Tarta ananasowo-limonkowa (bezglutenowa, wegańska)

Tarta powstała jako wariacja na temat tortu urodzinowego dla mojej współlokatorki Agi. Jeśli szukacie kompletnie odjechanego przepisu, kupiliście wszystkie mąki bezglutenowe na fali mody „nie jem pszenicy”, a do tego uważacie, że świeży ananas pasuje do wszystkiego – oto przepis dla Was.

Ciasto fantastycznie się formuje dzięki temu, że używamy do niego oleju kokosowego. Zamiast jajek odrobina lodowatej wody i ciasto gotowe. Pyszne, oryginalne i po wielkie uczcie każdy zmieści kawałek, bo jest bardzo orzeźwiające. To może potwierdzić każda z ośmiu obecnych osób!

Tarta ananasowo-limonkowa

Wyposażenie: Forma na tartę o średnicy 26 cm, z wyjmowanym dnem. | Oryginalny przepis: Food&Wine.

Składniki na ciasto:

  • 8 łyżek oleju kokosowego, roztopionego, a następnie zamrożonego (!) + odrobina do posmarowania formy
  • 1/2 szklanki mąki z ciecierzycy (ja użyłam mąki besan z ciecierzycy i fasoli)
  • 1/4 szklani mąki/skrobi z tapioki
  • 1 łyżka słodzonych wiórek kokosowych (lub cukru kokosowego, jeśli macie)
  • 1/2 łyżeczki drobnej soli morskiej
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 4-5 łyżek lodowatej wody

Składniki na wierzch:

  • 1 czubata łyżka zmielonych migdałów
  • 1 duży, dojrzały ananas – obrany i pokrojony w cienkie półplasterki
  • 1 łyżka cukru kokosowego (użyłam brązowego i wiórków kokosowych)
  • drobno starta skórka i 1 łyżka soku z limonki

Przygotowanie:

  1. Nasmaruj lekko formę olejem kokosowym. W misce robota kuchennego lub ręcznie wymieszaj dokładnie wszystkie suche składniki.
  2. Zamrożony olej pokrój w kostkę i dodaj do suchych składników. Szybko rozmieszaj mikserem lub opuszkami palców do uzyskania konsystencji bułki tartej. Dodaj ekstrakt waniliowy i 4 łyżki lodowatej wody. Zagnieć szybko w jednolite ciasto – jeśli ciągle się kruszy, dodaj odrobinę więcej wody.
  3. Wyłóż formę ciastem, zaczynając od środka spodu. Rozłóż je jednolitą warstwą, pamiętając o jednakowej grubości ciasta w każdym miejscu, także przy brzegach. Nakłuj ciasto widelcem w wielu miejscach i wstaw do schłodzenia do lodówki na co najmniej 30 minut.
  4. W tym czasie możesz zająć się ananasem, jeśli jeszcze leży cały. Obierz go, wykrój wszystkie twarde i łuskowate części, pokrój na cienkie półplasterki.
  5. Rozgrzej piekarnik do 190 stopni. Spód tarty wysyp zmielonymi migdałami. Ananasa układaj od zewnątrz do środka, zakładając kawałki jeden na drugi tak, żeby ostatecznie otrzymać wzór wielkiego kwiatu.
  6. Posyp cukrem kokosowym lub wiórkami i piecz 35-40 minut, aż ananas pięknie się przyrumieni. Jeszcze ciepłą tartę posyp po wyjęciu skórką z limonki i posmaruj sokiem z limonki.
  7. Wyjmij z formy, krój i dekoruj dopiero po ostudzeniu! Możesz jako dekoracji użyć wymytych liści ananasa lub ubić śmietankę kokosową i podawać tartę z wielkim kleksem.

Smacznego!

Prosta tarta z owocami

Prawdziwa letnia tarta – cienki, lekko czekoladowy spód, dużo owoców i bita śmietanka do podania. Prostota w każdym calu.

