O tym, co ważne

Mój głos w sprawie wszelkich aktów wolności, klauzuli sumienia  i tego, co ludzie próbują nazwać, a dusza wie bez słów. Pozwolę sobie użyć słów Sándor Márai’a z jego Księgi ziół. Niech tytuł Was nie zmyli. Życie jest dużo bardziej zaskakujące, niż myślicie

Fragment pod tytułem: O tarpejskiej skale.

O TARPEJSKIEJ SKALE

Wcale nie jest pewne, że Spartanie, zrzucając z Tarpejskiej Skały dzieci o wątłym ciele, wraz z mizernymi ciałkami nie wyrzucali silnych, potężnych dusz. Zawsze kochałem wątłe dzieci; nie tylko żywiłem naturalną słabość do tak bezbronnych, małych, bladych istot, ale i respekt, a nawet pociąg. Wcale nie jest pewne, że największe wysiłki ludzkości biorą na siebie i wykonują je doskonale zbudowani zapaśnicy i nienaganni gladiatorzy, co więcej, sądzę, że chuchra też mają swoją sprawę na świecie, i być może ta ich sprawa wcale nie jest błahym zadaniem. Naturalnie, nie mówię, że mamy hodować mizeroty, mówię jedynie, żebyśmy ufali życiu, jego zamiarom względem ludzi, i uwierzyli, że istoty o wątłej posturze też mają swoją sprawę na naszym świecie. Być może życie właśnie ich wypatrzyło sobie do tak potężnych zadań, pod których ciężarem padłby gladiator. Tarpejska Skała zatem nigdy nie może być rozwiązaniem. Życie wie lepiej niż Spartanie, kogo ma zachować do współpracy, a kogo odrzucić.

O odwadze słów kilka

 

Odkąd chodzę często na basen, czyli od jakiegoś tygodnia, myślę na basenie o jednym facecie. Odkąd chodzę na basen = od kiedy to postanowiłam na stałe wrócić do cywilizacji, zamiast myśleć, czy mięso zeżre mi lis, a ser zjedzą myszy, i czy drewna starczy do podłożenia wieczorem do pieca.

Czytaj dalej

Zabawy okołofilozoficzne

Jak to życie potrafi odmienić najlepsze plany i najbardziej uszczegółowione zadania. Można starać się mocno, mozolnie i z wytrwałością Syzyfa pchać ten kamień, zwany rzeczywistością. Można równie dobrze uciekać, kluczyć, zahaczać o nieznane wątki. Odkrywać siebie poprzez zdziwienie. Działać tak szybko, żeby za sobą nie nadążać.

Plan jest przecież perfekcyjny. Gotowość więcej, niż stuprocentowa. Do startu, odmierzanego li tylko trzaskiem suchej gałązki lub wystrzałem z pistoletu, pozostało zaledwie kilka setnych sekundy. Rzeczywistość ma w końcu co najmniej szesnaście wymiarów. Przestrzeń nie kończy się na pięciu możliwych elementach. A całka to po prostu odwrotność pochodnej.

♣♣♣

Zabawy nienazwanym, próby sił pomiędzy intelektem, wrażliwością a ułomnością. Walka to czy tylko przyjacielskie spotkanie?

Przesłanie. Piękne niczym szelest listu, wpadającego do skrzynki. Listonosz odchodzi do następnego domu. A niecierpliwość każe wyciągać małymi paluszkami papier, zamiast biec po kluczyk do domu. Rozrywanie koperty, dotykanie opuszkiem palca liter, zapisanych czyjąś czułą ręką. Oglądanie znajomych trzydziestu dwóch liter, a jednak wciąż niosących niespodzianki.

Dziś dostałam piękny list. Kopertą była ramka, papeterią kolor ekranu, krój pisma zunifikowany. Jestem w trakcie czytania… Chciałabym dotknąć go dłonią, sprawdzić głębokość wgłębień po długopisie na kartce w kratkę. Lub w linię. Mogłabym nawet wodzić palcami po monitorze. Jeden z niewielu maili, który jest prawdziwym listem. Nie suchym zlepkiem Witaj-[wstaw dowolną oficjalną treść]-Żegnaj. Nie jest reklamowym spamem, na który sama się zgodziłam. Nie jest też korespondencją służbową.

♦♦♦

Jak widzicie, list zadziałał już na mnie, chociaż dopiero zaczynam docierać do początku. Słowa mnie oczarowały. Spotyka mnie tyle niezwykłych Osób, które zatrzymują się w moim życiu i od czasu do czasu któraś usiądzie w moim życiorysie niczym w przytulnej knajpce przy filiżance mocnej kawy. Nie chcę, żeby ten list się kończył. Jest szczery, głęboki. Napisał go Ktoś, kto mógł olać wszystkie problemy, sprawy. Tak zwyczajnie, bo prawie się nie znamy. Ktoś, kto mógł poprzestać na suchym Cześć, kiedy się widzieliśmy. Ale to nie jest taki zwykły człowiek. To Homo Sapiens. Człowiek Myślący. Jakże często nadużywamy nazwy tego gatunku dla określenia istot o gąbczastym mózgu, zalanego coca-colą, tłuszczem z fast-foodów i manią „mieć”. MIEĆ NATYCHMIAST.

