Zupa z jarmużem i kalarepką

Lato. Ten zapach łąk i lasów rozgrzanych słońcem. Ta soczysta zieleń warzyw, cudowna kruchość owoców. I smak, bez porównania z czymkolwiek.

Można mieć lato cały rok w słoikach, mrożonkach i innych przetworach. Ale nigdy nie będzie tak wspaniałe, jak właśnie teraz. Jeszcze są warzywa typowo letnie, a już sporo jesiennych. Czyli – pora na pyszną, lekką i letnią zupę.

Będzie się gotowała powoli. Nigdzie nie trzeba się spieszyć. Ani z niczym. Doskonała, żeby celebrować chwilę. Kroić z radością i cieszyć się. Że jest co jeść i że wszystko takie pyszne i świeże.

Zupa z jarmużem i kalarepką

Czytaj dalej

A ja czytam i czytam, i czytam

Tak parafrazując sobie dość dowolnie Grzesia Turnaua, i tylko Tobie zaufam, tylko Tobie uwierzę, a ja leżę i leżę, i leżę. Trochę ostatnio czytałam i to nawet na głos.

A w sumie to nie leżę, a siedzę na krześle. Tarasowym. Sama go zaolejowałam, ot tak. Pięknie teraz wygląda i nabrało takiego błysku, że aż miło. Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności i permanentny brak dużego stołu na użytek własny, to oto śliczne krzesło zostanie składowane w piwnicy i grzecznie doczeka następnej wiosny. Chyba, że nam się goście zwalą na głowę, o co ich serdecznie prosimy, to wtedy uroczyście je wyciągnę i będę się przechadzać dookoła.

Gości zapraszamy na naszą budowę bez jakiś szczególnych zapowiedzi. To znaczy, jeśli będą chcieli jeść chleb albo ziemniaki, to mogą przywieźć ze sobą. U nas zwykłe kartofle występują bardzo odświętnie. Tak średnio raz na miesiąc albo dwa. Jakoś makaron, kasza i inne dobra bardziej mi podchodzą.

Czytaj dalej