Jeśli tak, jak ja, jesteście wielbicielami kruchego ciasta, to propozycja specjalnie dla Was. :)

Tarta z owocami – przepis

Czytaj dalej

Rustykalna tarta pomidorowa z bakłażanem i kiełbaskami – przepis

Wyglądam z okna na świat. Nie ma tam już moich ulubionych pól i lasu. Jest ulica, przy której stoją bloki. Chodnikiem idzie dziewczyna, trzymając w ręku różowy papierek ze złotkiem. Zajada czekoladę. Kawałek po kawałku. W przeciwną stronę jedzie na rowerze chłopak i długo jej się przygląda. Nawet odwraca głowę, kiedy ją mija, żeby jeszcze chwilę ją widzieć.

Każdy odnajduje przyjemność w czymś innym. Ja dziś odnalazłam w gorącej tarcie z bakłażanem, kiełbaską i pomidorami. Zapraszam na kulinarną ucztę, która po wyjęciu z piekarnika kusi zmysły, niczym włoska pizza.

Czytaj dalej

Tarta cytrynowa z bezą włoską – dla Sroczki

Zrobiłam dziś ze czterdzieści kilometrów na rowerze. Gdyby moja łąkotka mówiła, na pewno nie byłyby to słowa kulturalne. Ledwo żyję, ale zrobiłam tartę cytrynową. Wczoraj Sroczka rozmawiała ze mną o tartach i tak mnie zachęciła, że zrobiłam ciasto. Nasmarowałam trochę za bardzo formę z wyjmowanym dnem i zamiast złocistego spodu, wyjęłam jeszcze surowy, za to w kłębach dymu… Nie pozostało nam zrobić nic innego, jak otworzyć okna, włączyć okap i wyjść z domu.

Druga próba odbyła się dzisiaj wieczorem. Co się dało, zeskrobałam z dna piekarnika, trochę się tam wygrzało i dym już nie wypełzał z piekarnika. Zeszło mi strasznie długo z robieniem czegokolwiek, bo czytałam sto razy to samo zdanie, chwiejąc się na nogach i dalej nie mogłam zrozumieć, o co tam chodzi. A wystarczyło wszystko wymieszać i podgotować.

Tarta cytrynowa jest jedną z moich ulubionych. Robiłam ją kilka razy i nie mam pojęcia, czemu jeszcze o niej nie napisałam? Można ją przygotowywać partiami: dzień wcześniej rozbić jajka i odłożyć białka na bezę, podpiec spód. Następnego dnia tylko upiec wszystko po kolei i już!

Tarta jest pyszna. I tyle. Z dedykacją dla Sroczki, która stała się wczoraj moją Muzą Kulinarną. :)

Czytaj dalej

Ciasto antydepresyjne – quiche lorraine i tartinki warzywne

Dziś, kiedy u mnie za oknem gęsta mgła, a na zegarze 11:11 (światła jeszcze mi nie gaście!), ogarnęła mnie totalna jesienna deprecha. Siedzę w domu z urazem kolana i po raz kolejny omija mnie wyjazd w góry. Wprawdzie domyślam się, jak będzie wyglądało to wyjście w góry. Wszyscy pójdą sobie najkrótszym szlakiem na Rycerzową i jak tylko dotrą, to na pewno z zadowoleniem wypiją za sukces niejeden toast. I na tym się pewnie nie skończy. ;)

Ponieważ picie to zupełnie nie moje klimaty, jakoś mnie nie martwi moja nieobecność TAM. Bardziej martwi mnie moje TU. To, że uwielbiam Beskidy, tamtejsze powietrze, klimat i samo łażenie po górach. I martwi mnie to, że łazić po nich nie mogę!

Mam za to czas, żeby zobejrzeć wszystkich fizjoterapeutów w okolicy i umówić się na wizytę.  I mogę wpisać wreszcie (wreszcie, wreszcie!) przepis na klasyczną tartę lotaryńską z eksperymentalnymi… hmm… eksperymentalnymi… No. Z takim czymś jak tarta TATIN, ale w moim wydaniu!

Czytaj dalej

Jesienna tarta cebulowa z tymiankiem

Wyszłam rano do sklepu. Przed samymi drzwiami zdjęłam kaptur i jakie było moje zdziwienie, że jest tak zimno! Lato rozpieściło zmysły do niemożliwości. Złota jesień poprawiła humor i nastroiła jeszcze radośniej. A tu już rano mgły, nocne przymrozki i inne takie. Ja się nie dam!, obiecuję sobie w duchu. Bo przecież już niedługo znów tak będzie, prawda? :)

 

Smak listopadowego smętu z deszczem. To jest duży szpan.

