Dzień Kobiet

Raczej na goździki nie mam co liczyć. Na razie mogę na dwóch dużych palcach u nóg policzyć, ile razy dostałam kwiaty, więc może bez takich tutaj. ;)

Mam dla Was za to obraz Medicine Rose Frantzen. Urzekł mnie. Jest bardzo kobiecy. Znalazłam go na stronach kilku galerii, w tym American Gallery.

PS. Jeśli chcecie zobaczyć prace dwóch dziewczyn – całkiem małej i dużej – zapraszam na stronę bloga Nieco Inny (klik!). Czego to kobiety nie wymyślą. :)

Pozdrawiam i życzę słonecznego dnia. Earth’s Cry, Heaven’s Smile…

Alleluja!

Dla chrześcijan obrządku katolickiego dzisiejsza noc jest  najważniejsza w całym roku. Dzieją się rzeczy, których nie możemy objąć rozumem. I dobrze. Nie da się wszystkiego zrozumieć. Pewne kwestie – najważniejsze! – wymykają się logicznemu porządkowi. Wieczór Wielkiej Soboty należy już do Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego.

Weselcie się już, zastępy Aniołów w niebie! Weselcie się, słudzy Boga! Niechaj zabrzmią dzwony głoszące zbawienie, gdy Król tak wielki odnosi zwycięstwo. Raduj się, ziemio, opromieniona tak niezmiernym blaskiem, a oświecona jasnością Króla wieków, poczuj, że wolna jesteś od mroku, co świat okrywa! Zdobny blaskiem takiej światłości, raduj się, Kościele święty, Matko nasza! Ta zaś świątynia niechaj zabrzmi potężnym śpiewem całego ludu.

(…)
O, jak przedziwna łaskawość Twej dobroci dla nas! O, jak niepojęta jest Twoja miłość: aby wykupić niewolnika, wydałeś swego Syna. O, zaiste konieczny był grzech Adama, który został zgładzony śmiercią Chrystusa! O, szczęśliwa wina, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel! Uświęcająca siła tej nocy oddala zbrodnie, z przewin obmywa, przywraca niewinność upadłym, a radość smutnym.

Najpiękniejsza i najbardziej uroczysta liturgia roku.

Wszystkiego dobrego w te niezwykłe Święta! Niech będą dla Was momentem na zatrzymanie i pomyślenie, co dobrego może wnieść w Wasze życie odrobina wiary w niemożliwe.

Dziwne, ale prawdziwe

Wczoraj mój blog do godziny 23:21 odwiedziło ponad 10 tysięcy osób (dokładnie 10 826 osób). Z czego 9 380 otworzyło wpis Święta dla singli z pierwszą wzmianką o panna cotta na tym blogu. Komu zawdzięczam ten nagły sukces i zainteresowanie TĄ KONKRETNĄ tematyką, nieco już zdezaktualizowaną (a może dopiero raczkującą, kto to wie)? Nie mam pojęcia, ale to bardzo miłe. Dziękuję.

Świętujecie już? Ja staram się od Wielkiego Czwartku tak duchowo świętować. Pastowanie podłogi też może prowadzić do transcendencji. Nie wspominając o pieczeniu mazurka, babki cytrynowej czy keksu.

Czego życzyć w te Święta? Mnie poruszyła bardzo wczorajsza Liturgia Wielkiego Piątku. Diakon śpiewa modlitwę wiernych, a jest ona niezwykła. Pełna miłości, dobroci. Modlimy się o jedność chrześcijan, za Żydów, za wierzących i niewierzących. Ostatnie wezwanie jest jednak dla mnie najważniejsze. Bardzo poważne, a zarazem bardzo bliskie. Za wszystkich.

Ode mnie – dla Was. Bez względu na to, kto z Was świętuje, a kto ma tylko wolne. ;)

Módlmy się, najmilsi, do Boga Ojca wszechmogącego, aby oczyścił świat z wszelkich błędów, odwrócił od nas choroby, głód oddalił, otworzył więzienia, rozerwał kajdany, raczył dać bezpieczeństwo i szczęśliwy powrót podróżującym, zdrowie chorym, a umierających obdarzył zbawieniem.

Wszechmogący, wieczny Boże, pociecho strapionych i mocy cierpiących, † usłysz prośby tych, którzy w jakimkolwiek utrapieniu wołają do Ciebie, * aby wszyscy mogli się radować, że doznali w swoich potrzebach Twego miłosierdzia. Przez Chrystusa, Pana naszego.

