Czas pomyka

Mam ochotę nic nie robić. Della pisała u siebie o Misiu. Taaak. Zakopać się w stercie liści. Spać. Nic się nie dzieje, bo dziać się nie musi.

Albo siedzieć pod kocykiem w grubych wełnianych skarpetach, z wielkim kubkiem herbaty i dobrą książką. Gapić się w ogień, dorzucając od czasu do czasu drewna do kominka. Objadać się rozkosznie słodką czekoladą albo ciastkami z pesto i grana padano. Niech będzie ciepło, przytulnie, smacznie.

Przytulić się do swoich myśli, zakopać się w nich głęboko. Resztki energii przekazać tym wariatom, im nigdy za wiele. Odnajdują szczęście w bieganiu w kółko i gryzieniu się po szyjach.

A czas pomyka, godzina za godziną. Jutro jadę po cudeńka do Kazimierza Dolnego.

I niedługo będzie pora pakowania na wyjazd. Gdzie ten magiczny przycisk, co sam spakuje mój plecak?

Nie mogę się doczekać tej chwili, kiedy wywalę znów dwie trzecie zawartości, stanę z tym na wadze i przekonam się, że razem z taką ilością żarcia, ubrań, niepotrzebnych (ale wręcz niezbędnych w momencie pakowania) pierdółek, ważę ponad osiemdziesiąt kilogramów. A potem wywalę wszystko, wrzucę śpiwór, ze trzy koszulki, dwie pary spodni, duuuuużo skarpetek (nienawidzę ręcznego prania skarpetek) i parę kosmetyków. Znów stanę na wadze i mam nadzieję, że bez jedzenia nie dobiję do sześćdziesiątki. Potem bardzo ostrożnie dobiorę prowiant i jeśli przekroczę siedemdziesiąt, zacznę pakować się od nowa. W dwa razy mniejszy plecak. Za kilka lat spakuję się ze wszystkim do podręcznej torebeczki.

A na razie – płaczcie razem ze mną. Albo pomóżcie, no bo co, kurczę blade!

Mam w głowie taki obraz wiecznej szczęśliwości. Żadne tam Krainy Wiecznych Łowów. Po prostu jedna czeska chata z samego rana, spowita w gęstej mgle. I okno z poduszką do zamieniania się w Misia. Spać… Nie mogę się doczekać.


To było tak dawno

 

Są mosty na wzgórzu spalone w południe
i tarcza blaszana nad drzwiami fryzjera
i brzytwa po której nie krzepnąc krew spływa

Nie wiem, jak mają inni Blogerzy, ale dla mnie samo wpisywanie tagów do wpisu to już jest wyczyn myślowy. Najpierw wpisuję tagi, a potem myślę, skąd mi przyszły takie do głowy. Chwila zamyślenia. Moment zatrzymania. Przymykam powieki. Żebyśmy się poznali.

Ty i Ja. Pięć liter. A słowo pięć ma tylko cztery.

Moje miłości pomiędzy Ty i Ja nieskończenie blisko związane są z górami. Nawet szalone zakochanie w zupce chińskiej o smaku sera w ziołach zaczęło się i skończyło w górach. Gdzieś do tej pory mam paragon z pierwszej wycieczki o smaku Nudli.

(Czy ja mogłabym pisać o miłości bez pisania o jedzeniu???)

Słucham. W życiu piękne są tylko chwile. Zapamiętujemy je, żeby odtwarzać. Kiedy wszystko zaczyna się walić. Kiedy brakuje pomysłu na temat do rozmowy. Kiedy szukamy inspiracji do obiadu.

(Poddaję się. Nie umiem pisać o miłości bez wtrętów o żarciu.)

Chwile, które łączą Obecnych. Dzielą Rzeczywistość na Tu i Teraz oraz na Tam i Kiedyś.

w miasteczku anioły więdnące na drzewach
od czterech miesięcy nie golą już bród

Kiedy przygniata pewność niepewności, a rzesze ludzi zdają się przypływać i odpływać, jak pod urokiem zmiennych faz Księżyca, pozostaje spojrzeć wysoko w górę. Odszukać Gwiazdę Polarną. Odetchnąć powietrzem czystym jak dziecięca łza. Pobiegać boso po rosie. Bawić się ze szczeniakiem. I uśmiechać szczerze do własnych myśli.

Za murem szkło tłucze wylękła dziewczyna
a tarcza blaszana jak słonce się żarzy
wiec mruży dziewczyna swe oczy i ślepnie

Połączenie odrażających zapachów i wzruszających dotyków. Ostra mieszanka tego, co niewypowiedziane z tym, co krzyczą na dachach. Oddarcie z intymności na rzecz pierwszej strony w kolorowym tabloidzie. Ucieczka daleko w świat bez telewizji i zasięgu sieci komórkowych. Oto Życie.

Nie żyje już fryzjer zmęczony nad rzeką
pod drzwiami zostawił list i znaczki cztery
i brzytwę i ucho odcięte lecz czuje
rodzina napisze nagrobek jak wróci

Słownik filozoficzny. Śpiewy na dwa głosy. Rozwiązanie zagadki o średnicy Ziemi i sznurku. Spokój wieczoru po dobrze spędzonym dniu. Wygodne buty. Dobry sen. Bycie miłym.

Nie bądź zbyt krytyczny. Poznajmy się lepiej. Bliżej. Sprawdźmy, czy tęsknota za Ludzkością może zelżeć w porozumieniu z Człowiekiem. Zróbmy coś niezwykłego. Zostawmy po sobie tajemnicę. Taką, do której będzie można się uśmiechać do końca życia.

Nie wyjaśniajmy wszystkiego, niczym w rozbiorze zdania i wiersza. Zostawmy kilka szpar w myślach dla ciekawskich, którzy mają odwagę szukać Prawdy. Bądźmy odważni, gdy rozum zawodzi. W ostatecznym rozrachunku jedynie to się liczy.

Oto Życie. Anioły więdnące na drzewach.

 

 

———————

Fragmenty:

W Miasteczku Anioły – słowa Kazimierz Mikulski, muzyka Grzegorz Turnau

Przesłanie Pana Cogito – Zbigniew Herbert

Inspiracje:

Przyjemności – Bertolt Brecht

I moje wpisy z okolic 6 grudnia 2011 roku.