Jan Kanty Pawluśkiewicz

Cebula jest pyszna. I ma warstwy. Jak każdy człowiek. Nie da się jej odkryć natychmiast. Jej smak i aromat zmienia się z każdą chwilą. Potrafi zaskoczyć, a niespodziewane zwroty akcji są jej bliskie zawsze. Na surowo może być ostra, słodka czy czosnkowa. Pieczona staje się słodka, tracąc zupełnie swoją „moc”. Karmelizuje się, dając niesamowite wrażenia. Wystarczy ją długo i delikatnie podsmażać, dodać odrobinę przypraw, troszkę wina i wychodzi konfitura cebulowa. Ach!

Dziś pomysł na tartę z pieczoną cebulą. K-w-i-n-t-e-s-e-n-c-j-a smaku!

Czytaj dalej

Dzień inny, niż zwykle – tarta z łososiem, groszkiem i wspomnieniem

Po prostu inaczej. Niecodziennie. Nie-zwykle. Dzień w mieście, z książkami i długim spacerem. Pogoda, z  racji pięknego słońca jeszcze jesienna. Ale ze względu na temperaturę raczej zimowa.

Przyszedł wiatr, niczym północny gość i drażni skórę, jak u Murakamiego w „Ślepej wierzbie i śpiącej kobiecie”. Tyle, że jemu zapach wiatru przypominał dojrzałą brzoskwinię. A mnie mroźne powiewy kazały myśleć, że w tamtym roku chodziłam o tej porze od schroniska do schroniska w Karkonoszach. Z dwoma facetami, z których jednego znałam od połowy października, a drugiego poznałam już na wycieczce.

Romantyczna historia. Nie powiem. Dużo lepiej brzmi: poznaliśmy się w górach, gdzie w nocy widać było tylko niebo pełne gwiazd, niż poznaliśmy się nad ranem w dusznej dyskotece. Czytaj dalej

Tarta 5S: Soczewica, Szpinak, Ser, Szynka, Śmietanka

Jechałam dziś na składaku. Pamiętacie jeszcze takie rowery? ;)

Ciężko, oj, ciężko. Nie jeździłam na takim rowerze bardzo dłuuuugo. Ile się trzeba nakręcić tymi pedałami, żeby dojechać do celu. O przyspieszaniu nie wspomnę. Wygoda siedzenia pozostawia wiele do życzenia. Za to bez problemów da się jechać bez trzymania rąk na kierownicy. I jest tak dużo wygodniej, bo nie trzeba się składać na pół i walić zębami w kolana.

Miało być o tarcie.Tarta rzuca na kolana (te obite zębami na składaku), jeśli tylko potraficie docenić nowe smaki i cieszyć się innymi połączeniami składników. Jeśli rozłożycie na wierzchu ser i suszoną szynkę, to nawet zagorzali wrogowie szpinaku i soczewicy ich nie zauważą. Tym bardziej, że ilość składników można spokojnie dowolnie modyfikować, aż do osiągnięcia upragnionych proporcji.

A potem wsiądźcie na rower i jazda!

Przepis na specjalne życzenie Agaty.

Tarta 5S

Składniki ciasta:

  • 150 g mąki pszennej
  • 50 g rozdrobnionych płatków owsianych
  • 100 g schłodzonego masła
  • 2-4 łyżki bardzo zimnej wody
  • szczypta soli

 

Składniki nadzienia:

  • 100 g czerwonej soczewicy
  • 1 łyżka oliwy
  • 50-100 g szynki długodojrzewającej lub cienko pokrojnego boczku w paskach (serrano, tyrolskiej, szwarcwaldzkiej, speck)
  • 500 g świeżego szpinaku, oczyszczonego, bez łodyżek
  • 100 g twardego wędzonego sera (mozzarella, gouda, oscypek)
  • 3 jaja
  • 200 ml słodkiej śmietanki 30%
  • 10 pomidorków koktajlowych, przekrojonych na połówki (lub 2 duże pomidory, pokrojone w półksiężyce)
  • sól, pieprz