Amen.

Jestem żółwiem! :)

Będzie o Kobietach i Mężczyznach. Typowo w moim stylu i moim sposobem.

Miałam nie pisać o jedzeniu, tylko o Dniu Kobiet, ale wszystko, no wszystko, mnie do tego wręcz zmusza. Ale dziś nie będzie o moim, tylko cudzym jedzeniu, dużo lepszym i naprawdę mistrzowskim. :)

Ale zanim, to chcę bardzo serdecznie podziękować wszystkim Panom, którzy o mnie pamiętali i nie wysyłali mi masowych życzeń typu „Kopiuj – wklej”. Dziękuję za piękne tulipany z samego rana, za pyszne czekoladki, wspaniale życzenia, niespodziewane wiadomości i całą masę dobrej energii, jaką dziś ku mnie wysyłaliście! :)

 

 

 

 

Un rêve à la noix - by Alexandre Dubosc

 

 

 

 

To teraz mogę spokojnie pisać o jedzeniu. Dwa tematy, oba ważne i bardzo smaczne.

1. Na Facebooku pojawiło się fantastyczne zdjęcie Alexandre Dubosc. Niestety nie znam francuskiego, żeby zrozumieć treść strony internetowej tego wielkiego człowieka, ale fotografie nie potrzebują słów. Porozmawiałam chwilę na czacie z Alexandre (jakie szczęście, że oboje znamy angielski!) i dostałam pozwolenie na umieszczenie zdjęć na blogu. Cieszcie się zatem razem ze mną, bo jest z czego.

Dzień Kobiet, więc zacznę od zdjęcia zatytułowanego „Maman?”. Na tyle jeszcze rozumiem francuski ;D

 

 

 

 

Maman? by Alexandre Dubosc

 

 

 

Bajeczne. Przesłodkie, zważywszy na ilość czekoladowych lentilków na zdjęciu. Panie Alexandre, jest Pan Mistrzem. Przyznaję. Takie zdjęcia make me run very quickly to find something sweet. Panu też się przyznałam, kiedy spytał, czy they make me hungry.

Jakże by inaczej mogło być! One powodują, że właśnie zjadłam kolejne ptasie mleczko. I kolejne. I kolejne. Mądrze ktoś wymyślił, że pod spodem jest druga warstwa.

Taka sztuka obroni się sama.

Alexandre jest fotografem i reżyserem – iluzjonistą. Dosłownie. Znalazłam jego film w Internecie i mnie wciągnęło, jak chodzenie po bagnach. Jak studnia bez dna. Jak… oglądanie jedzenia. Nie waham się napisać, że tworzy arcydzieła. Na samym dole wrzucę film, który mnie zachwycił, zanim zachwyciły mnie następne. Oglądać tylko pod warunkiem, że najpierw wszystko przeczytasz!

Monsieur Dubosc mówi, że bardziej, niż samo jedzenie zachwyca go możliwość zabawy z jedzeniem, kolorem, fakturą. Humor jest dla Niego czymś naturalnym w życiu. W sumie jeśli użył do zrobienia malinowego tortu 1475 zapałek, to spokojnie może mówić o sobie, jako o człowieku z poczuciem humoru. I dodaje, że jajka są „gwiazdami w lodówce”!. (Cały wywiad wersja angielska lub włoska tutaj.)

Wejdźcie na stronę autora zdjęć. Gwarantuję, że zdziwienie, ta siła napędowa radości i wynalazków, nie opuści Was na długo.

Było o Maman, będzie i Papa.

 

 

 

Papa?

Papa ? by Alexandre Dubosc

 

 

 

 

Przejdźmy do drugiego punktu.

2. Mój znajomy znad morza zajął drugie miejsce w Konkursie na Targach Gastro-Hotel. Wiecie co? Szczęka mi opadła*, kiedy napisał mi, co tam zrobił. Po prostu genialne dania! Uważam, że Szanowna Komisja widocznie się nie zna, bo nic nie mogło się z tym równać. No proszę Was, dania mówią same za siebie. Kreatywność ma to do siebie, że proste rzeczy potrafi przekształcić w dzieła sztuki.