I te kilka telefonów dziś. Z jednego planu na sobotę i niedzielę zrobiły się cztery… Rozrosła się okoliczna prawda (nie)realna i spotkała kamienie milowe własnych działań. Ten głos w słuchawce. Te słowa, budzące śmiech, wzywające do kolejnego spotkania. Jak nie tam, gdzie do tej pory, to w najcichszym miasteczku w Polsce. Albo pod Operą w Sidney. Jaka to różnica. Piękno nosi się w sercu. Posiedzimy, uszczkniemy troszkę magii od siebie nawzajem. Może ktoś weźmie wreszcie ze sobą atlas nieba i będzie można szerokimi ze zdumienia oczami patrzeć świadomie.

♥♥♥

Ćwiczenia z filozofii. Jeśli jeszcze nie nabyliście 101 zabaw filozoficznych Rogera Pol-Droit, to najwyższa pora przynajmniej się dowiedzieć, co to takiego. Niech to będzie zadanie wprowadzające. Podpowiedzi szukajcie tutaj.

Prostota jest wymagana. Żadnych ale?, żadnych dlaczego?. Zamiast tego poczucie, że śmieszność jest darem od Stwórcy i nie można jej marnować nadaremnie. Spróbujecie? Te ćwiczenia nie wymagają kondycji fizycznej. Kto wie, może stosujecie je codziennie lub od okoliczności do okoliczności. Warto coś dla siebie zrobić. Ostatnio proponowałam Ćwiczenia w styczniu. Pół roku temu. O, proszę, tutaj. Pora na nowości.

  1. Nastaw budzik na nietypową godzinę. Poranne wstawanie to zmora wielu ludzi. Te wszystkie czynności, jakie należy wykonać, żeby móc spojrzeć na siebie w lustrze i jeszcze się rozpoznać. Wyrobienie się ze wszystkim wymaga czasu, samokontroli i regularnej determinacji. Podsyćmy to uczucie. Zbudujmy dodatkową motywację. W ćwiczeniu nie chodzi jednak o budzenie się o wpół do czwartej nad ranem. Nic z tych rzeczy. Wstajecie o siódmej? Budzik dzwoni o 7:00, a Wy i tak zawsze minutę przed budzikiem? To ustawcie go tym razem minutę wcześniej. I sprawdźcie, o której się obudzicie. Tyle. Mało zaskakujące? Zobaczymy.
  2. Jedź na rowerze  po mieście i zwyczajnie się zgub. Proste. Dajcie sobie szansę na odkrycie miasta, zamiast biec wydeptanym traktem. Mówią tak wszystkie przewodniki, prawda? Ale możecie to zrobić też w zwykłym mieście, nie tam żadnym turystycznym przybytku rozkoszy i uniesień. Nawet w swoim własnym. Znam ludzi, którzy wiele lat poruszali się tylko po jednej części Krakowa, bo w inne nie jeździli. Nagle po dwudziestu paru latach trafiali tam z jakiegoś powodu i okazywało się, że świat trwa. Nie skończył się za mostem, blokiem, kamieniem. Byłam świadkiem takiego jednego olśnienia. Piękne i wzruszające. Uczymy się wciąż na nowo i przeżywany świat naszym nieznanym sercem. A mówiąc już mniej górnolotnie – może akurat traficie na mały osiedlowy sklepik z wyjątkowo miłą panią ekspedientką, która sprzeda Wam najlepsze na świecie ogórki małosolne?
  3. Idź na film o jedzeniu. Bądź przy tym koniecznie bardzo głodna/głodny. Polecam Jiro śni o sushi. Pomysł wypróbowany. A na jakie rzeczy ma się w trakcie ochotę! Aż warto zapisać, co przyjdzie Wam do głowy.
  4. Uśmiechnij się! Najpierw do siebie, potem do lustra, potem do kogoś zwyczajnie na ulicy. Na początek możesz wybrać pogodną staruszkę lub radosnego rodzica z dzieckiem. Jak jednak potrzebujesz powodu, to go sobie znajdź. Uśmiechaj się do ludzi, bo to nie boli. Bo wzmacnia mięśnie twarzy. Bo poczujesz się pięknie. Albo dlatego, że ja Cię o to poprosiłam.
  5. Poczytaj Herberta. Dajcie sobie szansę poznać coś mniej sztandarowego, niż Pan Cogito. Jakkolwiek wyjątkowy i niezwykle budujący, może warto poznać coś innego. Kolejarzom proponuję poszukać Dróżnika. A wszystkim proponuję fragmenty listów do Hali Musiołkowej, Muzy Zbigniewa Herberta.