 

Wykonanie:

  1. Przygotuj ciasto. W misce wymieszaj mąkę z płatkami owsianymi i solą, Dodaj pokrojone masło, posiekaj z resztą składników. Dodaj wodę, szybko uformuj kulę, a następnie wylep nim posmarowaną masłem formę. Wstaw do lodówki na co najmniej 30 minut. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni. Piecz ciasto 15 minut bez nadzienia, wyłożone pergaminem i obciążone fasolą. Następnie zdejmij pergamin z fasolą i piecz jeszcze 5 minut. Ostudź przed nakładaniem nadzienia.
  2. Przygotuj nadzienie. W osolonym wrzątku gotuj soczewicę przez 10 minut. Szpinak umieść na sitku nad soczewicą i gotuj na parze kilka minut, aż zmięknie (młody potrzebuje 2-3 minut, starszy nawet 10 minut). Szpinak dokładnie odciśnij z wody i posiekaj.
  3. Na łyżce oliwy podsmaż szynkę, aż będzie chrupiąca. Ser pokrój w grubą kostkę.
  4. Soczewicę i szpinak wyłóż na ciasto. Ubij jaja ze śmietanką, przypraw solą i pieprzem. Wylej na tartę, wyłóż na wierzch połówki pomidorków rozcięciem do góry. Powciskaj między pomidory ser i szynkę.
  5. Piecz 40 minut, aż nadzienie się zetnie i zyska złoty kolor.

Tartę można przygotować dzień wcześniej i trzymać w lodówce, a przed podaniem podgrzać w piekarniku lub mikrofalówce (30 sekund, moc 750W na każdy z 8 kawałków). Bardzo dobra również na zimno, z wiosenną sałatką.

     

    Oryginalny przepis jest nieco bardziej niemiecki i ma w sobie 250 g tłustego boczku, mniej szpinaku i ser tallegio. Jeśli macie dostęp do świeżej szałwii, dodajcie ją obowiązkowo do nadzienia i udekorujcie jej listkami ciasto po upieczeniu.

    Smacznego! :)

    Pomysł to połączenie dwóch przepisów z książki Tarty wydawnictwa Muza i nieco własnej inwencji. Jeśli tylko znajdziecie tę książkę w księgarni, kupcie bez wahania. Wszystkie, ale to wszystkie przepisy są doskonale dopracowane. Zdjęcia powalają na kolana. Smaki zadowolą każdego. Na ostro, na słodko, z owocami, warzywami, mięsem, owocami morza. Jeśli masz ochotę na tartę, na pewno ją tu znajdziesz, mówiąc w skrócie. :)

    Składak. Swoją drogą, to też słowo na S. Ta tarta też taka składakowa. Trochę tego, trochę owego. Składana z części. I dlatego tak bardzo mi smakowała.

    Wilk to mały pikuś

    Klo lubi zwierzątka większe, niż plankton?

    Trzeba mieć naprawdę szalonych znajomych, którzy wyciągną Cię na koniec dnia w miejsce, o którym nie wiesz nic. Dobra, wiedziałam, kto tam będzie. I jakie żywe niespodzianki mnie czekają. :)

    Na dzień dobry Psy Trzy. Który jest który? Oto jest pytanie.

    Na pierwsze danie – konie. Piękne, spokojne i ani się mnie nie bały, ani ja ich. A z końmi to niewiele w życiu miałam do czynienia. Zawsze uważałam, że są bardzo mądre i na tym się cała moja wiedza kończyła. W tamtym roku jeszcze byłam na zabezpieczeniu skoków. Atmosfera takich miejsc robi jak najbardziej pozytywne wrażenie. Zresztą, wszystkie osoby „z końską pasją”, jakie znam, mają ten dobry typ charakteru. Dobrzy ludzie. Yen, to do Ciebie też!