Tyle tych wykrzykników dziś, ale jak tu się nie cieszyć z kulinarnych sukcesów, kiedy jest się takim głodomorem, jak ja. Oto lista konkursowych dań:

  • Wołowina w pieprzu czerwonym, białym i czarnym.
  • Szpinak z suszonymi pomidorami, czosnkiem i serem pleśniowym lazur zawijany w tortillę, panierowany w sezamie białym i podsmażony.
  • Fasolka zieloną zawijana w boczek.
  • Papryczki chili nadziewane lazurem.

He made my day! Jestem w raju, chociaż tylko o tym czytam. Gdzie byłabym, gdybym mogła tego spróbować?

(Dowiem się przy kolacji, kiedy skończę jeść tortillę… Bo przepis już idzie do mnie, cha cha!).

Gratulacje Mateusz!

Zjadłam tortillę na kolację. Właściwie to drugie danie, jeśli uznam, że trzy porcje fenomenalnej zupy ogórkowej są tylko pierwszym daniem. Robiłam i jadłam różne rzeczy, ale takiego połączenia jeszcze nie próbowałam. Miałam krótki instruktaż na czacie. Gotowanie na ekranie!

  • Biorąc pod uwagę, że jeszcze zanim przyszedł przepis, ja już byłam w kuchni i zrobiłam trochę na oko…
  • Biorąc pod uwagę, że wszystkie składniki miałam, poza sezamem, więc wykorzystałam siekane orzechy…
  • I biorąc pod uwagę, że nie udało mi się zwinąć, bo naładowałam tyle nadzienia, że dało się złożyć tylko na pół….

Wyszło i tak PYSZNE! :)))))))))))

Nie pokażę Wam zdjęcia, bo przy tych idealnie doświetlonych, wykadrowanych, pomysłowych, z głębią, kontrastem, fokusem i w ogóle przy zdjęciach Dubosc moje się chowają w mysią dziurę. Wrzucę kiedyś, kiedy już zapomnicie, że to pisałam.

* Szczęka mi dosłownie opadła. Zbierałam z podłogi, przyciskałam ręką, a ona znów spadała w dół. Przepisy padły na właściwy grunt.

A teraz, zostały jeszcze 34 minuty Dnia Kobiet.  W Katmandu mamy czwartą dziesięć nad ranem i jest już piątek. Idę skorzystać i wymoczyć swoje chude kości. (Zytka, mówi się jestem szczupła!)

A ja się dziś obudziłam (szczupła tak samo przedtem i potem)o godzinie czwartej trzy. 04:03 było na zegarku. Potem śniło mi się, w ulubionym sklepie mojej Mamy (która robi nieświadomie prawdziwy marketing szeptany i wszystkie inne markety mogą się cmoknąć) nagle wprowadzili reglamentację towarów i na półkach prawie nic nie było. Po dwie sztuki tego i owego. I jedna kostka masła.

A naprawdę to dawali tam dziś tulipany przed południem. ;)

Patrzę i patrzę, że miało być też o kobietach. Jest o mnie? Jest. Jest zdjęcie z Maman? Jest. Także jest o kobietach.

I jest zapowiedziany film. Nagrodzony, a jakże. Proszę usiąść i się zachwycać.

Amen.

Nowego Roku

Zwykła zmiana daty w kalendarzu. No i co, że zrywamy ostatnią kartkę. Ja dopiero kilka dni temu co zrywałam kartkę z listopadem. Jak styczeń poczeka na swoją kolej do marca, to co się takiego wielkiego stanie. Euro2012 odwołają? ;) Ale życzenia się należą, a jakże. No to niech się Wam bogaci, szczęści, rośnie w mądrość, ubarwia, rozsmakuje, rozmarzy i zezłoci (nie zezłości!). Amen. Niech tak się stanie. Bo to, co nas spotyka i co się o nas potyka, przychodzi spoza nas.

Ksiądz Jan Twardowski  & Zytka

Anioł wiedział :)

Spokojnego odpoczywania i pierników z choinki zajadania!

Samych wspaniałych przepisów do wypróbowania, nowych gór do zdobycia, pokonania wszystkich problemów i tylko szczęśliwych zakończeń w książkach.

Anioł wiedział, nie powiedział, a to było tak…

życie pełne jest niespodzianek
anioł milczał, ja bałam się, bo
live is full of zasadzkas, kochanie
nie wiedziałam co ześle mi los

(c) Zytka Maurion na Święta :)

Świętego spokoju

Pomódlmy się w noc Betlejemską,
W Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
by wszystko się nam rozplatało,
węzły, konflikty, powikłania.

