ciastach, pieczonych mięsach… Wielkanoc w Polsce nigdy nie jest tak obfita, jak Boże Narodzenie.

I te zapachy. Imbir, cynamom, gałka muszkatołowa, goździki, kardamon, ziele angielskie, anyż. Mmmm. Od razu wiadomo, że pachnie świętami!

W mieście nie było już zimy. Tu w górach śnieg wskazuje mi Twe błękitne ślady. Lecz Ty wiesz i ja wiem, że mogę Cię dotknąć tylko wierszem :) Dla spragnionych zimowych klimatów Dom o Zielonych Progach.