    Na drugie danie – powtórka z rozrywki. Jak stoi obok Ciebie pies rasy wilczarz, a przy nim drugi trochę większy, a przy nim trzeci, jeszcze większy… to zwyczajnej wielkości pies i  inne stworzenia boskie nie robią na Tobie wrażenia. Byle tylko nie mówić wilczarzom wprost, że po burzy śmierdzą mokrym psem. Bo wtedy się obrażają. ;)

    Przy takim psie, to człowiek siedzi w zagrodzie, żeby mu szaszłyka nie zeżarły. A maleństwa stoją za ogrodzeniem, robią smutne oczy i udają, że nie jadły od tygodni, chociaż dopiero co opróżniły michy. Ale jak nie dostaną Twojego kawałka kiełbasy, to przecież na pewno zginą z głodu. Widocznie psy (i koty też) mają to w genach, bez względu na rasę czy płeć. Wielkie, smutne oczy. Daj, no daj, to na pewno miała być moja kiełbasa.

    Ciężko stwierdzić, czy to ja się do nich przytulałam, czy raczej one to wymuszały. Kot sam właził do przytulania. Najpierw uparcie wchodził na talerze, póki były pełne. Ale potem zmieniło mu się i już przychodził tak od niechcenia. Niby się łasił, niby przytulał, ale jak widział w pobliżu szansę na wyżerkę, to leciał jak głupi. Czyli że taki głupi to on nie jest.

    Przedpołudnie i południe też minęło świetnie. Jak tak dalej pójdzie, nadrobię wszystkie zaległości towarzyskie w tym tygodniu. Albo w przeciągu dwóch tygodni. Mój wykres socjometryczny nabierze niespotykanych dotąd barw i życia. Dolce far niente! :)

    Jeśli rano myślałam, że nie dam rady się bardziej opalić, to godzinna wycieczka rowerkiem wodnym z Przyjaciółką, jej chłopakiem i jego siostrą dobitnie mi uświadomiła, że nie ma rzeczy niemożliwych. A chciałam tylko zaznaczyć, że mamy początek maja!

    I do tego objadłam się dziś tortillą z salsą pomidorową. A na obiad zjadłam dwa kawałki kruchej tarty. Szpinak, soczewica, prosciutto, kabanosy, ser wędzony, masa jajeczna, śmietanka kremówka… Nie byłabym sobą, gdybym o tym nie wspomniała. Będzie przepis na specjalne życzenie, ale błagam, jest dwanaście po północy. Nie dziś!

    Aha. I jechałam pociągiem. Taaaaaaa. To jest dopiero powód do dumy i chwały. Za kilka dni już nie będę taka szczęśliwa, bo inaczej jedzie się półtorej godziny, a inaczej półtorej dnia. Szczegół. Dziś wymyśliłam se, że wstanę o szóstej i zdążę na pociąg o wpół do ósmej. Ja! O tej porze! W Święto Narodowe i Kościelne! Wstałam! [Gromkie brawa. Kurtyna opada. Widzowie krzyczą Bis! Bis!]

    W drodze powrotnej zasnęłam z gazetą w ręku (w wielkim sekrecie napiszę, że był to numer Smaki. Psychologia i kuchnia). Obudził mnie ulewny deszcz, który lał mi się na głowę przez otwarte okno. Cóż za klimatyzowane pomieszczenie, taki stary pociąg.

    Strach przed lataniem i głód doświadczeń (domowy chleb)

    Niewygodny PRZEMĄDRZALE zachęcił mnie do wrzucenia przepisu na chleb, także dziś będzie kuchennie – domowy chleb i powalające zapachy z kuchni.

    Przy okazji dodałam przepis na pizzę bez ugniatania (dla chętnych ugniatanie przez 5-7 minut). Rośnie troszkę w kuchni, potem trzymamy w lodówce i voilà, mamy gotowe ciasto, które trzeba tylko upiec. Lepsze, niż gotowa pizza z zamrażalnika (nie odważyłam się zjeść takiego czegoś więcej, niż dwa razy w życiu, więc mam marne porównanie). Ale i tak lepsze o niebo.

    Świętuję Wielkanoc nie tylko jako przerwę świąteczną, ale przede wszystkim jako moje najważniejsze święto w życiu duchowym. Kiedy byłam młodsza, Boże Narodzenie było ulubionym świętem. Prezenty, choinka, śnieg (tak, tak, w dzieciństwie bywał Śnieg na Święta). Zapach piernika, cała rodzina przy dzieleniu się opłatkiem.