 

 

 

 

 

 

Oby się wszystkie trudne sprawy
porozkręcały jak supełki,
własne ambicje i urazy
zaczęły śmieszyć jak kukiełki.

 

 

 

 

 

 

I oby w nas złośliwe jędze
Pozamieniały się w owieczki,
a w oczach mądre łzy stanęły,
jak na choince barwne świeczki.

By anioł podarł każdy dramat
aż do rozdziału ostatniego,
kładąc na serce pogmatwane,
jak na osiołka – kompres śniegu.

 

 

 

 

 

 

Aby się wszystko uprościło -
było zwyczajne – proste sobie -
by szpak pstrokaty, zagrypiony
fikał koziołki nam na grobie.

Aby wątpiący się rozpłakał
na cud czekając w swej kolejce,
a Matka Boska – cichych, ufnych -
jak ciepły pled wzięła na ręce.

Ksiądz Jan od Biedronki :)

W wielkim mieście żyć niełatwo, szczególnie w taką Noc? Posłuchaj tego :)

 

Od Świętego Mikołaja

When I look back, I see the landscape that I have walked through but it is different.

All the great trees have gone. It seems there are remnants of them.

But it is the afterglow inside of you of all those you met that meant something in this life.

(Olaf Rex: August 1977)

To tak, jak patrząc wstecz na kolejne lata i ten specyficzny dzień 6 grudnia. Dawniej budziłam się i byłam nieziemsko zaskoczona, kiedy szeleszczący prezent wynurzał się spod poduszki. Potem nie bardzo było komu wkładać prezenty pod poduszkę. A potem wszystko się zmieniło. Ale najdokładniej pamiętam poprzedni rok. Szłam do pracy na 9-tą. Obok spał mój chłopak, który akurat miał wolne. To musiał być poniedziałek. Aż sprawdzę ;) Tak, to był poniedziałek.

Spałam na tyle mocno, żeby zauważyć jedynie, kiedy wychodził i wtedy wrzucić mu pod poduszkę prezent. Nie było go prawie godzinę, ale widziałam dlaczego. Poszedł do LIDLa po ekspres do kawy. Byliśmy w takim okresie życia, że nie potrzebowaliśmy żadnych cudów za 700 złotych.Chodziło nam tylko o kawę, która nie będzie smakować jak rozpuszczalna. W razie, jakby się sprawdził, mieliśmy kupić  w przyszłości lepszy. Pamiętam, że niemal minęłam się z nim w drzwiach wejściowych, kiedy wnosił ogromne pudło do mieszkania.

-Spotkałem po drodze Świętego Mikołaja i zobacz, co kazał Ci wręczyć!

To była radość! Cały czas w pracy myślałam tylko o tym, że jak wrócę, napijemy się kawy. :)

Wróciłam, mój mężczyzna zdążył już przenieść się z ekspresem do siebie. Taki prezent niby dla mnie, ale w sumie stał u niego. Przeczytałam instrukcję, chociaż on był pewny, że wie wszystko bez instrukcji. A prawda, jak to prawda, leżała po środku.

Pamiętam ten smak pierwszej kawy. Te stosy filiżanek, kubków, akcesoriów do spieniania mleka, cukier, łyżeczki. Kawa nie była powalająca. Bardzo mocno palona, w dodatku oboje stwierdziliśmy, że z małej ilości na pewno nie będzie dobra. No to sypnęliśmy podwójną porcję na każdy kubek. Była tak mocna, czarna, smolista, kwaśna, że nie byłam w stanie jej wypić nawet z mlekiem. Ale wspomnienie zostało i to całkiem miłe. A jak waliło mi serce!

Wprawdzie teraz ani ekspresu nie ma (gałka od zmiany ustawień pękła, ekspres zmarł i dostaliśmy zwrot pieniędzy), ani chłopaka (jemu nic nie pękło, żyje nadal). Kto by się spodziewał, miało być inaczej…

Prezenty były bez dedykacji „dla grzecznego X” czy „grzecznej Z”. Ale może lubicie mieć władzę symboliczną i w ramach dedykacji chcecie napisać parę słów? Jeśli brakuje Wam pomysłów, zobaczcie, co w 1966 roku napisała moja Babcia Dziadkowi na okładce „Ocalenia Syrakuz” :)

Od Świętego Mikołaja – Dla niedobrego Męża.

 

6 XII 66r.