 

14 III 1953
Z przyjaciółmi kłopoty… Kubiaczek kocha się, Mistrz Kisiel pije wódkę. Jerzy Z. mistycyzuje. Laski kiwają nade mną głową z żalem i modlą się o nawrócenie poety… Leopold wzywa do knajpy. Małe pieski marksistowskie zaczepiają na ulicy i chyba w mordę w końcu strzelę…

List bez daty
Cała Warszawa żyje wyścigiem. Mnie też ogarnął zbiorowy szał, stałem przedwczoraj na MDM-ie z tłumokiem bielizny wśród upału, przez pół godziny. Transmisja odwlekała się. Speaker zapowiedział Beethovena. – „Po cholerę ten Beethoven kiedy tam się Królak poci” – powiedział przy mnie starszy pan…

 

Ćwiczenia mogą trwać od sekundy do kilkunastu tygodni. Bywa, że przeciągają się na całe życie. Trwają sobie…

Trwałość? Czym jest na świecie trwałość?

•••

Maraton i tapenade

Przejechałam dziś jakieś 55 kilometrów rowerem, jeśli wierzyć mapom z Googla. Z czego dwadzieścia zrobiłam totalnie niechcący, bo miałam ochotę sprawdzić, dokąd dojadę Mostem Śląsko-Dąbrowskim. Nigdy nie przejeżdżałam go rowerem i dziś już wiem, dlaczego. Kiedy jadąc w różne strony, po raz trzeci wyjechałam w tym samym miejscu Północnej Pragi, a zaczęło zmierzchać, spytałam w końcu jakąś kobietę, gdzie jestem i jak mogę się dostać do innej części Warszawy.

Jak usłyszała, skąd jadę i dokąd, i ile razy jechałam już tymi samymi ulicami, zrobiła taką minę, jakbym co najmniej rozmawiała z nią na wylotówce do Gdańska, gdzieś w okolicach Łomianek. A tymczasem wystarczyło wrócić kolejny raz niemiłosiernie długą, ale w miarę prostą drogą, omijając wykopy (nasza stolica będzie mieć dumną drugą nitkę metra, więc pół miasta jest nieprzejezdne) i już dotarłam do miejsc, które rozpoznaję, czyli pod Stadion Narodowy. Po Euro2012 to już pewnie 99.9% Polaków go rozpoznaje.

Warszawa mnie bardzo zaskakuje. Moje nogi też to czują. Na pewno nie stracę kondycji przed wyjazdem w góry. A myślałam, że będę łączyć pracę z nieco mniej aktywnym wypoczynkiem. :P

Ale jaki dobry obiad dziś sobie zrobiłam. Prosty, niewyszukany, chociaż może część składników dość oryginalna. Wszystko, zapewniam, pasowało do siebie. Pomimo początkowego poczucia, że wcale niekoniecznie.

 

Smażony makaron z tapenade, indykiem, pieczonym oscypkiem i pomidorową sałatką z sosem balsamicznym

 

That’s life

Uwielbiam małe zaskoczenia. Chwile nagłej nieuwagi, kiedy okazuje się, że świat zmienia się na moich oczach. Zamykam powieki, otwieram. I nagle już jest inaczej, czuję to każdą cząstką swojego ciała.

Czuliście kiedyś mrowienie, spowodowane czekającą na Was niespodzianką, o której nie wiedzieliście nic, poza faktem, że jest? :)

Gorzko-słodkie życie. Odczarowane, oderwane, prawdziwe, chociaż brutalność przeplata się w nim z czułością. Pięknie opowiada o tym książka „101 zabaw filozoficznych” autorstwa  Roger-Pol Droit’a. W niesamowitym przekładzie Elżbiety Urscheler.

Pamiętacie jeszcze słowa:

  • prostota
  • błahostka;
  • oczarować kogoś;
  • marzenia;
  • zdumienie;
  • poszukiwanie?

Facet, który napisał tę książkę, musiał się chytrze uśmiechać przy każdej kolejnej stronie. Nie sposób „pobawić się” we wszystkie zabawy po kolei. Niektóre mogą być wręcz niebezpieczne, niektóre są tak irracjonalne, że czyta się jedną stronę dziesięć razy dla pewności, że naprawdę chodzi o zrobienie „czegoś”.

Do odważnych należy wypróbowanie. Podany jest czas trwania (2-3 minuty), potrzebne materiały (to, co masz pod ręką) i efekt końcowy (odsymboliczniający). Przykład pochodzi z zabawy nr 2 Pozbawić jakieś słowo sensu. :)

Do dzieła. Ja już odsymboliczniłam BUTY (?!?!?), SZNURÓWKI, BALON. Uch. Co za słowa!

Dla mniej odważnych, ale spragnionych literatury pięknej i szalonej, doskonała propozycja do czytania. Lepsze niż kryminały.