    Z biegiem czasu zaczęłam dostrzegać głębszy wymiar Wielkanocy. Na Wielki Piątek proponuję całe 1:34 minuty nagrania słów Dominikanina, O. Adama Szustaka. Ten człowiek nie mówi dużo. Ale mówi wiele. Postne smaki – Wielki Piątek. A potem w milczeniu przygotujcie chleb. I cieszcie się miłością otwartych ramion. :)

    Chleb bez wyrabiania

    Czas przygotowania: 5 minut | Czas oczekiwania: 12-18 godzin | Czas pieczenia: 45-60 minut

    Inspiracje: Maryla Musidłowska (przepis i film) , Jim Lahey (film), Asia – Kwestia Smaku – dodatki i cenne uwagi (przepis)

    Składniki:

    • 2 szklanki mąki pszennej typ 500
    • 1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej typ 1850
    • 1 łyżeczka suszonych drożdży instant*
    • 1 1/2 łyżeczka soli
    • 1 1/3- 1 3/4szklanki zimnej wody
    • 1/4 łyżeczki octu z czerwonego wina**
    • 1/2 łyżeczki cukru**

     

    Dodatki:

    • 50 g drobno startego parmezanu
    • 50 suszonych pomidorów (ja dawałam takie bez oliwy)

     

    Przygotowanie:

    1. Mąkę przesiać do sporej miski lub garnka, dodać resztę składników i dodatki. Dodać wodę i szybko zamieszać (około 30 sekund). Wodę można dodawać stopniowo i zależnie od typu mąki dodać mniej lub więcej. Ciasto powinno się kleić. Przykryć ściereczką i odstawić w temperaturze pokojowej na 12-18 godzin.
    2. Ciasto powinno być dobrze wyrośnięte, kleiste. Wyłożyć je na oprószoną mąką stolnicę i szybkim ruchem złożyć w kulę. Można próbować uformować je w misce. Następnie przełożyć na mocno obsypaną mąką lub płatkami owsianymi lnianą/bawełnianą ściereczkę, przykryć i odstawić na kolejne dwie godziny, aż podwoi objętość.
    3. Na 30-45 minut przed końcem rośnięcia rozgrzać piekarnik do maksymalnej temperatury (u mnie 250°C). Ustawić kratkę na 1/3 wysokości od dołu i położyć na niej spory garnek żeliwny (używam emaliowanego garnka o średnicy18 lub 22 cm) lub duże naczynie żaroodporne z przykrywką.
    4. Kiedy ciasto podwoi objętość, a piekarnik będzie nagrzany, ostrożnie wyjąć garnek z piekarnika i szybkim ruchem przełożyć do niego ciasto. Wstawić do piekarnika na 30 minut pod przykryciem.
    5. Zdjąć przykrywkę i piec dalej 15-30 minut (ja piekę 20 minut), aż chleb będzie ładnie przyrumieniony, ale nie spalony. Wyjąć garnek, podważyć chleb nożem i wystudzić na kratce.

    Smacznego!

     

    * Przy robieniu chleba bez dodatków należy zmniejszyć ilość drożdży do 1/2 łyżeczki;

    ** można pominąć ocet i cukier, ale jeśli nigdy nie robiliśmy ciasta z suszonymi drożdżami, nie zaszkodzi im pomóc w rośnięciu :)

    Doskonale smakuje ze świeżym masłem lub sosem z oliwy, soku z cytryny, soli, pieprzu i świeżych ziół.

     

     

    Dobrych Świąt Wielkanocnych!

    Na koniec wspomnienie niespodzianka. Niech Wasze życie będzie właśnie taką szaloną radością ludzi całkowicie oddanych sprawie. Słuchając słowackiego, angielskiego i Bóg wie jakiego innego języka, cieszcie się życiem. I tym, co ci ludzie wyczyniają.

