Dużo zdjęć i jeszcze więcej wspomnień

Jakoś tak dziś wyszło, że zebrało mi się na wspominanie. Znalazłam folder ze zdjęciami sprzed dwóch lat, wrzucony zupełnie osobno, niż wszystkie. Jak już kliknęłam, to zginęłam. Porwała mnie fala wspomnień i to by było na tyle. Dobrze, że obiad w postaci zupy czosnkowej (absolutny hit każdego zimnego dnia, szczególnie przy gorączce i katarze!) i gnocchi z indyczkiem i sosem brokułowym był za mną. Inaczej byłoby ciężko oderwać mnie od laptopa. ;)

Czytaj dalej

Się dzieje się!

Był u Was Święty Mikołaj? Ja mocno wierzę, że do mnie przyjdzie, jak skończy się huragan. Bo kto łaziłby w taką pogodę!

Normalnie szaleństwo w biały dzień. Biały tak dosłownie, bo wczoraj wchodząc do domu było biało. Coś pomiędzy bardzo gęstą mgłą a burzą piaskową. Naszą budowę ogarnął szał szlifowania. Jeden koleś jedzie z taka maszyna i zdziera ściana. A drugi, kładzie w tym czasie kafelki. Trzeci maluje sufit. Ja nie wiem, czy to właściwa kolejność. Jeden syfi, a drugiemu to pewnie oblepia cały pędzel i nasz sufit przy okazji.

Ten dym spowija całe jedno pomieszczenie. I całą resztę zupełnie nie wiadomo czemu. Pewnie ot, tak sobie.

Czytaj dalej