    Tarta z malinami

    Na wspomnienie lata. Jak tylko będą znów świeże maliny,  zrobię tartę na bogatym kruchym cieście. Dodam do nich orzechy włoskie, borówki amerykańskie i zjem. Nie próbowałam jeszcze robić z mrożonych owoców w zimie. Przy muffinkach stosuje się zasadę, że z mrożonymi owocami piecze się pięć minut dłużej. Generalna zasada – najpierw podpiec spód, a potem wszystko z sosem. I będzie boskie :)

    Tarta malinowa z orzechami

    Spód:
    • 2 czubate szklanki mąki pszennej
    • 125 g zimnego masła lub margaryny (1/2 kostki)
    • 1/3 szklanki cukru kryształu
    • opakowanie cukru waniliowego
    • 1 jajko
    • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia

    Nadzienie:
    • 150 g posiekanych orzechów włoskich
    • 800 g świeżych malin, jeżyn lub borówek amerykańskich (tyle, żeby starczyło na jedną, gęstą warstwę owoców)
    • skórka starta z jednej cytryny
    • 3 jajka
    • szklanka śmietany 18%
    • pół szklanki cukru

    Forma do pieczenia tarty (lub duża tortownica z odpinaną obręczą), wysmarowana tłuszczem i delikatnie
    oprószona mąką.

    Ciasto:
    • Mąkę razem z proszkiem do pieczenia przesiać przez sitko do głębokiego garnka lub miski. Wsypać cukier i cukier waniliowy, wymieszać. Dodać zimną margarynę pokrojoną na małe kawałki i siekać nożem do rozdrobnienia i wymieszania składników. Na koniec wgnieść palcami tłuszcz w resztę składników, aż osiągniemy konsystencję podobną do okruchów chleba. Dodać lekko roztrzepane jajko i szybko zagnieść w jednolitą kulę.
    • Rozwałkować ciasto na okrągły placek, zawinąć na wałek i przełożyć do formy, tworząc spód i boki tarty. W razie rozerwania ciasta, szybko zalepić dziury, żeby spód był szczelny. Nakłuć całe ciasto widelcem i włożyć do lodówki na minimum godzinę.

    Nadzienie:
    • W międzyczasie rozgrzać piekarnik do 190 stopni. Orzechy pokroić w drobną kostkę, z malin wybrać tylko ładne, bez pleśni.
    • Wyjąć ciasto z lodówki i wyłożyć na spód połowę orzechów. Na nie wyłożyć wszystkie owoce w jednej warstwie. Posypać resztą orzechów. Wstawić formę do piekarnika na 20 minut na blasze do pieczenia (nie na kratce!).
    • Przygotować sos: Wymieszać dokładnie jajka z cukrem, skórką cytrynową i śmietaną. Wylać delikatnie masę na
    podpieczone ciasto. Najlepiej ciasto wysunąć razem z blachą, żeby się nie wylało. Jeśli masy jest dużo, wylać jedną część na ciasto, a drugą po 10 minutach pieczenia.
    • Piec całość 30 minut, aż wierzch się zezłoci i masa zetnie.

     

    Poniżej zdjęcie tarty z jeżynami i prażonymi migdałami, wykonanej dokładnie według tego przepisu. Jeśli lubicie jeżyny, polecam!

    tarte au chocolat

    Rozpływa się w ustach. A dzięki temu, że jest niewysoka, nie trzeba sobie odmawiać kolejnego kawałka!

    Dobre momenty, jak fotografie, chowam w swej głowie jak w starej szafie :)

    Nieprzypadkowo motyw mojego bloga nazywa się Choco!

    Czekoladowa tarta z kawowym aromatem

    Kruche ciasto:

    • 175 g mąki pszennej
    • 2 czubate łyżeczki kakao
    • 125 zimnego masła, pokrojonego w kostkę
    • 25 g cukru pudru

    Nadzienie:

    • 4 łyżeczki żelatyny w proszku
    • 3 łyżki zimnej wody
    • 125 g cukru
    • 3 żółtka
    • 1 łyżka mąki kukurydzianej
    • 600 ml mleka
    • 2 łyżki grubo zmielonej kawy espresso
    • 50 g czekolady posiekanej na drobne kawałki

    Dodatkowo:

    • starta czekolada do przybrania (najlepiej starta ostrym nożem kuwertura), ew. groszki czekoladowe
    • bita śmietana

    Uwagi: Oryginalny przepis pochodzi z książki „Tarty”  wyd. Muza SA 2005. Jednak w mojej wersji pojawił się zaskakujący błąd drukarski, który uniemożliwia zrobienie nadzienia wg przepisu, ponieważ mówi o wymieszaniu i zagotowaniu wszystkiego razem, ale najpierw  z żelatyną. A w następnym zdaniu pojawia się informacja, żeby zdjąć garnek z ognia i znów dodać żelatynę.

    Zrobiłam po swojemu i taką wersję napiszę.

    Przygotowanie:

    • Ciasto: Rozgrzej piekarnik do 180°C. Przesiej mąkę i kakao, rozetrzyj dokładnie z masłem i dodaj cukier. Ugnieć szybko na jednolitą masę. Ciasto powinno być dość lepkie, nie należy dodawać mąki. Wyłóż nim posmarowaną tłuszczem, głęboką formę o średnicy 20 cm z karbowanym brzegiem. Piecz od razu 20 minut w piekarniku lub włóż do lodówki na pół godziny. Nie nakłuwaj spodu ani brzegów, żeby później nie wypłynęła masa. W tym przypadku piekarnik możesz rozgrzać później. Upieczone ciasto odstaw do ostudzenia.
    • Nadzienie: Żelatynę namocz z zimnej wodzie. W miseczce wymieszaj dokładnie cukier, mąkę kukurydzianą i 2 łyżki mleka.  Resztę mleka zagotuj z kawą w rondelku i dodaj do masy z cukrem.
    • Masę przelej znów do rondelka i ostrożnie podgrzewaj, aż zgęstnieje. Zdejmij garnek z ognia i dodaj żelatynę. Ubijaj masę dotąd, aż cała żelatyna się rozpuści. Następnie dodaj posiekaną czekoladę i mieszaj, aż się rozpuści. Wylej masę na ciasto i schładzaj przez kilka godzin.
    • Przełóż ciasto na paterę i obficie posyp startą czekoladą.

    Z ciasta wychodzą też bardzo dobre chrupiące ciasteczka. Po schłodzeniu lub nawet zmrożeniu, ciasto wałkujemy, podsypując kakao. Wycinamy foremką ciasteczka. Pieczemy około 15-20 minut, zależnie od grubości ciasta.

    Kinderbal! (Croque-monsieur)

    Bawmy się!

    Pink rum & tonic. Frytki. Cheeseburger. Różowe wino. Makaron z sosem z tuńczykiem. Sałatka grecka.  Szampan. Tarta czekoladowa. Och, życie, życie! :) Niewiele nam zostało tego roku. Warto sobie ponarzekać, póki jest za czym tęsknić. Jak przyjdzie osławione „nowe”, będzie można skakać z radości. A jak nic nie przyjdzie, to niech chociaż jakiś sensowny facet przejdzie przez próg jako pierwszy. I będzie nowe na starym, stare na nowym. Bitter – sweet symphony!

     

    Objadłam się pysznościami.  Po Świętach pora na inne dania :)

    • Croque-monsieur z serem wędzonym i parmezanem.
    • Sos pomidorowy z kaparami, mnóstwem oliwek, tuńczykiem…
    • Lavazza z nowego kubka – idealna porcja do szybkiego śniadania.
    • Dzień zakończony musem czekoladowo-kawowym, po którym przestaję wierzyć w autentyczność zdjęć w książkach kucharskich. Nie to, żeby wyszło źle. Ale ten mus nawet w jednej dziesiątej nie wygląda jak ten ze zdjęcia. On nawet nie ma prawa tak wyglądać! Przypomina panna cottę, także jak dla mnie jest git. I ten czekoladowy spód! Boski. Mmmm…

    Najważniejsze, to gotować w perłach. Niczym Julia Child. Wtedy żadne przeciwności nie mają szans w starciu z moją osobowością. Zmiażdżę je jednym niedbałym machnięciem ręki. Radość gotowania. Wraca z radością życia.

    Mehr Licht!